08.11.2016 – TEHERAN – KOM – KASZAN

.

ŚNIADANIE DZISIAJ BYŁO INNE. NIE, ŻEBY PODANO COŚ NIEZWYKŁEGO. PO PROSTU MUSIELIŚMY ZAOPATRZYĆ SIĘ W LUNCH, BO PRZED NAMI DŁUGA DROGA I DOSZLIŚMY DO WNIOSKU, ŻE WCZEŚNIEJSZE PROBLEMY Z REZERWACJĄ I ASTRONOMICZNA CENA OBLIGUJE HOTEL DO ZADOŚĆUCZYNIENIA W FORMIE 2 BUŁEK PUCHATEK Z WSADEM…

WYMELDOWANIE POSZŁO BARDZO SPRAWNIE. MUSZĘ TO POWIEDZIEĆ: NASZE POCZĄTKOWE KŁOPOTY ZOSTAŁY CAŁKOWICIE ZREKOMPENSOWANE ZACHOWANIEM SIĘ DYREKCJI HOTELU HAFEZ, KTÓRA ZGODNIE Z ZAPOWIEDZIĄ NIE PRÓBOWAŁA OBCIĄŻYĆ NAS ŻADNYMI KOSZTAMI ZWIĄZANYMI Z PIERWSZYM NOCLEGIEM. SPOKOJNIE REKOMENDUJEMY TO MIEJSCE Z MAŁYM “ALE” – TRZEBA SIĘ TU ZAWSZE TARGOWAĆ O CENĘ. SZCZEGÓLNIE POZA SEZONEM (PAŹDZIERNIK – GRUDZIEŃ NA PEWNO). MIELIŚMY PŁACIĆ $75; PŁACILIŚMY $70 A SPOTKANI BELGOWIE $50 …

ZE WZGLĘDU NA NASZĄ SYTUACJĘ FINANSOWĄ (JAK WSPOMNIAŁEM WCZEŚNIEJ, OKAZAŁO SIĘ, ŻE WZIĘLIŚMY ZA MAŁO SAŁATY), WCZORAJ WIECZOREM USTALILIŚMY, IŻ Z HOTELU NA POŁUDNIOWY DWORZEC AUTOBUSOWY POJEDZIEMY METREM, DO KTÓREGO PODEJDZIEMY PIESZO.

TYM SPOSOBEM NA POŁUDNIOWYM TERMINALU BYLIŚMY PRZED 10-tą. DROGA Z HOTELU NA DWORZEC ZAJĘŁA OKOŁO 35 min. UWAGA: PO OPUSZCZENIU METRA NA STACJI TERMINAL E-JONOOB SKRĘĆ TUŻ PRZED GŁÓWNYM WYJŚCIEM Z BUDYNKU W PRAWO. ISTNIEJE TAM PODZIEMNE PRZEJŚCIE NA E-TERMINAL.

ZOSTAWIŁEM WOMBACIKA NA CHWILĘ Z BAGAŻAMI I POSZEDŁEM ZROBIĆ WYWIAD ŚRODOWISKOWY.
DWORZEC JEST DUŻY I NOWOCZESNY. NAJPIERW TRZEBA SIĘ PRZEDRZEĆ PRZEZ CHMARY TAKSÓWKARZY. GDY PRZED SOBĄ ZOBACZYSZ OGROMNY – W SENSIE SZEROKI – OKRĄGŁY BUDYNEK, WOKÓŁ KTÓREGO SĄ UMIESZCZONE STANOWISKA AUTOBUSÓW – JESTEŚ NA MIEJSCU. NIE TRZEBA WCHODZIĆ DO GÓRY DO HALI KAS. WYSTARCZY WYMIENIĆ NAZWĘ MIEJSCOWOŚCI DO KTÓREJ CHCESZ SIĘ DOSTAĆ.
JA, ZGODNIE Z INSTRUKCJĄ WSZEDŁEM NA PIERWSZE PIĘTRO I ZOSTAŁEM ODESŁANY NA DÓŁ. GDY ZBIEGAŁEM, GUCIO Z PIĘTRA JUŻ KRZYCZAŁ DO INNEGO STOJĄCEGO PRZY AUTOBUSIE, ŻE JESTEM PASAŻEREM DO KOM (QOM)…
SZYBKO WYJAŚNIŁEM, IŻ 100 m DALEJ MAM WARUJĄCĄ PRZY WALIZKACH PARTNERKĘ I GALOPEM RZUCIŁEM SIĘ DO PRZODU.  KILKADZIESIĄT METRÓW DALEJ ZAŁADOWALIŚMY SIĘ DO POJAZDU…
W PRZECIWIEŃSTWIE DO AZJI TUTEJSZE BUSY NIE SĄ ZBYT ZATŁOCZONE I JEŻDŻĄ BARDZO CZĘSTO. KOSZTUJĄ NIEWIELE. NASZ PRZEJAZD TO 12 TUMANÓW.
PRZED 12:00 BYLIŚMY W KOM – DRUGIM NAJWAŻNIEJSZYM DLA TUTEJSZYCH WIERNYCH MIEŚCIE.
NAJPIERW PRZEPROWADZILIŚMY SZYBKI REKONESANS W SPRAWIE DALSZEJ DROGI. OKAZAŁO SIĘ, ŻE Z PRZYSTANKU AUTOBUSÓW GDZIE SIĘ ZNAJDOWALIŚMY DO MIEJSCA GDZIE ZATRZYMUJĄ SIĘ BUSY JADĄCE DO KASZANU JEST NIEDALEKO. DLA PEWNOŚCI PODESZLIŚMY TAM, NAGABYWANI CAŁY CZAS PRZEZ ZGRAJE TAKSÓWKARZY. FAKTYCZNIE Z TEGO MIEJSCA ODCHODZĄ CO GODZINĘ AUTOBUSY DO KASZANU.
NIESTETY, NIGDZIE NIE ZNALEŹLIŚMY ŻADNEJ PRZECHOWALNI BAGAŻU… TRZEBA BYŁO JECHAĆ NA “PIELGRZYMKĘ” DO SŁYNNEGO SANKTUARIUM FATIMY AL-MASUMY Z WALIZKAMI. BRRRRYYYYY… ŚREDNIA PRZYJEMNOŚĆ.

WIDZĄC, ŻE JEDNAK BĘDZIEMY GDZIEŚ JECHAĆ TAKSÓWKARZE PRZYPUŚCILI KOLEJNY SZTURM. GDY TYLKO RZUCIŁEM HASŁO “FATIMA”, PODNOSZĄC W GÓRĘ BANKNOT 5 T, NA CHWILĘ ZAPADŁA CISZA, PO CZYM HAŁAS PRZEZ NICH WYDAWANY SKOCZYŁ O KILKA DECYBELI DO GÓRY. USIŁOWALI, JAK TO MAJĄ W ZWYCZAJU PRZEKONAĆ MNIE – OCZYWIŚCIE 99 % NIE ZNA ŻADNEGO JĘZYKA POZA LOKALNYM DIALEKTEM – ŻE MOJA CENA JEST TAK NISKA, IŻ NIE WCHODZI W RACHUBĘ. ZACZĘLIŚMY IŚĆ WE KIERUNKU MIASTA I JAK ZWYKLE OD RAZU ZNALAZŁ SIĘ CHĘTNY NA PODWIEZIENIE NAS ZA MOJĄ CENĘ… KOLEJNY RAZ TEN SPOSÓB OKAZAŁ SIĘ NAJLEPSZY!

DO KOMPLEKSU HARAM-E HAZRAT MASOUMEH JECHALIŚMY SZYBKO KILKANAŚCIE MINUT. NIESTETY PODJAZD POD SAM MECZET JEST NIEMOŻLIWY, ZE WZGLĘDU NA BLOKADY OTACZAJĄCE TO BARDZO WAŻNE DLA ISLAMU MIEJSCE. TRZEBA PODEJŚĆ OKOŁO 1 km, CO Z DWOMA WALIZECZKAMI, WAŻĄCYM PONAD 5 kg APARATEM, PASEM Z KOMPEM I KILKOMA KILOGRAMAMI SPRZĘTU W TEMPERATURZE 27°C NIE JEST MIŁE.

KOM (QOM) – GŁÓWNE WEJŚCIE DO HARAM-E HAZRAT MASOUMEH

.

DO SANKTUARIUM PROWADZI WIELE BRAM (10 CO NAJMNIEJ). PRZY KAŻDEJ Z NICH, KOBIETY, JEŚLI NIE MAJĄ SWOJEGO, MOGĄ WYPOŻYCZYĆ ODPOWIEDNI CZADOR ZA DARMO, ZOSTAWIAJĄC ID. DEPOZYT BAGAŻU ZNAJDUJE SIĘ ZA NAJBARDZIEJ ODDALONYM WEJŚCIEM N°1. PO DOTARCIU DO w/w BRAMY POWIEDZIELIŚMY BRAMKARZOWI, ŻE CHCEMY ZOSTAWIĆ BAGAŻE, A TEN SKOMUNIKOWAŁ SIĘ Z KIMŚ PRZEZ WALKI-TALKIE I KAZAŁ CZEKAĆ.
PO CHWILI NADSZEDŁ BARDZO ELEGANCKO WYGLĄDAJĄCY MĘŻCZYZNA W TRADYCYJNYM MUZUŁMAŃSKIM STROJU – WOLONTARIUSZ, PROFESOR UNIWERSYTECKI JAK SIĘ PÓŹNIEJ OKAZAŁO. ZAPROWADZIŁ NAS DO DARMOWEJ PRZECHOWALNI BAGAŻU I DOPYTAŁ CO NAS INTERESUJE. GDY JUŻ USTALILIŚMY CO I JAK POPROSIŁ O CHWILĘ CIERPLIWOŚCI I POSZEDŁ PO CZADOR DO UKRYCIA WOMBATA.
DOSTALIŚMY INSTRUKCJE W SPRAWIE FOTOGRAFOWANIA I WESZLIŚMY DO ŚRODKA. CZŁOWIEK TEN OPROWADZIŁ NAS PO WSZYSTKICH DOSTĘPNYCH DLA NIEWIERNYCH MIEJSCACH, WYJAŚNIAJĄC BARDZO SZCZEGÓŁOWO TO CO CHCIELIŚMY WIEDZIEĆ. NA KONIEC SPYTAŁ O NASZE DALSZE PLANY. DOWIEDZIAWSZY SIĘ, ŻE MYŚLIMY JESZCZE O OGLĄDNIĘCIU DOMU RODZINNEGO CHOMEINIEGO ZAOFEROWAŁ NAM PODWIEZIENIE.
SKORZYSTALIŚMY OCZYWIŚCIE.

DOM JEST ODDALONY OD SANKTUARIUM O OKOŁO 1 km. NIC CIEKAWEGO. MOŻNA SOBIE ODPUŚCIĆ.
SPACER DO PRZECHOWALNI BAGAŻU ZAJĄŁ NAM NIE WIĘCEJ NIŻ 20 min.

NA PRZYSTANEK AUTOBUSOWY WRÓCILIŚMY BEZ PROBLEMU ZA 5 T. JAK TO ZWYKLE BYWA W TAKICH MIEJSCACH STAŁO TAM MASĘ TAKSÓWKARZY USIŁUJĄCYCH PRZEKONAĆ PODRÓŻNYCH DO SKORZYSTANIA Z ICH USŁUG. NATYCHMIAST NAS OTOCZYLI  PYTAJĄC DOKĄD CHCEMY JECHAĆ. GDY USŁYSZELI, ŻE CZEKAMY NA MAJĄCY ZA 10 min ODJAZD AUTOBUS DO KASZANU, ZACZĘLI NA WYŚCIGI PRZEKONYWAĆ NAS DO PODRÓŻY TAM TARYFĄ, TWIERDZĄC, IŻ ZAPŁACIMY TYLE SAMO (10 T OD ŁBA), A DOJEDZIEMY SZYBCIEJ. TYMCZASEM PODJECHAŁ INTERESUJĄCY NAS  AUTOBUS I NIEPRZEKONANY DO JAZDY OSOBÓWKĄ WOMBACIK CHCIAŁ DOŃ WSIADAĆ. DLA MNIE, ZAWODOWEGO TAKSÓWKARZA PODRÓŻ TAXI MIAŁA SWOJE UROKI, A DO TEGO JASNE BYŁO, ŻE NIE MAJĄC ZAŁATWIONEGO W KASZANIE SPANIA, DOBRZE ZJAWIĆ SIĘ NA MIEJSCU JAK NAJWCZEŚNIEJ. TO CHYBA TROCHĘ PRZEKONAŁO WOMBACIKA I PODESZLIŚMY DO SAMOCHODU GOTOWI DOŃ WSIADAĆ. NAGLE OKAZAŁO SIĘ, ŻE W AUCIE SIEDZĄ JUŻ DWIE OSOBY I MAMY JECHAĆ WE CZWÓRKĘ. WOMBAT GWAŁTOWNIE ZAPROTESTOWAŁ A JA  ZACZĄŁEM WYCIĄGAĆ Z KUFRA WALIZKI. TAKSÓWKARZ ZOBACZYWSZY CO SIĘ ŚWIĘCI NATYCHMIAST WYCIĄGNĄŁ PASAŻERA ZAJMUJĄCEGO TYLNE SIEDZENIE ZAPRASZAJĄC NAS DO ŚRODKA… UPEWNIENI JESZCZE RAZ CO DO CENY WSIEDLIŚMY.
WRESZCIE RUSZYLIŚMY.
KIEROWCA JECHAŁ ZNAKOMICIE. PASAŻER Z PRZEDNIEGO SIEDZENIA WYSIADŁ NA ROGATKACH, A MY ZOSTALIŚMY PODWIEZIENI DO MIEJSCA, GDZIE NORMALNIE ZATRZYMUJĄ SIĘ AUTOBUSY. JUŻ TU CZEKAŁA NA NAS  KOLEJNA WATAHA TAKSÓWKARZY…

WZIĘLIŚMY RZECZY, PŁACIMY. MAMY NIESTETY TYLKO BANKNOTY 50 T. DAJĘ TAKI, A KIEROWCA WYDAJE MI 10 T. OCZYWIŚCIE GUCIO NIE ZNA ANGIELSKIEGO, WIĘC POKAZUJĘ NA MIGI, ŻEBY MI DAŁ KOLEJNE 2 TAKIE BANKNOTY. DODAJE MI JEDEN… ODBIERAM MU WIĘC MÓJ BANKNOT I RZUCAM W STRONĘ 30 OSOBOWEJ NA OKO GRUPY TAKSÓWKARZY PYTANIE: HELLO, IS ANYONE SPEAKING ENGLISH HERE? WOŁAJĄ JEDNEGO. PRZYCHODZI. OPISUJĘ MU SYTUACJĘ Z KOM. NASZ KIEROWCA TŁUMACZY, ŻE MUSIAŁ WYPROSIĆ JEDNEGO PASAŻERA. MY NA TO, ŻE TO NIE TAK. GDY OKAZAŁO SIĘ, IŻ MAMY JECHAĆ Z TYŁU W TRÓJKĘ, CHCIELIŚMY WYSIĄŚĆ. AUTOBUS CZEKAŁ. TO TAKSIARZ WYCIĄGNĄŁ BIEDNEGO LOKALSA Z AUTA. ZNAJĄC TEN BUSINESS OD PODSZEWKI, POWIEDZIAŁEM WTEDY PRZEZ JEDNEGO Z JEGO ROZUMIEJĄCYCH KILKA ANGIELSKICH ZWROTÓW KOLEGÓW, IŻ NIE ZAPŁACĘ WIĘCEJ NIŻ ZA AUTOBUS, CZYLI 10 T OD OSOBY. ZGODZIŁ SIĘ, A TERAZ ŻĄDA PO 15… TŁUMACZY NAJPIERW SPYTAŁ CZY MAMY NOCLEG. GDY DOWIEDZIAŁ SIĘ, ŻE NIE I JAKIEGO SPANIA SZUKAMY, SĄDZĄC Z GESTÓW I TONU GŁOSU, BARDZO DYPLOMATYCZNIE ZACZĄŁ PRZEKONYWAĆ NASZEGO KIEROWCĘ, ŻEBY ODPUŚCIŁ BO NIE MA RACJI. CHYBA TEŻ NIE BEZ ZNACZENIA BYŁ FAKT, IŻ PRZYWIOZŁA NAS NIE REGULARNA, LICENCJONOWANA TARYFA, TYLKO TAKI ICHNI NIBY ÛBER, A OBECNY TŁUMACZY BYŁ TAKSIARZEM Z KRWI I KOŚCI.
GDY WRESZCIE SPRAWA ZOSTAŁA ZAKOŃCZONA ZBAWCA WŁADOWAŁ NAS DO SWOJEGO SAMOCHODU I DOPYTAWSZY O SZCZEGÓŁY ZAWIÓZŁ DO SUPEROWEGO HOSTELO-HOTELU, A WŁAŚCIWIE KAMALALMOLK TRADITIONAL GUEST HOUSE.
OGLĄDNĄWSZY MIEJSCE I USTALIWSZY CENĘ NA US$ 30 ZA NOCLEG ZE ŚNIADANIEM ROZLICZYLIŚMY SIĘ Z TAKSÓWKARZEM UMAWIAJĄC NA PRZYSZŁOŚĆ. UWAGA: TEN TAXI-DRIVER BYŁ JEDNYM Z NAJLEPSZYCH PRZEDSTAWICIELI SWOJEJ PROFESJI JAKICH POZNAŁEM W SWOJEJ 20 LETNIEJ KARIERZE TAKSIARSKIEJ I 12 LATACH BARDZO INTENSYWNEGO ZWIEDZANIA ŚWIATA.  SUPER ZORGANIZOWANY, ŚWIETNIE I BEZPIECZNIE JEŻDŻĄCY, NIEZŁY JAKO PRZEWODNIK. NA PEWNO JEGO ANGIELSKI MÓGŁBY BYĆ LEPSZY, ALE CZY WIDZIAŁ KTOŚ ZŁOTÓWĘ ZAOPATRZONEGO W SŁOWNIK ANGIELSKO-PERSKI, TAKIEŻ ROZMÓWKI I DO TEGO KSIĘGĘ Z WPISAMI ZADOWOLONYCH GOŚCI? DUŻE BRAWA…

NASZ APARTAMENT ZNAJDUJE SIĘ POD ZIEMIĄ W TRADYCYJNYM, HISTORYCZNYM TUTEJSZYM DOMOSTWIE. PRZEDŁUŻENIEM POKOJU JEST ŁAZIENKA. WSZYSTKO BARDZO PROSTE, CZYSTE I WYGODNE. NA WPROST NASZEGO POMIESZCZENIA JEST JADALNIA W MANIERZE EUROPEJSKIEJ PRZEZNACZONA NA UPALNE LUB ULEWNE DNI. ZA NIĄ MAŁY KĄCIK KUCHENNY POZWALAJĄCY NA PICHCENIE. PIĘTRO WYŻEJ MAMY ZADASZONĄ JADŁODAJNIĘ W TUTEJSZYM STYLU (SZEROKIE ŁÓŻKO-ŁAWY Z PODUSZKAMI). DODATKOWE ŁOŻA STOJĄ NA PODWORCU. OBSŁUGA MIŁA I BARDZO UCZYNNA.
KIEROWCA PODRZUCIŁ NAS ZA FRIKO PRZED JEDNO Z WEJŚĆ DO TUTEJSZEGO BAZARU. TEHERAŃSKIM WIELKI BAZAR MOŻE I JEST WIELKI, ALE NA TYM KONIEC. TEN TUTAJ MA TO COŚ …
SPACERUJĄC SZUKALIŚMY OCZYWIŚCIE WODY GAZOWANEJ I CZEGOŚ CIEKAWEGO DO JEDZENIA. NIE UDAŁO SIĘ NAM ZNALEŹĆ ANI TEGO ANI TEGO …
CHYBA JUŻ ŚLEPNIEMY. NA CAŁE SZCZĘŚCIE TUŻ KOŁO NASZEGO LOKUM ODKRYLIŚMY SKLEP SPOŻYWCZY I NABYLIŚMY W NIM POTRZEBNE DO ZROBIENIA KOLACJI BRAKUJĄCE ELEMENTY …

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

             

Komentarze :

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *