11.11.2016 – JAZD – 11 LISTOPADA W IRANIE

.

WSTALIŚMY PÓŹNO. LEDWO, LEDWO UDAŁO NAM SIĘ  ZJEŚĆ ŚWIETNE ŚNIADANIE WYDAWANE TYLKO DO 10-tej.
NAJEDZENI I W MIARĘ WYPOCZĘCI WYSKOCZYLIŚMY DO MIASTA. WOMBAT GDZIEŚ WYCZYTAŁ, ŻE 11 LISTOPADA, PODOBNIE JAK W POLSCE JEST ŚWIĘTEM. RZECZYWIŚCIE ULICE ŚWIECIŁY PUSTKAMI
RUCH TURYSTYCZNY TEŻ NIE BYŁ DUŻY. TAKI DZIEŃ NIE WRÓŻY NICZEGO DOBREGO …

UDAŁO NAM SIĘ JEDNAK OGLĄDNĄĆ  KILKA CIEKAWYCH MIEJSC:
– BIBLIOTEKĘ DLA TURYSTÓW (TOURIST LIBRARY), CZYLI DUŻY SKLEP Z KSIĄŻKAMI I DYWANAMI Z MOŻLIWOŚCIĄ WEJŚCIA NA DACH (4 TUMANY / os.).
NIEZŁY WIDOK Z NIEGO JEST … DAŁO SIĘ DOJRZEĆ NAWET DOŚĆ ODLEGŁĄ PUSTYNIĘ. 30-40 min. WYSTARCZY
JAME MECZET (8 T). BARDZO CIEKAWY, NIESKOMPLIKOWANY. WARTO OBEJŚĆ DOOKOŁA WEWNĘTRZNY DZIEDZINIEC ZAGLĄDAJĄC TU I TAM … PATIO WYŁOŻONE PŁYTAMI NAGROBNYMI. DOBRZE MIEĆ 60 min NA OGLĄDANIE. PANIE MUSZĄ UBRAĆ CZADOR.
– BYŁE WIĘZIENIE I BYŁA SZKOŁA (ALEXANDER’S PRISON) – OPCJA 2 W JEDNYM ?. KOSZT 15 T.
NIEKTÓRZY PISZĄ, ŻE NIE WARTO TU WCHODZIĆ. MY MYŚLIMY INACZEJ, ALE JEŚLI MASZ SKROMNY BUDŻET, ODPUŚĆ SOBIE. CZAS ZWIEDZANIA 30 min. DODAJ CO NAJMNIEJ 30 NA SKLEPIKI Z RĘKODZIEŁAMI ALBO NA KAWĘ LUB OCZYWIŚCIE HERBATĘ (NIESTETY BEZ PRĄDU ?)

– LARRY HOUSE (MAHMOUDI HOUSE – KHANEH LARIH) – TRADYCYJNY DOM BOGATEJ RODZINY. CIEKAWY.  WARTO ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA MAPY Z 500 p.n.e. WSTĘP 15 T. TRZEBA POŚWIĘCIĆ 30 – 60 min.

– MŁYN WODNY (KUSHKNOO WATER MILL) – WSTĘP 15 T. TROCHĘ  DROGO. Z MOJEGO PUNKTU WIDZENIA DOŚĆ CIEKAWY, WOMBATA NIE ZACHWYCIŁ … ŻEBY GO STARANNIE OGLĄDNĄĆ POTRZEBUJESZ 40 min. UWAGA: SCHODZI SIĘ DOŚĆ GŁĘBOKO W DÓŁ PO MAŁO SPADZISTYCH SZEROKICH SCHODACH. JEŻELI JEDNAK CHCESZ ZOBACZYĆ WSZYSTKO, POZNAJĄC DZIAŁANIE TEGO URZĄDZENIA PRZYGOTUJ SIĘ NA OSTRĄ WSPINACZKĘ STROMYMI, WĄSKIMI SCHODKAMI KILKA PIĘTER DO GÓRY.

ZROBIŁO SIĘ PÓŹNAWO I POSTANOWILIŚMY ZAINTERESOWAĆ SIĘ ZROBIENIEM KONIECZNYCH ZAKUPÓW (GAZOWANA WODA MINERALNA LUB SODOWA) I ZNALEZIENIEM INTERESUJĄCEJ POD WZGLĘDEM MENU RESTAURACJI – JADŁODAJNI, etc.
DOPIERO PO DOTARCIU DO ULICY IMAMA (IMAM ST.) TRAFILIŚMY NA RODZAJ DUŻEGO SUPERMARKETU. JEST TU MOŻLIWOŚĆ KUPIENIA NIE TYLKO PODSTAWOWYCH ARTYKUŁÓW SPOŻYWCZYCH.
IDĄC DALEJ MIJALIŚMY RÓŻNE PUNKTY HANDLOWE I JEDZENIOWE. NIESTETY, NIC NAS NIE ZACHWYCIŁO.

W MECZECIE HZYRH (BLUE MOSQUE MOHAMMEDIA) PRZYPADKOWO WPADLIŚMY NA PARĘ Z POLSKI. PO WYMIANIE WSTĘPNYCH INFORMACJI RENIA I JUREK ZAPROPONOWALI WSPÓLNE ZWIEDZANIE KILKU CIEKAWYCH MIEJSC NASTĘPNEGO DNIA. ZMNIEJSZAŁO TO NAM KOSZTY PRZEJAZDU. UMÓWIENI PODREPTALIŚMY DALEJ SZUKAĆ JEDZENIA I PICIA.

KILKADZIESIĄT METRÓW DALEJ ZOBACZYLIŚMY CIEKAWIE WYGLĄDAJĄCĄ MALUTKĄ KEBABOWĄ JADŁODAJNIĘ. Z ZEWNĄTRZ NIE WYGLĄDAŁA ZBYT DOBRZE. W ŚRODKU DWA STOLIKI, KILKA KRZESEŁ, LADA CHŁODNICZA Z PROPOZYCJAMI JEDZENIOWYMI – SZABELKI KEBABÓW Z MIELONEJ JAGNIĘCINY, PALENISKO I STÓŁ. WSZEDŁEM ZOBACZYĆ Z BLISKA KULINARNE SPECJAŁY. WYGLĄDAŁY NADZWYCZAJ ZACHĘCAJĄCO. PRAWIE WOŁAŁY: SPRÓBUJ JAK DOBRZE SMAKUJEMY !!! KUP NAS ! NIE POŻAŁUJESZ !!!
DOWIEDZIAŁEM SIĘ, NA MIGI OCZYWIŚCIE, ŻE PORCJA ZŁOŻONA Z 4 KEBABIKOWYCH SZPAD Z CHLEBEM TYPU LAWASZ, PIECZONYM NA RUSZCIE POMIDORZE, POŁÓWKI CEBULI I TUTEJSZEJ ODMIANY MIĘTY W FORMIE SAŁATKI KOSZTUJE 10 TUMANÓW. NA RAZIE PODZIĘKOWALIŚMY…
IDĄC DALEJ CHWILĘ PÓŹNIEJ ZNALEŹLIŚMY SKLEPIK Z GAZOWANĄ WODĄ MINERALNĄ.
PO PRZECIWNEJ STRONIE ULICY NAPOTKALIŚMY NASTĘPNĄ INTERESUJĄCĄ RESTAURACYJKĘ. TUTAJ WYBÓR BYŁ DUŻO WIĘKSZY, ALE I CENY TROCHĘ GORSZE I ZA BARDZO EUROPEJSKI WYGLĄD ODSTRASZAŁ. SERWOWALI TU JEDNAK m.in. MÓŻDŻEK JAGNIĘCY, WIĘC ŚLINIANKI NATYCHMIAST ZROBIŁY MI MAŁY POTOP W USTACH.
POSZLIŚMY DALEJ JESZCZE KAWAŁEK I NIE ZNALAZŁSZY NICZEGO EKSCYTUJĄCEGO DO JEDZENIA ZAWRÓCILIŚMY …

ZDECYDOWANI NA ŚWIETNIE WYGLĄDAJĄCY KEBAB JAGNIĘCY PODRAŁOWALIŚMY PROSTO DO NIEGO. MINI JADŁODAJNIA ŚWIECIŁA PUSTKAMI KIEDY DO NIEJ WESZLIŚMY. WŁAŚCICIEL, POTĘŻNE CHŁOPISKO PO OTRZYMANIU ZAMÓWIENIA RUSZYŁ PROSTO DO STOJĄCEJ PRZY WEJŚCIU UMYWALKI. NIE UDAŁO MU SIĘ CO PRAWDA ZMYĆ Z DŁONI CIEMNEGO, WIZUALNIE NIEZBYT ZACHĘCAJĄCEGO OSADU, ALE UDOWODNIŁ NAM, ŻE JEST CZYŚCIOCHEM. TERAZ CZYSTYMI (?) RĘKAMI ZACZĄŁ PRZYGOTOWYWAĆ STRAWĘ DLA NAS.
NAJPIERW RZUCIŁ NA RUSZT KEBABOWE SZABELKI. GDY SIĘ TROCHĘ ZRUMIENIŁY I ZACZĘŁY SKWIERCZEĆ DOSŁOWNIE WTARŁ ŚCIEKAJĄCY Z NICH TŁUSZCZ W ROZŁOŻONY NA TALERZU LAWASZ – CHLEBOWY “NALEŚNIK”. JUŻ MI LECIAŁA ŚLINKA …

.

… PODAŁ NAM TALERZ Z KEBABIKAMI …

.

CHWILĘ PÓŹNIEJ PODAŁ NAM TALERZ Z KEBABIKAMI NA TYM ICHNIM PIECZYWIE RAZEM Z UPIECZONYMI NA RUSZCIE POMIDORAMI, ŚWIEŻĄ CEBULĄ I GAŁĄZKAMI MIEJSCOWEJ MIĘTY. MUSIELIŚMY WYGLĄDAĆ NA BARDZO ZADOWOLONYCH, BO PRZECHODZĄCY OBOK FRANCUZI PRZYSTANĘLI PYTAJĄC CZY JEDZENIE JEST RZECZYWIŚCIE TAK DOBRE NA JAKIE WYGLĄDA SĄDZĄC PO NASZYCH LICACH …
POTWIERDZILIŚMY …

GDYBY JESZCZE MOŻNA BYŁO WYPIĆ DO TEGO np. ZIMNE PIWO … CHYBA ZA BARDZO SIĘ ROZMARZYŁEM … I TAK MIELIŚMY SZCZĘŚCIE MAJĄC MOŻLIWOŚĆ POPIJANIA KOLACJI ZIMNĄ WODĄ MINERALNĄ …

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎.

.


.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *