27.01.2015 – SITTWE

.

RANO JAK ZWYKLE TOTALNIE NIEWYSPANI ZAŁADOWALIŚMY SIĘ DO ZNAJOMEGO TAKSÓWKARZA I PO GODZINNEJ JEŹDZIE BYLIŚMY NA LOTNISKU. DOŚĆ SZYBKO PRZESZLIŚMY KONTROLĘ PASZPORTÓW, ALE PODCZAS KONTROLI BEZPIECZEŃSTWA NASTĄPIŁ ZGRZYT. WOMBATOWI ZABRANO CZĘŚĆ KOSMETYKÓW, KTÓRE DOTYCHCZAS PRZESZŁY RAZEM Z NAMI 4 KONTROLE… WŚCIEKŁY WOMBAT POSZEDŁ SZUKAĆ ZAMIENNIKÓW W SKLEPACH DUTY FREE A JA CHCIAŁEM SPOKOJNIE SOBIE SIĄŚĆ W POCZEKALNI NASZEGO LOTU I WYKORZYSTAĆ MOŻLIWOŚĆ DOSTĘPU DO SIECI. NIESTETY, KIEDY TAM WSZEDŁEM POPROSZONO MNIE O PROMESĘ WIZY. NIE WIEDZĄC GDZIE JĄ MAMY SPOKOJNIE CZEKAŁEM PRZED WEJŚCIEM NA WOMBATA…

CZAS MIJAŁ. WSZYSCY JUŻ WSIEDLI DO SAMOLOTU, A WOMBATA NIE WIDAĆ… ZAPOWIADAJĄ LAST CALL. DZWONIĘ DO WOMBATA. RAZ. DRUGI. TRZECI. DZIESIĄTY. WRESZCIE ODBIERA. PYTAM CZY ZOSTAJE, BO SAMOLOT ZARAZ ODLATUJE… W OSTATNIEJ CHWILI WESZLIŚMY NA POKŁAD…
PO OKOŁO 110 + min. LOCIE BYLIŚMY NA LOTNISKU MIĘDZYNARODOWYM W RANGUNIE.

LOTNISKO KRAJOWE W YANGONIE (RANGUNIE)

LOTNISKO KRAJOWE W YANGONIE (RANGUNIE)

.

     OKAZUJE SIĘ, ŻE I TU MOŻNA DOSTAĆ WIZĘ (NIESTETY NIE MIELIŚMY MOŻLIWOŚCI SPRAWDZENIA CENY). NASZE E-WIZY KUPILIŚMY PRZEZ INTERNET, PRZEPŁACAJĄC CHYBA US$ 20 OD ŁBA. KOSZTOWAŁY US$ 50.
PO BŁYSKAWICZNEJ ODPRAWIE PODESZLIŚMY DO JEDNEGO Z KANTORÓW BY WYMIENIĆ TROCHĘ GOTÓWKI. WIEDZĄC, ŻE KURS US$ NA LOTNISKU W YANGUNIE NIE JEST ZŁY, W KANTORZE Z NAJLEPSZYM KURSEM WYMIENILIŚMY KASĘ. DOSTALIŚMY KICIUSIE – TAK ZDROBNIALE NAZYWAĆ BĘDZIEMY KYATY (OBECNIE US$ 1 = 1024 KYATA).
UWAGA !!! W OBSŁUGIWANYM PRZEZ DWIE MŁODE LASKI KANTORZE …… USIŁOWANO NAS BAJSNĄĆ NA DWA US$. JEDNOCZEŚNIE BYŁA TU NAJLEPSZA CENA ZA DOLCA, JAKĄ SPOTKALIŚMY PODCZAS PONAD DWUTYGODNIOWEJ PODRÓŻY. PO DOKONANIU WYMIANY PRZESZLIŚMY DO PORTU LOTNISKA KRAJOWEGO (5 min Z MAŁYM BAGAŻEM).

     JUŻ WCZEŚNIEJ WIEDZIELIŚMY, ŻE  LINIE, KTÓRYMI MIELIŚMY LECIEĆ DO SITTWE ODWOŁAŁY LOT, JEDNOCZEŚNIE REZERWUJĄC DLA NAS MIEJSCA NA LOT DO TEGO SAMEJ DESTYNACJI ZA TROCHĘ MNIEJSZE PIENIĄDZE W AIR KBZ. NIESTETY O DWIE GODZINY PÓŹNIEJ…
ZGODNIE Z INSTRUKCJĄ PODESZLIŚMY DO KONTUARU AIR MANDALAY ODEBRAĆ NASZE BILETY. CHYBA WPROWADZILIŚMY NIEZŁE ZAMIESZANIE, BO NA POCZĄTKU BYŁ CHAOS. NIKT NAS NIE ROZUMIAŁ I OCZYWIŚCIE NIE PRZEJMOWAŁ SIĘ TYM. PO KILKU MINUTACH SKIEROWANO NAS DO ZNAJDUJĄCEJ SIĘ NA DRUGIM PIĘTRZE TEGO DZIWACZNEGO BUDYNKU SALKI PILOTÓW AIR MANDALAY. JAKOŚ TAM DOTARLIŚMY. WYSŁUCHAŁ NAS CZŁOWIEK ZNAJĄCY ANGIELSKI I ZAPROSIŁ Z POWROTEM NA DÓŁ. WRESZCIE MIELIŚMY BILETY W RĘCE. MAJĄC SPORO CZASU WYSZLIŚMY NA ZEWNĄTRZ. POCHODZILIŚMY SOBIE NA ZMIANĘ – KTOŚ MUSIAŁ ZOSTAĆ PRZY BAGAŻU – WOKÓŁ ROZBUDOWUJĄCEGO SIĘ PORTU LOTNICZEGO I DOJAZDÓW DO NIEGO.
NA PRAWO OD DWORCA KRAJOWEGO, PO DRUGIEJ STRONIE SKRZYŻOWANIA SĄ TANIE JADŁODAJNIE-RESTAURACJE. PANUJE TU SPORY RUCH.
WOMBAT DALEJ SPACEROWAŁ, A JA Z BAGAŻEM UDAŁEM SIĘ NA POSZUKIWANIE KONTAKTU, DO KTÓREGO MÓGŁBYM PODŁĄCZYĆ WYŁADOWANEGO KOMPA I SPRAWDZIĆ POCZTĘ. ZNALAZŁEM TAKI TYLKO JEDEN. NA PRAWO OD WEJŚCIA ZA SKLEPIKAMI, PRZYMOCOWANY DO SŁUPA… KOMPA PODKARMIŁEM, ALE DARMOWY INTERNET BYŁ BEZNADZIEJNY…
PO POWROCIE WOMBACISIA, PRZESZEDŁSZY PRZEZ BRAMKI BEZPIECZEŃSTWA POSTANOWILIŚMY COŚ ZJEŚĆ. NA NAJNIŻSZYM POZIOMIE HALI ODLOTÓW JEST SKLEPIK SPRZEDAJĄCY RÓWNIEŻ RÓŻNE KANAPKI I CH POCHODNE. WYBÓR NIE OSZAŁAMIA.
NA KOLEJNYM, WYŻEJ LEŻĄCYM SĄ DWIE RESTAURACJE, Z KTÓRYCH JEDNA TO PRAWDZIWA BOMBA. PODAJĄ TU PYSZNE LOKALNE ŻAREŁKO I BARDZO DOBRE, ZIMNE PIWO ZA MAŁE PIENIĄDZE. OBIAD DLA DWÓJKI Z DUŻĄ BUTELKĄ PIWA KOSZTOWAŁ NAS 8 500 KICIUSIÓW.

     NAJEDZENI SPOKOJNIE CZEKALIŚMY NA LOT. GDY ZACZĘTO WZYWAĆ PASAŻERÓW DO SAMOLOTU, OKAZAŁO SIĘ, ŻE NASZ DOKUMENT PODRÓŻY TO NIE KARTA POKŁADOWA. WSTRZYMANO NAS BY PO KILKU MINUTACH WRĘCZYĆ  ŚWIEŻUTKIE KARTY POKŁADOWE Z MIEJSCAMI 1 I 2. NO CÓŻ. CZASEM MOŻNA SIĘ STAĆ VIP-em MIMO WOLI …

     SAMOLOT WYSTARTOWAŁ PRAWIE PUNKTUALNIE.

WYLĄDOWALIŚMY W SITTWE !!!

WYLĄDOWALIŚMY W SITTWE !!!

.

     SITTWE. JUŻ W PROGU LOTNISKA NAGABUJĄ CIĘ I AGENCI I TAKSÓWKARZE. AGENCI CHCĄ BYŚ PODSZEDŁ Z NIMI DO BIURKA I SIĘ ODDAŁ W ICH ŁAPSKA, MÓWIĄC, ŻE MUSISZ TO ZROBIĆ, BO JESTEŚ CUDZOZIEMCEM. CHCESZ PŁACIĆ WIĘCEJ? – KORZYSTAJ Z ICH USŁUG.
MY NIE CHCEMY. DLATEGO TEŻ ODDALIŚMY SIĘ W RĘCE WOJOWNICZEGO TAKSÓWKARZA, KTÓRY KAZAŁ WYNOSIĆ SIĘ AGENTOWI I ZABRAŁ NAS ZA UMÓWIONĄ WCZEŚNIEJ KWOTĘ, 6 KICIUSIÓW, DO MIASTA I JEGO BAZY HOTELOWEJ.
Z LOTNISKA DO “CENTRUM” JEST PONOĆ 4 km, CO BARDZO TRUDNO OCENIĆ JADĄC TUK-TUKIEM PO POTWORNYCH WYBOJACH. W KAŻDYM RAZIE NASZ TUK-TUKOWY KIEROWCA ZATRZYMAŁ SIĘ W PEWNYM MOMENCIE PRZED GEST-HOUSEM O ŁADNEJ NAZWIE (?), LEŻĄCYM PRZY CZYMŚ W RODZAJU NADBRZEŻNEJ PROMENADY, ALBO RACZEJ DROGI.
POKÓJ Z ŁAZIENKĄ W TYM BUDYNKU BYŁ NIE NAJGORSZY. NIESTETY, BEZ CIEPŁEJ WODY. KOSZTOWAŁ 20 000 KICIUSIÓW. KICIUSIE MAJĄ NOMINAŁY JAK W KAŻDYM KRAJU W OKRESIE INFLACJI. NAJMNIEJSZY TO 50, POTEM 100, 200, 500, 1000, 5000 I 10 000. INNYCH NIE SPOTKAŁEM. PŁACĄC ZA NOCLEG POMIESZAŁO MI SIĘ I PODAŁEM 40, ZAMIAST 20 TYSIĘCY. NASZ OPIEKUŃCZY “TAKSÓWKARZ” NATYCHMIAST ZAREAGOWAŁ, POKAZUJĄC MI NA MIGI, ŻE DAJĘ ZA DUŻO.
ROZLICZAJĄC SIĘ Z TAKSÓWKARZEM, DODAŁEM MU DO USTALONEJ WCZEŚNIEJ KWOTY 4 000 KICIUSIÓW NAPIWKU, PROSZĄC GO O WCZESNOPORANNY DOWÓZ DO PRZYSTANI RZECZNEJ.
W ŚWIETLE PÓŹNIEJSZYCH BIRMAŃSKICH DOŚWIADCZEŃ TRANSPORTOWYCH, WYDAJE MI SIĘ, ŻE TROCHĘ PRZEPŁACILIŚMY TE PIERWSZE PRZEJAZDY. ALE NIE ŻAŁUJĘ, BO TEN TAKSÓWKARZ, LEDWO, LEDWO WŁADAJĄCY BARDZO SKROMNYM ANGIELSKIM BYŁ SUPER (ZAW HTAY mob: +95 9 412 7 60 039).
ZOSTAWILIŚMY GRATY I WYSZLIŚMY “NA MIASTO”. TUŻ OBOK NASZEGO GEST-HOUSU POSTAWIONO NOWY HOTEL: STRAND HOTEL – 9 STRAND ROAD, TEL. +95 043 22881/82; +95  09 3617 3888; +95 09 3617 3999; strandhotelsittwe@gmail.com. (W CZASIE NASZEGO POBYTU POKÓJ Z ŁAZIENKĄ @ US$ 30)

 

SITTWE - STRAND ROAD

SITTWE, STRAND ROAD – STRAND HOTEL

.

     (TWIERDZĘ, ŻE CENY NOCLEGÓW W BIRMIE SĄ BARDZO WYSOKIE I

NIEWSPÓŁMIERNE Z ROZSĄDNYMI CENAMI DO OFEROWANEGO SERWISU. SZCZEGÓLNIE W MIEJSCACH, GDZIE LUDZIE ŚPIĄ JEDNĄ, MAKSYMALNIE 2 NOCE. SITTWE, THAZI I YANGUN TO WŁAŚNIE TAKIE MIEJSCA.
DZIĘKI TEMU, ŻE MIESZKALIŚMY TAK BLISKO W/W HOTELU MIELIŚMY DOSTĘP DO INTERNETU (BARRRRRDZO WOLNY).
KILKADZIESIĄT METRÓW DALEJ ZACZYNA SIĘ TARGOWISKO. W ZAPADAJĄCYM MROKU WYGLĄDA NIEPRAWDOPODOBNIE. JAKBYM OGLĄDAŁ SCENKI Z JABERWAKY. COŚ NIESAMOWITEGO. KŁĘBIĄCY SIĘ TŁUM SPRZEDAJĄCYCH I KUPUJĄCYCH W SCENERII ZE ŚREDNIOWIECZA. STRASZNIE BIEDNIE I BRUDNO. CZEGOŚ TAKIEGO JESZCZE NIE WIDZIAŁEM.

 

NABRZEŻE W SITTWE STRASZY BRUDEM ... ALE NIE ŚMIERDZI

NABRZEŻE W SITTWE STRASZY BRUDEM … ALE NIE ŚMIERDZI

.

RYNEK CIĄGNIE SIĘ JAKIEŚ KILKASET METRÓW. PO NASZEJ PRAWEJ STRONIE PRZEŚWITUJE POMIĘDZY ZABUDOWANIAMI MORZE. CHCĄC JE ZOBACZYĆ PRZECISKAMY SIĘ POMIĘDZY STRAGANAMI I PRYWATNYMI PODWÓRKAMI. W ODDALI KOŁYSZĄ SIĘ ŁODZIE RYBACKIE. TAK BRUDNEGO WYBRZEŻA JESZCZE NIE WIDZIAŁEM. GĘSTY KOŻUCH RÓŻNEGO RODZAJU ODPADKÓW TWORZY SKORUPĘ Z PIANY, SMARÓW?, PAPIERÓW I ORGANICZNYCH SZCZĄTKÓW KILKA METRÓW OD BRZEGU. KOSZMAR.

 

JEDNO Z DAŃ W RIVER VALLEY SEEFOOD RESTAURANT

JEDNO Z DAŃ W RIVER VALLEY SEEFOOD RESTAURANT

.

WŚRÓD TEGO WSZYSTKIEGO BRODZĄ LUDZIE. NIE CHODZĄ. BRODZĄ JAK W GĘSTEJ ZUPIE. NAWET STATECZKI RYBAKÓW NIE PODPŁYWAJĄ DO BRZEGU.
IDZIEMY DALEJ. NAPOTYKAMY GRUPĘ ROBOTNIKÓW BUDOWLANYCH. PRZESUWAJĄ BETONOWY SŁUP METODĄ STOSOWANĄ PRZEZ EGIPCJAN. ZNOWU JEST TO MAŁO REALNY OBRAZEK. SKRĘCAMY I WCHODZIMY NA GŁÓWNĄ ULICĘ MIASTA – MAIN RD.N PANUJE SPORY RUCH. WZDŁUŻ DROGI STOJĄ RÓŻNEJ WIELKOŚCI KRAMIKI OFERUJĄC SPORY WYBÓR WSZYSTKIEGO, CO MOŻNA JEŚĆ.
IDĄC PATRZYMY CO BY TU WCIĄĆ. JEDNAK CIEMNOŚCI I WCZEŚNIEJ WIDZIANY WSZECHOBECNY BRÓD ZNIECHĘCAJĄ. OD CZASU DO CZASU WIDZIMY W RYNSZTOKACH PRZEMYKAJĄCE SZCZURY… A TO ZNACZY, ŻE WIDZIANE JEDZENIE NIE JEST CHYBA TRUJĄCE …
W JAKIMŚ MOMENCIE NATYKAMY SIĘ NA DWÓCH AMERYKANÓW, RAZEM Z KTÓRYMI LECIELIŚMY. ŚPIĄ W PONOĆ DOPIERO CO OTWARTYM HOTELU, O JAK SIĘ WYRAZILI AMERYKAŃSKIM, DOBRYM STANDARDZIE PŁACĄC PROMOCYJNIE US$ 35 / os.
PO KOLEJNYCH KILKUDZIESIĘCIU METRACH TRAFIAMY DO BARDZO DOBRZE WYGLĄDAJĄCEJ RIVER VALLEY SEEFOOD RESTAURANT (RV SEEFOOD RESTAURANT, 5 MAIN Rd. SITTWE; tel. 043-23234, 043-22787).
NA WSTĘPIE ZROBIŁEM Z KELNEREM WYWIAD ROZPOZNAWCZY CEN WYSTAWIONYCH POTRAW. INTERESUJĄCO WYDAWAŁY MI SIĘ DWA, ZUPEŁNIE RÓŻNIE WYGLĄDAJĄCE JAJA. POZA TYM SAŁATKI. PO ROZMOWIE Z KELNEREM POSTANOWILIŚMY ZAJRZEĆ DO MENU. HMMMM… NIE MA W NIM CEN. NORMALNIE ODPUSZCZAMY, BO NIE LUBIMY BYĆ KASOWANI ZA WYGLĄD, ALE TYM RAZEM NIE WIDZIELIŚMY SENSU DALSZYCH POSZUKIWAŃ. WCZEŚNIE RANO BĘDZIEMY MUSIELI WSTAWAĆ KOŁO 5:00 I CHCIELIŚMY SIĘ WYSPAĆ. DO TEGO NAJWYRAŹNIEJ TA RESTAURACJA MA COŚ W SOBIE,  BO SZYBKO SIĘ ZAPEŁNIAŁA I TO NIE TYLKO BIAŁASAMI. PODSZEDŁEM DO SZEFOWEJ MÓWIĄCEJ PO ANGIELSKU I ZACZĄŁEM Z NIĄ ROZMAWIAĆ. PODAWAŁA MI CENY O OKOŁO 20% WYŻSZE OD TYCH OTRZYMANYCH OD KELNERA. POWIEDZIAŁEM JEJ TO. USIŁOWAŁA NIEPRZEKONYWUJĄCO WYTŁUMACZYĆ SYTUACJĘ …
POMIMO OPORÓW ZDECYDOWALIŚMY SIĘ ZOSTAĆ…

     ZOSTALIŚMY BARDZO DOBRZE I SPRAWNIE  OBSŁUŻENI. JEDZENIE PYSZNE. ZIMNE PIWO W LODOWATYCH KUFLACH TEŻ. ZA TEN DUŻY OBIAD Z DWOMA DUŻYMI BUTELKAMI PIWA I JEDNĄ ŁYCHĄ NA TRAWIENIE ZAPŁACILIŚMY 18 000 KICIUSIÓW.

 

RIVER VALLEY SEEFOOD RESTAURANT

RIVER VALLEY SEEFOOD RESTAURANT

.

     UWAGA !!! – WARTO TU JEŚĆ. DO TEGO FIRMA MA TEŻ HOTEL (CENY OD US$ 25 DO 40) I RESTAURACJĘ W MRAUK U. (RIVER VALLEY RESTAURANT, KOŁO PRZYSTANI; TEL. 043-50257).
20 min PÓŹNIEJ BYLIŚMY W “HOTELU” …

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *