30.04.2017 – PRZEDSMAK MACHU PICCHU

.
DZISIAJ PRZED NAMI SPECJALNY DZIEŃ. MUSIMY DOJECHAĆ DO AQUAS CALIENTES, SKĄD JUTRO (A WŁAŚCIWIE PRAWIE DZISIAJ, BO O 2:30) WYRUSZAMY ZDOBYWAĆ WIELKĄ GÓRĘ, W CIENIU KTÓREJ LEŻY JEDEN Z CUDÓW ŚWIATA – MACHU PICCHU. KORZYSTAJĄC Z UŁATWIEŃ W JADALNI NASZEGO HOSTELU PRZYGOTOWALIŚMY SOBIE NA DROGĘ DRUGIE ŚNIADANIE. KUPIONE PIĘKNE, DORODNE AWOKADO (TAKIEGO POTWORA MOŻNA DOSTAĆ CHYBA TYLKO W AMERYCE) UŻYWAMY ZAMIAST MASŁA. DO TEGO POMIDOR I OSTRA PAPRYCZKA. RESZTA WKŁADU POCHODZI Z HOSTELOWEJ KUCHNI. BĘDZIEMY MUSIELI ZMIENIAĆ KILKA RAZY ŚRODKI TRANSPORTU, WIĘC LEPIEJ BYĆ PRZYGOTOWANYM NA RÓŻNE NIESPODZIANKI.

GŁÓWNY BAGAŻ ZOSTAJE W PRZECHOWALNI HOSTELU, DO KTÓREGO WRÓCIMY (MAM NADZIEJĘ ) ZA 2 DNI.

TAKSÓWKĄ ZA 5 S DOJEŻDŻAMY DO PRZYSTANKU tzw. COLECTIVO I PRAWIE NATYCHMIAST RUSZANY DALEJ.
PIERWSZY CEL – PISAC. CHCEMY ZOBACZYĆ KONIECZNIE TUTEJSZY NIEDZIELNY TARG. MIASTECZKO SŁYNIE OCZYWIŚCIE GŁÓWNIE Z OGLĄDANYCH PRZEZ NAS WCZORAJ INKASKICH RUIN, ALE TARGOWISKO ZAJMUJE HONOROWE DRUGIE MIEJSCE.

FAKTYCZNIE JEST CO OGLĄDAĆ. ZACZYNAMY OD OWOCÓW I WARZYW. TUTEJSZE AWOKADO @ 2 S MAJĄ WIELKOŚĆ MNIEJSZEGO ORZECHA KOKOSOWEGO. WIDZIMY TEŻ RÓŻNE SMAKOWICIE WYGLĄDAJĄCE JEDZONKA. JUŻ MAM ŚLINOTOK, A DWIE GODZINY TEMU WCIĄGNĄŁEM ŚNIADANKOSA.

PRZECHODZIMY DO PAMIĄTEK. WYBÓR OGROMNY. GORZEJ Z CENAMI. TARGOWANIE IDZIE NIEŹLE ALE TYLKO DO POZIOMU 80 % CENY. UZYSKAĆ WIĘCEJ ZNIŻKI NIE JEST ŁATWO. KUPUJEMY DROBNE PAMIĄTKOSY. NIE ZA DUŻO, BO KTO TO BĘDZIE NOSIŁ I WNOSIŁ NA 3800 m n.p.m.  ? JA NIECHĘTNIE…

PRZED OPUSZCZENIEM RYNKU RACZYMY SIĘ Z ROZKOSZĄ DANIEM PRZYGOTOWANYM PRZEZ BABCIĘ W OGROMNYM BIAŁYM KAPELUSZU, LEKKO PRZYPOMINAJĄCYM KSZTAŁTEM NAKRYCIA GŁOWY ARMII SZWEDZKIEJ Z OKRESU POTOPU.

NA TALERZU MAMY PONOWNIE “CUY” – GWINEJSKIEGO ŚWINIACZKA (CHOCIAŻ DLA MNIE WIELKOŚCIĄ I UZĘBIENIEM, ZWŁOKI MALUCHA BARDZIEJ PRZYPOMINAJĄ POPULARNĄ U NAS ŚWINKĘ MORSKĄ). TYM RAZEM ŚWINKA SMAKUJE LEPIEJ. BABCIA NADZIAŁA JĄ JAKĄŚ SZPINAKOWO SMAKUJĄCĄ I WYGLĄDAJĄCĄ MIESZANKĄ. CIĄGLE JEDNAK PRAWDĘ MÓWIĄC, NIE WIDAĆ NA NIEJ ZBYT DUŻO MIĘSKA. NIE DZIWIĘ SIĘ TERAZ, ŻE LOKALNY ARTYSTA MALUJĄCY OSTATNIĄ WIECZERZĘ KTÓRĄ OGLĄDALIŚMY W CUZCO, POKAZAŁ APOSTOŁÓW WPATRZONYCH W CUY OCZAMI WYGŁODNIAŁYCH WILKÓW.

DODATKIEM DO TEGO POSTNEGO DANIA SĄ OCZYWIŚCIE TUTEJSZE ZIEMNIAKI, OSTRAWA SAŁATKA Z CEBULĄ I POMIDORAMI, ORAZ WSPANIAŁA NADZIEWANA WARZYWAMI PAPRYKA. LOKALNE PYRY SMAKUJĄ ZUPEŁNIE INACZEJ NIŻ W KRAJU OJCZYSTYM. NA RAZIE JEST TU WIĘCEJ ICH ODMIAN, NIŻ POMNIKÓW KACZYŃSKIEGO W POLSCE. JEŚLI DOBRZE ZROZUMIAŁEM PRZEWODNIKA, TO KARTOFLI BYŁO KIEDYŚ NA TYCH ZIEMIACH PONAD 500 RODZAJÓW.

ZAPŁACILIŚMY 15 S I NAŻARCI POCZŁAPALIŚMY DO KOLEJNEGO COLECTIVO. TYM RAZEM JADĄCE DO URUBAMBY.
PODRÓŻ NIE TRWAŁA DŁUGO. KILKANAŚCIE KILOMETRÓW DALEJ WYSIEDLIŚMY PŁACĄC PO 4 S / os.

JESZCZE JEDNO COLECTIVO ZA 1,5 S / os. I BYLIŚMY W OLLANTAYATAMBO.
MIASTECZKO OTACZAJĄ WYSOKIE GÓRY, NA STOKACH KTÓRYCH STOJĄ LICZNE, NIEŹLE ZACHOWANE POZOSTAŁOŚCI INKASKIEJ FORTECY. TO TU LUD TEN BRONIŁ SIĘ PRZED HISZPANAMI POD WODZĄ MANCO INCA (INKI). PRZEGRALI NIESTETY …

TO TU WRESZCIE, MIESIĄC WCZEŚNIEJ NASZ  PRZYJACIEL ADAŚ U. (POZDRAWIAMY) STWIERDZIŁ, ŻE WCHODZENIE NA MACHU PICCHU TO NIC, W PORÓWNANIU Z WDRAPYWANIEM SIĘ NA TE UMOCNIENIA. HMMMM… NIE ZA BARDZO ROZUMIEM O CZYM ADAŚKO MÓWI …

Z OLLANTAYATAMBO DO AQUAS CALIENTES JEDZIE SIĘ POCIĄGIEM. IDĄC W STRONĘ DWORCA ZALICZYLIŚMY PISCO – TUTEJSZEGO NAJPOPULARNIEJSZEGO DRINKA.  SMAKOWAŁ WYŚMIENICIE.

TUŻ PRZED BUDYNKIEM STACJI – ZGODNIE Z OPISEM – STOI HOSTEL EL BOSQUE, W KTÓRYM ZATRZYMAMY SIĘ WRACAJĄC Z PODBOJU WIELKIEJ GÓRY. OCZYWIŚCIE O ILE WRÓCIMY …

WCHODZIMY NA PERON. NASZ POCIĄG JUŻ STOI. Z ZEWNĄTRZ PRZYPOMINA SALONKĘ Z POCZĄTKU XX WIEKU. PRZED WAGONAMI UMIESZCZONO SCHODKI UŁATWIAJĄCE WCHODZENIE. PO OBU ICH STRONACH WYPRĘŻONA OBSŁUGA DAMSKO-MĘSKA W UNIFORMACH. WYGLĄDAJĄ WSPANIALE.

OLLANTAYTAMBO – POCIĄG DO AQUAS CALIENTES

.

WAGONÓW JEST KILKA. NIE MAJĄ PRZEDZIAŁÓW. PASAŻEROWIE SIEDZĄ DWÓJKAMI. KAŻDE CZTERY OSOBY MAJĄ SWÓJ STOLIK.

GDY POCIĄG PERURAIL RUSZA I ZACZYNA SIĘ TOCZYĆ, ZAŁOGA PRZYGOTOWUJE SERWIS. NIE JEST ON SPECJALNIE WYSZUKANY, BIORĄC POD UWAGĘ CENĘ BILETU – US $ – 67. DOSTAJEMY CIASTKO W CELOFANOWYM WORECZKU I PO PLASTIKOWYM KUBECZKU CZEGOŚ DO PICIA. DOLEWEK NIE PRZEWIDZIANO. TOTALNA KOMERCJA …

JEDZIEMY PIĘKNĄ DOLINĄ WZDŁUŻ KORYTA RZEKI. OTACZAJĄ NAS MAJESTATYCZNE SZCZYTY. POD NAMI, PIENIĄ SIĘ Z WŚCIEKŁOŚCI MASY WODY USIŁUJĄCE ZNALEŹĆ SOBIE DROGĘ WŚRÓD OGROMNYCH GŁAZÓW. TORY BIEGNĄ BARDZO BLISKO TEJ KRAWĘDZI. CZASEM WYDAJE SIĘ TO BYĆ KILKUNASTOCENTYMETROWYM DYSTANSEM.

W PEWNYM MOMENCIE POCIĄG STANĄŁ I STOI. PO KILKU MINUTACH INFORMUJĄ NAS, ŻE ZEPSUŁA SIĘ JAKAŚ LOKOMOTYWA TARASUJĄC DALSZĄ DROGĘ. TRZEBA CZEKAĆ NA ODBLOKOWANIE ZATORU. STEWARDZI ROZDAJĄ DARMOWE NAPOJE. W RAMACH ZADOŚĆUCZYNIENIA ZA NIEDOGODNOŚĆ JAKA NAS SPOTKAŁA. MOŻNA NAWET DOSTAĆ DOLEWKĘ. BYLE NIE ZA DUŻO …

STALIŚMY KRÓTKO, ALE I TAK ZAPADAJĄCE CIEMNOŚCI NIE POZWOLIŁY NAM PODZIWIAĆ PIĘKNEJ OKOLICY AQUAS CALIENTES, W KTÓREJ CZEKAŁ NAS NOCLEG.

NIC NIE REZERWOWALIŚMY W TEJ MIEJSCOWOŚCI, WIEDZĄC, ŻE JESTEŚMY POZA SEZONEM I NIE BĘDZIE PROBLEMÓW ZE ZNALEZIENIEM NOCLEGU. FAKTYCZNIE NIE BYŁO. ZOSTAWIŁEM WOMBATA PRZED JAKIMŚ KAWIARNIO-BAREM I POSZEDŁEM NA ZWIADY. WSZEDŁEM DO TRZECH HOSTELI. W PIERWSZYM CENA ZA POKÓJ Z ŁAZIENKĄ I PODWÓJNYM SPANIEM BYŁA WYSOKA (100 S), A DO TEGO SYPIALNIA MIAŁA OKNO WYCHODZĄCE NA KORYTARZ. NASTĘPNA, ZA 80 MIAŁA CIĄGLE OKIENNY PROBLEM. KOLEJNY HOSTEL  – COLLA RAYMI – OFERUJE FAJNY, CZYSTY POKÓJ Z OKNEM NA JAKIEŚ DACHY I ODLEGŁĄ FLORĘ. COOL BANANAS ! BIORĘ GO ZA 70 S I IDĘ PO WOMBACIKA – DOBYTKU STRAŻNIKA. 15 min PÓŹNIEJ WYCHODZIMY NA MIASTO. W 3-GWIAZDKOWYM HOTELU OBOK, LUDZIE KTÓRZY Z NAMI PRZYJECHALI CIĄGLE CZEKAJĄ NA PRZYDZIAŁ POKOI …

NAJPIERW TRZEBA COŚ ZJEŚĆ. NIE JEST JESZCZE PÓŹNO, ALE MUSIMY WSTAWAĆ ok. 3:00, A TO BOLI. SZCZEGÓLNIE GDY CZEKA CIĘ WSPINACZKA NA 3 000 m n.p.m.

WOMBAT PROPONUJE ZNALEZIENIE MIASTECZKOWEGO MERCATO, NA KTÓRYM wg. INFO Z NETU MOŻNA ZJEŚĆ TANIO I DOBRZE. SZYBKO TAM TRAFIAMY. MAMY SZCZĘŚCIE. NIEKTÓRE JADŁODAJNIE JUŻ SĄ ZAMKNIĘTE. WPADLIŚMY TU W OSTATNIM MOMENCIE. DOSTAJEMY ŚWIETNĄ SMAŻONĄ RYBĘ Z SAŁATKĄ I COŚ DO PICIA @ ok. 20 S.

NAJEDZENI PĘDZIMY KUPIĆ BILET NA AUTOBUS ŁĄCZĄCY AQUA CALIENTES Z WEJŚCIEM NA MACHU PICCHU. MOŻNA ZA NIEGO PŁACIĆ KARTĄ (US$ 24 / os.). TO POWAŻNE UŁATWIENIE. PRZY OKAZJI TRAFIAMY NA JAKIEGOŚ LOKALNEGO KOLESIA INSTRUUJĄCEGO SPORĄ GRUPĘ LUDZI CO WOLNO, A CO NIE JEST DOZWOLONE NA TERENIE PARKU ARCHEOLOGICZNEGO I JEGO OKOLICY. BARDZO PRZYDATNE INFO.

GODZINNYM SPACERKIEM OBCHODZIMY MIASTECZKO PRZYPOMINAJĄCE ILOŚCIĄ RESTAURACJI, BARÓW, KNAJP, HOTELI, HOSTELI I INNYCH NAKIEROWANYCH NA RZESZĘ TURYSTÓW USŁUG, SOPOCKI “MONCIAK“.

POSTANAWIAMY NIE ZRYWAĆ SIĘ O 3:00. MAMY BILETY OKREŚLAJĄCE WEJŚCIE NA TEREN ZABYTKU POMIĘDZY 7:00 A 8:00. Z USŁYSZANYCH OD LOKALSA INFORMACJI WYNIKA, ŻE AUTOBUSY DOWOŻĄCE LUDZI DO CELU ODPRAWIANE SĄ CO 5 min. WSTANIEMY O 5:00.
PORA IŚĆ SPAĆ …

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *