06.11.2016 – TEHERAN – NAJPIĘKNIEJSZE KLEJNOTY ŚWIATA

.

RANO ZMĘCZENI  DOSTALIŚMY ŚNIADANIE W POSTACI HERBATY I CIENKICH, WYGLĄDAJĄCYCH JAK BRUDNA ŚCIERECZKA  SUCHYCH NALEŚNIKÓW.                                                                                               TAKSÓWKĄ WRÓCILIŚMY DO NASZEGO HOTELU, ALE POKÓJ NIE BYŁ JESZCZE GOTOWY. RECEPCJONISTKA TYM RAZEM, SŁYSZĄC NASZE WYWODY MÓWIŁA DO NAS TAKIM TONEM JAK JEJ KOLEGA W NOCY. PEWNIE SĄ SZKOLENI W TYM KIERUNKU. W KOŃCU WESZLIŚMY DO BARDZO CZYSTEGO POKOJU Z BARDZO CZYSTĄ ŁAZIENKĄ W TURECKIM STYLU. POKÓJ JAKO JEDYNE UMEBLOWANIE  POZA MAŁĄ LODÓWKĄ NA KTÓREJ STAŁ TELEWIZOR,  MIAŁ JEDNO KRZESŁO I NIEDUŻĄ SZAFĘ W ŚCIANIE.

MUSIELIŚMY ZACZERPNĄĆ ŚWIEŻEGO POWIETRZA.
 PO CHWILI OKAZAŁO SIĘ ŻE HOTEL MA ŚWIETNE POŁOŻENIE. SPACEROWY DYSTANS DO MUZEUM KLEJNOTÓW MIESZCZĄCYM SIĘ  W BANKU MELLI, PLACU CHOMEINIEGO, BAZARU, PAŁACU GOLESTAN, METRA. RUCHLIWE ULICE PEŁNE SKLEPÓW, BANKÓW, KANTORY. MAŁO ULICZNEGO JEDZENIA, RESTAURACJI.

DO OTWARCIA  MUZEUM KLEJNOTÓW MIELIŚMY PONAD GODZINĘ, WIĘC MOŻNA BYŁO POMYŚLEĆ O SKOSZTOWANIU LOKALNEJ KUCHNI. SZCZEGÓLNIE PO TYM HOTELOWYM ŚNIADANKU. ZNALEŹLIŚMY MAŁY LOKALIK (KHOSHBIN?) W WITRYNIE KTÓREGO, LEŻAŁY RÓŻNEGO RODZAJU MIĘSKA NABITE NA SZPIKULCE. WYBRALIŚMY PARĘ SZPIKULCÓW I PO CHWILI DOSTALIŚMY PŁASKI TALERZYK Z CYTRYNĄ,  POMIDORAMI, CEBULĄ I UPIECZONE MIĘSO, CZYLI WOŁOWINĘ, BARANINĘ I KURCZAKA. NAJLEPSZY BYŁ SZASZŁYK Z MIELONEGO MIĘSA. KOSZTOWAŁO 250 000 RIALI, CZYLI 25 TOMANÓW. NAZWA TEJ WALUTY NIEODMIENNIE  KOJARZY SIĘ Z POLSKIM SŁOWEM SUGERUJĄCYM STAN BARDZO OGRANICZONYCH ZDOLNOŚCI UMYSŁOWYCH. 
ROZEJRZELIŚMY SIĘ PO KURSACH WALUT I USTALILIŚMY, ŻE EWENTUALNE PRZESŁANIE PIENIĘDZY Z POLSKI PRZEZ np. WESTERN UNION NIE JEST  MOŻLIWIE.

TEHERAN – RESTAURACJA KHOSHBIN (?) BARDZO DOBRE KEBABY

.

W MIĘDZYCZASIE MUZEUM ZOSTAŁO OTWARTE. OTWIERAJĄ JE TYLKO OD 14:00 DO 16:30 OD SOBOTY DO WTORKU. WSTĘP 400 000 RIALI, CZYLI 40 TOMANÓW DLA DWÓCH OSÓB.
 PODCZAS OGLĄDANIA NIE MOŻNA MIEĆ NICZEGO ZE SOBĄ. APARATY, TOREBKI ZOSTAWIA SIĘ W PRZECHOWALNI. KLEJNOTY WYSTAWIONE SĄ W OŚWIETLONYCH KULOODPORNYCH GABLOTACH. NASZYJNIKI, BROSZKI, DIADEMY, BRANSOLETKI, PIERŚCIENIE, PIERŚCIONKI, NARAMIENNIKI, MANKIETY, NAKRYCIA GŁOWY, KORONY I INNE OZDOBY OSZAŁAMIAJĄ. SĄ KOMPOZYCJAMI ZŁOTA; ZŁOTA I NIEZLICZONEJ ILOŚCI KAMIENI SZLACHETNYCH I PÓŁSZLACHETNYCH. ZACHWYCA NIE TYLKO DOBÓR KLEJNOTÓW, ALE RÓWNIEŻ ICH ROZPLANOWANIE I SPOSÓB WYKONANIA. PRZEPYCH BIŻUTERII OSZAŁAMIA.
 WIDAĆ TEŻ RĘKOJEŚCI MIECZY, NOŻY, RÓŻNE PRZEDMIOTY UŻYTKOWE. Z TYCH OSTATNICH NIESPOTYKANE DLA MNIE NIGDZIE DOTĄD ZŁOTE WYSADZANE KAMIENIAMI KAPELUSZE NA NACZYNIA.
 DUŻO JEST MĘSKICH OZDÓB. SZACHOWIE, KRÓLOWIE, WEZYROWIE  MUSIELI BYĆ NIE LADA ELEGANTAMI.
 NA KOŃCU SŁYNNY PAWI TRON. DUŻY MEBEL MOGĄCY POMIEŚCIĆ PARĘ OSÓB. WŁADCA SIEDZĄC TAM SAM, CHYBA CZUŁ SIĘ OSAMOTNIONY. I CHYBA NAWET MU NIE POMAGAŁO TO, ŻE SIEDZI NA DIAMENTACH CZY SZAFIRACH. CIEKAWE ILE WART JEST TEN TRON SAM W SOBIE TO ZNACZY  WARTOŚĆ SAMYCH KAMIENI I KRUSZCU Z POMINIĘCIEM CENY WYKONANIA NO I WARTOŚCI HISTORYCZNEJ.

PO POŁUDNIU DOSZLIŚMY DO PAŁACU GOLESTAN, A ŻE BYŁ JUŻ ZAMKNIĘTY POSZLIŚMY NA BAZAR.
 NIE ZROBIŁ ON NA NAS JAKIEGOŚ SZCZEGÓLNEGO WRAŻENIA. CHODZILIŚMY PARĘ GODZIN. W PEWNYM MOMENCIE WESZLIŚMY DO OLBRZYMIEJ HALI PEŁNEJ DYWANÓW. KOBIERCE BYŁY RÓŻNEJ WIELKOŚCI, RÓŻNYCH WZORÓW, KOLORÓW. BARDZO PIĘKNE. WYCHODZĄC PIETRUSZKA ZACZĄŁ Z ROZMAWIAĆ Z PAROMA FACETAMI. W PEWNYM MOMENCIE JEDEN Z NICH ZAPROSIŁ NAS NA GÓRĘ HALI, MÓWIĄC, ŻE BĘDZIE TAM PIĘKNY WIDOK NA MIASTO. PANORAMA FAKTYCZNIE BYŁA BARDZO PIEKNA, A PRZY OKAZJI DOWIEDZIELIŚMY SIĘ, ŻE TA RODZINNA FIRMA PRODUKUJE, NAPRAWIAJA I SPRZEDAJE DYWANY NA ŚWIECIE BODAJ O 1780 ROKU. UPRZEJMY PAN JEST JEJ WŁAŚCICIELEM. MIELIŚMY OKAZJE POPATRZEĆ JAK NAPRAWIA SIĘ DYWANY, JAK TWORZY SIĘ WZORY. TE UMIEJĘTNOŚCI PRZECHODZĄ Z POKOLENIA NA POKOLENIE.

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *