13.11.2016 – JAZD – DZIEŃ POKONYWANYCH ODLEGŁOŚCI

.

TO NASZ OSTATNI DZIEŃ TUTAJ. WIECZOREM O 22:30 MAMY SLEEPING DO BANDAR-E ABBAS (BANDAR ABBAS) NAD ZATOKĄ PERSKĄ.


ZOSTAWIAMY RZECZY W HOTELU I IDZIEMY DO MUZEUM WODY. WSTĘP 15 TOMANÓW OD OSOBY. JEST TO SZALENIE INTERESUJĄCE MIEJSCE. MOŻNA ZOBACZYĆ ZDJĘCIA Z CIĘŻKIEJ PRACY PRZY KOPANIU TUNELI KTÓRYMI PŁYNĘŁA WODA, URZĄDZENIA I NARZĘDZIA PRACY, EKWIPUNEK. NAJBARDZIEJ CIEKAWY BYŁ ZEGAR WODNY. W DUŻĄ MISKĘ NAPEŁNIONĄ WODĄ WKŁADANO MNIEJSZĄ PUSTĄ Z DZIURKĄ. MIARĄ CZAS BYŁO NAPEŁNIENIE MNIEJSZEJ MISKI. WSZYSTKO NAPRAWDĘ WARTE OBEJRZENIA.

POTEM AMBITNIE POSTANOWILIŚMY PÓJŚĆ DO OGRODU PERSKIEGO BAGH-E DOLAT ABAD. OGRÓD  Z PAŁACYKIEM Z 1750 r.,  STANOWIĄCYM PONOĆ REZYDENCJĘ GUBERNATORA JAZDU, WPISANY JEST NA LISTĘ UNESCO. NIE WIEM CZY ZACZĘLIŚMY OD NIEWŁAŚCIWEJ STRONY, ALE SZLIŚMY TAKI KAWAŁ DROGI, ŻE WYDAWAŁO SIĘ IŻ NIE DOJDZIEMY. ZROBILIŚMY JAKĄŚ NIESAMOWITĄ PĘTLĘ. OGRÓD Z CENTRALNIE POŁOŻONĄ SADZAWKĄ – NA WPROST PAŁACYKU – JEST PEŁEN ZIELENI. MA BARDZO WYSOKI BADGIR.

TROCHĘ ODETCHNĘLIŚMY PO TEJ DRODZE I RUSZYLIŚMY DALEJ CHCĄC DOJŚĆ DO ATASH BEHRAM, CZYNNEJ ŚWIĄTYNI CZCICIELI OGNIA. NIE BYŁO TO WCALE PROSTE. PYTALIŚMY KILKA OSÓB, ALE ICH RELACJE BYŁY SPRZECZNE A DO TEGO ZROBIŁO SIĘ JUŻ CIEMNO. DOTARLIŚMY TUŻ PRZED ZAMKNIĘCIEM. WIECZNY OGIEŃ SIĘ PALIŁ, ALE BUDYNEK I EKSPOZYCJA W NIM NIECIEKAWA. TROCHĘ POPRAWIAŁO JEJ WYGLĄD OŚWIETLENIE. W NOCY WSZYSTKO WYGLĄDA LEPIEJ.

JAZD – SKLEPY NA RONDZIE SHAHID BEHESHTI

.

KOLACJĘ  JEDLIŚMY TRADYCYJNIE W NASZEJ BRUDNEJ, TRZYSTOLIKOWEJ JADŁODAJNI. PAN NA NASZ WIDOK UŚMIECHNĄŁ SIĘ OD UCHA DO UCHA I USMAŻYŁ  DODATKOWO CHYBA KILO POMIDORÓW. ZAPŁACILIŚMY TYM RAZEM 19 TOMANÓW – CHYBA ZA TE POMIDORY – I OCIĘŻALI Z PRZEJEDZENIA RUSZYLIŚMY PO BAGAŻE PRZECHOWYWANE W HOTELU.
 TAKSÓWKĄ ZA 10 TOMANÓW SPOD NASZEGO HOTELU DOJECHALIŚMY DO DWORCA.

W PRZEDZIALE BYŁA JAKAŚ MŁODA PANIENKA. PRZENIOSŁA SIĘ TEŻ DO NAS POGADAĆ POZNANA NA PERONIE STUDENTKA. NIESTETY ZOSTAŁA ZAMIENIONA PRZEZ KONDUKTORA NA MAŁOMÓWNE CHOĆ UŚMIECHAJĄCE SIĘ STARSZE MAŁŻEŃSTWO.
 DOSTALIŚMY PACZKI Z CIASTKIEM, PESTKAMI SŁONECZNIKA I WODĘ, ABYŚMY PRZEŻYLI PODRÓŻ.
 NA GÓRNEJ PRYCZY ZNOWU LEŻAŁY JAKIEŚ BAGAŻE …

NAJBARDZIEJ UKŁADANIE SIĘ DO SPANIA PRZEŻYWAŁA MŁODA PANIENKA, NAWET CHCIAŁA ZMIENIĆ PRZEDZIAŁ. CHODZIŁO O PIETRUSZKĘ. CHYBA JEJ NORMY KULTUROWO-OBYCZAJOWE NIE ZA BARDZO TOLERUJĄ INNOWIERCĘ WE ŚNIE. 
KIEDY JUŻ SOBIE PRZYGOTOWALIŚMY SPANIE, OKAZAŁO SIĘ, ŻE W TYCH TOBOŁKACH NA GÓRNEJ PRYCZY JEST KOŁDRA I PODUSZKA DLA KAŻDEGO PASAŻERA, NA CO JĘZYKIEM MIGOWYM ZWRÓCIŁA NAM UWAGĘ STARSZA IRANKA. I POMYŚLEĆ, ŻE W DUCHU PROTESTOWALIŚMY PRZECIWKO ZAJMOWANIU PRYCZY JAKIMIŚ CUDZYMI BAGAŻAMI.

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *