06.05.2017 – AMAZONKĄ W DESZCZU

.

KURKA WODNA, O TEJ PORZE ZWYKLE IDĘ SPAĆ. A TU BUDZIK WYJE JAK SZALONY NIE MAJĄC W OGÓLE NA WZGLĘDZIE TEGO, ŻE WŁAŚNIE ZASNĘLIŚMY. DO TEGO LEJE JAK Z CEBRA.

NIE MA ZMIŁOWANIA. MUSIMY BYĆ NA PRZYSTANI SPEED-BOATU O 3:00. TAK MAMY NAPISANE NA BILECIE … WOMBAT UWAŻA TO ZA DUŻĄ PRZESADĘ. W NECIE WYCZYTAŁA, ŻE WYSTARCZY STAWIĆ SIĘ O 5:00.

ZAMÓWIONA PRZEZ RECEPCJĘ TAKSÓWKA NIE PRZYJEŻDŻA … ALBO ODJECHAŁA Z INNYMI GOŚĆMI HOTELU.

LEJE DANEJ. PRZED DRZWIAMI STAJE MOTO-RIKSZA. WSIADAMY. MIEJSCA MAŁO, BO BAGAŻE MUSZĄ BYĆ Z NAMI. INACZEJ ZAMOKNĄ.
PODJEŻDŻAMY POD BRAMĘ WEJŚCIOWĄ DO INTERESUJĄCEJ NAS CZĘŚCI PORTU. IDĘ Z KIEROWCĄ DOWIEDZIEĆ SIĘ CO I JAK. GOSTEK W STRÓŻÓWCE MÓWI, ŻE ŁÓDŹ ODPŁYWA Z INNEJ PRZYSTANI.

JADYMY… NIE WIDAĆ KOŃCA DESZCZU.
WSKAZANE MIEJSCE JEST ZAMKNIĘTE. JEDZIEMY 50 m DALEJ. TO NIE TUTAJ …

DALEJ LEJE… WRACAMY POD ZAMKNIĘTE WEJŚCIE. WOKÓŁ NIC SIĘ NIE DZIEJE. TYLKO KROPLE ULEWY ROBIĄ DUŻO HAŁASU.

JEST PRAWIE 4:00, A MY NAWET NIE WIEMY SKĄD WYRUSZA NASZ SPEED-BOAT. KAŻEMY KIEROWCY PONOWNIE PODJECHAĆ POD PIERWSZĄ BRAMĘ. TO JEDYNE MIEJSCE, W KTÓRYM WIDAĆ JAKIŚ RUCH. PONOWNIE POKAZUJĘ BRAMKARZOWI BILETY. TRAFIAM NA JAKIEGOŚ LEPIEJ ZORIENTOWANEGO – ZAPRASZA DO WEJŚCIA …

WCHODZIMY. SPRAWDZAJĄ CZY MY TO MY, I KIERUJĄ DO OGONA OCZEKUJĄCYCH NA KOLEJNĄ KONTROLĘ DOKUMENTÓW ORAZ OPŁACENIA DROBNEGO PORTOWEGO MYTA (4,8 S / os.).

CIĄGLE LEJE. PRZYCISKAMY SIĘ DO ŚCIANY GRZECZNIE CZEKAJĄC NA OBSŁUŻENIE …
KILKA MINUT PÓŹNIEJ POKONUJEMY KRÓTKĄ, OTWARTĄ PRZESTRZEŃ I LEKKO OCUCENI ZIMNYMI KROPLAMI USTAWIAMY SIĘ W NASTĘPNEJ KOLEJCE. TYM RAZEM OSTATNIEJ.

IQUITOS – KOLEJKA PRZED WEJŚCIEM DO KONTROLI W PORCIE

.

WPUSZCZAJĄ NAS DO SALI ODPŁYNIĘĆ. WRESZCIE JESTEŚMY W SUCHYM MIEJSCU. NIE ZA BARDZO TYLKO ROZUMIEM CZEMU NIE MOGĘ SIEDZIEĆ W KAPELUSZU NA GŁOWIE. CO KRAJ TO OBYCZAJ …

ZAOKRĘTOWANIE NA STATEK ZACZYNA SIĘ PO ZAŁADOWANIU NAŃ BAGAŻY PASAŻERÓW. LEJE DALEJ, WIĘC RAZEM Z INNYMI PRZEBIEGAMY SZYBKIM TRUCHTEM KRÓTKI NIEZADASZONY ODCINEK. ODPŁYWAMY DOŚĆ PUNKTUALNIE.

DŁUGA PODRÓŻ MIJA BEZ DODATKOWYCH ATRAKCJI.
SPEED-BOAT JEST NOWY, NORWESKI. NAJWYRAŹNIEJ JEDNAK DOPIERO TU, W PERU, PRZYSTOSOWANO GO DO LOKALNEGO KLIMATU. NA ZAMKNIĘTYM POKŁADZIE PANUJE UPAŁ, WIĘC SPORO CZASU STOIMY BLISKO KLIMATYZATORÓW, KTÓRYCH JEST ZDECYDOWANIE ZA MAŁO.

PRZY NABRZEŻU NA WYSEPCE SANTA ROSA – TUTAJ STATEK KOŃCZY SWOJĄ DROGĘ – PANUJĄ CIEMNOŚCI. SZYBKO ZOSTAJEMY ZGARNIĘCI PRZEZ JAKIEGOŚ GOSTKA OFERUJĄCEGO PRZEWIEZIENIE DO POSTERUNKU STRAŻY GRANICZNEJ W LETICII, I DALEJ DO CENTRUM. SPRAWNIE ZBIERA Z PRZYSTANI OŚMIU OBCOKRAJOWCÓW CHCĄCYCH TAM SIĘ DOSTAĆ I RUSZAMY.

W STRAŻNICY NIKOGO NIE MA. NASZ PRZEWOŹNIK-PRZEWODNIK RUSZA NA POSZUKIWANIA URZĘDASÓW. WRACA PO CHWILI TWIERDZĄC, ŻE TERAZ, PO 19-tej NIC JUŻ NIE ZAŁATWIMY. MUSIMY WRÓCIĆ RANO … PROTESTUJEMY. SZCZEGÓLNIE CI, KTÓRZY MAJĄ DALEKO ZAREZERWOWANY NOCLEG.
TYMCZASEM ILOŚĆ CHĘTNYCH NA PIECZĄTKĘ W PASZPORCIE ROŚNIE. TUBYLCY DALEJ SZUKAJĄ POGRANICZNIKA. NAGLE JEDNA Z TURYSTEK ZAUWAŻA JAKIŚ RUCH ZA DRZWIAMI BUDYNKU ODPRAW PASZPORTOWYCH. A WIĘC JEST TAM KTOŚ, TYLKO NIE MA OCHOTY NAS OBSŁUŻYĆ … WALENIE W DRZWI PRZEZ TUBYLCA-STERNIKA PRZYNOSI REZULTATY. JAŚNIE WIELMOŻNY URZĘDNIK PAŃSTWOWY Z NIEZBYT SZCZĘŚLIWĄ MINĄ STAJE PRZED GROMADKĄ ZMĘCZONYCH PODRÓŻĄ AMATORÓW STEMPLA GRANICZNEGO.

PRZEKROCZENIE GRANICY W TYM ZAKĄTKU ŚWIATA TO KWESTIA MINUT. PO CHWILI ŁADUJEMY SIĘ ZNOWU DO ŁODZI I KILKA KILOMETRÓW DALEJ LĄDUJEMY W CENTRUM MIASTECZKA. TAKSÓWKA ZA 5 S PODWOZI NAS DO HOTEL PACHAMAMA AMAZONAS. MIEJSCE WYGLĄDA ŚWIETNIE. POKÓJ RÓWNIEŻ NIE BUDZI ZASTRZEŻEŃ. MAMY NAWET BALKON – RZADKI PRZYWILEJ W NOCLEGOWNIACH Z NASZEJ PÓŁKI CENOWEJ. NAJGORSZE, ŻE JEST NIEDZIELA PO 20-tej, A MY NIE POSIADAMY TUTEJSZYCH PIENIĘDZY.

SYN WŁAŚCICIELA OFERUJE MI PODWIEZIENIE DO KANTORU, ZASTRZEGAJĄC, ŻE WSZYSTKIE MOGĄ JUŻ BYĆ ZAMKNIĘTE. MKNIEMY MOTORYNKĄ PRZEZ CIEMNE ULICZKI MIASTECZKA DO MIEJSCA, W KTÓRYM STYKAJĄ SIĘ TRZY PAŃSTWA: BRAZYLIA, KOLUMBIA I PERU. TYLKO TUTAJ MAMY SZANSĘ NA JAKICHŚ TUTEJSZYCH KANTOROWYCH STACHANOWCÓW. JEST DOBRZE. WSZYSTKIE PUNKTY WYMIANY SĄ OTWARTE. KURS € TRAGICZNY, ALE BAKSY TRZYMAJĄ DOBRĄ CENĘ. WYMIENIAM RESZTKI US$ I WRACAMY.

GOSPODARZE PROPONUJĄ WYCIECZKĘ PO AMAZONCE ZA DOŚĆ PRZYZWOITĄ CENĘ. MUSIMY JEDNAK PODJĄĆ DECYZJĘ JESZCZE DZISIAJ, BY MIELI CZAS NA ZORGANIZOWANIE WSZYSTKIEGO. NA RAZIE IDZIEMY COŚ ZJEŚĆ. PRZY OKAZJI PYTAM CZY MOŻE WIEDZĄ GDZIE LEŻY SAN ESCOBAR. NIE WIEDZĄ.

WŁAŚCICIEL HOTELU NA NASZĄ PROŚBĘ SUGERUJE JAKĄŚ LOKALNĄ KNAJPKĘ, ALE COŚ SIĘ NAM POPINKOLIŁO I LĄDUJEMY W DOBRZE WYGLĄDAJĄCEJ RESTAURACJI MI RANCHITO PARRILLA BRASA. CENY WYDAJĄ SIĘ BYĆ OK, WIĘC REZYGNUJEMY Z DALSZYCH POSZUKIWAŃ, TYM BARDZIEJ, ŻE ROBI SIĘ PÓŹNO A MUSIMY JESZCZE KUPIĆ GDZIEŚ ŚRODKI ODKAŻAJĄCE.

OBIAD BEZ OCHÓW I ACHÓW. W SUMIE NIEZŁY. MAM WRAŻENIE, ŻE RACHUNEK NIE ODZWIERCIEDLA SKONSUMOWANYCH DÓBR. FAKTYCZNIE. DOPISANO JAKIEŚ NADPROGRAMOWE PIWO. NIE DAJEMY SIĘ OSZWABIĆ …

MAMY FARTA. WRACAJĄC DO HOTELU TRAFIAMY NA BOTTLE-SHOP Z DOSTATECZNYM DLA NAS WYPASEM.

? FAJNIE SIĘ SIEDZI W TROPIKU NA BALKONIE POPIJAJĄC RUM Z COLĄ …

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *