04.05.2017 – MORDERCZY DZIEŃ

.

PRZED NAMI MĘCZĄCY DZIEŃ. ZACZYNAMY GO ŚNIADANIEM W CUSCO. POTEM TAXI NA LOTNISKO. NIE KORZYSTAMY Z USŁUG HOSTELU PRZY ZAMAWIANIU TAKSÓWKI. CHCĄ 15 S. JAK TO CZĘSTO BYWA TANIEJ KOSZTUJE ZATRZYMANA NA ULICY (8 S).

NASZ LOT MA OPÓŹNIENIE. 2 GODZINNE. TRUDNO. MUSIMY CZEKAĆ. GDYBY BYŁ NA CZAS, CZEKALIBYŚMY TE 2 GODZINY W LIMIE.

PRZYLECIELIŚMY. NA KOLEJNY LOT TRZEBA  POCZEKAĆ NA LOTNISKU. MAMY ZA MAŁO CZASU BY WYJŚĆ DO MIASTA. SZCZEGÓLNIE, ŻE LIMA AIRPORT LEŻY W MAŁO BEZPIECZNEJ DZIELNICY.

W IQUITOS LĄDUJEMY PLANOWO. NATYCHMIAST PO DOTARCIU DO GŁÓWNEGO HOLU RZUCA SIĘ NA NAS TŁUM TAKSIARZY. JEDEN PROPONUJE ZAWIEZIENIE DO MIASTA ZA 10 S. PYTA DO KTÓREGO HOTELU. NIE MAMY NIC ZAREZERWOWANEGO WIĘC TYLKO OKREŚLAMY SWOJE POTRZEBY.

PRZY WSIADANIU DO AUTA OKAZUJE SIĘ, ŻE TEN GUCIO TO NIE KIEROWCA, TYLKO – JAK WYNIKA Z ZAPREZENTOWANEJ PLAKIETKI – KTOŚ ZWIĄZANY Z USŁUGAMI TURYSTYCZNYMI. SIADA OBOK TAKSÓWKARZA I MÓWI DOKĄD JEDZIEMY. PRZEZ CAŁĄ, DŁUGĄ DROGĘ ROZTACZA PRZED NAMI SZEROKI WACHLARZ OFERT OBEJMUJĄCY RÓŻNE FORMY POZNAWANIA OKOLICY. SZYBKO GO PACYFIKUJEMY STWIERDZAJĄC, ŻE BĘDZIEMY TUTAJ TYLKO 2 NOCE I JEDYNE CO NAS INTERESUJE TO HOTEL I BILETY NA SPEED-BOAT DO KOLUMBII.

HOTEL ZNAJDUJEMY FAKTYCZNIE BARDZO SZYBKO. PRAKTYCZNIE JEST NIM DRUGI ZE WSKAZANYCH BIZNESÓW. DRUGI, BO PIERWSZY – “HOTEL LA CASONA” (ZNAJDUJĄCY SIĘ DOSŁOWNIE PO PRZECIWNEJ STRONIE ULICY I ZARZĄDZANY PRZEZ TYCH SAMYCH LUDZI) JEST ZDECYDOWANIE ZA DROGI. POKÓJ MAŁŻEŃSKI Z PRYWATNĄ ŁAZIENKĄ I OKNEM NA CIEMNE, WEWNĘTRZNE PATIO KOSZTUJE TU 125 S. W STOJĄCYM NA WPROST HOSTELU “LA CASONA RIO GRANDE“, ZA PODOBNY “APARTAMENT” NA PIERWSZYM PIĘTRZE, OBSZERNIEJSZY I POŁOŻONY DALEJ OD HAŁAŚLIWEJ ULICY ZAPROPONOWANO NAM ZA 100 S. WZIĘLIŚMY.

UZGODNIWSZY GODZINĘ SPOTKANIA NASTĘPNEGO DNIA W CELU NABYCIA BILETÓW NA SPEED-BOAT DO LETICI W KOLUMBII I WPROWADZIWSZY GO W OSŁUPIENIE PYTANIEM CZY WIE GDZIE JEST SAN ESCOBAR ZAKOŃCZYLIŚMY WIECZOREK ZAPOZNAWCZY Z TURYSTYCZNYM MOLESTUJĄCYM NAS NAGANIACZEM-POMA GACZEM.

BYŁO LEKKO CIEMNAWO KIEDY WRESZCIE WYSZLIŚMY SIĘ PRZEJŚĆ. NASZA SYPIALNIA JEST PRAKTYCZNIE W SAMYM CENTRUM STAREGO MIASTA. OTOCZENIE  WIECZOROWĄ PORĄ, POZA PLACEM DE ARMAS NIE ZACHWYCA. ALE PODOBNO JEST BEZPIECZNIE. SĄDZĄC PO ILOŚCI POLICJI DROGOWEJ NAWET BARDZO.

MUSIELIŚMY KONIECZNIE ZROBIĆ ZAKUPY. PRZEDE WSZYSTKIM WODĘ MINERALNĄ I COŚ DO ROZCIEŃCZENIA PEPSI LUB COLI. W OSTATNIEJ CHWILI WPADLIŚMY DO ODLEGŁEGO O JAKIŚ KILOMETR SUPERMARKET LOS PORTALES. WYBÓR NIE PORAŻAŁ, ALE DALIŚMY RADĘ ZNALEŹĆ WSZYSTKO CO POTRZEBA. PEPSI I JEJ ROZCIEŃCZALNIK – RUM, SĄ TU CHYBA W LEPSZEJ CENIE.

IQUITOS – RESTAURACJA THE YELLOW ROSE OF TEXAS

.

KOLACJĘ ZJEDLIŚMY W DOBRZE WYGLĄDAJĄCEJ RESTAURACJI “THE YELLOW ROSE OF TEXAS” WOMBAT WCIĄGNĄŁ ŚWIETNIE PRZYRZĄDZONĄ NA LOKALNY SPOSÓB LOKALNĄ RYBĘ. MNIE TRAFIŁ SIĘ KROKODYL. DO NIEGO OCZYWIŚCIE PIWO. DOSTALIŚMY NAWET CZEKADEŁKO !!! JEDYNY RAZ W PERU !!!
WYBORNY TEN OBIAD @ 87 S JEDLIŚMY OBOK NAJSŁYNNIEJSZEGO W TYM MIEŚCIE BUDYNKU – “ŻELAZNEGO DOMU” (CASA DE FIERRO). POPEŁNIŁ GO W 1889 r ZNANY WSZYSTKIM GUSTAW EIFFEL

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *