TUŻ PO PÓŁNOCY OTWORZYŁEM OCZY.

MÓJ WZROK NATYCHMIAST PRZYCIĄGNĘŁY ŚWIATŁA MIASTA MIGOCZĄCE ZA OGROMNĄ SZKLANĄ ŚCIANĄ NASZEGO APARTAMENTU. TEN WIDOK TO ABSOLUTNY SZTOS.

ALE W TEJ CHWILI TO NIE ON BYŁ DLA MNIE NAJWAŻNIEJSZY.

PODCZAS PRZYDŁUGIEGO OCZEKIWANIA NA MOŻLIWOŚĆ WEJŚCIA DO WYNAJĘTEGO LOKALU ZDĄŻYLIŚMY WCIĄGNĄĆ CAŁY ZAPAS WODY. DOSŁOWNIE CAŁY. ZARÓWNO TEN PRZYWIEZIONY ZE SOBĄ JAK I BUTELKI DOSTĘPNE W LODÓWCE APARTAMENTU.

NIE MIAŁEM WYJŚCIA. RUSZYŁEM NA NOCNĄ MISJĘ RATUNKOWĄ W CELU UZUPEŁNIENIA ZAPASÓW.

WYCHODZĄC, SFOTOGRAFOWAŁEM PLAN PIĘTRA ORAZ DROGĘ Z APARTAMENTU DO WINDY. TAK NA WSZELKI WYPADEK. CZŁOWIEK PO KILKUNASTU GODZINACH PODRÓŻY POTRAFI ZGUBIĆ SIĘ NAWET WE WŁASNEJ ŁAZIENCE, A CO DOPIERO W GIGANTYCZNYM KOMPLEKSIE HOTELOWYM.

NA SZCZĘŚCIE BEZ PROBLEMU WYDOSTAŁEM SIĘ Z WYNAJMOWANEJ PRZEZ NAS APARTO-HOTELOWEJ TWIERDZY.

WOKÓŁ PANOWAŁA CISZA. PORZĄDKU PILNOWAŁY KAMERY WSPOMAGANE PRZEZ ŻYWĄ I ZAPEWNE RÓWNIEŻ SZTUCZNĄ INTELIGENCJĘ. CENTRUM HANDLOWE LALAPORT BYŁO OCZYWIŚCIE ZAMKNIĘTE. PO DOJŚCIU DO GŁÓWNEGO PASAŻU OKALAJĄCEGO CAŁY KOMPLEKS WYBRAŁEM SKRĘT W PRAWO, W STRONĘ WIDOCZNEGO W ODDALI ŁĄCZNIKA PROWADZĄCEGO DO JEDNEJ Z WIDOCZNYCH ARTERII MIASTA.

I BYŁ TO STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ.

NA KOŃCU WISZĄCEGO NAD ULICAMI PASAŻU ZNAJDUJĄ SIĘ SCHODY I WINDA ŁĄCZĄCA GO Z POZIOMEM ULICY. PO DRUGIEJ STRONIE JEZDNI ŻYCIE TOCZYŁO SIĘ W NAJLEPSZE. MIMO PÓŹNEJ PORY KILKA OTWARTYCH RESTAURACYJEK SERWOWAŁO LOKALNY STREET FOOD. BYŁO NIE BYŁO — JEŚLI CHODZI O JEDZENIE — PÓŁNOC TO W AZJI JEDYNIE UMOWNA SUGESTIA.

KILKADZIESIĄT KROKÓW DALEJ ZNALAZŁEM OTWARTY CAŁODOBOWY SKLEP TYPU 7- ELEVEN. MIAŁEM FART. UDAŁO MI SIĘ W NIM DOSTAĆ GAZOWANĄ WODĘ MINERALNĄ. A W AZJI NIE JEST TO WCALE TAKIE OCZYWISTE. W WIELU MIEJSCACH TEGO KONTYNENTU ŁATWIEJ ZNALEŹĆ TRZYDZIEŚCI RODZAJÓW SŁODKICH NAPOJÓW NIŻ JEDNĄ BUTELKĘ PORZĄDNEJ WODY Z BĄBELKAMI. CHOĆBY SODOWEJ.

BYĆ MOŻE WŁAŚNIE DLATEGO KOSZTUJE ONA TUTAJ NIEMAL JAK DOBRO LUKSUSOWE — KILKA RAZY WIĘCEJ NIŻ ZWYKŁA WODA W TAKIEJ SAMEJ PLASTIKOWEJ BUTELCE.

POWRÓT DO HOTELOWEGO GNIAZDKA PRZEBIEGŁ BEZPROBLEMOWO.

WOMBACIK NADAL SMACZNIE SPAŁ. NAWODNIONY POSZEDŁEM W JEJ ŚLADY.

OBUDZILIŚMY SIĘ ok. 7:30 W ZDECYDOWANIE LEPSZEJ FORMIE.

PO DOPROWADZENIU DO STANU UŻYWALNOŚCI NASZYCH NIECO ZMIĘTYCH PODRÓŻĄ I CORAZ MNIEJ FABRYCZNIE NOWYCH CIAŁ, POSTANOWILIŚMY WYJRZEĆ Z TYMCZASOWO WYNAJMOWANEJ NORKI. TRZEBA BYŁO ROZPROSTOWAĆ NOGI I WRZUCIĆ COŚ NA RUSZT.

NA ZEWNĄTRZ PANOWAŁ CAŁKIEM ZNOŚNY — JAK NA KUALA LUMPUR — PORANNY UPAŁ. BYŁO CIEPŁO, TROCHĘ LEPKO, ALE JESZCZE DALEKO DO STANU, W KTÓRYM CZŁOWIEK ZACZYNA SIĘ POCIĆ NA SAMĄ MYŚL O OTACZAJĄCEJ GO TEMPERATURZE.

RUSZYLIŚMY SPACEREM W STRONĘ ODWIEDZONEJ PRZEZE MNIE W ŚRODKU NOCY CZĘŚCI MIASTA, Z NADZIEJĄ NA ZNALEZIENIE JAKIEGOŚ LOKALNEGO PRZYSMAKU.

AZJA SŁYNIE Z ULICZNEGO ŻAREŁKA, A KUALA LUMPUR JEST JEDNYM Z TYCH MIEJSC, GDZIE MOŻNA ODBYĆ KULINARNĄ PODRÓŻ PRZEZ PÓŁ KONTYNENTU BEZ KONIECZNOŚCI ZMIANY ULICY. KUCHNIE — MALEZYJSKA, CHIŃSKA, INDYJSKA, TAJSKA I KILKA INNYCH — STOJĄ OBOK SIEBIE, CZĘSTO POD JEDNYM DACHEM.

NAJBARDZIEJ ZNANĄ TEGO TYPU MIEJSCÓWKĄ W KL JEST JALAN ALOR.

PODCZAS NASZYCH WCZEŚNIEJSZYCH WIZYT W TYM MIEŚCIE, JESZCZE W LATACH DZIESIĄTYCH XXI w, BYWALIŚMY TAM REGULARNIE. MOŻNA POWIEDZIEĆ, ŻE MIELIŚMY STATUS GOŚCI POWRACAJĄCYCH, CHOĆ NIKT OCZYWIŚCIE TEGO NIE ZAUWAŻAŁ.

NIESPIESZNIE POKONALIŚMY KILKASET METRÓW DZIELĄCYCH LALAPORT SHOPPING OD ULICY JALAN CHANGKAT THAMBI DOLLAH.

BYŁO JESZCZE STOSUNKOWO WCZEŚNIE. WIĘKSZOŚĆ LOKALI DOPIERO BUDZIŁA SIĘ DO ŻYCIA. KELNERZY USTAWIALI STOLIKI, KUCHARZE SZYKOWALI STANOWISKA, A RESTAURACJE PRZYGOTOWYWAŁY SIĘ DO CODZIENNEGO OBLĘŻENIA.

SPACERUJĄC WZDŁUŻ „GASTRONOMICZNEJ” STRONY ULICY, NATRAFILIŚMY NA BARDZO DOBRZE ZAOPATRZONY SKLEP Z WINAMI.

ZAKUPY ROZWIĄZUJĄ CZASEM PROBLEMY, O KTÓRYCH CZŁOWIEK JESZCZE NIE ZDĄŻYŁ POMYŚLEĆ.

W NASZYM PRZYPADKU ROZWIĄZAŁY PROBLEM WYBORU NAPOJU DO PRZYSZŁEGO ŚNIADANIA.

W AZJATYCKICH RESTAURACJACH DO POSIŁKÓW NAJCZĘŚCIEJ DOSTANIEMY WODĘ, COLĘ ALBO PIWO.

ZWYKŁEJ BUTELKOWANEJ WODY STARAMY SIĘ UNIKAĆ. ZBYT ŁATWO JĄ PODROBIĆ, A MY, NIESTETY, MIELIŚMY JUŻ OKAZJĘ SIĘ O TYM PRZEKONAĆ. NAJCHĘTNIEJ PIJEMY WODĘ GAZOWANĄ, NAJLEPIEJ MINERALNĄ. JEŚLI JEJ NIE MA — SODOWĄ.

SŁODZONYCH NAPOJÓW RÓWNIEŻ NIE WCIĄGAMY.

POZOSTAJE WIĘC PIWO. TO ZWYKLE NAJBARDZIEJ UNIWERSALNY PARTNER DLA AZJATYCKICH DAŃ. PASUJE SMAKOWO, JEST ŁATWO DOSTĘPNE I ZAZWYCZAJ MA ROZSĄDNĄ CENĘ.

DLA MNIE ROZWIĄZANIE IDEALNE.

PROBLEM W TYM, ŻE PODRÓŻUJĘ Z WOMBATEM, KTÓREMU PIWO ZWYCZAJNIE NIE SMAKUJE.

Z BUTELKĄ DOBREGO AUSTRALIJSKIEGO WINA POD PACHĄ ZAWRÓCILIŚMY WIĘC W STRONĘ HOTELU, ROZGLĄDAJĄC SIĘ ZA MIEJSCEM GODNYM TAK SZLACHETNEGO TOWARZYSTWA.

WIĘKSZOŚĆ LOKALI NADAL NIE BYŁA GOTOWA DO ROZPOCZĘCIA SERWISU. SPOŚRÓD KILKU OTWARTYCH WYBRALIŚMY CHIŃSKĄ RESTAURACJĘ HONG LA QIAO.

OGROMNY LOKAL ŚWIECIŁ PUSTKAMI, ALE MENU WYGLĄDAŁO NA TYLE OBIECUJĄCO, ŻE POSTANOWILIŚMY ZARYZYKOWAĆ.

ZAMÓWILIŚMY NIEWIELKIEGO PIKANTNEGO WARZYWNEGO HOT POTA, „MAKARON DAN DAN” ORAZ „PIKANTNĄ ŻABĘ SKACZĄCĄ”. NA SZCZĘŚCIE SKACZĄCĄ WYŁĄCZNIE W NAZWIE.

JEDZENIE OKAZAŁO SIĘ REWELACYJNE.

TYLE ŻE LEKKO PRZECENILIŚMY MOŻLIWOŚCI NASZYCH ŻOŁĄDKÓW.

PO DŁUGIM ŚNIE WYDAWAŁO NAM SIĘ, ŻE JESTEŚMY POTWORNIE GŁODNI. NASZE ŻOŁĄDKI MIAŁY JEDNAK WŁASNĄ OPINIĘ NA TEN TEMAT.

WOMBAT WCIĄGNĄŁ SWOJĄ CZĘŚĆ JARZYN Z GORĄCEGO GARNUSZKA, ALE NIE DAŁ RADY POKONAĆ MAKARONU.

JA NATOMIAST POLEGŁEM W STARCIU ZE „SKACZĄCĄ ŻABĄ”. ALE NIE DLATEGO, ŻE UCIEKAŁA W PODSKOKACH. PO PROSTU PODANE DANIE ZASPOKOIŁOBY CO NAJMNIEJ TYGODNIOWE POTRZEBY ŻYWIENIOWE BOCIANIEJ RODZINY. 

OSTATECZNIE POPROSILIŚMY O PRZYGOTOWANIE PIERWSZEGO W TEJ PODRÓŻY TAKE-AWAY’a, Z RESZTEK TEJ NASZEJ PIERWSZEJ — W TEJ PODRÓŻY —  AZJATYCKIEJ UCZTY.

W TEN SPOSÓB — ZUPEŁNIE PRZY OKAZJI — UMOŻLIWIŁEM ŻABIE WYKONANIE OSTATNIEGO SKOKU W JEJ ZIEMSKIEJ KARIERZE. PROSTO DO KARTONIKA Z JEDZENIEM NA WYNOS.

PO TYM ŚNIADANIU, BARDZIEJ PRZYPOMINAJĄCYM RODZINNE WESELE NIŻ LEKKI PORANNY POSIŁEK, Z TRUDEM DOWLEKLIŚMY SIĘ DO APARTAMENTU.

NADSZEDŁ CZAS NA ZASŁUŻONY ODPOCZYNEK …

Leave a comment