16.04.2017 – “PRAWIE” BARCELONA

.

WSTAWANIE O 4:30? NIKT TEGO NIE LUBI.  ZWYKLE O TEJ PORZE NURKUJĘ DO WYRKA. TYM RAZEM TRZEBA JEDNAK BYŁO.

SAMOLOT DO BARCELONY WYLATUJE O 7:10. NIE ZNAJĄC LOTNISKA, BIORĄC POPRAWKĘ NA TRANSPORT PUBLICZNY I MAJĄC PIERWSZEŃSTWO WEJŚCIA NA POKŁAD – UZNALIŚMY TE 2 godz. 40 min DO WYLOTU ZA WYSTARCZAJĄCE.

AUTOBUS SPOD HOTELU NA LOTNISKO PRZYJECHAŁ PUNKTUALNIE. KILKA MINUT PÓŹNIEJ BYLIŚMY NA MIEJSCU.
UCIESZYŁA NAS NIEDUŻA KOLEJKA DO KONTROLI BEZPIECZEŃSTWA. NIESTETY STRACILIŚMY PRZYNAJMNIEJ 15 min NA JEJ PRZEJŚCIE. NASZE NASZPIKOWANE ELEKTRONIKĄ I KOSMETYKAMI NIEDUŻE BAGAŻE TRZEBA BYŁO ROZŁOŻYĆ DO 10 POJEMNIKÓW !!!
JUŻ PRZED 10:00 BYLIŚMY NA PRZYSTANKU AUTOBUSOWYM OBOK TERMINALU 1 LOTNISKA EL PRAT W BARCELONIE.
AUTOBUS LINII L77 PODWIÓZŁ NAS SZYBKO DO HOTELU. UWAGA !!!W POJAZDACH BARCELOŃSKIEJ KOMUNIKACJI PUBLICZNEJ TRZEBA MIEĆ DROBNE. KARTY NIE SĄ OBSŁUGIWANE!

W HOTELU HESPERIA SANT JOAN SUITES DOBA ZACZYNA SIĘ O 15:00. TO WIEDZIELIŚMY, ALE PO CICHU LICZYLIŚMY NA JAKIŚ CZASOWY POŚLIZG W DÓŁ. NIESTETY …

W ZWIĄZKU Z POWYŻSZYM ZOSTAWILIŚMY NASZ DOBYTEK W RECEPCJI I RUSZYLIŚMY NA WCZEŚNIEJ ZAPLANOWANĄ WYCIECZKĘ DO KOLONII GÜELL. MOŻNA TAM DOJECHAĆ SKOMPLIKOWANĄ SIECIĄ ŚRODKÓW KOMUNIKACJI PUBLICZNEJ ALBO PRZEJŚĆ ok. 7 km SPACERKIEM. WYBRALIŚMY DRUGĄ OPCJĘ W RAMACH ZAPRAWY PRZED PERUWIAŃSKIMI SZALEŃSTWAMI. (TAKSÓWKĄ TEŻ MOŻNA – ZA 15 JURKÓW)

SZLIŚMY ZGODNIE Z PROWADZĄCYM NAS Dr GOOGLE 2,5 GODZINY. ZDECYDOWANIE WARTO ZOBACZYĆ TO MIEJSCE. KOLONIA GÜELL TO TAKI ODPOWIEDNIK NASZEGO NIKISZOWCA. OCZYWIŚCIE SĄ RÓŻNICE. NIKISZ JEST ZAWARTYM KOMPLEKSEM MAŁYCH BLOKOWISK. OSOBNO STOI KILKA DOMKÓW DLA INŻYNIERÓW. GÜELL MA POMIĘDZY SZEREGOWYMI DOMAMI WYBUDOWANYMI DLA ROBOTNIKÓW TU I ÓWDZIE STOJĄCE, BARDZO INTERESUJĄCE PRYWATNE WILLE. SĄ TEŻ LICZNE BUDYNKI UŻYTECZNOŚCI PUBLICZNEJ, np. SZKOŁA WRAZ Z DOMEM NAUCZYCIELA, CZY TEŻ NAJSŁYNNIEJSZY TUTEJSZY OBIEKT – KRYPTA GAUDIEGO. TO DO NIEGO WALĄ TŁUMY.
WSTĘP 7 €/os. OGLĄDANIE TEGO, GENERALNIE NIEZNANEGO DZIEŁA WIELKIEGO ARCHITEKTA ZAJMUJE NAJWYŻEJ 30 min.
PRZED ZWIEDZANIEM WSTĄPILIŚMY DO MAŁEJ LOKALNEJ BOTEGI UZUPEŁNIĆ PŁYNY WYSSANE Z NAS PRZEZ DŁUGI MARSZ W PROMIENIACH KATALOŃSKIEGO SŁOŃCA.

PO ZWIEDZANIU WPADLIŚMY DO ŚWIETNIE POŁOŻONEJ PRZY JEDNEJ Z NAJPIĘKNIEJSZYCH WILLI RESTAURACJI. TRZEBA SIĘ BYŁO WZMOCNIĆ PRZED POWROTEM. TAPAS Z LODOWATYM PIWEM I WIDOKIEM NA WILLĘ… NIC WIĘCEJ NIE POTRZEBOWALIŚMY.

DO HOTELU DOWLEKLIŚMY SIĘ TOTALNIE WYCZERPANI, ROBIĄC PO DRODZE KRÓTKĄ PRZERWĘ. GARDŁA WYŁY O COŚ MOKREGO, STOPY O CHWILĘ SPOKOJU. PROWADZONY PRZEZ CHINKĘ BAR W JAKIEJŚ BOCZNEJ ULICZCE ZASPOKOIŁ NASZE POTRZEBY.

APARTAMENT HOTELOWY OKAZAŁ SIĘ OGROMNY I WYGODNY. TROCHĘ DZIWNYM WYDAJE MI SIĘ TYLKO BRAK JAKICHKOLWIEK NACZYŃ (W TYM CZAJNIKA) I SZTUĆCÓW W APARTAMENCIE Z KĄCIKIEM KUCHENNYM… CAPI TEŻ Z MIKROFALÓWKI.

SANT JOAN DESPI – APARTAMENT W HOTELU HESPERIA

.

PADLIŚMY DOSŁOWNIE… WOMBAT ZASNĄŁ Z PILOTEM TV W RĘCE. ODEBRAŁEM JEJ GO. BYŁA TAK ZMĘCZONA, ŻE JESZCZE GODZINĘ PÓŹNIEJ MIAŁA DŁOŃ W POZYCJI WSKAZUJĄCEJ, ŻE COŚ KURCZOWO ŚCISKA…

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *