17.11. 2016 – KERMAN. PO DESZCZU SŁOŃCE

.

TRZEBA SIĘ POSPIESZYĆ. WIECZOREM NOCNYM AUTOBUSEM JEDZIEMY DO SZIRAZU.

DO POŁUDNIA OBEJRZELIŚMY ZABYTKI KERMANU – MECZET, ZESPÓŁ GANJ ALI KHAN, WSPANIAŁE ŁAŹNIE, SŁYNNĄ WAGĘ KUPIECKĄ. PRZY TEJ WADZE ZGADALIŚMY  SIĘ Z GRUPĄ WŁOSKĄ. SZCZEGÓLNIE Z JEDNYM STARSZYM PANEM, KTÓRY ZRESZTĄ BYŁ W POLSCE. BARDZO KOMPLEMENTOWAŁ WŁOSKI PIETRUSZKI.

ZOSTAŁO NAM JESZCZE DUŻO CZASU WIĘC POSTANOWILIŚMY POJECHAĆ TYM RAZEM AUTOBUSEM  DO ODLEGŁEGO O 40 km MAHANU. ZNAJDUJE SIĘ TAM MAUZOLEUM POETY I MISTRZA SUFICKIEGO, A TAKŻE OGRÓD SZACHA – BAGH-E SHAHZADE.

AUTOBUS ZNALEŹLIŚMY TYM RAZEM BEZPROBLEMOWO I ZA CENĘ 20 TOMANÓW OD DWÓCH OSÓB ZNALEŹLIŚMY SIĘ PRZY MAUZOLEUM NEMATOLLAHA WALIARAMGAH-E SHAH NEMATOLLAH VALI, POETY BARDZO WAŻNEGO DLA WYZNAWCÓW SUFIZMU Z CAŁEGO ŚWIATA. PRZED WEJŚCIEM ZACZEPIA NAS JAKIŚ PAN. NAUCZYCIEL ANGIELSKIEGO Z TEBRIZU. PYTA SKĄD JESTEŚMY, CO ZWIEDZILIŚMY. W KOŃCU SIĘ ŻEGNAMY.
 GRÓB POETY TO CAŁY KOMPLEKS BUDOWLI POWSTAŁY W RÓŻNYCH EPOKACH, POŁOŻONY W BARDZO ŁADNYM PARKU.     
WCHODZĘ PIERWSZA A PIETRUSZKA KUPUJE BILETY. PO CHWILI WIDZĘ JAK IDZIE OBOK NIEGO ÓW NAUCZYCIEL, Z KTÓRYM DOPIERO CO SIĘ POŻEGNALIŚMY.

DO BUDOWLI, W KTÓREJ ZNAJDUJE SIĘ GRÓB PROWADZI ALEJA Z SADZAWKAMI. PO BOKACH DRZEWA. W IRANIE BARDZO RZADKO PAŁACE, MAUZOLEA, INNE WIĘKSZE BUDYNKI ZABYTKOWE NIE SĄ OTOCZONE PARKIEM CZY CHOCIAŻ MAŁYM SKWERKIEM.  TO KREUJE ATMOSFERĘ MIEJSCA. STOJĘ SOBIE SPOKOJNIE W MAUZOLEUM, OGLĄDAM GRÓB A TU Z GRUPY MŁODYCH DZIEWCZYN SIEDZĄCYCH NA PODŁODZE WYRYWA SIĘ DO MNIE JEDNA I ZACZYNA ZADAWAĆ PYTANIA O POBYT, POCHODZENIE KRAJOWE. GADAMY CHWILĘ I DOWIADUJĘ SIĘ, ŻE MŁODZI LUDZIE SĄ NIESZCZĘŚLIWI BO IM RZĄDY NIE ODPOWIADAJĄ. NIE ZA BARDZO WIDZĄ SWOJĄ PRZYSZŁOŚĆ. NIESTETY PIETRUSZKA IDĄCY NA HERBATĘ POGANIAŁ MNIE WIĘC WYCAŁOWAŁAM SIĘ NA DO WIDZENIA I POSŁUSZNIE PODREPTAŁAM  ZA NIM. DO TAKICH ROZMÓW TRZEBA GODZIN A NIE MINUT.


WCHODZIMY DO POMIESZCZENIA, W KTÓRYM SIEDZĄ NA PODŁODZE SAMI MĘŻCZYŹNI. PIJĄ HERBATĘ PODAWANĄ PRZEZ STARSZEGO PANA. WODĘ NALEWKA Z WIEKOWEGO CZAJNIKA. SIEDZIMY I ROZMAWIAMY. PRZYCHODZI DRUGI MĘŻCZYZNA I PRZYNOSI PUDEŁKO CIASTEK KTÓRE ROZDAJE WSZYSTKIM. MY TEŻ DOSTAJEMY KRUCHE CIASTKO Z DAKTYLAMI. JESZCZE CIEPŁE. TAK PYSZNE, ŻE ZJADAM 2 A TRZECIE ZABIERAM. W KOŃCU ŻEGNAMY SIĘ I RUSZAMY W STRONĘ OGRODU SZACHA.

IDZIEMY KILKA MINUT, KIEDY ZAGADUJE NAS  JAKIŚ FACET O WYGLĄDZIE FARMERA. PYTA JAK ZAWSZE SKĄD JESTEŚMY I GDZIE IDZIEMY. KIEDY MÓWIMY GDZIE ZAPRASZA NAS DO AUTA. WIADOMO O CO CHODZI. PIETRUSZKA USTALA ZA PRZEJAZD KWOTĘ 5 TOMANÓW. SAMOCHÓD SŁUŻY DO PRZEWOZU ZWIERZĄT. SIADAMY WE TRÓJKĘ Z PRZODU. AUTO CHYBA ZARAZ SIĘ ROZLECI. JEDZIEMY DOŚĆ DŁUGO. DOBRZE, ŻE NAS ZACZEPIŁ, BO NIE DOSZLIBYŚMY NA  PIECHOTĘ.

OGRÓD ZOSTAŁ TAK ZAPROJEKTOWANY BY NAWADNIAŁA I UPIĘKSZAŁA GO PRZESYŁANA PODZIEMNYM KANAŁEM Z POBLISKICH GÓR WODA. OD POŁOŻONEGO NAJWYŻEJ NA STOKU BUDYNKU GŁÓWNEGO, Z KTÓREGO ROZTACZA SIĘ WSPANIAŁY WIDOK NA TE GÓRY, WODA SPŁYWA KASKADOWO. CAŁOŚĆ JEST BARDZO PIĘKNA. BASENY, SADZAWKI, KWIATY, KRZEWY. SĄ TUTAJ, W ODRÓŻNIENIU OD INNYCH OGRODÓW, SKLEPIKI Z RÓŻNYMI RZECZAMI, WŁAŚCIWIE  PAMIĄTKAMI. 
WYCHODZIMY O ZMIERZCHU.

KERMAN – WIECZÓR NA BAZARZE

.

PRZED WEJŚCIEM TAKSÓWKARZE. KIEDY ZATRZYMUJEMY SIĘ W SPAWIE NEGOCJACJI CENY ZA DOJAZD DO PRZYSTANKU AUTOBUSU, JAKAŚ MŁODA DZIEWCZYNA MÓWI COŚ PO IRAŃSKU. DOMYŚLAM SIĘ, ŻE CHODZI O PODWIEZIENIE DO MAHAN. KIEROWCY TAKSÓWEK ZACZYNAJĄ PROTESTOWAĆ. MY STOIMY W ŚRODKU I CZEKAMY. WYGRYWA DZIEWCZYNA. OKAZUJE SIĘ, ŻE JEST ZE SWOIM CHŁOPAKIEM. WRACAJĄ DO KERMANU. MÓWIMY, ŻE MY TEŻ. CAŁA KONWERSACJA TOCZY SIĘ PRZY POMOCY RĄK I DWÓCH NAZW MIAST, BO PARA MÓWI TYLKO W FARSI. W KOŃCU DZIEWCZYNA DZWONI DO KOLEŻANKI, ZNAJĄCEJ JĘZYK ANGIELSKI. 
TŁUMACZYMY O CO CHODZI, PYTAJĄC O CENĘ PRZEJAZDU. PARA NIE KRYJE SWOJEJ RADOŚCI, ŻE MOŻE NAS ZAWIEŚĆ DO KERMANU. NIE MA MOWY O ZAPŁACIE. W DRODZE USIŁUJEMY WSZYSCY JAKOŚ ROZMAWIAĆ. DZIEWCZYNA PROPONUJE LODY A POTEM WSPÓLNE SPĘDZENIE WIECZORU W KERMANIE. DZWONI CHYBA DO SWOICH PRZYJACIÓŁ. TŁUMACZYMY, ŻE NIE MOŻEMY SKORZYSTAĆ Z ZAPROSZENIA. JEST TAK MIŁA, ŻE POCZUWAMY SIĘ DO UDOKUMENTOWANIA NASZYCH SŁÓW. POKAZUJEMY BILET NA AUTOBUS. ROZUMIEJĄ SYTUACJĘ. NA POCIESZENIE ZOSTAJE NAM POKAZANA OŚWIETLONA NI TO WIEŻA NI ROTUNDA – GONBAD E JABALIYE (JABALIYE DOME), KTÓRĄ MŁODZI LUDZIE NAZYWAJĄ  CAMEL MILK.

PODWOŻĄ NAS POD HOTEL. BIERZEMY BAGAŻE I JEDZIEMY TAKSÓWKĄ NA DWORZEC AUTOBUSOWY. CENA PRZEJAZDU 10 TOMANÓW. NA DWORCU UMILAMY SOBIE CZAS PLOTKUJĄC ZE SZWAJCAREM Z GENEWY. WSPÓLNIE POTWIERDZAMY  PRZYJACIELSKIE NASTAWIENIE IRAŃCZYKÓW DO CUDZOZIEMCÓW.

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *