11.05.2017 – BOGOTA EKSPRESOWO

.

RANO BYLIŚMY W BOGOCIE.

WIECZOREM MAMY SAMOLOT DO CARTAGENY DE INDIAS.

ZNAJĄC JUŻ DOBRZE DWORZEC AUTOBUSOWY TERMINAL DE TRANSPORTE SALITRE ZJEDLIŚMY SZYBKIE ŚNIADANIE, ZOSTAWILIŚMY NASZ ŚMIETNIK W PRZECHOWALNI (8 COP-ów @ DWIE WALIZECZKI) I RUSZYLIŚMY DO HISTORYCZNEGO CENTRUM.

DWORZEC NIE JEST BEZPOŚREDNIO Z NIM SKOMUNIKOWANY. TRZEBA WYJŚĆ NA ZEWNĄTRZ I IŚĆ W LEWO AŻ DO AVENIDA CALLE 24. W SUMIE TO KILKASET METRÓW. TERAZ WSKAKUJEMY DO NAJBLIŻSZEGO COLECTIVO I ZA 3,2 COP-a / os. TNIEMY JAKIEŚ 20 min DO LA CANDELARIA.

TE NIEWIELE CZASU KTÓRYM DYSPONUJEMY  POWINNO WYSTARCZYĆ NA ZWIEDZENIE KAWAŁKA STARÓWKI.
ZATRZYMUJEMY SIĘ W KULTOWYM MIEJSCU – SAN MORITZ CAFFÈ. JA NA KAWĘ, WOMBAT NA HERBATĘ. PRZY OKAZJI WCHŁONĘLIŚMY 2 SZYBKIE RUMIKI. GŁÓWNIE DLATEGO, ŻEBY DOJŚĆ DO SIEBIE, PO TYM CO ZOBACZYLIŚMY. W GŁÓWNEJ, DUŻEJ SALI, POZA STOLIKAMI DLA GOŚCI I BAREM BYŁ KIBEL MĘSKI. BEZDRZWIOWY ….

 

BOGOTA – BEZDRZWIOWE UBIKACJE MĘSKIE W SALI GŁÓWNEJ SAN MORITZ CAFFÈ … NO CÓŻ, PRZYNAJMNIEJ NIKT NIE PISZE NA ŚCIANACH ?

.

CHODZĄC PO OKOLICZNYCH ULICZKACH TRAFILIŚMY NA DWA KOŚCIOŁY. PIERWSZY – św. FRANCISZKA (IGLESIA DE SAN FRANCISCO) TRZEBA KONIECZNIE ZOBACZYĆ. WSTĘP WOLNY. 15 min CHODZENIA.
DRUGI – VERACRUZ (IGLESIA DE LA VERACRUZ) WARTO ZOBACZYĆ TYLKO DLATEGO, ŻE JEST OBOK PIERWSZEGO. 5 min WYSTARCZY.

100 m DALEJ STOI NAJWAŻNIEJSZA ATRAKCJA TEGO MIASTA – MUZEUM ZŁOTA (MUSEO DEL ORO). TO NAJWIĘKSZE NA ŚWIECIE MUZEUM ZE ZŁOTYMI SKARBAMI ZACHWYCI KAŻDEGO. ZAREZERWUJCIE SOBIE CO NAJMNIEJ 180 min NA STARANNE OGLĄDANIE Z CZYTANIEM DWUJĘZYCZNYCH OPISÓW. NIE WARTO SIĘ SPIESZYĆ. TO ZDECYDOWANIE NAJCIEKAWSZA ATRAKCJA BOGOTY.

ZALICZONE. IDZIEMY DALEJ. KIERUJEMY KROKI DO MUZEUM BOTERO. TRUDNO BYĆ W STOLICY KOLUMBII I NIE OGLĄDNĄĆ DZIEŁ TEGO FACETA. JEST CHYBA NAJBARDZIEJ ZNANYM ARTYSTĄ KOLUMBIJSKIM.
MUZEUM MIEŚCI SIĘ W BUDYNKU JEDNEGO Z BANKÓW. WSTĘP WOLNY. NIE WCHODZIMY, BO CZASU ZA MAŁO. WSTĄPIMY TU ZA KILKA DNI.

OBOK STOI KOŚCIÓŁ KATOLICKI IGLESIA DE LA CANDELARIA. MOŻEMY SPOKOJNIE, BEZ POŚPIECHU PODZIWIAĆ JEGO WNĘTRZE. KOŚCIOŁY KATOLICKIE W PERU ZIAŁY BOGATYMI ZŁOCONYMI WNĘTRZNOŚCIAMI. WYDAWAŁY SIĘ CIĘŻKIE, NIEZGRABNE, ALE PRZEZ TO CIEKAWE, BO INNE OD TYCH WIDYWANYCH CODZIENNIE W EUROPEJSKIEJ KULTURZE. TE KOLUMBIJSKIE SĄ TEŻ INNE. NIE TAK BOGATO ZŁOCONE, DUŻO TU BIAŁYCH POWIERZCHNI ŚCIAN. MAJĄ W SOBIE INNĄ MAGIĘ. WARTO JĄ POCZUĆ. 10 min WYSTARCZY.

POWOLI RUSZAMY Z POWROTEM. TRZEBA JESZCZE COŚ WRZUCIĆ NA RUSZTY. MIJALIŚMY ZACHĘCAJĄCO WYGLĄDAJĄCĄ KNAJPKĘ. TAM COŚ ZJEMY.

PESCADERÍA SECRETOS DEL MAR TO LOKALNA RESTAURACYJKA SERWUJĄCA GŁÓWNIE DANIA Z WODNYCH ŻYJĄTEK. ZAMAWIAMY KOKTAJL Z KREWETEK I JAKĄŚ RYBĘ. DO TEGO SAŁATA Z SAŁATY I KILKU ŚWIEŻYCH WARZYW. KOKTAJL PODANY W KIELICHU PRZYPOMINA COŚ, CO WIDZIELIŚMY W KAMBODŻY – JEZIORO OPANOWANE PRZEZ EMIGRANTÓW WIETNAMSKICH HODUJĄCYCH KROKODYLE. GADÓW W ZATOPIONYCH KLATKACH BYŁO TAK DUŻO, ŻE CZĘŚCI ICH CIAŁ WYSTAWAŁY PONAD POWIERZCHNIĘ WODY. PRZEDE MNĄ STOI SZKLANY PUCHAREK WYGLĄDAJĄCY JAK MINI HODOWLA ŚREDNIO-DUŻYCH KREWETEK PŁYWAJĄCYCH W MAJONEZOWO-KETCHUPOWYM SOSIE. TYLE TYLKO ŻE SIĘ NIE RUSZAJĄ… MAM WRAŻENIE, IŻ PODAJĄ JE W TEJ FORMIE, ABY KLIENT WLAŁ DO UST ZAWARTOŚĆ SZKŁA, TAK JAK WLEWA SIĘ DO GARDŁA GĘSTĄ PULPĘ OWOCOWĄ. SMAKUJE ŚREDNIO. RYBA WOMBATA TEŻ NIE ZACHWYCA.

NIEZBYT ZADOWOLENI RUSZAMY DALEJ. DO DWORCA AUTOBUSOWEGO PODWOZI NAS LOKALNY BUS. BIERZEMY GRATY I ZNANĄ DROGĄ EWAKUUJEMY NASZE STERANE KOŚCI W KIERUNKU LOTNISKA.

SAMOLOT DO CARTAGENY DE INDIAS LECIAŁ ZGODNIE Z PLANEM.

W CARTAGENIE SYSTEM OBSŁUGI KLIENTÓW CHCĄCYCH SKORZYSTAĆ Z TAKSÓWKI JEST  PODOBNY DO PERUWIAŃSKIEGO – W JAKIMŚ MIEJSCU NA LOTNISKU PŁACISZ Z GÓRY ZA PRZEJAZD DO WYBRANEGO ADRESU. WIEZIE CIĘ TAM PRZYDZIELONY TAKSIARZ. THAT’S IT.
NASZ KIEROWCA MIAŁ POD GÓRKĘ, BO NIE ZA BARDZO WIEDZIAŁ GDZIE DOKŁADNIE CHCEMY DOTRZEĆ. POKAZYWAŁEM MU SPECJALNIE PRZYGOTOWANĄ NA TĘ OKOLICZNOŚĆ MAPĘ Z ADRESEM PODANYM PRZEZ HOSTEL, A ON BYŁ CIĄGLE NIEZADOWOLONY, TWIERDZĄC, ŻE NIE WIE GDZIE MA JECHAĆ.
NA CAŁE SZCZĘŚCIE WGRAŁEM SOBIE DODATKOWĄ MAPĘ DO KOMÓRKI I MOGŁEM MU POMÓC  POD KONIEC TRASY. WYSTARCZYŁO.

FAKTYCZNIE HOSTEL INDIAS APARTMENT – URBANIZACIÓN LA ESPAÑOLA NIEZBYT DOKŁADNIE PODAŁ NAMIARY NA SIEBIE, ALE PRAWDĘ POWIEDZIAWSZY 2 min PO WYJŚCIU Z TARYFY BYLIŚMY PRZYJMOWANI PRZEZ PRZEMIŁEGO GOSPODARZA “NA POKOJACH”.

WSZYSTKO ZGODNIE Z OPISEM NA BOOKING.COM. PIĘKNY, CZYŚCIUTKI POKÓJ Z ŁAZIENKĄ. OBOK KUCHNIA I PRALNIA. MOŻNA KORZYSTAĆ Z OBU. JEST TEŻ LODÓWKA.
PO DRUGIEJ STRONIE ULICY NIEŹLE ZAOPATRZONY SKLEP Z PODSTAWOWYMI ARTYKUŁAMI. RUM I COLA W DOBREJ CENIE. ?

JESZCZE PRZED SPANIEM WŁAŚCICIEL WYJAŚNIŁ NAM ZASADY BEZPIECZEŃSTWA OBOWIĄZUJE W OKOLICY. Wg NIEGO TRZEBA WIECZOREM I NOCĄ ZACHOWAĆ OSTROŻNOŚĆ NA ULICY IDĄCEJ OD DUŻEGO RONDA DO BRAMY WEJŚCIOWEJ NASZEJ ENKLAWY. CZYLI NA ODCINKU JAKICHŚ 400 m …

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *