21.04.2017 – SEKS I PISCO SOUR

.

DRUGI DZIEŃ POBYTU W STOLICY PRZEZNACZYLIŚMY NA DWA 2 MUZEA NARODOWE ORAZ MUZEUM LARCO HERRERY. NAJBARDZIEJ INTERESOWAŁY NAS OBIEKTY DOTYCZĄCE KULTUR PRZED INKASKICH: MOCHICA, CHIMÚ, CHAVIN I CYWILIZACJI RODZĄCYCH SIĘ W PÓŁNOCNEJ CZĘŚCI PERU, GDZIE NIE MAMY SZANS W TEJ PODRÓŻY DOTRZEĆ. EKSPONATY ZNAJDUJĄ SIĘ W MUZEUM ZAŁOŻONYM PRZEZ WYBITNEGO PERUWIAŃSKIEGO ARCHEOLOGA RAFAELA LARCO HERRERY. W ODRĘBNYM PAWILONIE ZGROMADZONO PRZEDMIOTY O TREŚCI EROTYCZNEJ.

OCZYWIŚCIE AMBITNIE POSTANOWILIŚMY POKONAĆ WSZYSTKIE ODLEGŁOŚCI NA PIECHOTĘ. NA MAPIE NIE WYGLĄDAŁO TO NAJGORZEJ. ROZPOCZĘLIŚMY OD MUZEUM HERRERA JAKO NAJDALEJ POŁOŻONEGO. SZLIŚMY  CAŁY CZAS W UPALE. POCIESZAJĄCE BYŁO TYLKO TO, ŻE W DOBRYM KIERUNKU, O CZYM ZAPEWNIAŁY NAS PYTANE O DROGĘ OSOBY. NIE WIEM CZEMU ANI NIE SPRAWDZILIŚMY NA MAPACH GOOGLE ODLEGŁOŚCI, ANI CZEMU NIE ZAPYTALIŚMY JAKIM AUTOBUSEM MOŻNA DOJECHAĆ. 

WRESZCIE KIEDY JUŻ PRAWIE NIEŻYWI ZWĄTPILIŚMY, ŻE DOJDZIEMY I ZACZĘLIŚMY PYTAĆ O JAKIŚ ŚRODEK LOKOMOCJI, ZOBACZYLIŚMY OKOLONY MUREM GMACH MUZEUM. BUDYNKI POŁOŻONE  SĄ W NIEWIELKIM PARKU. JEST TEŻ BAR I RESTAURACJA. WSTĘP 30 SOLI (25 OD OSÓB POWYŻEJ 60 ROKU ŻYCIA).

MUZEUM LOGISTYCZNIE JEST ŚWIETNIE ZROBIONE. PRZEDE WSZYSTKIM POKAZANE SĄ CHRONOLOGICZNIE KULTURY NA TERENIE PERU, OKRESY ICH ISTNIENIA I NAJWIĘKSZE OSIĄGNIĘCIA. CO W DANEJ KULTURZE ZOSTAŁO PRZEJĘTE OD INNYCH, A CO STANOWI NOVUM. ODNIESIENIA DO EUROPY, AZJI.

SALE ZAWIERAJĄ OPISY (W RÓŻNYCH JĘZYKACH) TEGO CO SIĘ W NICH ZNAJDUJE. POD EKSPONATAMI SĄ WYCZERPUJĄCE OPISY TEŻ WIELOJĘZYCZNE. ILOŚĆ PRZEDMIOTÓW OLBRZYMIA. WSZYSTKO SZALENIE INTERESUJĄCE. ZWIEDZA SIĘ DŁUGO.
W MAŁYM PAWILONIE OBOK ZNAJDUJE SIĘ KOLEKCJA CERAMIKI EROTYCZNEJ Z OKRESU MOCHICA. ARTEFAKTY Z NAGIMI POSTACIAMI MĘSKIM I ŻEŃSKIMI, NAJPRZERÓŻNIEJSZYMI SCENAMI EROTYCZNYMI. PRZEDSTAWIONE SYTUACJE NIE URĄGAJĄ TYM W DZISIEJSZYCH PISEMKACH ZWANYCH „ŚWIERSZCZYKAMI”. POTWIERDZA TO, ŻE PRZENIKANIE SFERY SEKSUALNOŚCI DO KULTURY JEST WYNALAZKIEM ZNANYM OD ZARANIA DZIEJÓW.

WSZYSTKIE PRZEDMIOTY, DZBANKI, TALERZE, MISKI, WAZY, KUBKI STANOWIĄCE PODSTAWĘ DLA RÓŻNYCH KOMBINACJI MĘSKO-DAMSKICH I INNYCH SĄ BARDZO ŁADNE. ICH UŻYTKOWA WARTOŚĆ IDZIE W PARZE Z ARTYSTYCZNĄ. WYOBRAŹNIA TWÓRCÓW BYŁA BARDZO BOGATA. CIEKAWE TYLKO CZY DZIECIOM ZASŁANIANO OCZY JAK TATUŚ PIŁ Z TAKIEGO DZBANKA. CAŁOŚĆ OBOWIĄZKOWA DO ZOBACZENIA.

 

LIMA – GALERIA-MUZEUM LARCO

.

NAPATRZYWSZY SIĘ DO SYTA POSZLIŚMY DO BARU-RESTAURACJI. W CIENIU DRZEW URACZYLIŚMY SIĘ PIERWSZYM W NASZYM ŻYCIU PISCO SOUR. TO KULTOWY NAPÓJ PERUWIAŃSKI Z WÓDKI Z WINOGRON ZMIESZANEJ Z SOKIEM Z LIMONKI, LODEM, ORAZ NIE WIEDZIEĆ CZEMU BIAŁKIEM KURZYM. I NAWET JEŻELI POWSTAŁ TYLKO DLATEGO, ŻE WŁAŚCICIELOWI BARU MORRIS W LIMIE, MORRISOWI ZABRAKŁO DO DRINKA BOURBONA I UŻYŁ WÓDKI Z WINOGRON, TO NALEŻY SIĘ TYLKO Z TEGO CIESZYĆ.

PISCO SOUR MOŻNA ROBIĆ W RÓŻNYCH WARIANTACH. A TO Z IMBIREM, A TO Z SOKIEM Z MARAKUI. MY WYBRALIŚMY TRADYCYJNY. Z DOMIESZKĄ LIŚCI KOKA.

PO TYCH WSZYSTKICH ARTYSTYCZNYCH DOZNANIACH I PRZY PANUJĄCYM UPALE  ZIMNE PISCO BYŁO PYSZNE. SZKODA TYLKO, ŻE NIE SERWOWANE W TAKICH NACZYNIACH JAKIE WIDZIELIŚMY W MUZEUM.

WRACAĆ CHCIELIŚMY AUTOBUSEM, ALE PRZED TYM MUSIELIŚMY SKOSZTOWAĆ CEVICHE Z OŚMIORNICY, KTÓRE ZWRÓCIŁO NASZĄ UWAGĘ W DRODZE DO MUZEUM. W ULICZNEJ BUDCE NA NASZYCH OCZACH SPRZEDAWCA NAŁOŻYŁ DO MISECZKI OŚMIORNICĘ W MAŁYCH KAWAŁKACH, POLAŁ LIMONKĄ, DODAŁ POKROJONEGO GOTOWANEGO KARTOFELKA, POSOLIŁ, POPIEPRZYŁ, DODAŁ PRZYPRAWY, I COŚ CO SMAKOWAŁO JAK SOLONE ORZESZKI, ALE NIMI NIE BYŁO. NAJPRAWDOPODOBNIEJ BYŁA TO JEDNA Z TYSIĄCA ODMIAN TUTEJSZEJ KUKURYDZY, PRAŻONEJ TAK JAK ORZESZKI. PATRZELIŚMY JAK TO ROBI. DANIE BYŁO ZNAKOMITE.

NIE MIELIŚMY JUŻ SIŁ ABY ZNOWU IŚĆ TYLE KILOMETRÓW WIĘC DOPYTALIŚMY O AUTOBUS. ZATŁOCZONYM COLECTIVO DOTARLIŚMY DO CENTRUM MIASTA.

POCHODZILIŚMY TROCHĘ PO CENTRUM CHCĄC WYMIENIĆ PIENIĄDZE. Z WYMIANĄ W LIMIE NIE MA ŻADNYCH PROBLEMÓW. KANTORY JEDEN PRZY DRUGIM, ZNAJDUJĄ SIĘ W JEDNEJ Z BOCZNYCH ULIC (JIRÓN OCOÑA) ODCHODZĄCEJ OD PLACU SAN MARTIN. TUTAJ KURSY WALUT SĄ W ZASADZIE WSZĘDZIE TAKIE SAME. MY WYMIENIALIŚMY PO KURSIE US$ – 3,25 SOLA.

WIECZOREM WYBRALIŚMY SIĘ ZNOWU NA CEVICHE, NIE POTRAFILIŚMY JEDNAK ZNALEŹĆ INTERESUJĄCEJ NAS RESTAURACJI. WESZLIŚMY DO RESTAURANT DON JACINTO, ALE JEDZENIE NIE BYŁO TU TAK DOBRE. NIBY BYŁO TO CEVICHE Z RYBY, ALE JAKIEŚ TAKIE MAŁO PRZYPRAWIONE.

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *