14.01.2015 – W VIENTIANE

.

W VIENTIANE BYLIŚMY PRZED 7:00, PO 10 GODZINACH JAZDY, CZYLI SPÓŹNIENI O GODZINĘ.

NA “PÓŁNOCNYM DWORCU AUTOBUSOWYM” NA SKRAJU MIASTA NATYCHMIAST DOPADŁ NAS RÓJ TUK-TUKOWYCH TAKSÓWEK. ZANIM ZDĄŻYŁEM POMYŚLEĆ, KIEROWCA JEDNEJ Z NICH CIĄGNĄŁ NAS DO SWOJEGO POJAZDU. PRZYTOMNIE WCZEŚNIEJ SPYTALIŚMY O CENĘ DOWIEZIENIA DO CENTRUM MIASTA. CHCIAŁ 20 000 OD OSOBY. PO 30 min JAZDY BYLIŚMY NA MIEJSCU. ZOSTAWIŁEM WOMBATA W RESTAURACJI PRZY MAŁYM GUEST HOUSIE, GDZIE CHCIANO ZA POKÓJ 150 000 I POSZEDŁEM NA ZWIAD. SZUKAJĄC CZEGOŚ TAŃSZEGO I POŁOŻONEGO W SPOKOJNIEJSZYM MIEJSCU TRAFIŁEM NA NIEŹLE WYGLĄDAJĄCY HAYSOKE GUESTHOUSE (1-2 HENGBOON ST. BAN HAYSOKE, VIENTIANE, LAO PDR; tel. 00856-21 219711/22 – UWAGA !!! NA MAPIE POKAZAŁEM ADRES POD KTÓRYM BYŁEM. PO NECIE LATAJĄ RÓŻNE ADRESY…). OGLĄDNĄŁEM DWA POKOJE (111, 222). OBA BARDZO PRZESTRONNE @ 150 000 KIPÓW KAŻDY. WI-FI NIESTETY TYLKO W LOBBY. WZIĄŁEM. NIE CHCIAŁO MI SIĘ SZUKAĆ DALEJ. CENA WYDAJE SIĘ NIEZŁA, SZCZEGÓLNIE NA STOLICĘ. POŁOŻENIE IDEALNE. NA JEDEN DZIEŃ ZWIEDZANIA REWELACJA. TRUDNO TRAFIĆ LEPIEJ.

.

POKÓJ W HAYSOKE GUESTHOUSE

POKÓJ W HAYSOKE GUESTHOUSE

.
WRÓCIŁEM PO WOMBATA. PRZYNIEŚLIŚMY NASZE BAGAŻE I WYSZLIŚMY DO MIASTA. PRAWIE NATYCHMIAST NATKNĘLIŚMY SIĘ NA INTERESUJĄCĄ ŚWIĄTYNIĘ VAT HAYSOKE Z DUŻĄ ILOŚCIĄ NAGROBNYCH STUP WOKÓŁ. PO JEJ ZWIEDZENIU POSZLIŚMY DALEJ. W AVISIE NA SETTHATHIRATH RD. DOSTALIŚMY NIEZŁĄ MAPĘ MIASTA. UWAGA !!! SĄ TAM TEŻ MAPY INNYCH WAŻNYCH TURYSTYCZNIE MIAST LAOSU – WARTO WSTĄPIĆ I SOBIE WZIĄĆ.

IDĄC W KIERUNKU PAŁACU PREZYDENTA WESZLIŚMY DO JESZCZE DWÓCH ŚWIĄTYŃ BUDDYJSKICH – WAT ONG TEU I WAT MIXAI. SPOTKALIŚMY TU FAJNĄ PARĘ AMERYKAŃSKĄ, Z KTÓRĄ MIJALIŚMY SIĘ NASTĘPNIE KILKA RAZY ZWIEDZAJĄC MIASTO. RZUCILIŚMY OKIEM NA RZECZYWIŚCIE OKAZAŁY PAŁAC RZĄDZĄCEGO I WESZLIŚMY DO ŚWIĄTYNI WAT SISAKET – NAJWAŻNIEJSZEJ CZĘŚCI TUTEJSZEGO MUZEUM NARODOWEGO.

PIĘKNE, NIEDUŻE MIEJSCE Z BARDZO CIEKAWĄ KONSTRUKCJĄ – ŚWIĄTYNIĄ WEWNĄTRZ (WAT SISAKET). UNIKALNA RZECZ. NIE WOLNO ROBIĆ ZDJĘĆ. ZWIEDZANIE SAMEGO MUZEUM TO NIE WIĘCEJ NIŻ 60 min. JEŚLI DO TEGO CHCESZ ZOBACZYĆ OTACZAJĄCE JE STUPY NAGROBNE I KOLEJNE MIEJSCE BUDDYJSKIEGO KULTU TO DODAJ JESZCZE 30 min. WSTĘP 5 000 / os.
PRAWIE NA WPROST ZNAJDUJE SIĘ TEŻ MUZEUM HOPHAKEO (HAW PHRA KAEW). WEJŚCIE 5 000 / os.
Z ULICY WCHODZISZ DO PARCZKU POPRZECINANEGO ŻYWOPŁOTAMI W STYLU FRANCUSKIM. JEŚLI MASZ SZCZĘŚCIE TO TRAFISZ NA LATAJĄCE TUTAJ PIĘKNE MOTYLE. MOŻESZ TEŻ ZOBACZYĆ JEDNĄ Z WAZ Z RÓWNINY DZBANÓW. W ŚRODKU GŁÓWNEGO BUDYNKU NIE WOLNO FOTOGRAFOWAĆ.
WC PRZY WEJŚCIU BARDZO CZYSTY W EUROPEJSKIM STYLU. WIZYTA ZAJMIE OKOŁO 30 min

NA WPROST OD PAŁACU PREZYDENTA BIEGNĄ TUTEJSZE POLA ELIZEJSKIE. ICH ZWIEŃCZENIEM JEST NIGDY NIEDOKOŃCZONY ŁUK TRIUMFALNY (PATUXAY; PATUXAI).
DOJŚCIE DO NIEGO – 1500 m ZAJĘŁO NAM ZE 45 min. SZLIŚMY WOLNYM KROKIEM SZUKAJĄC CZEGOŚ DOBREGO, ULICZNEGO NA ŚNIADANKO. IDĄC PRAWĄ STRONĄ MIJALIŚMY NIEZLICZONE STRAGANY, ALE NIGDZIE JEDZENIE NIE WYGLĄDAŁO APETYCZNIE.

MOŻE W POŁOWIE DROGI SKUSIŁEM SIĘ NA MROŻONĄ KAWĘ – LAOTAŃSKĄ SPECJALNOŚĆ SPRZEDAWANĄ PRZEZ STARSZĄ KOBIETĘ. LUDZIE, DOSTAŁEM 8 CUD ŚWIATA ZA 5 000 KIPOLI. WOW !!!

PO DOWLECZENIU SIĘ W UPALE DO ŁUKU TRIUMFALNEGO MADE IN LAOS I OGLĄDNIĘCIU TEJ IMPONUJĄCEJ BUDOWLI Z ZEWNĄTRZ ZNALEŹLIŚMY MOŻLIWOŚĆ WEJŚCIA NA JEJ SZCZYT ZA 3 000 KIPÓW OD ŁBA. OCZYWIŚCIE WESZLIŚMY. OKAZUJE SIĘ, ŻE ŁUK WEWNĄTRZ MA OGROMNIE DUŻO MIEJSCA, KTÓRE JEST CAŁKOWICIE ZAJĘTE PRZEZ MNIEJSZE LUB WIĘKSZE STRAGANY Z BADZIEWIEM.
PRZYPOMNIAŁY MI SIĘ NATYCHMIAST SUKIENNICE, TYLE, ŻE POZIOM ARTYSTYCZNY SPRZEDAWANYCH WYROBÓW JEST W KRAKOWIE DUŻO WYŻSZY. WIDOK Z GÓRY RZECZYWIŚCIE NIEZŁY. WARTO WEJŚĆ.

SKIEROWALIŚMY KROKI W STRONĘ HOTELU SZUKAJĄC CIĄGLE CZEGOŚ DO ZJEDZENIA. PO DRODZE OGLĄDNĘLIŚMY JESZCZE BARDZO STARĄ STUPĘ (THAT DAM) NA SKRZYŻOWANIU DWÓCH NIEWIELKICH ULIC. CIEKAWE.

CHWILĘ PÓŹNIEJ NATKNĘLIŚMY SIĘ NA DOBRZE WYGLĄDAJĄCE STOISKO Z RÓŻNEGO RODZAJU SHAKE’ami.

.

BARDZO MIŁA DZIEWCZYNA PRZYRZĄDZIŁA NAM DWA PYSZNE NAPOJE - GORĄCO POLECAMY

BARDZO MIŁA DZIEWCZYNA PRZYRZĄDZIŁA NAM DWA PYSZNE NAPOJE – GORĄCO POLECAMY

.

BARDZO MIŁA DZIEWCZYNA PRZYRZĄDZIŁA NAM DWA PYSZNE NAPOJE @ 30 000. SZKODA, ŻE NIE SPRZEDAWAŁA PRZY OKAZJI JEDZONKA. NIECO DALEJ, NIEDALEKO NASZEJ SYPIALNI NATKNĘLIŚMY SIĘ NA JAKIEGOŚ TYPU SUSZARNIĘ – “SABAIDEE SUSHI” ??. MIAŁEM OCHOTĘ NA POKAZANĄ NA ZDJĘCIU MISECZKĘ Z KURCZAKIEM @ 12 000. GDY JĄ ZAMÓWIŁEM OKAZAŁO SIĘ, ŻE PODANA CENA DOTYCZY JEDNEGO KAWAŁKA. TROCHĘ GŁUPI SPOSÓB NA WYCIĄGANIE PIENIĘDZY Z KIESZENI KLIENTA. ODMÓWIŁEM I ZAMÓWILIŚMY CALIFORNIAN ROLL. LICZNA, GNUŚNA ZAŁOGA NIE BYŁA ZUPEŁNIE SKOORDYNOWANA. CAŁE NASZE ŚNIADANIE, NAJMNIEJ CIEKAWE DOTYCHCZAS @ 35 000 KIPOLI. ?

W HOTELU SZYBKI PRYSZNIC I SRU … DO MIASTA. IDZIEMY W KIERUNKU RZEKI MIJAJĄC NIEZLICZONE ILOŚCI MIEJSC SERWUJĄCYCH JEDZENIE.
WZDŁUŻ RZEKI, NA BULWARACH CHYBA, JEST OGROMNY TARG NOCNY (QUAI FA GUM). RÓWNIEŻ NOCNY. TEN OGLĄDANY W LUANG PRABANG TO PIKUŚ W PORÓWNANIU DO TEGO. TO CO SIĘ TUTAJ DZIEJE NAJBARDZIEJ PRZYPOMINA RZYMSKĄ PORTA PORTESE. ?

.

 TARG NOCNY (QUAI FA GUM)

TARG NOCNY (QUAI FA GUM)

.

PRZECHODZĄC MIĘDZY STRAGANAMI I BIEGNĄCĄ OBOK ULICĄ CIĄGLE ROZGLĄDAMY SIĘ ZA MIEJSCEM GODNYM NASZEGO KULINARNEGO ZAINTERESOWANIA. ZNAJDUJEMY TAKIE COŚ BARDZO NIEDALEKO HOTELU, CIĄGLE NA w/w ULICY ZNAJDUJĄCEJ SIĘ NAD RZEKĄ. MIEJSCE NAZYWA SIĘ OCH. GH ORCHID GUEST HOUSE.

.

LOKALE POTRAWY - W ŚRODKU RYBIE ŻOŁĄDKI W RESTAURACJI ORCHID GUEST HOUSE

LOKALE POTRAWY – W ŚRODKU RYBIE ŻOŁĄDKI W RESTAURACJI ORCHID GUEST HOUSE

.

DOSTAJEMY ZGODĘ NA PRZYNIESIENIE WŁASNEGO WINA. POWOLI WRACAMY DO HOTELU. BIERZEMY RESZTKI NASZEGO KARTONU I WRACAMY DO RESTAURACJI. JEDZĄC NAPRAWDĘ DOBRE LOKALE  POTRAWY, Z KTÓRYCH JEDNA TO RYBIE ŻOŁĄDKI, DYSKUTUJEMY O ŻYCIU Z SIEDZĄCYMI OBOK DWOMA DŻENTELMENAMI. JEDEN Z NICH JEST TUBYLCEM, NATOMIAST DRUGI TO TRENER PIŁKI NOŻNEJ Z SINGAPURU. ZACZYNA SIĘ ROBIĆ PÓŹNAWO, A MY JUTRO SKORO ŚWIT WYLATUJEMY DO KUALA… CZAS WRACAĆ DO HOTELU…

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *