14.05.2017 – CARTAGENA. LUNCH NA PLAŻY

.

DZIEŃ ZACZYNAMY BARDZO WCZEŚNIE. NIE JEDZĄC, JEDZIEMY NA NAJWIĘKSZE I PODOBNO NAJCIEKAWSZE TARGOWISKO W TYM MIEŚCIE – MERCADO BAZURTO. DOJAZD PROSTY. BIERZEMY COLECTIVO Z CENTRUM I PO KILKU MINUTACH ZA 1,2 COP-niaka / os. LĄDUJEMY NA MIEJSCU. BAZAR JEST DUŻY – NAPRAWDĘ MAMY GDZIE CHODZIĆ. WNIKAMY W GŁĄB MIJAJĄC POSZCZEGÓLNE SEKTORY HANDLUJĄCE RÓŻNYMI ARTYKUŁAMI. CIEKAWIE CENOWO WYGLĄDA CZĘŚĆ, W KTÓREJ SPRZEDAJĄ ŚWIECIDEŁKA. ZONA SPOŻYWCZA NIE ZACHWYCA. TROCHĘ TU BRUDNAWO, A CENY WYDAJĄ MI SIĘ WYSOKIE. KUPUJEMY JAKIEŚ PIWO I PINACOLADĘ. BARDZO DUŻO CZASU ZABIERA MI ZNALEZIENIE AWOKADO ZA ROZSĄDNĄ CENĘ. WRESZCIE KUPUJĘ PŁACĄC 0,80 COP-a /szt.

W SUMIE OCENIAM TEN MARKET BARDZO NISKO. DOBRY, JEŚLI UMIESZ SIĘ TARGOWAĆ I CHCESZ ZROBIĆ ZAKUPY WARZYWNO-OWOCOWE NA KILKA DNI. TANIĄ BIŻUTERIĘ TEŻ WARTO TU KUPOWAĆ.

WRACAJĄC COLECTIVO DO NASZEJ NORKI SPOTKAŁEM SIĘ Z PRÓBĄ OSZUSTWA. NIE MAJĄC DROBNYCH PODAŁEM 5 COP-niaków I USŁYSZAŁEM, ŻE TO ZA MAŁO. POWIEDZIAŁEM GOSTKOWI, ŻEBY MI WYDAŁ 2,6. ODPOWIEDZIAŁ, ŻE PRZEJAZD KOSZTUJE 2,6 / os. WIĘC MUSZĘ DOŁOŻYĆ JESZCZE 0,2 COP-niaka. LEKKO MNIE ZAGOTOWAŁ… MÓJ WŁOSKI OKAZAŁ SIĘ NAJWYRAŹNIEJ WYSTARCZAJĄCO ZROZUMIAŁY. CWANIACZEK SZYBKO POJĄŁ, ŻE ŚWIETNIE WIEM CO STOI NAPISANE NA PRZEDNIEJ SZYBIE POJAZDU. Z OCIĄGANIEM, PRZY CICHYCH ŚMIECHACH SWOICH POBRATYŃCÓW ZACZĄŁ MI ODDAWAĆ RESZTĘ. OPUSZCZAJĄC POJAZD WIDZIAŁEM KILKA POZYTYWNYCH KIWNIĘĆ GŁOWĄ …

DZISIAJ OK. 11-tej KOŃCZY SIĘ WAŻNOŚĆ NASZYCH BILETÓW NA HOPKOWY AUTOBUS. MUSIMY TO WYKORZYSTAĆ I DOJECHAĆ ZA FRIKO DO JEDNEJ Z PLAŻ POLECONYCH NAM PRZEZ – ZGADLIŚCIE ??? – OCZYWIŚCIE !!! MENADŻERA SYPIALNI Z KTÓREJ KORZYSTAMY.

WYLĄDOWALIŚMY NA JEDNEJ Z PLAŻ CASTILLOGRANDE (CASTILLO GRANDE) LEŻĄCYCH NIEDALEKO SHERATONU. PIASEK CIEMNY, CZYSTOŚĆ ŚREDNIA. W WYBRANYM PRZEZ NAS MIEJSCU NIE BYŁO WIELU OPALACZY. DYSPONUJĄC TYLKO RĘCZNIKAMI WYKUPILIŚMY SOBIE DWA LEŻACZKI POD SPRYTNYM ZADASZENIEM. JEST TO WŁAŚCIWIE PAŁATKA WSPARTA NA CZTERECH WBITYCH W PIACH PALIKACH. CHCIANO ZA TO 10 COP-pów. ZGODZIŁEM SIĘ DAĆ 7. I TAK ZA DUŻO, BIORĄC POD UWAGĘ, ŻE BYŁO JUŻ DOŚĆ PÓŹNO, A OBOK STAŁO SPORO NIEZAJĘTEGO SPRZĘTU.

WODA NIE ZACHWYCAŁA ANI PRZEJRZYSTOŚCIĄ, ANI TEMPERATURĄ.

DZIĘKI TEMU, ŻE SIEDZIELIŚMY W ODDALENIU OD SKUPISKA ODPOCZYWACZY-OPALACZY NIE DOCIERAŁO DO NAS ZBYT WIELU PLAŻOKRĄŻCÓW. ALE OD CZASU DO CZASU JAKIŚ SIĘ PRZYPLĄTAŁ. W PEWNYM MOMENCIE PODSZEDŁ JEDEN Z KOSZEM PEŁNYM KRABÓW. WYGLĄDAŁY NA BARDZO CHĘTNE I GOTOWE BY JE KTOŚ SKOSZTOWAŁ. GUCIO ZACZĄŁ ZACHWALAĆ SMAK I ŚWIEŻOŚĆ SWOJEGO TOWARU. SPYTALIŚMY O CENĘ. POWIEDZIAŁ, ŻE SĄ TANIE I ZAPROSIŁ DO SPRÓBOWANIA. WYCIĄGNĄŁEM LEŻĄCĄ W MOJEJ KIESZENI 20-kę I ZAKOMUNIKOWAŁEM, ŻE NIE MAM WIĘCEJ. NIEZRAŻONY SPRZEDAWCA ROZŁUPAŁ SKORUPĘ PODAJĄC NAM PIERWSZEGO DOPRAWIONEGO CYTRYNĄ KRABISIA. FAKTYCZNIE BYŁ PYSZNY. DOSTALIŚMY NASTĘPNEGO. JAK SPOD ZIEMI WYRÓSŁ PRZED NASZYM MIEJSCEM PLAŻOWANIA KOLEJNY HANDLARZ. TYM RAZEM OSTRYG. OCZKA NAM SIĘ ZAŚWIECIŁY, ALE NA KRÓTKO, BO JASNE BYŁO, ŻE NIE MOŻEMY ZASZALEĆ. ULEGLIŚMY JEDNAK KIEDY ZAOFEROWAŁ NAM PO DARMOWEJ OSTRYDZE NA DOBRY POCZĄTEK. CHOCIAŻ ZDECYDOWANIE ŚWIEŻE, NIE DOPROWADZIŁY NASZYCH PRZEŁYKÓW DO ORGAZMU. SMAKOWO NIJAKIE. BEZ NUTY PRZYJEMNOŚCI.

 

CARTAGENA DE INDIAS – LUNCH NA PLAYA DE CASTILLO GRANDE

.

KRABY NATOMIAST BARDZO ODPOWIADAŁY NASZYM PODNIEBIENIOM. NATYCHMIAST TEŻ POJAWIŁA SIĘ KOLEJNA PORCJA. I NASTĘPNA, I ZNOWU …
W PEWNYM MOMENCIE DOSZEDŁEM DO WNIOSKU, ŻE JUŻ ZJEDLIŚMY ZA 20-tkę I GŁOŚNO ZAPROTESTOWAŁEM PRZECIWKO DALSZEMU OBŻARSTWU. GUCIO ZACZĄŁ LICZYĆ KRABOWE KORPUSY ŁASKAWIE DODAJĄC, IŻ NIE LICZY ODNÓŻY. WYSZŁO MU 60 COP-ów … NIE POWIEM, TROCHĘ MNIE PRZYTKAŁO. PODAŁEM GOŚCIOWI 20-tkę MÓWIĄC, IŻ TO WSZYSTKO CO MAM, I ŻE UPRZEDZAŁEM WCZEŚNIEJ – IDĄC NA PLAŻĘ NIE NOSZĘ PRZY SOBIE PIENIĘDZY.  NIEZRAŻONY SPRZEDAWCA OŚWIADCZYŁ, ŻE TAK, MÓWIŁEM, ALE TO NIE PROBLEM. SKOCZĘ DO POBLISKIEGO HOTELU PO KASĘ I  PO KŁOPOCIE. ON POCZEKA …
ŻAŁUJCIE, ŻE NIE MOGLIŚCIE ZOBACZYĆ WYRAZU TWARZY GUCIA, GDY WRESZCIE DO NIEGO DOTARŁO JAK DALEKO JEST NASZA NOCLEGOWNIA I ŻE NAKARMIŁ NAS ZA FRIKO. POŻEGNALIŚMY SIĘ JEDNAK UŚCISKIEM DŁONI Z UŚMIECHAMI NA TWARZACH.

WRACALIŚMY DO SYPIALNI KILKA GODZIN, BO ZACHCIAŁO NAM SIĘ SPACERÓW. SZLIŚMY DOSYĆ DŁUGO WZDŁUŻ NABRZEŻA MAJĄC PO PRAWEJ WODY MORZA KARAIBSKIEGO A PO LEWEJ WIEŻOWCE DRAPIĄCE BEZCHMURNE NIEBO. WRESZCIE MIELIŚMY DOŚĆ. WSIEDLIŚMY DO KOLEJNEGO TEGO DNIA COLECTIVO. ZNOWU USIŁOWANO ZE MNIE ZROBIĆ WAŁA. ONI TU ZDAJE SIĘ MAJĄ TO WE KRWI… NA CAŁE SZCZĘŚCIE TYM RAZEM MIAŁEM DROBNE. NIE REAGOWAŁEM NA ZACZEPKI KONDUKTORA USIŁUJĄCEGO WYCYCKAĆ ZE MNIE KILKA GROSZY WIĘCEJ.
POJAZD JECHAŁ NIEZNANĄ NAM TRASĄ I Z TEGO WSZYSTKIEGO WYSIEDLIŚMY TROCHĘ ZA DALEKO OD HOTELU. ZNOWU TRZEBA BYŁO IŚĆ PIESZO. MIELIŚMY DOŚĆ …

Z BUTA WZIĘLIŚMY DZISIAJ PONAD 10 km …

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *