25.03.2014 – LAS TERRENAS I SALTO DEL LIMÓN.

.

RANO NA ŚNIADANKO NA NASZYM TARASIKU MACHNĘLIŚMY AWOKADO Z TUŃCZYKIEM. PYCHA. POMIJAM WIELKOŚĆ OWOCU. ONO BYŁO PO PROSTU SŁODKIE. TO SŁOŃCE WYDOBYŁO TĘ NATURALNĄ SŁODYCZ. TRUDNO BĘDZIE TERAZ JEŚĆ AWOKADO PO TYM DOMINIKAŃSKIM.

ZAMIERZALIŚMY ZGODNIE Z TRASĄ NASZEJ PODRÓŻY POJECHAĆ DO EL LIMÓN I OBEJRZEĆ COŚ, CO NAZYWA SIĘ SALTO DEL LIMÓN. JEST TO NATURALNY WODOSPAD W GÓRACH NA PÓŁWYSPIE SAMANÁ TRAKTOWANY JAKO JEDNA Z NAJWIĘKSZYCH ATRAKCJI. WODA SPADA TU Z WYSOKOŚCI 50 m. DOJEŻDŻA SIĘ TAM – O ILE TO MOŻNA NAZWAĆ DOJAZDEM – NA MUŁACH. PIESZO TEŻ MOŻNA, ALE TREKING TO NIE DLA NAS. ZRESZTĄ MYŚLĘ ŻE NIEWIELU SIĘ NA NIEGO TUTAJ ZDECYDUJE.

WYSZLIŚMY Z NASZEGO DOMU I ZA CHWILĘ ZŁAPALIŚMY GUA-GUA. PO NIEDŁUGIM CZASIE WYSIADAMY W EL LIMON. DOPADA NAS NATYCHMIAST JAKIŚ FACET I MÓWI, ŻE JEGO TATUŚ MA MUŁY. SAM JEST OKROPNIE PAPUŚNY, CZYLI TŁUŚCIUTKI. TAKI SYNALEK TO CHYBA TRUDNY DO WYKARMIENIA … MUSI DUŻO KLIENTÓW NAGONIĆ

PRZYRZEKLIŚMY SOBIE, ŻE DOŚĆ TEJ ROZPUSTY FINANSOWEJ I JEŹDZIMY TYLKO RAZEM, JEDNYM POJAZDEM. PO USTALENIU CENY ŁADUJEMY SIĘ NA PIŹDZIKA. JA W CHARAKTERZE PLASTERKA SZYNKI MIEDZY NIMI. TRZYMAM PIETRUSZKĘ POD KOLANAMI ON MNIE ZA KULKI I JEDZIEMY DO TATUSIA.

TATUŚ MA NIE TYLKO MUŁY, ALE TAKŻE CAŁY BIZNES. MOŻNA SIĘ COŚ NAPIĆ I KUPIĆ PAMIĄTKI. NA DOMINIKANIE JEŚLI ZAMAWIASZ COKOLWIEK ALKOHOLOWEGO DO PICIA, DOSTAJESZ TO W TORBIE PAPIEROWEJ (WYPISZ WYMALUJ AUSTRALIA. JEST TO TYLE DZIWNE, ŻE DOMINIKANA TO NIE ANGLOSASKIE ZWYCZAJE). SZYJKA BUTELKI JEST OBWIĄZANA PAPIEROWĄ SERWETKĄ. JEŚLI POJEMNIK Z PICIEM MA SŁOMKĘ, TO ONA TEŻ JEST TAK OZDOBIONA.

PO KRÓTKICH TARGACH USTALAJĄCYCH ILE CO MA TO KOSZTOWAĆ PROWADZĄ NAS DO ZWIERZĄT. WŁAŚCIWIE TO CHYBA MUŁ Z KONIEM RAZEM WZIĘTE. JAKAŚ TAKA MUŁOWATA RASA KOŃSKA.

MOJE ZWIERZE NAZYWA SIĘ JULIO. PIETRUSZKA JEDZIE NA PALOMIE. KONIO-MUŁY PROWADZONE SĄ PRZEZ POGANIACZY.

DROGA JEST TRAGICZNA. NIE DOŚĆ, ŻE PRZEZ RZEKĘ TO CAŁY CZAS POD GÓRĘ, STROMO, MIEJSCAMI NAWET BARDZO I PO KOSZMARNYCH KAMIENIACH. UMIERAM ZE STRACHU, ŻE MÓJ JULIO SIĘ POTKNIE. NIE CHODZI O MNIE, TYLKO O TO ŻE SOBIE COŚ ZROBI. PO DRODZE PRZEWODNIK MÓWI O MIJANYCH DRZEWACH I KRZEWACH. PYTAM GO, CZY TEN BIEDNY KOŃ SIĘ NIE MĘCZY. MÓWI ŻE TO WETERAN I PROFESJONALISTA. ŻE PROFESJONALISTA, TO FAKT. NIE DOŚĆ ŻE IDZIE SAM, TO JESZCZE STAJE TAM GDZIE PRZEWODNIK MA NAM COŚ OPOWIEDZIEĆ. JULIO, BIDUL MOŻE ZE MNĄ NIE MIAŁ CIĘŻKO, ALE MIJANE GRUBASY TO CHYBA KOSZMAR DLA KONIA. CZYTAŁAM W JAKIMŚ BLOGU, ŻE KOŃ SIĘ POTKNĄŁ W RZECZE I PRZEWRÓCIŁ Z PASAŻEREM. JULIO WYBIERAŁ SOBIE DROGĘ. SZEDŁ TAM GDZIE MU ODPOWIADAŁO. KONIE SĄ BARDZO MĄDRE, ALE TEN UPAŁ I SKALNE ODŁAMKI BYŁY OKROPNE. WSPINALIŚMY SIĘ DOŚĆ DŁUGO WĄSKĄ KAMIENISTĄ ŚCIEŻKĄ MIĘDZY DRZEWAMI.PRZYPOMINAŁO MI SIĘ JAK LECIAŁAM HELIKOPTEREM NA LODOWIEC W NOWEJ ZELANDII. TEŻ OGARNIAŁA MNIE GROZA JAK PILOT PIKOWAŁ WPROST NA LODOWIEC POPIJAJĄC KAWĘ.

.

SALTO DEL LIMÓN – W DRODZE DO WODOSPADU

.

WRESZCIE DOTARLIŚMY. ZSIADANIE I WSIADANIE NA KONIA-MUŁA ODBYWA SIĘ ZE SCHODKÓW, KTÓRE STOJĄ NA POCZĄTKU I KOŃCU TRASY. ZWIERZE PODCHODZI DO NICH SAMO I ODPOWIEDNIO SIĘ USTAWIA. ZSIEDLIŚMY I TRZEBA BYŁO DOJŚĆ KAWAŁEK DO WODOSPADU. W SPADAJĄCEJ WODZIE WSZYSCY SIĘ KĄPIĄ. ZA WYJĄTKIEM MNIE, BO ZIMNO. KAMIENIE ŚLISKIE. WIDOK BARDZO ŁADNY.

PO OBFOTOGRAFOWANIU WSZYSTKIEGO WRACAMY. OCZYWIŚCIE JEST SKLEP Z PAMIĄTKAMI. PIJEMY MLEKO Z KOKOSA. NIC NIE KUPUJEMY.

JAZDA W DÓŁ JEST ZNACZNIE SZYBSZA, CO NIE OZNACZA ŻE FAJNA, BO ZWIERZE PO PROSTU ZJEŻDŻA W DÓŁ.

CAŁE PRZEDSIĘWZIĘCIE JEST O TYLE NIESPRAWIEDLIWE, ŻE POGANIACZE DOSTAJĄ TYLKO TO, CO IM DASZ JAKO NAPIWEK. TAK PRZYNAJMNIEJ TWIERDZĄ. NIE DOŚĆ IŻ POKONUJĄ TE ILEŚ KILOMETRÓW NA PIECHOTĘ, TO JESZCZE SĄ ZDANI NA TWOJĄ ŁASKĘ. Z KOLEI KLIENT, KTÓRY PŁACIŁ DOŚĆ WYSOKĄ CENĘ OBEJMUJĄCĄ PONOĆ WSZYSTKO, ZMUSZANY JEST DO KOLEJNEJ ZAPŁATY, CO NIE ZA BARDZO MU SIĘ UŚMIECHA. OBIE STRONY SĄ WIEC NIE ZA BARDZO ZADOWOLONE, A MUŁO-KOŃ JUŻ WCALE.

POŻEGNALIŚMY SIĘ Z NASZYMI ZWIERZĘTAMI. PAMELA TAK SIĘ ZACHWYCIŁA PIETRUSZKĄ, ŻE OBDARZYŁA GO TYM, CO MIAŁA NAJLEPSZEGO … PRZEZ PARĘ DNI BYŁ UPSTRZONY WYSOCE MALOWNICZYMI CZERWONYMI PUNKCIKAMI.

 PO WYKĄPANIU SIĘ W OCEANIE POPOŁUDNIE I WIECZÓR SPĘDZILIŚMY NA ZWIEDZANIU LAS TERRENAS. ZWIEDZANIE TO ZA DUŻO POWIEDZIANE, BO ZA BARDZO NIE MA TU CO ZWIEDZAĆ, ALE OBESZLIŚMY CAŁE MIASTECZKO.

NAWET MIELIŚMY ZAMIAR SPOŻYĆ NA CZARNO HOMARA. TO NIE SEZON NA NIE, ALE TUBYLCY ŁOWIĄ MIMO ZAKAZU. POMIJAJĄC CENĘ, ZJEDZENIE O TEJ PORZE ROKU HOMARA BUDZIŁO MÓJ EKOLOGICZNY SPRZECIW. SKORO GO CHRONIĄ, TO NAJPRAWDOPODOBNIEJ, DLATEGO ŻE MA TARŁO ALBO JEST TUŻ PO NIM. BYŁAM PRZEZ PARĘ LAT WEGETARIANKĄ, ALE NIE JESTEM ORTODOKSYJNIE NASTAWIONA DO PROBLEMU JEDZENIA ZWIERZĄT, RYB, SKORUPIAKÓW. UWAŻAM JEDNAK ZA OBURZAJĄCE NIE PRZESTRZEGANIE ZASAD I ZADAWANIE GWAŁTU NATURZE.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *