15.05.2017 – BOGOTA W DESZCZU

.

DO BOGOTY DOLECIELIŚMY O 9 RANO.

ZNOWU MUSIELIŚMY POKONAĆ DOJAZD DO CENTRUM MIASTA, DO NASZEGO HOSTELU W CANDELARII, KTÓRY ZAREZERWOWAŁAM BĘDĄC W CARTAGENIE.

PIETRUSZKA STALE MIAŁ OBAWY – JAK TO BĘDZIE Z BILETEM AUTOBUSOWYM. ZNOWU ZAPŁACIMY I  NIE DOSTANIEMY BILETU? A JAK BĘDZIE KONTROLA TO CO?
STANĘLIŚMY NA PRZYSTANKU I UDAŁO NAM SIĘ ZAGADAĆ DO STOJĄCEJ OBOK DZIEWCZYNY. ONA – A POTEM DRUGA DZIEWCZYNA, KTÓRA WŁĄCZYŁA SIĘ W NASZĄ ROZMOWĘ – WYTŁUMACZYŁY NAM NA CZYM POLEGA SYSTEM.

TRZEBA KUPIĆ SPECJALNĄ KARTĘ KTÓRA ZASTĘPUJE BILET. UMOŻLIWIA WEJŚCIE DO AUTOBUSU OTWIERAJĄC BARIERKĘ. MOŻNA NA TĘ KARTĘ PODRÓŻOWAĆ WSZĘDZIE AUTOBUSEM TRANSMILENIO DOŁADOWUJĄC JĄ, KIEDY WYCZERPIEMY LIMIT FINANSOWY.

ZNOWU KUPILIŚMY BILET U SPRZEDAWCY PRZED AUTOBUSEM, ALE TYM RAZEM NIE BYŁO PROBLEMU, BO JEDNA Z DZIEWCZYN JECHAŁA W NASZĄ STRONĘ. POMOGŁA NAM UŻYWAJĄC SWOJEJ KARTY.

POWIEDZIAŁA NAM, ŻE BYŁA W EUROPIE, ZWIEDZIŁA WŁOCHY, PARYŻ, NIEMCY. PODOBAŁO JEJ SIĘ WSZĘDZIE.

WYSIEDLIŚMY NA PRZYSTANKU WSKAZANYM PRZEZ NASZĄ TOWARZYSZKĘ PODRÓŻY. OD RAZU KUPILIŚMY KARTĘ BILETOWĄ.

SZLIŚMY WĄSKIMI ULICZKAMI CANDELARII NIE MOGĄC ZNALEŹĆ NUMERU NASZEJ ULICY. WYDAWAŁO SIĘ TO OKROPNIE DALEKO I DŁUGO.

W KOŃCU DOTARLIŚMY DO HOSTELU EXPLORA.

ZA POKÓJ Z ŁAZIENKĄ PŁACILIŚMY 73,80 COP. HOSTEL MIAŁ DOBRĄ OPINIĘ, CZYNNĄ KUCHNIĘ, MIŁY PERSONEL. MNIE ZAWSZE HOSTELE CZY HOTELE, KTÓRE MAJĄ OKNA WYCHODZĄCE NA WEWNĘTRZNE PATIA KOJARZĄ SIĘ Z KLASZTOREM LUB WIĘZIENIEM.

ZACZĘLIŚMY OD MUZEUM BOTERO. BARDZO PODOBA SIĘ JEGO MALARSTWO. WSZYSCY SĄ PULCHNI, TŁUŚCIUTCY, PYZACI. PANIE MAJĄ OBFITE KSZTAŁTY, PANOWIE BRZUSZKI. PRZYJEMNIE SIĘ OGLĄDA TE OBRAZY, SĄ POGODNE, KOLOROWE, MIEJSCAMI ZABAWNE.
ULICĄ IDĄCĄ OD MUZEUM W DÓŁ DOSZLIŚMY DO OLBRZYMIEGO PLACU BOLIVARA. OTOCZONY PIĘKNYMI RZĄDOWYMI BUDYNKAMI JAK PAŁAC SAN CARLOS, PAŁAC SPRAWIEDLIWOŚCI ROBI WRAŻENIE.

ZACZĘŁO LEKKO PADAĆ, SZARZAŁO. SNULIŚMY SIĘ ULICAMI BOGOTY NIE ZA BARDZO WIEDZĄC CZY CHCEMY COŚ ZJEŚĆ, CZY WYPIĆ, CZY PÓJŚĆ DO JAKIEGOŚ SKLEPU. GDY BYLIŚMY PRZY MUZEUM ZŁOTA JUŻ TAK LAŁO, ŻE MUSIELIŚMY WEJŚĆ DO NAJBLIŻSZEGO BARU NA HERBATĘ. KIEDY TROCHĘ PRZESTAŁO RUSZYLIŚMY DALEJ. WESZLIŚMY DO JAKIEGOŚ CENTRUM JEDZENIOWEGO. SZUKAJĄC PRZYJEMNEGO LOKALU Z DOBRYM JEDZENIEM NATRAFILIŚMY NA SALĘ BILARDOWĄ.

 

 

BILARD W KOLUMBII – ISTNY TEATR

.

JEST SZALENIE POPULARNY. GRAJĄ TYLKO FACECI. STALIŚMY W DRZWIACH I PATRZYLIŚMY NA GRACZY. GRALI ODMIANĘ BILARDU – KARAMBOL.
GRA DWÓCH GRACZY TRZEMA BILAMI. KAŻDY MA JEDNĄ BILĘ. CELEM JEST UZYSKANIE JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBY ZDERZEŃ. ZDERZENIE MA MIEJSCE WTEDY, KIEDY BILA DANEGO GRACZA UDERZY W DWIE POZOSTAŁE BILE. BYŁO TO WIDOWISKO. RUCHY GRACZY, POZYCJE ICH CIAŁ ZMIERZAJĄCYCH DO UDERZENIA BILI. GESTY ROZPACZY MIESZAŁY SIĘ Z GESTAMI ZADOWOLENIA LUB WYŚMIEWANIA PRZECIWNIKA. ISTNY TEATR.

KIEDY STAMTĄD WYSZLIŚMY LEKKO MŻYŁO. ZAWSZE TO JAKAŚ POPRAWA.

MIJAJĄC MAŁY BAR EL PULPO SERWUJĄCY CEVICHE NIE POTRAFILIŚMY SIĘ OPRZEĆ …

DALEJ SNULIŚMY SIĘ PO MIEŚCIE. PADAŁO RAZ MOCNIEJ RAZ SŁABIEJ. BYLIŚMY CORAZ BARDZIEJ MOKRZY I ZNUŻENI.

NAGLE STANĘLIŚMY PRZED SCHOWANYM W PODCIENIU JAKIEGOŚ DOMU OLBRZYMIM WOKIEM, W KTÓRYM SMAŻYŁO SIĘ NIESŁYCHANIE SMAKOWICIE WYGLĄDAJĄCE MIĘSKO Z RYŻEM.

OBESZLIŚMY JESZCZE ZWIEDZAWCZO OKOLICE TEGO MIEJSCA I WRÓCILIŚMY DO WOKA. ZAPAKOWANO NAM KOLACJĘ DO PUDEŁECZKA I RUSZYLIŚMY W STRONĘ DOMU. TROCHĘ NAM ZESZŁO NA DOJŚCIE, ALE JEDZENIE BYŁO JESZCZE CIEPŁE. I TAK DOBRE NA JAKIE WYGLĄDAŁO.

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *