24.11.2016 – ISFAHAN. ŚNIEG W DZIELNICY ORMIAŃSKIEJ.

.

NASZ HOTEL MIEŚCI SIĘ W BOCZNEJ ULICZCE BULWARU CZAHAR BAGH. PRZY SAMYM  BULWARZE ZNAJDUJE SIĘ MEDRESA IMAMA JAFARA SADIKASZKOŁA TEOLOGICZNA CHAHAR BAGH, NA DZIEDZINIEC KTÓREJ MOŻNA WEJŚĆ TYLKO WE CZWARTEK. PONIEWAŻ DZIŚ MAMY CZWARTEK, WIĘC IDZIEMY. OKAZUJE SIĘ JEDNAK, ŻE OGLĄDANIE OBECNIE JEST NIEMOŻLIWE. MUSIMY PRZYJŚĆ PÓŹNIEJ. NIE WIADOMO DLACZEGO.

IDZIEMY WIĘC DO PAŁACU CZTERDZIESTU KOLUMN (NAZYWANEGO: CHEHEL SOTOUN ALBO CHIHIL SUTUN ALBO CHEHEL SOTOON) POŁOŻONEGO NIEDALEKO. PRZY WEJŚCIU TRZEBA UWAŻAĆ ABY SIĘ NIE POMYLIĆ, ALBOWIEM TUŻ OBOK MIESZCZĄ SIĘ TEŻ MUZEA: SZTUKI, HISTORII NATURALNEJ, SZTUKI UŻYTKOWEJ. WSTĘP 20 TOMANÓW. XVII WIECZNY PAŁAC, LETNIA REZYDENCJA SZACHA ABBASA POŁOŻONY JEST W KLASYCZNYM PERSKIM OGRODZIE. DREWNIANE KOLUMNY PODPIERAJĄ  STROP. HOL ZDOBIONY MOZAIKAMI Z LUSTEREK. WNĘTRZA DEKORUJĄ PORTRETY ŻON SZACHA, SCENY BITEWNE, SCENY Z POLOWAŃ.

MIMO MINUSOWEJ TEMPERATURY ODWAŻNIE POSTANAWIAMY PÓJŚĆ JESZCZE DO DZIELNICY ORMIAŃSKIEJ – JOLFY, CHOCIAŻ NIE JEST ONA BLISKO. Z MAPY WYNIKA, ŻE MOŻNA IŚĆ NADRZECZNYM BULWAREM I PRZEJŚĆ PRZEZ JEDEN Z MOSTÓW. NAJLEPIEJ SI O SEH POL. GDYBY SŁOŃCE TROCHĘ GRZAŁO SPACER BYŁBY PIĘKNY, ALE PRZY TYM ZIMNIE NIE JEST TAK ŁADNY JAK BYM CHCIAŁA.

PO DRODZE MIJAMY MUZEUM MARTYROLOGII Z OKRESU WOJNY IRAŃSKO-IRACKIEJ. PRZYNAJMNIEJ TAK WYNIKA Z ANGIELSKIEGO NAPISU. MOŻE CIEKAWYM BYŁOBY JE ZOBACZYĆ. 
DZIELNICA ORMIAŃSKA FAKTYCZNIE RÓŻNI SIĘ OD RESZTY MIASTA. BARDZIEJ ELEGANCKIE SKLEPY DOŚĆ ZNANYCH MAREK, DUŻO KAWIARENEK W EUROPEJSKIM STYLU, RESTAURACJE. KIEDY PODCHODZIMY POD KATEDRĘ ZACZYNA PADAĆ ŚNIEG. DUŻE PŁATKI. PO CHWILI ULICA ZACZYNA BYĆ BIAŁA.

WANK – KATEDRA ŚWIĘTEGO ZBAWICIELA JEST WARTA ZOBACZENIA Z UWAGI NA MALOWIDŁA POKRYWAJĄCE ŚCIANY. PRZEDSTAWIAJĄ MNIEJ LUB BARDZIEJ MAKABRYCZNE SCENY SĄDU OSTATECZNEGO. WSTĘP 20 TOMANÓW.

WCHODZIMY DO KAFEJKI OBOK KATEDRY. HERBATA  JAK PRZYSTAŁO NA EUROPEJSKĄ DZIELNICĘ 8 TOMANÓW – PO KRÓTKIM TARGOWANIU 5 T. ALE DOBRA, LIŚCIASTA, PARZONA W  CZAJNICZKU, DO TEGO CIASTECZKA.

WRACAMY TEŻ NA PIECHOTĘ. ŚNIEG NA SZCZĘŚCIE PRZESTAJE PADAĆ. DROGA POWROTNA WYDAJE SIĘ BYĆ TROCHĘ KRÓTSZA, CHOCIAŻ TAK SAMO ZIMNA.
 DOCHODZIMY DO  MEDRESY  POPIJAJĄC DARMOWĄ HERBATĘ OTRZYMANĄ W ROZSTAWIONYM NA ULICY NAMIOCIE, MIESZCZĄCYM PAMIĄTKI Z WOJNY IRAŃSKO-IRACKIEJ. NIE BARDZO WIEMY CZY TO TYLKO PUNKT INFORMACYJNO-PAMIĘCIOWY CZY PROPAGANDOWY.

ISFAHAN – W SZKOLE TEOLOGICZNEJ CHAHAR BAGH

.

W MEDRESIE MUSZĘ UBRAĆ CZADOR, CHOCIAŻ  W POBLIŻU NIE  MA ŻYWEJ DUSZY.  ZOSTAJEMY TEŻ SKASOWANI 15 TOMANÓW OD OSOBY  CO WYDAJE SIĘ PODEJRZANE, GDYŻ NIC NIE WSKAZUJE NA TO ABY BYŁA TAM JAKAKOLWIEK KASA I BILETY. WCHODZIMY NA DZIEDZINIEC. MOŻNA Z NIEGO DOSTRZEC POMIESZCZENIA W KTÓRYCH UCZNIOWIE SIEDZĄ I SŁUCHAJĄ WYKŁADÓW.

PARĘ PRZECZNIC OD NASZEGO HOTELU ODKRYWAMY RESTAURACJĘ RESALAT. MIEŚCI SIĘ PONIŻEJ PARTERU. TRZEBA ZEJŚĆ SCHODKAMI. STOSUNKOWO DUŻA SALA JEST PUSTA. ŹLE TO WRÓŻY. JEDZENIE NIE JEST JEDNAK NAJGORSZE. ZAMAWIAM NARESZCIE RYBĘ, A PIETRUSZKA DANIE ZWANE BRYIANI, CZYLI BARANINĘ W CHLEBIE.

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *