27.02.2015 – SYDNEY

.

DZISIAJ NIE TRZEBA BYŁO WCZEŚNIE WSTAWAĆ … WYSPANI I NAJEDZENI UDALIŚMY SIĘ NA ZWIEDZANIE MIASTA. POSTANOWILIŚMY POSPACEROWAĆ, BY ZRZUCIĆ KILOGRAMY, KTÓRYMI OBROŚLIŚMY W CIĄGU OSTATNICH KILKU DNI. GRILLE, STEKI, JAGNIĘCINA, GRUBAŚNE WRAPY – TO WSZYSTKO ZACZĘŁO SIĘ NAM ODKŁADAĆ PO PRZYLOCIE Z AZJI…

SYDNEY OPERA

SYDNEY OPERA

.

NA POCZĄTEK ZROBILIŚMY SOBIE DŁUGI SPACER DO OPERY. IDĄC TAM ZWIEDZILIŚMY PIĘKNE NABRZEŻA WOOLOOMOOLOO Z PRZEKSZTAŁCONYMI W APARTAMENTY, STARYMI ZABUDOWANIAMI PORTOWYMI,

GALERIĘ SZTUKI NSW I KILKA LEŻĄCYCH PO DRODZE PARKÓW. PO DOTARCIU DO OPERY OBEJRZELIŚMY JĄ SOBIE OD FRONTU I POSZLIŚMY DO KAS ODEBRAĆ NASZE KUPIONE KILKA MIESIĘCY WCZEŚNIEJ BILETY NA „TOSKĘ”.

(PRZY OKAZJI…, JEŚLI WYBIERASZ SIĘ DO TEJ OPERY NA JAKIEKOLWIEK PRZEDSTAWIENIE, A NIE MASZ JESZCZE BILETÓW, JEST SZANSA NA NABYCIE ICH O 20% TANIEJ. TRZEBA TYLKO W JAKIŚ SPOSÓB POKAZAĆ, ŻE SIĘ MA ZNIŻKĘ DOSTĘPNĄ W WYDAWANYCH CO TYDZIEŃ INFORMATORACH NA TEMAT „CO I GDZIE” W SYDNEY).

BYŁO GORĄCO, WIĘC POSZLIŚMY WOKÓŁ ZATOKI, WZDŁUŻ JEJ NABRZEŻY DOCHODZĄC DO SŁYNNEGO SYDNEJSKIEGO MOSTU. TERAZ ULICZKAMI POŁOŻONYMI ZA NIM SZLIŚMY W KIERUNKU CHINATOWN. JAKBY NIE BYŁO, NOWY CHIŃSKI ROK JUŻ SIĘ ZACZĄŁ I WYPADAŁO TO JAKOŚ UCZCIĆ.

TU ZNAJDZIESZ MASĘ CHIŃSKIEGO JEDZENIA

TU ZNAJDZIESZ MASĘ CHIŃSKIEGO JEDZENIA

.

DOSZLIŚMY DO OPANOWANEJ PRZEZ CHIŃCZYKÓW DZIELNICY DOSYĆ SZYBKO, ZATRZYMUJĄC SIĘ NA DŁUŻSZĄ CHWILĘ W VICTORIA BUILDING – PIĘKNEGO WIKTORIAŃSKIEGO BUDYNKU – OBECNIE NIEDUŻEJ GALERII HANDLOWEJ. BYŁEM TUTAJ 11 LAT TEMU I BARDZO DOBRZE JĄ WSPOMINAŁEM. I TYM RAZEM NIE ZAWIODŁEM SIĘ – MIEJSCE JEST PIĘKNE.

IDĄC W STRONĘ CHIŃSZCZYZNY TRAFIŁEM TEŻ NA BARDZO DOBRY KANTOR CHYBA NA LIVERPOOL ST. NIE WIEDZĄC, JAKI JEST KURS W TYM DNIU NA WSZELKI WYPADEK SPYTAŁEM TYLKO ILE DOSTANĘ ZA US$. PODANO MI CENĘ, ZDECYDOWANIE WYŻSZĄ NIŻ TE, JAKIE PŁACONO W PERCIAKU. NIE WIEDZĄC, JAKIE SĄ TEGO DNIA CENY W INNYCH KANTORACH, NIE SPIESZYŁEM SIĘ Z WYMIANĄ. ZAPYTANO, JAKĄ CENĘ PROPONUJĘ. PO MOJEJ ODPOWIEDZI WYMIENIONO MI US$ TAK JAK CHCIAŁEM. PODOBNE CENY BYŁY W KILKU KANTORACH OBOK.

DOSZEDŁSZY DO CHINATOWN POCZULIŚMY GŁÓD. TRZEBA BYŁO COŚ WRZUCIĆ NA RUSZT. PRZECHADZAJĄC SIĘ JEDNĄ Z GŁÓWNYCH ULIC NATKNĘLIŚMY SIĘ NA BARDZO DOBRZE WYGLĄDAJĄCĄ, PEŁNĄ LUDZI RESTAURACJĘ – MASTER BOWL CHINESE RESTAURANT. NA KAŻDYM STOLE STAŁ, CO NAJMNIEJ JEDEN SPOREJ WIELKOŚCI WOK, Z KTÓREGO JEDZĄCY WYBIERALI SOBIE CO TAM CHCIELI. WYGLĄDAŁO I PACHNIAŁO BARDZO APETYCZNIE. USIEDLIŚMY, I OD SIEDZĄCYCH OBOK CHIŃCZYKÓW DOWIEDZIELIŚMY SIĘ JAK FUNKCJONUJE TA RESTAURACJA. NA PODANYM PRZEZ KELNERA KAWAŁKU KARKI TRZEBA ZAZNACZYĆ KRZYŻYKAMI JAKIE SKŁADNIKI CHCEMY MIEĆ W NASZYM WOKU. PRZY KAŻDYM SKŁADNIKU JEST PODANA CENA. ZAMÓWILIŚMY ŚREDNIEJ WIELKOŚCI WOKA Z CAŁĄ MASĄ MORSKICH DODATKÓW I KILKOMA RODZAJAMI TOFU ORAZ MAKARONEM W WERSJI BARDZO OSTREJ. PO JAKIŚ 15 min. PRZYNIESIONO NAM NASZE ZAMÓWIENIE. JEGO WIELKOŚĆ TROCHĘ NAS PRZERAZIŁA. ALE I TAK BYŁA SKROMNIEJSZA NIŻ TA, KTÓRĄ WCINAŁA PARA OBOK. ICH WYGLĄDAŁA NA BARDZO BOGATĄ W MIĘSO. NASZA AŻ SIĘ CZERWIENIŁA OD DUŻYCH KAWAŁKÓW CHILI. BYŁA JESZCZE JEDNA ISTOTNA RÓŻNICA. PARA OBOK WAŻYŁA SPOKOJNIE O 30, 40 KILO WIĘCEJ NIŻ MY…

 

“ŚREDNIA” PORCJA W “MASTER BOWL CHINESE RESTAURANT”

.

ZACZĘLIŚMY JEŚĆ. PYCHOTA, SZCZEGÓLNIE DOBRZE SMAKOWAŁA POPIJANA ZIMNYM PIWEM. ALE CHOCIAŻ BARDZO SIĘ STARALIŚMY – PODOBNIE JAK PARA OBOK – SKOŃCZYŁO SIĘ TO TAK SAMO. TRZEBA BYŁO POPROSIĆ O PRZYGOTOWANIE PACZUSZKI NA WYNOS. PRZYNIESIONO NAM RAŹNO DWIE SPOREJ WIELKOŚCI PLASTIKOWE MISKI Z PRZYKRYWKAMI I SAMI SOBIE NAŁOŻYLIŚMY TO, CO NAS INTERESOWAŁO, CZYLI WSZYSTKO. POWIEM TAK. NIE BYŁ TO TANI POSIŁEK, CHOCIAŻ NA POCZĄTKU WYGLĄDAŁO, ŻE BĘDZIE BARDZO TANI. CENA PRZEDE WSZYSTKIM POSZŁA W GÓRĘ ZE WZGLĘDU NA WYPITE PRZEZ NAS PIWO. Z A$ 88,60 KTÓRE ZAPŁACILIŚMY JEDZENIE KOSZTOWAŁO 68,60

POWOLI TRZEBA BYŁO IŚĆ W STRONĘ NASZEJ SYPIALNI…

W PEWNYM MOMENCIE BĘDĄC PO LIVERPOOL ST. ROBIĄCY ZDJĘCIA WOMBAT ZOSTAŁ ZAGADNIĘTY PRZEZ MIESZKAŃCA TEJ ULICY NA TEMAT TEGO, CO FOTOGRAFUJE. NA INTERESUJĄCEJ ROZMOWIE n/t OKOLICZNEJ ARCHITEKTURY UPŁYNĘŁO NAM KILKADZIESIĄT MINUT. PRZY OKAZJI NAPOTKANY DŻENTELMEN ZAPROSIŁ NAS NA DACH STYLOWEGO BUDYNKU ART DECO, W KTÓRYM MIESZKA (WIELKIE DZIĘKI !)

.

WIECZÓR W SYDNEY

WIECZÓR W SYDNEY

.

PODZIWIALIŚMY JAKIŚ CZAS CIEKAWĄ PANORAMĘ MIASTA, GAWĘDZĄC O ARCHITEKTURZE. ROZMOWA BYŁA NA TYLE CIEKAWA, ŻE NASZ NOWY ZNAJMY POSTANOWIŁ ODPROWADZIĆ NAS DO HOSTELU. TAM, OBJEDZENI CHIŃSZCZYZNĄ I ZMĘCZENI DŁUGIM SPACEREM W PEŁNYM SŁOŃCU, ZESZLIŚMY PRAWIE NATYCHMIAST…

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *