23.01.2015 – Z LONGHOUSÓW DO KOTA KINABALU

.

RANO DOSTALIŚMY NA ŚNIADANIE MAKARON I SMAŻONE BANANY. JEDZĄC, KOLEJNY RAZ PODZIWIALIŚMY ŻYWE KOLORY BUSZU NA BORNEO. NIE ŚPIESZYLIŚMY SIĘ, BO AUTOBUS MIAŁ BYĆ O 14.

OBOK NASZEGO DOMU ZACZĄŁ SIĘ JAKIŚ RUCH. JEŹDZIŁY MOTORYNKI, SAMOCHÓD. WŁAŚCICIELE PRZYNIEŚLI NAM KSIĘGĘ PAMIĄTKOWĄ I ZACZĘLIŚMY SIĘ ŻEGNAĆ. OKAZAŁO SIĘ, ŻE ZMARŁ ICH KREWNY I ROZPOCZYNAJĄ SIĘ PRZYGOTOWANIA DO POGRZEBU. MY MOGLIŚMY ZOSTAĆ JAK DŁUGO CHCEMY. PIETRUSZKA NA ODCHODNYM POWIEDZIAŁ WŁAŚCICIELCE, ŻE POWINNA ZMIENIĆ SYSTEM INFORMACJI KLIENTÓW O CENIE I MOŻLIWOŚCIACH DOTARCIA DO LONGHOUSU.

MAKARON NA ŚNIADANIE? CZEMU NIE ....

MAKARON NA ŚNIADANIE? CZEMU NIE ….

.

PO CHWILI KTOŚ ZAPYTAŁ NAS CZY CHCEMY POPATRZEĆ NA PRZYGOTOWANIA DO UCZTY POGRZEBOWEJ.

PRZYGOTOWANIA DO STYPY

PRZYGOTOWANIA DO STYPY

.

OCZYWIŚCIE, ŻE CHCIELIŚMY. ZA ROGIEM NASZEGO DOMU MĘŻCZYŹNI Z WIOSKI OPALALI NADZIANE NA ROŻEN PROSIAKI. BYŁO TO MĘSKIE WIDOWISKO, WIĘC PO PARU CHWILACH ODESZŁAM. PIETRUSZKA DOPUSZCZONY DO UDZIAŁU W CEREMONII SPRAWIANIA ZWIERZĘCIA ZOSTAŁ POCZĘSTOWANY LOKALNYM NAPITKIEM, PO KTÓRYM MA SIĘ NADAL DOBRZE. KIEDY WRÓCIŁ ZAAKCEPTOWANY PRZEZ KLAN MIAŁ TAKIE ZNAJOMOŚCI, ŻE TAKŻE MOGŁAM SPRÓBOWAĆ LOKALNEGO ALKOHOLU. BYŁ PRZEDZIWNY W SMAKU. LEKKO SŁODKI BIMBER.

POWOLI DOSZLIŚMY O 13.30 DO GŁÓWNEJ DROGI. USIEDLIŚMY NA PRZYDROŻNYM PNIU DRZEWA I CZEKAMY.

MINĘŁA UMÓWIONA GODZINA I NIESTETY AUTOBUSU NIE MA. O 14:15 WIDZIMY JADĄCY AUTOBUS. NASZ!!. WITALIŚMY SIĘ KIEROWCĄ JAK Z NAJBLIŻSZYM CZŁONKIEM RODZINY. AUTOBUS MIAŁ PODŁOGĘ ORAZ NIEKTÓRE OKNA WYŁOŻONE CZYSTYMI  KARTONAMI. CHYBA NA NASZĄ CZEŚĆ.
KIEROWCA NA DRODZE I W MIEŚCIE PROWADZIŁ TAK JAKBY JECHAŁ NA TORZE WYŚCIGOWYM FORMUŁY 1.

“…KIEROWCA JECHAŁ JAK NA TORZE WYŚCIGOWYM FORMUŁY 1…”

.

WRÓCILIŚMY DO NASZEGO HOTELU GDZIE ZOSTAWILIŚMY RZECZY. WYNAJĘLIŚMY PONOWNIE TEN SAM POKÓJ. WIECZOREM OCZYWIŚCIE POSZLIŚMY NA NOCNY RYNEK – TYM RAZEM WYBIERAJĄC RYBĘ KURCZAKOWĄ PODAWANĄ Z GRILLA.

NOCNY MARKET RYBNY

NOCNY MARKET RYBNY

.

NA PRZYSTAWKĘ JEDLIŚMY CEVICHE, CZYLI ŚWIEŻĄ SUROWA RYBĘ MACEROWANĄ W SOKU Z CYTRYNY. TO JEDNE Z LEPSZYCH CEVICHE JAKIE JADŁAM.

SAŁATKA Z WOROROSTÓW

SAŁATKA Z WODOROSTÓW

.

WARZYWAMI BYŁY ALGI W BARDZO ZIELONYM KOLORZE. ICH ŁODYGI ZWIEŃCZAŁY DROBNIUTKIE KULECZKI, PĘKAJĄCE PO UGRYZIENIU JAK KAWIOR.

“… ŁODYGI ZWIEŃCZONE DROBNIUTKIMI KULECZKAMI, PĘKAJĄCE PO UGRYZIENIU JAK KAWIOR…”

.

WSZYSTKO PYSZNE.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *