22.11.2016 – ISFAHAN. PIERWSZE WRAŻENIA

.

AUTOBUS, KTÓRYM JEDZIEMY PRAWIE CAŁĄ NOC ZATRZYMUJE SIĘ CO CHWILĘ, A MIMO TO PO 8 GODZINACH DOJEŻDŻAMY NA PÓŁNOCNY DWORZEC AUTOBUSOWY W ISFAHANIE (KAVEH BUS TERMINAL). TERMINAL JEST DUŻY, PEŁEN SKLEPÓW, JADŁODAJNI I STANOWISK ROZLICZNYCH KOMPANI OBSŁUGUJĄCYCH PRZEWOZY W RÓŻNE STRONY. 
MAJĄC NA UWADZE NASZE POPRZEDNIE DOŚWIADCZENIA POSTANAWIAMY WYBADAĆ JAK DOJECHAĆ DO TEHERANU. MOŻE NAWET KUPIĆ BILET I TO NAJLEPIEJ PROSTO NA LOTNISKO W TEHERANIE. GDZIEŚ, NA JAKIMŚ FORUM CZYTAŁAM, ŻE AUTOBUSY Z ISFAHANU DO STOLICY ZATRZYMUJĄ SIĘ OBOK LOTNISKA CHOMEINIEGO. PANI W OKIENKU POTWIERDZA TĘ INFORMACJĘ. RADZI TAKŻE, ABY NA SAMOLOT O 2:30 W NOCY NIE JECHAĆ WCZEŚNIEJ NIŻ O 18-tej. AUTOBUS STAJE PONOĆ NAPRZECIWKO DRZWI LOTNISKA PO 5 GODZINACH JAZDY. UCIESZENI KUPUJEMY BILETY PO 33 TOMANY/ os.

TAKSÓWKĄ, KTÓRĄ UTARGOWALIŚMY NA 10 TOMANÓW, KAŻEMY SIĘ ZAWIEŚĆ DO HOTELU IRAN. TAKSÓWKARZ BŁĄDZI PO MIEŚCIE. CENTRUM JEST W PRZEBUDOWIE I NIE POTRAFI ZNALEŹĆ HOTELU. W KOŃCU DOJEŻDŻAMY. HOTEL SPRAWIA BARDZO DOBRE WRAŻENIE, ALE CENA JEST DUŻA. US$ 45 ZA NOC ZE ŚNIADANIEM.

PIETRUSZKA IDZIE SZUKAĆ CZEGOŚ  INNEGO. Z PRZEWODNIKA WYNIKA, ŻE NA CAŁYM BULWARZE CHAHAR BAGH E ABBASI LUB JEGO BOCZNYCH ULICZKACH JEST WIELE MIEJSC NOCLEGOWYCH. CZEKAM W HOTELU I TRZĘSĘ SIĘ Z ZIMNA, KIEDY OTWIERAJĄ SIĘ ROZSUWANE DRZWI I WPADA DO ŚRODKA ZIMNE POWIETRZE. ZOSTAJĘ POCZĘSTOWANA HERBATĄ. TAK MIJA OKOŁO 1,5 GODZINY.

WRESZCIE PIETRUSZKA WRACA. Z JEGO RELACJI WYNIKA, ŻE HOTELE W TEJ SAMEJ LUB PODOBNEJ CENIE MAJĄ GORSZY STANDARD. SĄ TEŻ INNE, DUŻO TAŃSZE, ALE ZDECYDOWANIE GORSZE. UZNAJEMY, ŻE ZASŁUGUJEMY PO TYLU DNIACH OSZCZĘDZANIA NA TEN HOTEL. NASZ BUDŻET TO WYTRZYMA, TYM BARDZIEJ ŻE CENA OSTATECZNA TO US$ 40 ZA DOBĘ. CAŁY KŁOPOT W IRANIE POLEGA NA TYM, ŻE NIE MOŻNA KORZYSTAĆ Z KART BANKOWYCH. STALE TRZEBA LICZYĆ, WIECZOREM ROBIĆ SŁUPKI, BO NIE MA SKĄD WZIĄĆ GOTÓWKI.

W POKOJU MIŁE CIEPŁO. KALORYFER GRZEJE. JEST SZAFA, STOLIK Z DWOMA FOTELAMI, PÓŁKA NAD LODÓWKĄ I tzw. TURECKA TOALETA. NAM ONA NIE PRZESZKADZA. WRĘCZ PRZECIWNIE, JEST DUŻO BARDZIEJ HIGIENICZNE. 
KIEDY WYCHODZIMY Z HOTELU OBEJRZEĆ MIASTO, ZAOPATRZENI PRZEZ RECEPCJĘ W MAPKĘ CENTRUM, JEST NIE TYKO DOŚĆ PÓŹNO ALE I ZIMNO. 
DOCHODZIMY DO PLACU IMAMA (NAQSH-E JAHAN SQUARE) LICZĄCEGO 900 000 M2. DRUGI, NAJWIĘKSZY PO  PEKIŃSKIM TIANANMEN, PLAC. JEGO WIELKOŚĆ JEST PORAŻAJĄCA. IDZIEMY POD OTACZAJĄCYMI GO ARKADAMI. PEŁNO TUTAJ SKLEPÓW Z RĘKODZIEŁEM.

ISFAHAN – LEKCJA RYSUNKU NA TYŁACH MECZETU SZACHA

.

DO ŚRODKA SKLEPU Z DYWANAMI ZAPRASZA NAS MŁODY CHŁOPAK. POKAZUJE RÓŻNE WYROBY I ROBI WYKŁAD OBJAŚNIAJĄCY CO PRZEDSTAWIAJĄ. WIEMY, ŻE DYWANY DZIELĄ SIĘ NA MIEJSKIE I NOMADZKIE. MIEJSKIE BIORĄ NAZWY OD MIAST Z KTÓRYCH POCHODZĄ. PRZEDSTAWIAJĄ PRZYRODĘ, PORY ROKU, STYLIZOWANE OGRODY. NAZWY KOCZOWNICZYCH WYWODZĄ SIĘ OD PLEMION, A WZORY – NAJCZĘŚCIEJ GEOMETRYCZNE – SĄ PRZEKAZYWANE Z POKOLENIA NA POKOLENIE. NAJWIĘCEJ UWAGI POŚWIĘCA JEDNEMU Z KOBIERCÓW, TKANEMU W MANIERZE SYMBOLIKI ZARATUSZTRIAŃSKIEJ. OPISUJE CO PRZEDSTAWIAJĄ DANE FRAGMENTY TKANINY. JEGO WYKŁAD JEST FASCYNUJĄCY. ZNA SIĘ NA DYWANACH, UCZY SIĘ O NICH. JEST TAKŻE DRUGI MĘŻCZYZNA, CHYBA SZEF. CHWILĘ JESZCZE ROZMAWIAMY I WYCHODZIMY NA ZIMNICĘ PANUJĄCĄ NA ZEWNĄTRZ.


KOLEJNA WIZYTA W SKLEPIE Z DYWANAMI. I JAK ZWYKLE ROZMOWA O WSZYSTKIM I O DYWANACH. ALE NIE TAK CIEKAWA JAK POPRZEDNIO. PIETRUSZKA MA W RĘKU WYGRZEBANY SKĄDŚ MALUTKI DYWANIK. UWAŻA, ŻE  BĘDZIE ON IDEALNY DLA NASZEGO KOTA. MNIE SIĘ NIE PODOBA, BO JAKIŚ TAKI SZORSTKI. WŁAŚCICIELE ZWIERZĄT NIE ZAWSZE BYWAJĄ NORMALNI.


KOLEJNY SKLEP TO WYROBY METALOWE. RĘCZNA ROBOTA. TYSIĄCE  TALERZYKÓW, TALERZY, MISECZEK, DZBANUSZKÓW, WAZONIKÓW. JEDEN TALERZ BUDZI ZACHWYT PIETRUSZKI. DUŻY OKRĄGŁY Z RYSUNKIEM NA SPODZIE I GRAWEROWANY NA OBWODZIE NA CYNOWYM TLE STROFAMI POEZJI HAFEZA. 
ARTYSTA RZEMIEŚLNIK NIE ZA BARDZO MÓWI PO ANGIELSKU, WIEC NA POMOC PRZYBIEGA  SPRZEDAWCA ZE SKLEPU OBOK I TŁUMACZY NA ANGIELSKI TO CO HAFEZ NAPISAŁ. CENA WYWOŁAWCZA TALERZA 680 DOLARÓW. BYŁ TEŻ STYLOWY WYSZCZERBIONY TALERZYK. 55 LETNI STAROĆ WYCENIONY NA US$ 68.

WRACAMY BULWAREM NAD RZEKĘ, W KTÓREJ NIE MA WODY. MOST SI O SEH POL JEST OŚWIETLONY. WYGLĄDA PIĘKNIE. W OGÓLE CAŁE MIASTO JAŚNIEJE NEONAMI. OŚWIETLONE SĄ TAKŻE KOPUŁY NIEKTÓRYCH MECZETÓW, BUDYNKI. JEST BARDZO DUŻO ZIELENI. SKLEPY, CENTRA HANDLOWE CIĄGNĄ SIĘ JEDNE ZA DRUGIMI. PRZYPOMINA NAM SIĘ ORCHARD ROAD W SINGAPURZE. TUTEJSZE CENTRA HANDLOWE SĄ TAK DUŻE, ŻE NASZE POLSKIE PRZY NICH WYDAJĄ SIĘ ZABAWKAMI. MIASTO TĘTNI ŻYCIEM. TYLKO CZEMU JEST TAK ZIMNO?

ZNAJDUJEMY JAKIŚ PUNKT JEDZENIOWY, CZYLI ZNOWU KEBAB.  NAJEDZENI WRACAMY DO NASZEGO POKOJU Z GRZEJĄCYM KALORYFEREM.

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *