25.04.2017 – COPACABANA. SZUBIENICA INKI I SŁODKIE SUSHI

.

RANO CZUŁAM SIĘ W MIARĘ DOBRZE. ZJADŁAM NAWET ŚNIADANIE. CAŁY DZIEŃ NIEJEDZENIA DOBRZE MI ZROBIŁ. ŚWIEŻE BUŁKI, SEREK, MASŁO – SMAKOWAŁY JAK RZADKO.

PO OSTATNICH SENSACJACH JAKIE MIELIŚMY W INDIACH, UZNAŁAM, ŻE PORA NA ZMIANY W LEKARSTWACH, KTÓRE ZWYKLE BIERZEMY. INNY KLIMAT, INNA STREFA BAKTERYJNA, INNE KATEGORIE CZYSTOŚCI, INNA WODA POWODUJĄ, ŻE NIEKIEDY COŚ NAS ŁAPIE W PODRÓŻY. WIRUS, BAKTERIA?
JEDZENIE RÓŻNYCH TABLETEK NA ŻOŁĄDEK – SMECTY, WĘGLA NIE NADAJE SIĘ NA TEGO RODZAJU PRZYPADŁOŚCI.  JAKIŚ ZNAJOMY LEKARZ POLECIŁ MI BACTRIM, I ON ZDAJE EGZAMIN. LEK PRZECIWBAKTERYJNY, BRANY CO 12 GODZIN POZWALAŁ PO JEDNYM KOSZMARNYM DNIU, NASTĘPNEGO JUŻ FUNKCJONOWAĆ W MIARĘ NORMALNIE.

PUNO – ŚNIADANIE W LA POSADA DON GIORGIO

.

DO GRANICY Z BOLIWIĄ AUTOBUSEM KOMPANII TITICACA TOUR DOJECHALIŚMY PO OKOŁO 3 GODZINACH JAZDY. W MIARĘ WYGODNE SIEDZENIA W CENIE 30 SOLI.

NA GRANICY PERU Z BOLIWIĄ MUSIELIŚMY WYSIĄŚĆ Z AUTOBUSU. DŁUGA, WIJĄCA SIĘ KOLEJKA TURYSTÓW STAŁA PRZED URZĘDEM GRANICZNYM W PERU. GRZECZNIE DOŁĄCZYLIŚMY DO NIEJ I MY.  SZYBKO STWIERDZILIŚMY, ŻE KOLEJKA SIĘ NIE RUSZA. PO GODZINIE OKAZAŁO SIĘ, ŻE PADŁ SYSTEM KOMPUTEROWY A MY STOIMY DALEJ W TYM SAMYM MIEJSCU. ZDENERWOWAŁO TO TAK BARDZO KIEROWCĘ NASZEGO AUTOBUSU, ŻE ZABRAŁ WSZYSTKICH SWOICH PASAŻERÓW DO POBLISKIEJ FOTOKOPIARKI I POLECIŁ ZESKANOWANIE STRONY GŁÓWNEJ PASZPORTU I TEJ Z DATĄ WJAZDU DO PERU. KOLEJKA WZIĘŁA Z NAS PRZYKŁAD I WSZYSCY ZACZĘLI KSEROWAĆ DOKUMENTY.

PO PRZEDŁOŻENIU KSERA W JEDNYM OKIENKU PRZECHODZIŁO SIĘ DO BIURA IMIGRACYJNEGO. SZŁO DOBRZE DO MOMENTU, DO KTÓREGO URZĘDNIK W BIURA NIE ZAKWESTIONOWAŁ TEGO, ŻE DANE POWINNY BYĆ NA JEDNEJ KARTCE A NIE NA DWÓCH. ŻADNE TŁUMACZENIA NIE POMAGAŁY. NA NOWO CAŁA KOLEJKA SKANOWAŁA POTRZEBNE STRONY. NAJBARDZIEJ CIESZYŁA SIĘ KOBITKA Z KSEROWNI, BO KASOWAŁA DWA RAZY.

NIE WIADOMO TEŻ CZY SYSTEM RUSZYŁ CZY URZĘDNIKOM ZNUDZIŁA SIĘ BEZCZYNNOŚĆ, W KAŻDYM RAZIE ZACZĘLI PRZYBIJAĆ NAM PIECZĄTKI POZWALAJĄCE NA WYJAZD Z PERU.

PIECHOTKĄ PRZEZ BRAMĘ WJAZDOWĄ WESZLIŚMY DO BOLIWII. KOLEJNA PIECZĄTKA W PASZPORCIE I BYLIŚMY GOTOWI DO DALSZEJ DROGI. PO KILKUNASTU MINUTACH JAZDY AUTOBUSEM I BYLIŚMY W COPACABANIE.

NATYCHMIAST BYŁO WIDAĆ, ŻE TURYSTYKA MA SIĘ TU ŚWIETNIE. KNAJPKI, BARY, SKLEPY Z PAMIĄTKAMI, HOTELE, HOSTELE PEŁNE TURYSTÓW.

BEZPROBLEMOWO ZNALEŹLIŚMY HOSTEL „6 DE AGOSTO” PRZY ULICY PROWADZĄCEJ DO PRZYSTANI. NIE ZACHWYCAŁ, ALE MIAŁ PRYWATNĄ ŁAZIENKĘ I TOALETĘ ORAZ ŚWIETNE POŁOŻENIE. ZA DWIE NOCE PŁACILIŚMY 80 BOLIVIANÓW.

OD RAZU POSZLIŚMY OGLĄDAĆ MIASTECZKO, PRZEDE WSZYSTKIM KATEDRĘ (BASILICA DE NUESTRA SEÑORA DE COPACABANA) I PRZYLEGŁY CENTRALNY  PLAC COPACABANY. (HISTORIA KATEDRY I CZARNEJ MADONNY OPISYWANA JEST WE WSZYSTKICH MOŻLIWYCH PRZEWODNIKACH)
POTEM AMBITNIE RUSZYLIŚMY DROGĄ NA HORCA DEL INKA (PACHA KATA, PACHATAKA). NAZWA W TŁUMACZENIU OZNACZA SZUBIENICĘ INKI. W RZECZYWISTOŚCI TO WZGÓRZE, NA KTÓRYM ZNAJDUJE SIĘ TRYLIT – TRZY KAMIENIE STANOWIĄCE OBSERWATORIUM ASTRONOMICZNE XIV w p.n.e.

SZLIŚMY TAK, JAK WSKAZYWAŁY KIERUNKOWSKAZY. KIEDY PODESZLIŚMY POD WZNIESIENIE JAKIŚ FACET STOJĄCY PRZY DRODZE ZAŻĄDAŁ 10 BOLIVIANÓW ZA WEJŚCIE. NAIWNIE ZAPŁACILIŚMY. ZA NAMI MÓWIĄCY PO HISZPAŃSKU MŁODY CHŁOPAK ZACZĄŁ SIĘ TARGOWAĆ I PRZESZEDŁ ZA FRIKO.

RUSZYLIŚMY POD GÓRĘ. PODEJŚCIE BYŁO DŁUGIE I STROME. WSPINALIŚMY SIĘ DOBRĄ GODZINĘ. JA, CIĘŻKO DYSZĄC. COPACABANA BYŁO NIE BYŁO, LEŻY NA WYSOKOŚCI 3815 m n.p.m. A I UPAŁ DAWAŁ SIĘ WE ZNAKI.

STANĘLIŚMY OBOK JAKIŚ KAMIENI NIE WIEDZĄC CZY JUŻ DOSZLIŚMY DO INKASKIEGO OBSERWATORIUM CZY NIE. UZNALIŚMY ŻE TAK, I ZESZLIŚMY NA DÓŁ. WSZYSTKO ZAJĘŁO DWIE GODZINY. NIE BYŁO LEKKO. PRZY OKAZJI, NA DOLE OBEJRZELIŚMY CMENTARZ ZE STARYMI NAGROBKAMI.

WRACAJĄC WSTĄPILIŚMY DO RESTAURACJI O NAZWIE THAI PALACE, KTÓRA OFEROWAŁA BOLIWIJSKIE SUSHI W RAMACH HAPPY HOURS. OKAZAŁO SIĘ JEDNAK, ŻE HAPPY HOURS JUŻ NIE MA, ALE BYŁO SUSHI Z KOMOSY RYŻOWEJ, NOSZĄCE NAZWĘ BOLIVIAN SUSHI ROLLS. NA ŚCIANACH RESTAURACJI WISIAŁY SAME POZYTYWNE OPINIE GOŚCI. MENU BYŁO SKŁADANKĄ SMAKÓW Z RÓŻNYCH KRAJÓW AZJATYCKICH. SUSHI MIAŁO JEDNAK POWAŻNY – NASZYM ZDANIEM, PROBLEM. W KAŻDYM KAWAŁKU BYŁ BIAŁY SŁODKI SEREK. OKROPNOŚĆ. SEREK TAK DOMINOWAŁ, ŻE NIE CZUĆ BYŁO NICZEGO INNEGO. JA SPASOWAŁAM PO DWÓCH KAWAŁKACH. PIETRUSZKA Z NIESMAKIEM PRZEBRNĄŁ DO KOŃCA.

POKRĘCILIŚMY SIĘ JESZCZE TROCHĘ PO MIASTECZKU. OBEJRZELIŚMY ROZLICZNE SKLEPIKI Z PAMIĄTKAMI I LOKALNYMI WYROBAMI. W PORCIE, MIMO WIECZOROWEJ PORY, CZYNNA BYŁA BUDKA SPRZEDAJĄCA BILETY NA WYSPĘ SŁOŃCA.

PO LEKTURZE PRZEWODNIKÓW MIELIŚMY ZAMIAR PRZEJŚĆ Z JEDNEGO KOŃCA WYSPY NA DRUGI. TRASA OKOŁO 8-10 km. IDĄC OGLĄDA SIĘ WSZYSTKO CO JEST DO ZOBACZENIA, CZYLI: ŚWIĄTYNIĘ SŁOŃCA INACZEJ PAŁAC PILCOCAINA; SCHODY INKÓW W YUMANAI, KTÓRE CIĄGNĄ SIĘ PRZEZ 100 m I KOŃCZĄ FONTANNĄ INKÓW Z POSTACIAMI MANCO CAPACA I MAMY OCLLO; KOMPLEKS CHINKANA; CHALAMPAMPA Z MUZEUM; SKAŁĘ PUMY Z KTÓREJ WYSZEDŁ MANCO CAPAC; DWIE SZCZELINY W KTÓRYCH CHRONI SIĘ  SŁOŃCE I KSIĘŻYC ORAZ WYOBRAŻENIE BOGA WIRAKOCZY. PONADTO INKASIE OGRODY Z CAŁĄ MASĄ ZIÓŁ LECZNICZYCH I KWIATAMI ZŁOCIENI ORAZ MUZEUM ETNOGRAFICZNE INTI WAT

NIE TYLKO MY MIELIŚMY TAKI POMYSŁ. INNI W KOLEJCE TEŻ. NIE PRZEWIDZIELIŚMY JEDNAK TEGO, ŻE WYBUCHNIE KONFLIKT MIĘDZY PÓŁNOCĄ A POŁUDNIEM WYSPY. CI Z POŁUDNIA W RAMACH DZIAŁAŃ WOJENNYCH ZAMKNĘLI MOŻLIWOŚĆ TRANSPORTU NA PÓŁNOC I NIE MOŻNA TAM DOPŁYNĄĆ. NIE UDAŁO NAM SIĘ JEDNAK USTALIĆ O CO POSZŁO. KUPILIŚMY WIĘC BILETY TYLKO NA POŁUDNIOWĄ CZĘŚĆ WYSPY, DO YUMANAI. WYPŁYWALIŚMY O GODZ. 8:30. OSTATNIA ŁÓDKA Z POWROTEM O 16-tej. PŁYNIE SIĘ W GRANICACH 2 GODZIN.

WŁAŚCIWIE TO NIE BARDZO BYŁO WIADOMO JAKIEJ FIRMY SĄ SPRZEDAWANE BILETY. NA WYSPĘ PŁYWAJĄ TYLKO PRYWATNI PRZEWOŹNICY. CZY JESZCZE BYŁY INNE PUNKTY SPRZEDAŻY NIE WIEMY. OCZYWIŚCIE NA PEWNO, JAK WSZĘDZIE ISTNIEJE SPRZEDAŻ PRZEZ PRZEWODNIKÓW, HOTELE I HOSTELE.
ZASZŁO SŁOŃCE I ZROBIŁO SIĘ KOSZMARNIE ZIMNO. WYSOKOŚĆ POKAZUJE JEDNĄ ZE SWOICH STRON.

NA KOLACJĘ JEDLIŚMY OCZYWIŚCIE PSTRĄGA. JA W CZOSNKOWYM, A PIETRUSZKA W OSTRYM SOSIE. TĘCZOWY PSTRĄG Z JEZIORA TITICACA TO NAJBARDZIEJ POLECANE I REKLAMOWANE DANIE TUTAJ. MOŻNA GO JEŚĆ W KAŻDEJ RESTAURACJI.

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *