24.11.2016 – ISFAHAN I ORMIAŃSKA ENKLAWA

.

DZISIEJSZE PLANY OBEJMUJĄ ZWIEDZANIE SŁYNNEGO CHEHEL SOTOON PALACE ZWANEGO TEŻ PAŁACEM 40 KOLUMN, OGLĄDNIĘCIE TUTEJSZEJ SŁYNNEJ MEDRESY – SZKOŁY TEOLOGICZNEJ CHAHAR BAGH I SPACER PO DZIELNICY ORMIAŃSKIEJ.

PAŁAC JEST NIEDALEKO. KOMPLEKS OBEJMUJE TEŻ KILKA INNYCH BUDYNKÓW, W KTÓRYCH UMIESZCZONO RÓŻNE, POKREWNE TEMATYCZNIE MUZEA. WSTĘP JAK ZWYKLE 20 T. TROCHĘ CZASU ZAJMUJE NAM OGLĄDANIE SPOREGO OGRODU OTACZAJĄCEGO GŁÓWNY OBIEKT. WNĘTRZE PAŁACU DOSTĘPNE DLA ZWIEDZAJĄCYCH TO WŁAŚCIWIE  JEDNA SALA. DUŻO W NIEJ NAŚCIENNYCH MALOWIDEŁ I SPORO OGLĄDCZY-ZWIEDZACZY. POZNANIE CAŁOŚCI ZAJĘŁO NAM PRAWIE 120 min.

NIESTETY, NIE MA W OBECNEJ CHWILI MOŻLIWOŚCI WEJŚCIA DO MEDRESY. MUSIMY PRZYJŚĆ ZDECYDOWANIE PÓŹNIEJ, BO, JAK NAM WYTŁUMACZONO BRAKUJE WOLNYCH OPROWADZAJĄCYCH.

DZIELNICA ORMIAŃSKA NEW JULFA LEŻY PO PRZECIWNEJ STRONIE RZEKI. SPOD NASZEGO HOTELU MOŻNA DO NIEJ DOJECHAĆ AUTOBUSEM. NIE SKORZYSTALIŚMY UWAŻAJĄC, ŻE KILKUKILOMETROWY SPACER POPRAWI NAM KRĄŻENIE, A TO Z KOLEI PODNIESIE ODPORNOŚĆ NA PANUJĄCY MRÓZ.

DZIELNICA UWAŻANA JEST ZA CAŁKOWICIE RÓŻNĄ OD TYCH OGLĄDANYCH PRZEZ NAS W ISFAHANIE NA CO DZIEŃ. FAKTYCZNIE, ZARAZ PO MINIĘCIU MOSTU AZAR WCHODZIMY DO BARDZIEJ EUROPEJSKIEGO ŚWIATA. Z POCZĄTKU JEDYNYM ZAUWAŻALNY  FAKTEM JEST MNIEJSZA ILOŚĆ LUDZI I TROCHĘ SZERSZE ULICE. JEŚLI CHODZI O PRZYBYTKI ROZPUSTY KULINARNEJ, TO CAŁA OKOLICA PRZYPOMINA PEŁNE ŻYCIA ZAKAMARKI TURYSTYCZNYCH MIASTECZEK HISZPAŃSKIEJ ANDALUZJI ALBO np. STARÓWKI TBILISKIEJ. DZISIAJ ZIMNO JEDNAK WYMIOTŁO LUDZI.

DOCIERAMY DO SŁYNNEGO KOŚCIOŁA ORMIAŃSKIEGO POD WEZWANIEM ŚWIĘTEGO ZBAWICIELA, POPULARNIE ZWANEGO VANK. WCHODZIMY DO KATEDRY. MALOWIDŁA ŚCIENNE W GŁÓWNYM POMIESZCZENIU OLŚNIEWAJĄ. SZCZEGÓLNIE TE PRZEDSTAWIAJĄCE “SĄD OSTATECZNY”. MAJĄ W SOBIE DUŻO PIEKIELNEGO OGNIA. WYDAJE SIĘ, ŻE OD ICH CZERWIENI PŁONIE CAŁA KAPLICA. NAKARMIWSZY OCZY TYMI KOSZMARAMI LECIUTKO PRZYPOMINAJĄCYMI DZIEŁO MEMLINGA O TYM SAMYM TYTULE.

WYCHODZIMY NA PODWORZEC. STOI TU MONUMENT UPAMIĘTNIAJĄCY WYRŻNIĘCIE ORMIAN PRZEZ TURKÓW. PIERWSZY RAZ WIDZĘ POMNIK TAK OFICJALNIE MÓWIĄCY O LUDOBÓJSTWIE TURECKIM.

LEKKO PO LEWEJ, PRAWIE NA WPROST KOŚCIOŁA JEST DOBRZE WYGLĄDAJĄCA HERBACIARNIO-KAWIARNIA. NAZYWA SIĘ COFFEE DALOON. WCHODZIMY BY SIĘ ROZGRZAĆ. Z PRZYZWYCZAJENIA, JESZCZE W DRZWIACH PYTAM O CENĘ HERBATY. KOSZTUJE 8 TUMANÓW. ODWRACAMY SIĘ NA PIĘCIE, ALE NIE ZDĄŻYLIŚMY JESZCZE ZROBIĆ KROKU GDY CENA SPADŁA DO 5 T. OBSŁUGA NA NASZE ZDZIWIENIE DOTYCZĄCE CENY WYJAŚNIA, ŻE OWSZEM JEST ONA WYSOKA, ALE ZA TO PODAJĄ NAPÓJ MARZENIE. POSTANAWIAMY SPRÓBOWAĆ. FAKTYCZNIE JEST JAK W STARYM KAWALE O KARMIENIU MLEKIEM DWÓJKI NIEMOWLAKÓW. JEDEN DOSTAJE SMOKA, DRUGI CYCEK. OBAJ PIJĄ MLEKO, ALE JAK PODANE … I TAK BYŁO W w/w PRZYPADKU. DOSTALIŚMY WSPANIAŁĄ, PIĘKNIE PODANĄ HERBATĘ Z CIASTECZKAMI I JAKIMIŚ LOKALNYMI DODATKAMI. ZDECYDOWANIE WARTO TUTAJ JĄ WYPIĆ. POLECAMY.

A PROPOS. HERBATA TO NARODOWY NAPÓJ IRAŃCZYKÓW. DOSTANIECIE JĄ WSZĘDZIE. NA ULICY KOSZTUJE OD 0,3 DO ZWYKLE MAX 1 TUMANA. ALE TRZEBA SIĘ ZAWSZE NAJPIERW SPYTAĆ, BO SĄ MIGLANCE KASUJĄCE NAWET 4 T ZA PAPIEROWY KUBEK.

NAPOJENI I ROZGRZANI PRZEZ JAKIŚ CZAS SPACEROWALIŚMY ULICZKAMI JOLFY. MIJANE RESTAURACJE wg. NAS SĄ ZBYTNIO NASTAWIONE NA EUROPEJSKICH TURYSTÓW. MAŁO TU KUCHNI LOKALNEJ, PEŁNO ŚRÓDZIEMNOMORSKIEJ. DODATKOWO Z ODSTRASZAJĄCYMI  (JAK NA IRAN) CENAMI. LEPIEJ MAJĄ SIĘ SKLEPY. WYBÓR, SZCZEGÓLNIE CIUCHÓW JEST SPORY I ODPOWIADA GUSTOM MIESZKAŃCÓW NASZEGO KONTYNENTU.

IDĄC WZDŁUŻ WYSCHNIĘTEGO KORYTA RZEKI CO JAKIŚ CZAS MIJAMY SADZAWKI POKRYTE CENTYMETROWĄ WARSTWĄ LODU. BRRRRRRR …

ISFAHAN – FONTANNA POKRYTA LODEM

.

POWOLI ZBLIŻAMY SIĘ DO MEDRESY, SZKOŁY TEOLOGICZNEJ NAZYWANEJ CZAHAR BAGH MEDRESA LUB MEDRESA SZACHA MADAR-I, KARAWANSERAJ I BAZAR SZACHA HUSAINA I. TO KOLEJNY OBIEKT WARTY ZOBACZENIA. MAMY NADZIEJĘ NA WEJŚCIE DO ŚRODKA, BO Z PRZEWODNIKÓW WYNIKA, ŻE  JEST ON DOSTĘPNY DLA ZWIEDZAJĄCYCH TYLKO W CZWARTKI. CZYLI DZISIAJ.

CERBER PRZY WEJŚCIU SIĘ ZMIENIŁ. RANO BYŁ INNY. TŁUMACZYMY O CO NAM CHODZI. GUCIO GDZIEŚ DZWONI, INKASUJE 15 T OD ŁBA I WSKAZUJE KIERUNEK, W KTÓRYM MAMY IŚĆ. DOSTĘPNY DLA INNOWIERCÓW JEST WŁAŚCIWIE TYLKO SPORY DZIEDZINIEC I OTACZAJĄCE GO PODCIENIA. Z NICH SĄ BEZPOŚREDNIO WEJŚCIA DO NIEWIELKICH KLAS. W KILKU CIĄGLE TRWAJĄ ZAJĘCIA. NAJWIĘKSZĄ  ATRAKCJĄ ( W SENSIE WYMIARU) JEST NIEDUŻY MECZET. CAŁOŚĆ OGLĄDNIESZ W 30 min.

NIE MIELIŚMY OCHOTY NA WIECZORNE WAŁĘSANIE PO MROŹNYM I MIEŚCIE POSTANOWILIŚMY ZJEŚĆ OBIADO-KOLACJĘ W RESTAURACJI RESALAT. BYŁA  PUSTA. NIE ROZUMIEM ZUPEŁNIE DLACZEGO. MIEJSCE JEST DUŻE. ZMIEŚCI SIĘ W NIM CO NAJMNIEJ SETKA LUDZI. JEDYNYM WYTŁUMACZENIEM TEJ PUSTKI SĄ INNE GODZINY JEDZENIA POSIŁKÓW PRZEZ TUBYLCÓW.
JEDZENIE BYŁO SMACZNE I WARTE SWOJEJ CENY. POLECAMY …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *