22.07.2017 – TARG, CZYLI JAK WYDAĆ PIENIĄDZE NIE KUPUJĄC NICZEGO

.

DZISIAJ JEST SOBOTA. W OSTUNI TARG, NA KTÓRY SZYKUJEMY SIĘ OD PRZYJAZDU. WSZYSCY CHCEMY COŚ KUPIĆ. MOŻE SUKIENKĘ ALBO SEREK, A MOŻE BUTY CZY KOSZULĘ. OBOJĘTNIE CO, ALE KUPIĆ. TRZEBA WSTAĆ WCZEŚNIEJ, BO TARG ZACZYNA SIĘ O PORANKU I NIE TRWA DŁUGO, BO UPAŁ, WIĘC SPRZEDAWCY KOŁO POŁUDNIA ZWIJAJĄ SWOJE KRAMY.

TARG POWIERZCHNIOWO JEST BARDZO DUŻY. RÓŻNORAKOŚĆ I RÓŻNORODNOŚĆ TOWARÓW OGROMNA.
 NAJPIERW IDZIEMY PRZEZ STRAGANY Z WARZYWAMI, OWOCAMI, SERAMI. SPRZEDAWCY WYCHWALAJĄ SWOJE TOWARY JAKO NAJLEPSZE NA ŚWIECIE. ABY NIE BYĆ GOŁOSŁOWNYMI DAJĄ SKOSZTOWAĆ TO, CO ZACHWALAJĄ.

PO CZĘŚCI JEDZENIOWEJ WCHODZIMY W DZIELNICE PEŁNE TOREBEK, NASTĘPNE SĄ BUTY, SUKIENKI, ARTYKUŁY GOSPODARSTWA DOMOWEGO: POŚCIEL, RĘCZNIKI, MISKI, ŁOPATKI, UBIJACZKI. I JESZCZE TYSIĄCE INNYCH RZECZY. TUTAJ TEŻ SŁYCHAĆ OKRZYKI NAWOŁUJĄCE DO KUPNA.

OGLĄDAMY RÓŻNORAKIE STROJE, BLUZKI, SUKIENKI, SPODNIE, KOSTIUMY KĄPIELOWE. RUSZYŁA JUŻ LETNIA WYPRZEDAŻ. ZACZYNAMY PRZYMIERZAĆ. ILOŚĆ RZECZY SPRAWIA, ŻE NIE ZA BARDZO WIEMY, CO  KUPIĆ. NADMIAR BOGACTWA SZKODZI.

KRYSIA W KOŃCU – ZA NAMOWĄ ROBAKA – DECYDUJE SIĘ NA KUPNO TYPOWO LETNIEJ SUKIENKI ZA NIEWIELKIE PIENIĄDZE. PO CHWILI MIERZY DRUGĄ. PRAWIE ŻE JĄ KUPUJE, ALE W OSTATNIEJ CHWILI SIĘ WYCOFUJE.

JA MIERZĘ CORAZ TO JAKĄŚ. NIC NIE SIĘ NIE PODOBA, CHOCIAŻ CENY NIE SĄ ZŁE. OD 6 DO 20 €. PIETRUSZKA GDZIEŚ ZNIKNĄŁ. PRZECHODZIMY DO KOLEJNYCH KRAMÓW. NAGLE UAKTYWNIA SIĘ MISZKA, WIDZĄC BIAŁĄ LNIANĄ KOSZULĘ, KTÓRA MU SIĘ PODOBA. PRZYMIERZA KILKA ROZMIARÓW. BARDZO DOBRZE W NIEJ WYGLĄDA. TARGUJEMY CENĘ. KUPUJEMY ZA 20 € WŁOSKĄ KOSZULĘ Z LNU.

ROBAK TRĄBI DO ODWROTU. ZIĘĆ WYJEŻDŻA DZISIAJ. MUSI ZJEŚĆ OBIAD, A ROBAK MUSI JESZCZE RAZ POJECHAĆ DO OSTUNI, ABY GO WSADZIĆ DO POCIĄGU.

OSTATNIM RZUTEM NA TAŚMĘ KUPUJEMY Z PIETRUSZKĄ ŚWIEŻE MAŁŻE, TUTEJSZE PEPERONCINO I SUSZONE OREGANO.

PO POWROCIE WSZYSCY Z LUBOŚCIĄ PŁAWIĄ SIĘ W BASENIE. CAŁE POPOŁUDNIE TO JEDNO WIELKIE DOLCE FAR NIENTE, CZYLI SŁODKIE NIERÓBSTWO.

 

CORTE ULIVI – ODPOCZYNEK PRZY BASENIE

.

PÓŹNYM POPOŁUDNIEM PIETRUSZKA ZACZYNA MYĆ MAŁŻE. ROBI TO BARDZO SKRUPULATNIE, CO TRWA. JA KROJĘ NA PÓŁ MAŁE POMIDORY, A CZOSNEK I ZIELONĄ PIETRUSZKĘ SIEKAM.  PODGRZEWAM OLIWIĘ, WRZUCAŁAM TO CO POKROIŁAM, A PO CHWILI MAŁŻE. PRZYKRYWAM GARNEK POKRYWKĄ I OD CZASU DO CZASU NIM POTRZĄSAM. KIEDY SIĘ OTWORZĄ BĘDĄ GOTOWE.
NIE MA ZA DUŻO AMATORÓW JEDZENIA TEGO DANIA. TYLKO MY I KRYSIA.

RESZTA NA KOLACJĘ JE POZOSTAŁOŚCI Z WCZORAJSZYCH SAŁATEK ORAZ CARPACCIO Z KONINY, PO KTÓRE ROBAK JEDZIE WIECZOREM DO ZAPRZYJAŹNIONEJ MASARNI. CZĘŚĆ OSÓB NAWET NIE WIE, Z CZEGO ZROBIONO TO PYSZNE CARPACCIO.

MAŁŻE NIE SĄ DOBRE GATUNKOWO, CO ROBAK KWITUJE SŁOWAMI A NIE MÓWIŁAM ….. MIMO TO POPIJANE WINEM DAJĄ SIĘ ZJEŚĆ.

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *