29.01.2015 – WYCIECZKA DO LUDU CHIN

.

​​TYM RAZEM MOŻNA BYŁO SIĘ WYSPAĆ. DZISIAJ JEDZIEMY NA CAŁODNIOWĄ WYCIECZKĘ WZDŁUŻ RZEKI LAMRO. NASZYM CELEM SĄ CZTERY WIOSKI. DWIE OSTATNIE TO SIEDZIBY LUDU CHIN.

LOKALNE ŚNIADANIE W HOSTELU W MRAUK-U

LOKALNE ŚNIADANIE W HOSTELU W MRAUK-U

.
PO BARDZO DOBRYM LOKALNYM ŚNIADANIU WSZYSCY UCZESTNICY ZOSTALI ZAŁADOWANI DO MIKROBUSU I PRZEWIEZIENI KILKANAŚCIE KILOMETRÓW DO LEŻĄCEJ POZA MIASTECZKIEM PRZYSTANI NA POWAŻNIE WYGLĄDAJĄCEJ RZECE.

TU PRZESIEDLIŚMY SIĘ DO ŁODZI. NA NABRZEŻU KRĘCIŁO SIĘ STRASZNIE DUŻO LUDZI PRACUJĄCYCH PRZY ROZŁADUNKU BAREK ZE ŻWIREM I KAMIENIAMI POTRZEBNYMI DO BUDOWY DROGI ALBO NABRZEŻA. WYGLĄDAŁO TO PRAWIE NIEREALNIE. JAKBY WYJĘTE Z OKRESU ŚREDNIOWIECZA. POTĘGOWAŁA TO WRAŻENIE UNOSZĄCA SIĘ MGIEŁKA.

WYPŁYNĘLIŚMY. NAPĘDZANA SILNIKIEM DŁUGA WĄSKA ŁÓDŹ SZYBKO CIĘŁA POWIERZCHNIĘ RZEKI. PO MNIEJ WIĘCEJ GODZINIE DOBILIŚMY DO WZMACNIANEGO WŁAŚNIE NABRZEŻA PIERWSZEGO CELU PODRÓŻY. TUTAJ MIELIŚMY ZOBACZYĆ PRAWDZIWĄ WIOSKĘ I JEJ TARG. FAKTYCZNIE TARGOWISKO WYGLĄDAŁO INTERESUJĄCO.

W TAKICH MIEJSCACH NAJCIEKAWSZE SĄ TWARZE. TO ONE TWORZĄ MOZAIKĘ POWIĄZANYCH, CZĘSTO NAKŁADAJĄCYCH SIĘ NA SIEBIE OBRAZÓW, Z KTÓRYCH POWSTAJE CAŁOŚĆ. MUSZĘ PRZYZNAĆ, ŻE TAK DUŻEJ ILOŚCI CIEKAWYCH DLA FOTOGRAFA TWARZY JAKĄ SPOTKAŁEM W BIRMIE NIE WIDZI SIĘ NA CO DZIEŃ. CHCIAŁBYM MIEĆ MOŻLIWOŚĆ SIEDZENIA W JEDNEJ Z TUTEJSZYCH MIEJSCOWOŚCI PRZEZ POWIEDZMY 3 TYGODNIE I SKUPIENIU SIĘ TYLKO NA UWIECZNIANIU TWARZY.
PROWADZENI PRZEZ PRZEWODNIKA PRZESZLIŚMY POWOLI WZDŁUŻ ROZMAITYCH STRAGANÓW. MNIE OSOBIŚCIE NAJBARDZIEJ PODOBAJĄ SIĘ STOISKA Z RYBAMI I MIĘSEM, BO WYOBRAŻAM SOBIE CO BY SIĘ DZIAŁO GDYBY TAKIE KTOŚ OTWORZYŁ W EUROPIE. TAK JAK OPRAWIAJĄ RYBY BIRMANKI (BO NIE WIDZIAŁEM ANI JEDNEGO SPRZEDAWCY) NIE OPRAWIA CHYBA NIKT INNY. PO PROSTU MAJSTERSZTYK.

 

KREW ZWIERZĄT SPRZEDAJĄ TU W TAKICH BLOKACH ....

KREW ZWIERZĄT SPRZEDAJĄ TU W TAKICH BLOKACH ….

.

SZLIŚMY DOŚĆ DŁUGO WĄSKĄ ULICZKĄ MIĘDZY ŚCIŚNIĘTYMI STRAGANAMI, PO CZYM ZAWRÓCILIŚMY IDĄC RÓWNOLEGLE INNĄ ULICZKĄ, TYM RAZEM Z TYPOWYMI WIEJSKIMI ZABUDOWANIAMI AŻ DO SCHODÓW PROWADZĄCYCH DO TUTEJSZEJ ŚWIĄTYNI. WSTĄPILIŚMY POOGLĄDAĆ PRZEZ CHWILĘ MŁODYCH MNICHÓW, PO CZYM WRÓCILIŚMY NA ŁÓDŹ.

KOLEJNYM PRZYSTANKIEM BYŁA WIOSKA, W KTÓREJ NASZ PRZEWODNIK MIAŁ SWOJĄ RODZINĘ. DOBRZE TRAFILIŚMY – PROSTO NA WESELE. Z CAŁEJ OKOLICY ZJEŻDŻAŁA SIĘ MASA LUDZI. I DO TEGO WSZYSTKIEGO MY, CZWÓRKA BIAŁASÓW.

NATYCHMIAST PODANO NAM ZIMNE PIWO W CIEPŁAWYCH PUSZKACH I CZĘSTOWANO SMAKOŁYKAMI ZA KTÓRE GRZECZNIE DZIĘKOWALIŚMY. NAJWIĘKSZĄ FURORĘ ROBIŁA TOWARZYSZKA NASZEJ PODRÓŻY, WYSOKA BLOND HOLENDERKA. WSZYSCY GOŚCIE WESELNI CHCIELI MIEĆ Z NIĄ ZDJĘCIE. MY Z WOMBATEM TEŻ BYLIŚMY BARDZO ZAJĘCI, ALE CHYBA TYLKO DLATEGO, ŻE APARATY W NASZYCH RĘKACH BYŁY BARDZO DUŻE I DO TEGO BŁYSKAŁ FLESZ. CO CHWILĘ KTOŚ NAS ZACIĄGAŁ DO SWOJEGO GRONA I PROSIŁ O FOTKĘ. A TO MUZYKANCI, A TO GOŚCIE, CZASEM DZIECI…

W PEWNYM MOMENCIE ZAPROSZONO MNIE DO STOŁU NA POCZĘSTUNEK. NA NIC SIĘ ZDAŁY MOJE TŁUMACZENIA, ŻE JESTEM PO ŚNIADANIU I WIĘCEJ NIE MOGĘ SIĘ OBŻERAĆ. PODSUNIĘTO MI MISECZKĘ Z KTÓREJ WSZYSCY WYGRZEBYWALI PALCAMI WYGLĄDAJĄCE NA BARDZO TŁUSTE,  KAWAŁKI ŚWINKI. NIE ZNAJĄC TUTEJSZYCH ZWYCZAJÓW I NIE CHCĄC OBRAZIĆ NIKOGO WZIĄŁEM PO CHWILI JEDEN Z KAWAŁKÓW I ZACZĄŁEM JEŚĆ DZIĘKUJĄC ZA GOŚCINNOŚĆ. MIĘSKO GORZEJ WYGLĄDAŁO NIŻ SMAKOWAŁO. SZCZEGÓLNIE GDY JE POPIŁEM CHŁODNYM PIWEM.
JESZCZE PRZEZ JAKIŚ CZAS BAWILIŚMY GOŚCI WESELNYCH. ALICJA – BLOND DZIEWCZĘ Z HOLANDII – MIAŁA BARDZO DUŻO FANÓW CHCĄCYCH BARDZO, PRZYNAJMNIEJ PRZEZ CHWILĘ BYĆ BLISKO NIEJ. WOMBAT TRZASKAŁ NA GÓRZE ZDJĘCIA PANNIE MŁODEJ I OTACZAJĄCYM JĄ DZIECIOM.

 

PANNA MŁODA

PANNA MŁODA

.

JA WALCZYŁEM NA DOLE STARAJĄC SIĘ DOGODZIĆ STARSZYŹNIE PLEMIENNEJ.

WSZYSTKO CO DOBRE MA ZAWSZE SWÓJ KONIEC. I TAK BYŁO TYM RAZEM. TRZEBA BYŁO WRACAĆ DO ŁODZI I PŁYNĄĆ DALEJ. TYM BARDZIEJ, ŻE FANI ALICJI BARDZO CHCIELI NAS KONIECZNIE ODPROWADZAĆ. TAK TEŻ ZRESZTĄ SIĘ STAŁO…

PRZYSZŁA TERAZ KOLEJ NA ODWIEDZINY PIERWSZEJ WIOSKI LUDU CHIN. CHARAKTERYSTYCZNĄ CECHĄ DLA TEGO PLEMIENIA JEST TATUOWANIE SOBIE TWARZY PRZEZ KOBIETY. KIEDYŚ, PONOĆ BARDZO DAWNO TEMU, KTÓREMUŚ Z PANUJĄCYCH WPADŁA W OKO LASECZKA Z TEGO LUDU I ZECHCIAŁ JĄ ŁASKAWIE POŚLUBIĆ. OD TEGO CZASU WSZYSTKIE TUTEJSZE KOBIETY TATUUJĄ SOBIE TWARZE BY SIĘ OSZPECIĆ I JAKO TAKIE NIE WZBUDZAĆ CHUCI WŁADCÓW.

 

KOBIETA Z LUDU CHIN ....

KOBIETA Z LUDU CHIN ….

.

POCHODZILIŚMY ​PO WIOS​CE ZATRZYMUJĄC SIĘ TU I ÓWDZIE. NAJDŁUŻEJ OCZYWIŚCIE PRZY STARSZYCH PANIACH Z TATUAŻAMI NA TWARZACH.​ NIE TYLKO DLATEGO, ŻE CIEKAWIŁY NAS BARDZO ICH ZMIENIONE LICA, ALE RÓWNIEŻ DLATEGO, ŻE NAWET TERAZ, BĘDĄC MOCNO ZAAWANSOWANE WIEKOWO, RĘCZNIE PRZĘDĄ MATERIAŁY OZDABIAJĄC JE PIĘKNYM TRADYCYJNYM WZOREM CHIN.

UDAŁO SIĘ NAM POROZMAWIAĆ Z KILKOMA, CO O TYLE NIE JEST TRUDNE, ŻE ONE CHCĄC SPRZEDAĆ SWOJE WYROBY ZDAJĄ SOBIE SPRAWĘ Z TEGO, ŻE BEZ KONTAKTU Z KLIENTEM NIE MAJĄ NA TO SZANSY. SĄ BARDZO OTWARTE I NAWET NIEKTÓRE Z NICH ROZUMIEJĄ JĘZYK ANGIELSKI. OPRÓCZ SPOTKANIA Z NIMI POCHODZILIŚMY PO WIOSCE PODGLĄDAJĄC JEJ ŻYCIE. NAJBARDZIEJ ZACHWYCIŁA MNIE PUBLICZNA (?) TOALETA I HASAJĄCE WOKÓŁ ZAGRÓD MALUTKIE CZARNE ŚWINKI I KÓZKI.
PO OKOŁO 45/60 min. WRÓCILIŚMY DO ŁODZI I POPŁYNĘLIŚMY Z POWROTEM.
30 min PÓŹNIEJ BYLIŚMY W KOLEJNEJ WIOSCE LUDU CHIN.
TUTAJ SYTUACJA SIĘ ZMIENIŁA. O ILE DOBRZE ROZUMIEM, ŻYJE TU TYLKO JEDNA KOBIETA Z TATUAŻEM NA TWARZY. NIE BYŁA ANI ROZMOWNA ANI SPECJALNIE SZCZĘŚLIWA Z FAKTU, ŻE JEST “ATRAKCJĄ TURYSTYCZNĄ”. NIE CHCIAŁA BYĆ FOTOGRAFOWANA. ROZUMIEM JĄ BARDZO DOBRZE.
W TEJ WIOSCE SPOTKALIŚMY CAŁĄ MASĘ DZIECI. DUŻA GRUPA CHŁOPCÓW GRAŁA W SEPA TACRO – AZJATYCKĄ (CHYBA) GRĘ PIŁKĄ ZROBIONĄ JAK  ROZUMIEM Z BAMBUSA (?). NASZ CZŁOWIEK Z KANADY (MŁODZIENIEC PŁYNĄCY Z NAMI ŁODZIĄ) POKAZAŁ CHŁOPAKOM KILKA PIŁKARSKICH TRIKÓW, CZYM NATYCHMIAST PODBIŁ ICH SERCA.

 

DZIECI Z LUDU CHIN PILNIE SŁUCHAJĄ SWOJEGO EUROPEJSKIEGO FUTBOLOWEGO GURU

DZIECI Z LUDU CHIN PILNIE SŁUCHAJĄ SWOJEGO EUROPEJSKIEGO FUTBOLOWEGO GURU

.

PRZESZLIŚMY SIĘ CAŁĄ GRUPĄ W KIERUNKU SZKOŁY GDZIE SPOTKALIŚMY INNĄ GRUPĘ BAWIĄCYCH SIĘ DWUKOŁOWYM WÓZKIEM DZIECI. BARDZO CHCIAŁY MIEĆ SESJĘ FOTO – KTÓRĄ IM OCZYWIŚCIE ZROBILIŚMY BEZ MRUGNIĘCIA OKIEM. PRZY OKAZJI MIELIŚMY OKAZJĘ ZOBACZYĆ DOSTOJNIE KROCZĄCĄ SENIORKĘ ZE SPORYM NARĘCZEM DREWNA.
ZWIEDZANIE DOBIEGŁO KOŃCA. DWIE GODZINY PÓŹNIEJ PRZYBILIŚMY DO BUDUJĄCEGO SIĘ NABRZEŻA I PRZESIEDLIŚMY SIĘ DO CZEKAJĄCEGO NA NAS HOTELOWEGO BUSIKA.

KOLACJĘ OCZYWIŚCIE ZJEDLIŚMY W ULUBIONYM HAPPY GARDEN RESTAURANT. TANIO I PYSZNIE JAK ZAWSZE 🙂 .

 

SAŁATKA Z BAKŁAŻANÓW

SAŁATKA Z BAKŁAŻANÓW

.

PRZY OKAZJI  MOŻNA TU TEŻ KUPIĆ ZIMNĄ WODĘ SODOWĄ I PIWO W NIEZŁYCH CENACH.

POSZLIŚMY SPAĆ WCZEŚNIEJ, DZIĘKI CZEMU BEZ PROBLEMU DOSTARCZONO NAM GORĄCĄ WODĘ NA KĄPIEL.

JUTRO RANO JEDZIEMY AUTOBUSEM DO MANDALAY. WCZEŚNIEJ CHCEMY ZOBACZYĆ WSCHÓD SŁOŃCA NAD TĄ OKOLICĄ. CZEKA NAS WCZESNE WSTAWANIE, TYM BARDZIEJ, ŻE PO ROZMOWIE Z JEDNYM Z WSPÓŁGOŚCI HOTELOWYCH POSTANOWILIŚMY JESZCZE NA ZAKOŃCZENIE ZOBACZYĆ ŚWIĄTYNIĘ HTUKKANTHEIN. TAKA WISIENKA NA TORCIE.

.

> ZOBACZ FOTY <

.

.

Komentarze :

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *