30.04.2017 – CO MOŻNA KUPIĆ I ZJEŚĆ W DRODZE DO MACHU PICCHU

.

DZISIAJ WYRUSZAMY NA MACHU PICCHU. NAJPIERW JEDZIEMY DO PISAC GDZIE ODBYWA SIĘ NIEDZIELNY TARG.

PO SUTYM ŚNIADANKU IDZIEMY PRZEZ PLAC BRONI NA PRZYSTANEK. NA PLACU WIELKIE PORUSZENIE. TŁUMY LUDZI, A WŚRÓD NICH GRUPY W LUDOWYCH STROJACH. RÓŻNORAKI I RÓŻNOBARWNY UBIÓR, PRZEDZIWNE NAKRYCIA GŁOWY. STROJE MAJĄ ZDOBIENIA, PRZYBRANIA OD KTÓRYCH NIE MOŻNA ODERWAĆ OCZU. NIEKTÓRZY NOSZĄ NAWET SZTUCZNE WIKUNIE PRZYTROCZONE DO PASA.
OCZYWIŚCIE JEST TU CAŁA MASA FOTOGRAFUJĄCYCH TURYSTÓW. MY TEŻ RZUCILIŚMY SIĘ DO APARATÓW. PO ILUŚ ZDJĘCIACH WYSZLIŚMY Z PLACU I PO CHWILI ZŁAPALIŚMY TAXI, KTÓRA ZA 5 SOLI PODRZUCIŁA NAS NA PRZYSTANEK COLECTIVO DO PISAC. KIEROWCA POWIEDZIAŁ NAM, ŻE DZISIAJ JEST ŚWIĘTO BANDERY, STĄD TO CAŁE ZBIEGOWISKO.
NA COLECTIVO NIE CZEKALIŚMY DŁUGO I PO PÓŁ GODZINIE JAZDY WYSIEDLIŚMY W PISAC.

TARG SKŁADA SIĘ Z CZĘŚCI JEDZENIOWEJ GDZIE INDIANKI SPRZEDAJĄ POTRAWY WŁASNEGO WYROBU; WARZYWNO-OWOCOWEJ – TU  POZA WARZYWAMI I OWOCAMI KUPISZ ORZECHY, MIGDAŁY, PRZYPRAWY, SUSZONE OWOCE I JAGODY ORAZ Z CZĘŚCI ARTYSTYCZNO – RZEMIEŚLNICZEJ GDZIE MOŻNA NABYĆ SWETERKI, SZALE, PONCZA, TOREBKI, PORTFELIKI, BRELOCZKI, CZAPKI, RĘKAWICZKI, BIŻUTERIĘ I TYSIĄCE INNYCH RZECZY. SĄ TEŻ STOISKA Z TAKIMI SAMYMI WYROBAMI ALE BARDZIEJ EKSKLUZYWNE. CENY MAJĄ TEŻ EKSKLUZYWNE.
TŁUMY LUDZI. GŁÓWNIE TURYSTÓW. MOŻNA TAK CHODZIĆ GODZINAMI. WSZYSTKO KOLOROWE, CIEKAWE. LUDZIE PRZYJAŹNI.
WIELE INDIANEK UBRANYCH JEST W BIAŁE BLUZKI Z DUŻYMI KOŁNIERZAMI OBRAMOWANYMI KORONKĄ. KAPELUSZE OBOWIĄZKOWE. DLA MIEJSCOWYCH TO NIE TYLKO OKAZJA ABY COŚ KUPIĆ, ALE POGADAĆ ZE ZNAJOMYMI, NAPIĆ SIĘ PIWA, SPĘDZIĆ MIŁO NIEDZIELĘ.

CHODZILIŚMY MIĘDZY KRAMAMI PRZYMIERZAJĄC CZAPECZKI, KAPELUSZE, RĘKAWICZKI. OGLĄDNĘLIŚMY NIEZLICZONE ILOŚCI PORTFELIKÓW, BRELOCZKÓW I INNYCH PAMIĄTEK.

PRZED DALSZĄ DROGA MUSIELIŚMY SIĘ POSILIĆ, WIĘC PRZYSIEDLIŚMY PRZY JEDNYM ZE STOŁÓW. INDIANKA ZASERWOWAŁA NAM NADZIEWANĄ WARZYWAMI SMAŻONĄ  W CIEŚCIE PAPRYKĘ, DWA KARTOFLE W ŁUPINACH, SAŁATKĘ; KAWAŁEK ŚWINKI MORSKIEJ NADZIEWANEJ CZYMŚ ZIELONYM CO WYGLĄDAŁO JAK PIETRUSZKA, SZPINAK, LUB INNE ZIELSKA RAZEM WZIĘTE. CENA 15 SOLI. PAPRYKA BYŁA ŚWIETNA, ŚWINKA LICHA ALE CAŁOŚĆ WARTA SKOSZTOWANIA.

GDYBY NIE TO, ŻE  MUSIELIŚMY ZDĄŻYĆ DO OLLANTAYTAMBO NAJPÓŹNIEJ NA 15.30,  ZOSTALIBYŚMY NA PEWNO DŁUŻEJ. TARG JEST TAK CIEKAWY I WESOŁY, ŻE SZKODA BYŁO GO OPUSZCZAĆ.

MIAŁAM OCHOTĘ NA PONOWNE SKOSZTOWANIE  CHICY – CHYBA SIĘ TAK BĘDZIE ODMIENIAĆ – LOKALNEGO PIWA, KTÓRE LAŁO SIĘ STRUMIENIAMI MAJĄC NIESŁABNĄCE POWODZENIEM. NIESTETY SZKLANKI W KTÓRYCH BYŁA SERWOWANA PRZECHODZIŁY Z UST DO UST I TO MNIE WSTRZYMAŁO.

Z PISAC DOJECHALIŚMY ZA 2 SOLE DO URUBAMBY. W URUBAMBIE WYSIEDLIŚMY NA DWORCU AUTOBUSOWYM SKĄD ODCHODZĄ WSZYSTKIE AUTOBUSY ORAZ COLECTIVO I ZŁAPALIŚMY AUTOBUS DO OLLANTAYATAMBO ZA 1,5 SOLA.

BEZPROBLEMOWO PRZECHODZILIŚMY Z JEDNEGO DO DRUGIEGO COLECTIVO. PODRÓŻ TRWAŁA NIE WIĘCEJ NIŻ GODZINĘ. W AUTOBUSIE ZAWSZE SIĘ ZNALAZŁO JAKIEŚ MIEJSCE SIEDZĄCE. KTOŚ SIĘ POSUNĄŁ, KTOŚ INNY WYSIADŁ. PANOWAŁ TŁOK ALE, NIKOMU TO NIE PRZESZKADZAŁO.

WYSIEDLIŚMY W OLLANTAYTAMBO NA MAŁYM RYNECZKU. WOKÓŁ KNAJPKI, BARY, JAKIŚ SKLEPIK. FAJNE MIASTECZKO. KIERUJĄC SIĘ Z RYNKU W DÓŁ DOSZLIŚMY PO KILKUNASTU MINUTACH DO DWORCA KOLEJOWEGO. DWORZEC PODOBNY DO INNYCH, ALE PRZEZ KILKA MINUT ZNALEŹLIŚMY SIĘ W TROCHĘ INNYM ŚWIECIE. NA PERONIE ELEGANCKI POCIĄG Z RÓWNIE ELEGANCKĄ OBSŁUGĄ W UNIFORMACH. SPRAWDZAJĄ DANE OSOBOWE, KIERUJĄ UPRZEJMIE DO WAGONÓW.  WŁAŚCIWIE TO NIE MA SIĘ CZEMU DZIWIĆ BIORĄC POD UWAGĘ CENĘ BILETU.

 

OLLANTAYTAMBO – PRZERWA NA PISCO SOUR

.

PRZEJAZD DO AQUAS CALIENTES TRWA 1,5 GODZINY. POCIĄG JEDZIE DOLINĄ MIĘDZY GÓRAMI. MA SZKLANY DACH. OGLĄDAMY GÓRSKIE SZCZYTY, ROŚLINNOŚĆ, DRZEWA, TRAWY, RWĄCY BIEG RZEKI. PODZIWIAMY OTACZAJĄCY KRAJOBRAZ. WSPANIAŁE WIDOKI.

SIEDZENIA SĄ TAK USTAWIONE, ŻE CZTERY OSOBY SIEDZĄ PRZY JEDNYM STOLIKU. SIEDZIMY Z AMERYKANAMI. ALE NIE SĄ ZBYT ROZMOWNI. PO CHWILI ZAŁOGA POCIĄGU SERWUJE NAPOJE. TEORETYCZNIE DO WYBORU. ALE WEDŁUG WYBORU KOLEI PERU. WYBRALIŚMY NAPÓJ Z CZARNEJ KUKURYDZY – CHICHA MORADA. BARDZO TUTAJ POPULARNY. POTEM PODANO EMPANADAS CZYLI PIERÓG Z NADZIENIEM. NAJPOPULARNIEJSZA PRZEKĄSKA W CAŁEJ AMERYCE POŁUDNIOWEJ. POCIĄGOWE EMPANADAS MA NADZIENIE NI TO SŁODKIE NI TO KWAŚNE.

W PEWNYM MOMENCIE STANĘLIŚMY. PO KILKUNASTU MINUTACH OKAZAŁO SIĘ ŻE NIE MOŻEMY JECHAĆ, BO JEST JAKAŚ AWARIA POCIĄGU JADĄCEGO Z NAPRZECIWKA. KILKA MINUT PÓŹNIEJ ZAŁOGA POCIĄGU W RAMACH PRZEPROSIN ZA UTRUDNIENIA, ROZNOSI MAŁE TABLICZKI GORZKIEJ CZEKOLADY ORAZ COŚ DO PICIA. ZROBIŁO SIĘ CIEMNO I NIC JUŻ NIE WIDAĆ. W KOŃCU TARASUJĄCY SKŁAD PCHANY PRZEZ LOKOMOTYWĘ ZWALNIA PRZEJAZD I PO 2 godz. 45 min DOJEŻDŻAMY DO AQUAS CALIENTES.

TA MALUTKA MIEJSCOWOŚĆ, SŁYNNA NA CAŁY ŚWIAT – BO TO Z NIEJ STARTUJE SIĘ NA MACHU PICCHU – STANOWI JEDNĄ WIELKĄ I NIEKOŃCZĄCĄ SIĘ RESTAURACJĘ. MIĘDZY RESTAURACJAMI USADOWIŁY SIĘ TAŃSZE LUB DROŻSZE HOTELE, HOSTELE, CZASEM SKLEP ZE SŁODYCZAMI I WODĄ. AQUAS CALIENTES TĘTNI ŻYCIEM. RESTAURACJE, BARY, KAWIARNIE SĄ PEŁNE.

BEZ PROBLEMU ZNAJDUJEMY LOKUM. CENA ZA POKÓJ Z ŁAZIENKĄ (CIEPŁA WODA)  I WI-FI BEZ ŻADNYCH INNYCH WYGÓD – 100 SOLI.
ZOSTAWILIŚMY RZECZY W POKOJU I POSZLIŚMY NA TARG. O TYM TARGU WYCZYTAŁAM W JEDNYM Z BLOGÓW. REKOMENDOWANO GO Z UWAGI NA TANIE KUCHNIE. JADŁODAJNIE BYŁY NA SWOIM MIEJSCU. RZADKO ZAGLĄDAJĄ TU TURYŚCI. PEWNO ZE STRACHU, ŻE SIĘ CZYMŚ STRUJĄ. NAM SIĘ ZAWSZE WYDAJE, ŻE W TAKICH MIEJSCACH JEDZENIE JEST ŚWIEŻE BO DUŻO TUBYLCÓW W NICH JE I NIC NIE ZOSTAJE DO DNIA NASTĘPNEGO. MOŻE MOŻNA MIEĆ ZASTRZEŻENIA DO CZYSTOŚCI, CHOCIAŻ WIELOKROTNEGO WIDZIELIŚMY, ŻE NACZYNIA MYTE SĄ POD BIEŻĄCĄ WODĄ A STOŁY WYCIERANE, ALE OCZYWIŚCIE KTO TO WIE. BYLIŚMY JEDNYMI Z OSTATNICH GOŚCI I LEDWO ZDĄŻYLIŚMY PRZED ZAMKNIĘCIEM O  20-tej. JEDLIŚMY OCZYWIŚCIE PSTRĄGA Z SAŁATKĄ ZA 16 SOLI.

POSPACEROWALIŚMY TROCHĘ PO MIASTECZKU NATRAFIAJĄC NA MAŁY MEETING. JAKIŚ CZŁOWIEK TŁUMACZYŁ STOJĄCYM WOKÓŁ NIEGO KILKUNASTU OSOBOM CO TRZEBA ZROBIĆ BY NAJPROŚCIEJ RANO AUTOBUSEM WJECHAĆ NA MACHU PICCHU. MÓWIŁ GDZIE TRZEBA KUPIĆ BILETY I ŻEBY O 3 RANO STAWIĆ SIĘ W KOLEJCE. PIERWSZY AUTOBUS ODJEŻDŻA O 5:30. KASA BILETOWA JEST OTWARTA WIĘC KUPUJEMY BILETY TAM I POWROTEM @ US$ 24 / os.

OBEJRZELIŚMY JESZCZE KOŚCIÓŁ ORAZ WYSTĘPY MIEJSCOWYCH TANCERZY NA PLACYKU PRZED KOŚCIOŁEM I POSZLIŚMY SPAĆ.

UZNALIŚMY, ŻE NIE BĘDZIEMY SIĘ KATOWAĆ W KOLEJCE DO AUTOBUSU O GODZINIE 3 RANO. MIELIŚMY BILET NA WEJŚCIE NA MACHU PICCHU NA 7:00. STANIE PRZEZ TRZY I PÓŁ GODZINY W KOLEJCE O TEJ GODZINIE BYŁOBY DEWIACJĄ. STWIERDZILIŚMY, ŻE POJAWIENIE SIĘ W KOLEJCE OKOŁO 5:00 – 5:15 BĘDZIE ABSOLUTNIE WYSTARCZAJĄCE. AUTOBUS NA GÓRĘ  JEDZIE OKOŁO 30 MINUT.

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *