22.04.2017 – CZARNY DZIEŃ

.

DZIEŃ ROZPOCZĘLIŚMY FATALNIE. PIETRUSZKA POCHOROWAŁ SIĘ DO TEGO STOPNIA NIE ZA BARDZO NADAWAŁ DO ŻYCIA. DAŁAM MU NATYCHMIAST BACTRIM FORTE. OBJAWY MIAŁ NI TO ROZSTROJU ŻOŁĄDKA, NI TO GRYPY. BYŁ TAK SŁABY, ŻE NIE MÓGŁ PODNIEŚĆ SIĘ Z ŁÓŻKA.

MIELIŚMY W PLANIE ZWIEDZANIE KONWENTU ŚW. FRANCISZKA I MUZEUM NARODOWEGO. NIE BYLIŚMY JEDNAK W STANIE WYJŚĆ Z HOTELU. GDYBY NIE TO, ŻE WIECZOREM O 20-tej MIELIŚMY SAMOLOT DO AREQUIPY ZOSTALIBYŚMY JESZCZE W LIMIE.

MUSIELIŚMY O 11-tej OPUŚCIĆ HOTEL. DOWLEKLIŚMY  SIĘ Z TRUDEM DO KLASZTORU, PRZYSIADAJĄC CO CHWILĘ. NA SZCZĘŚCIE BYŁA TAM DUŻA POCZEKALNIA Z ŁAWKAMI. ZWIEDZANIE ODBYWA SIĘ TYLKO Z PRZEWODNIKIEM. KUPIŁAM BILETY. WYWOŁANO KOLEJNĄ GRUPĘ. PIETRUSZKA NIE BYŁ W STANIE IŚĆ. SIEDZIAŁ I DRZEMAŁ, UKRYTY ZA DRZWIAMI WEJŚCIOWYMI. MIAŁAM NADZIEJĘ, ŻE NIKT GO NIE WYRZUCI PODCZAS GDY BĘDĘ OGLĄDAĆ KLASZTOR.

WNĘTRZE KLASZTORU MA BOGATĄ ORNAMENTYKĘ ŚCIAN W STYLU MUDEJAR, ZBIÓR MALARSTWA RELIGIJNEGO Z XVI w. OCZYWIŚCIE JEST TEŻ OSTATNIA WIECZERZA. POWYŻEJ NAWY GŁÓWNEJ MIESZCZĄ SIĘ KRUŻGANKI Z NIEZLICZONĄ ILOŚCIĄ STALLI I RZEŹBAMI ŚWIĘTYCH. IMPONUJĄCA BIBLIOTEKA POSIADA TYSIĄCE OPRAWNYCH W SKÓRĘ WOLUMENÓW I PERGAMINÓW Z XV – XVIII w. BYŁAM TAKŻE W KATAKUMBACH GDZIE ZNAJDUJĄ SIĘ SETKI CZASZEK I KOŚCI. CAŁOŚĆ BARDZO INTERESUJĄCA. SZKODA, ŻE TYLKO JA TO OGLĄDAŁAM.

KIEDY WYSZŁAM PIETRUSZKA SIĘ OCKNĄŁ I NAWET STWIERDZIŁ, ŻE SIĘ TROCHĘ LEPIEJ CZUJE. POSZLIŚMY WIĘC WYPIĆ HERBATĘ. PO DRODZE ZDECYDOWALIŚMY, ŻE LEPIEJ JECHAĆ OD RAZU NA LOTNISKO. W RAZIE CZEGO BĘDZIE TAM LEKARZ.

LOTNISKO W LIMIE POŁOŻONE JEST W CALLAO. Z TEGO CO WYCZYTAŁAM, CENA ZA TAKSÓWKĘ DO CENTRUM WYNOSI US$ 20. I TAK TEŻ PŁACILIŚMY ZA TAKSÓWKĘ WYSŁANĄ NA LOTNISKO PRZEZ HOTEL. WRACAJĄC DO HOTELU ZŁAPALIŚMY TAXI NA ULICY. PO KRÓTKICH TARGACH I ZABRANIU BAGAŻU DOJECHALIŚMY NA LOTNISKO ZA 10 SOLI. NA DOKŁADKĘ, KIEROWCA BYŁ Z PORTU CALLAO CO PRZEKŁADAŁO SIĘ NA JAZDĘ PO ULICACH, KTÓRE TYLKO ON ZNAŁ. JECHAŁ SZYBKO, TYLKO SOBIE ZNANYMI SKRÓTAMI.

NA LOTNISKU SPĘDZILIŚMY PONAD CZTERY GODZINY. STAN PIETRUSZKI POPRAWIŁ SIĘ NA TYLE, ŻE PRZESTALIŚMY MIEĆ OBAWY CZY DOLECI DO AREQUIPY. PRZYZNAŁ JEDNAK, ŻE RANO CZUŁ SIĘ TAK ŹLE, IŻ MYŚLAŁ O WEZWANIU POGOTOWIA RATUNKOWEGO.

W AREQUIPIE, IDĄC PŁYTĄ LOTNISKA Z SAMOLOTU DO BUDYNKU, MIAŁAM MAŁY PROBLEM Z ODDYCHANIEM. ZATYKAŁO MNIE. ZIEWNĘŁAM I ZŁAPAŁAM GŁĘBSZY ODDECH. POMYŚLAŁAM SOBIE, ŻE TO WYSOKOŚĆ. AREQUIPA JEST POŁOŻONA 2562 n.p.m.

W HALI PRZYLOTÓW OBSKOCZENI ZOSTALIŚMY PRZEZ TAKSÓWKARZY KONIECZNIE CHCĄCYCH ZAWIEŚĆ NAS DO HOTELU. ICH ARGUMENTY SPROWADZAŁY SIĘ DO POWOŁYWANIA SIĘ NA LICENCJĘ KIEROWCY, KTÓRĄ MACHALI NAM PRZED OCZAMI. WYBRALIŚMY JEDNEGO Z NICH, NAJMNIEJ NAPASTLIWEGO, I ZA CENĘ 15 SOLI DOJECHALIŚMY DO NASZEGO LOKUM.

 LA CASA DEL SILLAR HOSPEDAJE TURÍSTICO OKAZAŁA SIĘ BYĆ UKRYTYM ZA NIEPOZORNYMI DRZWIAMI WIEKOWYM DOMOSTWEM. WEWNĄTRZ, BRUKOWANA ULICZKA PROWADZIŁA DO POSZCZEGÓLNYCH SAMODZIELNYCH POKOI Z PRYWATNYMI ŁAZIENKAMI MIESZCZĄCYCH SIĘ W BUDYNKU ORAZ DO PATIO I KUCHNI. WYSOKI MUR CZYNIŁ NIEWIDOCZNYM TO CO DZIEJE SIĘ W ŚRODKU. WSZĘDZIE BYŁO PEŁNO ZIELENI. CAŁOŚĆ BARDZO STYLOWA.
NASZ POKÓJ MIAŁ DAWNY SUFIT WSPIERANY BELKAMI I MALUTKIE OKNO TUŻ POD SUFITEM. OPRÓCZ TEGO BYŁY OCZYWIŚCIE DUŻE OKNA Z ZASŁONAMI.

CAŁY DZIEŃ POZA ŚNIADANIEM NIC NIE JEDLIŚMY, A ŻE PIETRUSZKA UZNAŁ, IŻ MU LEPIEJ I MOŻE COŚ LEKKIEGO ZJEŚĆ, WYSZLIŚMY NA MIASTO.

ZE ŚWIETNIE POŁOŻONEGO HOSTELU DOTARLIŚMY SZYBKO DO CENTRALNEGO PLACU MIASTA.
WSZYSTKIE GŁÓWNE PLACE W PERU ALBO NAZYWAJĄ SIĘ DE ARMAS, ALBO MAYOR. GŁÓWNĄ OZDOBĄ PLACU DE ARMAS W AREQUIPIE BYŁA OCZYWIŚCIE KATEDRA. CIEKAWĄ RZECZĄ, Z ARCHITEKTONICZNEGO PUNKTU WIDZENIA JEST TO, ŻE DWIE WIEŻE KATEDRY POŁOŻONE SĄ PO LEWEJ I PRAWEJ STRONIE PROSTOKĄTNEGO BUDYNKU. NORMALNIE WIEŻA JEST PO JEDNEJ LUB DRUGIEJ STRONIE CZY TEŻ WYCHODZI Z DACHU KOŚCIOŁA. A TU OLBRZYMIA BUDOWLA Z DWOMA WIEŻAMI PO BOKACH.

PONADTO, POŚRODKU PLACU STWORZONO MAŁY PARK Z TRAWNIKAMI, KRZEWAMI, ŁAWECZKI. PLAC OTACZAJĄ BUDYNKI Z ARKADOWYMI PODCIENIAMI. OŚWIETLAJĄ GO LICZNE LATARNIE. BARDZO ŁADNY WIDOK.

 

AREQUIPA – KOLACJA W RESTAURACJI MANOLO

.
ZJEDLIŚMY COŚ W RESTAURACJI O NAZWIE MANOLO. NIE POWIEM, PORCJĘ BYŁY DUŻE. ALE JEDZENIE PRZECIĘTNE. CENY TAK JAK PORCJE. Z DWÓCH DAŃ LEPIEJ SMAKOWAŁO AWOKADO NADZIEWANE KARTOFLAMI.

WRACAJĄC, MIJALIŚMY TŁUMY LUDZI I POLICJANTÓW. NIE ZA BARDZO WIEDZIELIŚMY O CO CHODZI. PO JAKIMŚ CZASIE ZORIENTOWALIŚMY SIĘ, ŻE  PRZECHODZIMY OBOK NOCNYCH KLUBÓW, DYSKOTEK, KAWIARNI, BARÓW. POLICJANCI STRZEGLI BEZPIECZEŃSTWA. ZAPOMNIELIŚMY, ŻE DZIŚ SOBOTA. WSZYSCY CHCĄ SIĘ BAWIĆ …

MIJANE BARY-RESTO NIESTETY MIAŁY ZNACZNIE LEPIEJ WYGLĄDAJĄCE JEDZENIE OD TEGO KTÓRE ZJEDLIŚMY. I DO TEGO TAŃSZE.

JAK NA RAZIE, ŻADNE Z NAS NIE ODCZUWAŁO ZMIANY WYSOKOŚCI. MÓJ PROBLEM NA LOTNISKU TRWAŁ CHWILĘ.

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *