26.11. 2016 – ISFAHAN. MOSTY. TRZĘSĄCE SIĘ MINARETY. POŻEGNANIE

.
ZROBIŁO SIĘ TROCHĘ CIEPLEJ. OKOŁO 0ºC. A ŻE ŚWIECIŁO SŁOŃCE, WYDAWAŁO SIĘ JESZCZE  CIEPLEJ. DOBRA POGODA ABY OGLĄDNĄĆ MOSTY NAD WYSCHNIĘTĄ RZEKĄ.
 NAJPIERW JEDNAK POSZLIŚMY DO MUZEUM MARTYROLOGI POŁOŻONEGO NA DUŻEJ ULICY SHAMS ABADI BIEGNĄCEJ OD RZEKI. WIDZIELIŚMY JE WCZEŚNIEJ IDĄC DO DZIELNICY ORMIAŃSKIEJ.
 W MUZEUM NAPISY TYLKO W FARSI, ALE TO NIE PRZESZKADZA, BO OGLĄDA SIĘ ZDJĘCIA POLEGŁYCH W WOJNIE Z IRAKIEM, RZECZY OSOBISTE, UBRANIA, PAMIĄTKI. WSZYSTKO, CO OPISUJE ICH ŻYCIE, WALKĘ, ŚMIERĆ. SMUTNE MIEJSCE.

BULWARY PO OBU STRONACH RZEKI BARDZO ŁADNE, PEŁNE ZIELENI. KWIATY, KRZEWY, ŁAWKI. 
GENERALNIE W CAŁYM ISFAHANIE JEST DUŻO DRZEW NA ULICACH, SKWERY, PARKI. TO BARDZO POPRAWIA URODĘ MIASTA.


PRZECHODZIMY JEDNYM MOSTEM NA DRUGĄ STRONĘ, WRACAMY NASTĘPNYM. MOSTY MNIE NIECO ROZCZAROWYWUJĄ. ICH ARCHITEKTURA NIE ZA BARDZO MNIE PRZEKONUJE. ALE MOŻE TO TEŻ KWESTIA POGODY. NAJBARDZIEJ PODOBA MI SIĘ MOST KHAJOO.

PO DRODZE ZACZEPIA NAS PARA MŁODYCH MĘŻCZYZN. JEDEN Z NICH MÓWI PO ANGIELSKU I TROCHĘ 
PO FRANCUSKU. TOWARZYSZĄ NAM PRZEZ DŁUŻSZY OKRES CZASU. OPOWIADAJĄ O SOBIE, PYTAJĄ O POLSKĘ, O WRAŻENIA Z ICH KRAJU, OPISUJĄ SWÓJ STOSUNEK DO RZECZYWISTOŚCI.  POMAGAJĄ NAM TEŻ W ZNALEZIENIU AUTOBUSU, GDYŻ CHCEMY JECHAĆ DO ŚWIĄTYNI TRZĘSĄCYCH SIĘ MINARETÓW MONAR JONBAN.
 JAZDA TRWA OKOŁO 20 MINUT, BILET KOSZTUJE 1 TOMANA OD OSOBY.

MONAR JONBAN TO GRÓB DERWISZA ŻYJĄCEGO W XIV w. SKŁADA SIĘ Z PORTYKU I DWÓCH MINARETÓW, KTÓRE MAJĄ TĘ WŁAŚCIWOŚĆ, ŻE DRGANIA JEDNEGO Z MINARETÓW PRZENOSZĄ SIĘ NA DRUGI. CAŁE WIDOWISKO TRWA MOŻE 1,5 MINUTY ZA CO PŁACI SIĘ 20 T. CENA ZUPEŁNIE NIE ADEKWATNA DO WIDOWISKA, BY NIE POWIEDZIEĆ, ŻE SZKODA PIENIĘDZY.

PO PRZEDSTAWIENIU Z MINARETAMI POSZLIŚMY DALEJ DO RUIN ÂTAŠGÂH-E ESFAHÂNŚWIĄTYNI OGNIA WYZNAWCÓW ZARATUSTRY. ABY JĄ OSIĄGNĄĆ TRZEBA SIĘ TROCHĘ POMĘCZYĆ I WEJŚĆ NA SPORE WZNIESIENIE. TEN ZABYTEK JEST ZDECYDOWANIE DLA AMATORÓW TEGO TYPU MIEJSC. INNI MOGĄ BYĆ ROZCZAROWANI. MY OGLĄDAMY, BO PRZECIEŻ TO POZOSTAŁOŚCI PO PIERWOTNEJ RELIGII IRANU.

ISFAHAN – SCHODZIMY Z ATASHKADEH (ÂTAŠGÂH-E ESFAHÂN)

.

WIECZOREM DOKONALIŚMY ZAKUPU BUTÓW JAK Z OPERACJI „PUSTYNNA BURZA”. NIESTETY POPRZEDNIE WIELOLETNIE, ŻEBY NIE POWIEDZIEĆ STARO-LETNIE BUTY PIETRUSZKI SPOTKAŁ SMUTNY KONIEC. POCHOWANE ZOSTAŁY W KOSZU NA ŚMIECI NA OBCEJ ZIEMI.

PO POWROCIE DO HOTELU JAK ZWYKLE UCINAMY SOBIE POGAWĘDKĘ Z JEDNYM Z WŁAŚCICIELI HOTELU – SAMEM. OGROMNIE LUBIMY TE ROZMOWY. SAM JEST BARDZO MIŁY, OTWARTY, PRZYJACIELSKI. W OGÓLE HOTEL IRAN JEST WART POLECENIA.

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *