17.11.2016 – KERMAN I MAHAN

.

WSTALIŚMY WCZEŚNIE. NIE SPIESZĄC SIĘ SPAKOWALIŚMY GRATY I ZJEDLIŚMY ŚNIADANIE. NIEDOBRE. WYBÓR ŻADEN – PIECZYWO, MARGARYNA, MIÓD, DŻEM Z MARCHEWKI, OGÓREK I SER BIAŁY TYPU FETA. DO PICIA NAPÓJ ANANASOWY, MLEKO I SŁABA HERBATA. ZAIŚCIE KRÓLEWSKI POSIŁEK W MIEJSCU GDZIE NOC KOSZTUJE $ 38. GDYBY WOMBAT, ZE SWOIMI ALERGIAMI ZJADŁ COKOLWIEK POZA PIECZYWEM, MARGARYNĄ I OGÓRKIEM, TRZEBA BY WZYWAĆ POGOTOWIE…
WYMELDOWANIE POSZŁO MIGIEM, TAK JAK I ODDANIE NASZYCH BAMBETLI DO HOTELOWEGO DEPOZYTU.

CIĄGLE BEZ ENTUZJAZMU PO WCZORAJSZYM OKROPNYM DNIU RUSZYLIŚMY NA ZWIEDZANIE MIASTA. WCZEŚNIEJSZE PLANY ZOBACZENIA WYKUTEJ W SKAŁACH WIOSKI MEYMAND DIABLI WZIĘLI. NIE UŚMIECHAJĄ NAM SIĘ KŁÓTNIE Z TAKSIARZAMI Z POPRZEDNIEGO DNIA.

ZACZYNAMY OD STAREGO GANJALIKHAN BAZAAR, JEGO OTOCZENIA I HISTORYCZNYCH ŁAŹNI GANJALI KHAN. TE OSTATNIE WYGLĄDAJĄ BARDZO ATRAKCYJNIE. OGLĄDNIĘCIE WSZYSTKIEGO ZAJMUJE NAM JAKIEŚ 120 min. BILET WSTĘPU DO ŁAŹNI KOSZTUJE CHYBA 15 TOMKÓW (MAX 20, ZGUBIŁEM I NIE PAMIĘTAM).
OGLĄDNĄWSZY w/w, PIECHOTĄ UDALIŚMY SIĘ NA KHAJOU-YE KERMAN SQUARE. PO DRODZE SPOTKALIŚMY JESZCZE TUBYLCA WŁADAJĄCEGO ŚWIETNYM ANGIELSKIM I ZNAJĄCEGO MIASTO.  UTWIERDZIŁ NAS ON W PRZEKONANIU, IŻ OBRALIŚMY WŁAŚCIWĄ DROGĘ.

DO CELU DOTARLIŚMY PO 15 min.
ODJEŻDŻAJĄ STĄD AUTOBUSY KOMUNIKACJI MIEJSKIEJ DO MAHANU. CENA BILETU – 1,5 TOMANA. SPRZEDAJĄ JE W POJEŹDZIE PO RUSZENIU Z MIEJSCA. PO 50 min BYLIŚMY NA MIEJSCU, TUŻ PRZY PIERWSZYM Z DWÓCH WAŻNYCH TUTAJ ZABYTKOSÓW – ARAMGAH-E SHAH NEMATOLLAH VALI TO SPORYCH ROZMIARÓW KOMPLEKS POŁOŻONY CENTRALNIE Z MAUZOLEUM POETY I MISTYKA SUFICKIEGO. PRZY WEJŚCIU ZOSTALIŚMY OD RAZU  ZAPYTANI PRZEZ MŁODEGO IRAŃCZYKA PŁYNNYM ANGIELSKIM SKĄD JESTEŚMY I CZY MOŻEMY CHWILĘ Z NIM POROZMAWIAĆ, BO STUDIUJE ANGIELSKI I CHCIAŁBY POĆWICZYĆ OSŁUCHANIE Z RÓŻNYMI AKCENTAMI. TOWARZYSZYŁ MI PRZEZ KILKA MINUT. LEDWO SIĘ POŻEGNAŁ PODSZEDŁ DO MNIE STARSZY MĘŻCZYZNA WIDZIANY WCZEŚNIEJ PRZED WEJŚCIEM. CHODZIŁ ZE MNĄ JUŻ DO KOŃCA. JEGO ANGIELSKI BYŁ SZCZĄTKOWY, ALE MIMO TO UDAŁO NAM SIĘ NIEŹLE KOMUNIKOWAĆ. DOWIEDZIAŁEM SIĘ DZIĘKI NIEMU KILKU CIEKAWOSTEK. POKAZAŁ MI TEŻ NIEDOSTĘPNE DLA NORMALNEGO TURYSTY MIEJSCA. CIECIOWI SPRZEDAJĄCEMU BILETY OŚWIADCZYŁ, ŻE JESTEM JEGO GOŚCIEM. W ZWIĄZKU Z TYM ZAPŁACIŁEM TYLKO ZA WOMBATA (15 T).  ? NA KONIEC ZAPROSIŁ MNIE NA DARMOWĄ HERBATĘ I PYSZNE CIASTECZKA SERWOWANE PRZY MECZECIE. CHWILĘ PÓŹNIEJ DOŁĄCZYŁ DO NAS I WOMBACIK, KTÓRY PRZEZ CAŁY CZAS ZWIEDZANIA MIAŁ TEŻ TOWARZYSTWO, TYLE ŻE DAMSKIE.

ZROBIŁA SIĘ 16:00 I NALEŻAŁO SZYBKO PODJECHAĆ POD OGRODY SHAZDEH.
TAXI TAM KOSZTUJE 8 – 10 TOMKÓW (W ZALEŻNOŚCI OD TWOICH ZDOLNOŚCI NEGOCJACYJNYCH). ZACZEPILIŚMY JAKIEGOŚ WIEŚNIAKA  BY NAM POWIEDZIAŁ, W KTÓRYM KIERUNKU IŚĆ I DOWIEDZIELIŚMY SIĘ ŻE MAMY DO POKONANIA 6 km. SPYTAŁ, CZY CHCEMY BY NAS PODWIÓZŁ. OCZYWIŚCIE, A ZA ILE?? ZOBACZYWSZY POKAZANE 5 PALCÓW UPEWNIŁEM SIĘ TYLKO CZY CHODZI O TOMANY. POJAZD NAJPRAWDOPODOBNIEJ SŁUŻYŁ DO PRZEWOZU BARANÓW I KÓZ, I TO NIE TYLKO NA PACE… WSKOCZYLIŚMY DO KABINY PRZYPOMINAJĄCEJ OBORĘ, ALE CZEGO SIĘ NIE ROBI DLA RATOWANIA FINANSÓW, SZCZEGÓLNIE JEŚLI WIESZ, ŻE SWOIMI KARTAMI BANKOWYMI MOŻESZ W TYM KRAJU CO NAJWYŻEJ POGRAĆ W CYMBERGAJA. OGRODY SHAZDEH LEŻĄ NA ZBOCZACH STROMYCH GÓR, DALEKO OD MIASTECZKA. NA KONIEC KIEROWCA OCZYWIŚCIE PRÓBOWAŁ WYCYGANIĆ KOLEJNĄ 5-tkę – ŻE NIBY 5 OD OSOBY. NAWET NIE ZAREAGOWALIŚMY.

WSTĘP 20 TOMKÓW. CZAS POTRZEBNY NA ZWIEDZANIE 60, MOŻE 75 min. UWAGA: WARTO ZWIEDZAĆ O ZACHODZIE SŁOŃCA. GDY NASTAJĄ PIERWSZE CIEMNOŚCI ZABUDOWANIA ROBIĄ SIĘ BAJECZNIE KOLOROWE.

W BUDYNKU NA SAMEJ GÓRZE PO PRAWEJ, W SKLEPIE Z PAMIĄTKAMI Z RÓŻNYCH TKANIN, NIEWIDOMY SPRZEDAWCA MÓWI DOŚĆ DOBRZE PO ANGIELSKU I DOBRZE PO NIEMIECKU. ZNA TEŻ POLSKĘ.

SAME OGRODY NIE ZROBIŁY NA MNIE WRAŻENIA. NIE SĄ BRZYDKIE I NA PEWNO WARTE OGLĄDNIĘCIA, ALE CZY ZA TAKIE PIENIĄDZE ???

PO WYJŚCIU, KIEDY WŁAŚNIE ZACZYNAŁEM PERTRAKTACJE W SPRAWIE DOJAZDU TAKSÓWKĄ DO CENTRUM MIASTECZKA, PRZECHODZĄCA OBOK WOMBACIKA MŁODA PARA SPYTAŁA CZY PODRZUCIĆ NAS DO MAHANU. GDY WOMBAT POTWIERDZIŁ ZAPROPONOWALI PODWIEZIENIE. “ZŁOTÓWY” OCZYWIŚCIE ZACZĘŁY SIĘ BURZYĆ, LECZ NIKT ICH TAK NAPRAWDĘ NIE SŁUCHAŁ.

ZADOWOLENI Z ZAOSZCZĘDZENIA KILKU $ ZACZĘLIŚMY ROZMAWIAĆ – NA MIGI, BO ANGIELSKI NASZYCH NOWYCH ZNAJOMYCH BYŁ MOCNO OGRANICZONY. INTELIGENTNIE JEDNAK UŻYWAJĄC TŁUMACZA GOOGLE  I KILKU ROZMÓW TELEFONICZNYCH ROZWIĄZALIŚMY POCZĄTKOWE PROBLEMY DOTYCZĄCE MIEJSCA, DO KTÓREGO CHCEMY DOJECHAĆ. W REZULTACIE OKAZAŁO SIĘ, ŻE MŁODZIEŻ MIESZKA W KERMAN I Z RADOŚCIĄ ZAWIEZIE NAS TAM ZA FRIKO. NASTĄPIŁO BRATANIE IRAŃSKO – POLSKIE: WYMIANA ADRESÓW, DZIELENIE SIĘ WRAŻENIAMI Z PODRÓŻY PO IRANIE, ZDJĘCIAMI itp. BRATERSTWO POSZŁO TAK DALEKO, ŻE ZOSTALIŚMY ZAPROSZENI NA PRYWATNE PARTY W KERMANIE. DZIEWCZYNA BYŁA BARDZO ROZCZAROWANA, ZOBACZYWSZY BILET NA NASZ DZISIEJSZY AUTOBUS DO SZIRAZU. ROZUMIEM, ŻE Z TEJ ROZPACZY ZABRALI NAS DO MIEJSCA NAZYWANEGO GONBADE JABALIE. JEST TO STARA WIEŻA PIĘKNIE OŚWIETLONA NOCĄ. POTEM TRZEBA BYŁO JUŻ CIĄĆ DO HOTELU.

KERMAN – DWORZEC AUTOBUSÓW DALEKOBIEŻNYCH

.

POŻEGNALIŚMY SIĘ SZYBKO Z NASZYMI NOWYMI ZNAJOMYMI – ŚWIETNĄ PARĄ Z KERMANU, JAK ROZUMIEM. ZOSTAWILIŚMY TROCHĘ RZECZY W LOBBY I POSZLIŚMY NA OSTATNIE W TYM MIEŚCIE JEDZENIOWE ZAKUPY. NASTĘPNIE KOLEJNĄ TAKSÓWKĄ RAŹNO POMKNĘLIŚMY NA DWORZEC AUTOBUSOWY. NA SZCZĘŚCIE MIELIŚMY DOSYĆ CZASU NA DOŁADOWANIE TELEFONÓW.
O 23:30 WSIEDLIŚMY DO VIP AUTOBUSU I NIEDŁUGO POTEM RUSZYLIŚMY …

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

.

Komentarze :

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *