07.11.2017 – PIERWSZE GODZINY W CHIANG MAI

.

W TRAKCIE LOTU DO CHANG MAI CZEKAŁA NAS NIESPODZIANKA. JEDZENIE. DOSTALIŚMY KURCZAKA Z RYŻEM W CURRY SOSIE. BYŁ BARDZO DOBRY I WYLIZALIŚMY MISECZKI Z JEDZENIEM DO OSTATNIEGO ZIARENKA RYŻU…

PO WYJŚCIU Z LOTNISKA PRZESZLIŚMY PRZEZ SAMOCHODOWY PARKING, LICZĄC NA JAKĄŚ OKAZJĘ PRZEWOZU DO MIASTA. SPOSÓB SUGEROWANY PRZEZ BLOGERÓW.

PIERWSZA OKAZJA NIE BYŁA ATRAKCYJNA CENOWO. KIEDY DOSZLIŚMY DO ULICY PROWADZĄCEJ DO MIASTA POJAWIŁ SIĘ TUK-TUK. ZA CENĘ 120 THB DOJECHALIŚMY POD WSKAZANY PRZEZ NAS ADRES: GAP’S HOUSE. NIE ŻEBYŚMY TAM MIELI REZERWACJE, ALE MIAŁ DOBRE POŁOŻENIE I OCENY, A OD CZEGOŚ TRZEBA BYŁO ZACZĄĆ.

NIESTETY, WSZYSTKO MIĘLI ZAJĘTE… SKIEROWANO NAS NA SĄSIEDNIĄ ULICĘ. WIDOCZNE Z ODDALI SZYLDY WSKAZYWAŁY NA TO, ŻE OBFITUJE ONA W MIEJSCA DO SPANIA. I FAKTYCZNIE PARĘ DOMÓW DALEJ ZNALEŹLIŚMY POKÓJ DWUOSOBOWY Z ŁAZIENKĄ I KLIMĄ ZA 490 THB ZA NOC.
WYPOSAŻENIE SKROMNE. DWIE ŁAWY, NA KTÓRYCH MOŻNA POŁOŻYĆ BAGAŻ, NOCNY STOLIK, WIESZAK NA ŚCIANIE, ALE POKÓJ ROBI NIEZŁE WRAŻENIE.

HOSTEL NOSI NAZWĘ AMPAWAN HOUSE. ADRES: 7/1 RACHADAMNOEN RD SOI 5, AMPHOE MUEANG CHIANG MAI, CHANG WAT CHIANG MAI 50200, ULICZKA ODCHODZI OD ULICY RACHADAMNOEN.

PO WSTĘPNYM ROZŁADOWANIU BAGAŻY I OGARNIĘCIU SIĘ, WYCHODZIMY.

ULICZKAMI PEŁNYMI LUDZI, SKLEPÓW, LOKALI DOCIERAMY NA NOCNY BAZAR. PO DRODZE WCHODZIMY DO OTWARTYCH JESZCZE ŚWIĄTYŃ.

JEST CIEPŁO. W POWIETRZU UNOSZĄ SIĘ ZNAJOME ZAPACHY. ZACZYNA DO NAS DOCIERAĆ KOLEJNY RAZ UROK AZJI, KTÓRY TAK LUBIMY.

NA NOCNYM BAZARZE, JAK ZWYKLE, JEST WSZYSTKO. UBRANIA, KOSMETYKI, BIŻUTERIA, ŻYWNOŚĆ. NO I OCZYWIŚCIE COŚ DO JEDZENIA.

.

CHIANG MAI – NOCNY MARKET

.

DOCHODZIMY DO USYTUOWANEGO W FORMIE PROSTOKĄTA CIĄGU JEDZENIOWYCH BUD Z MIĘSEM, OWOCAMI MORZA, WARZYWAMI. POŚRODKU STOLIKI I STRAGANY Z RÓŻNYMI RODZAJAMI KIEŁBASEK, WARZYWNYM GRILLEM, SŁODYCZAMI.

ZACZĘLIŚMY OCZYWIŚCIE OD SAŁATKI Z ZIELONEJ PAPAI. RZECZY NIEISTNIEJĄCEJ U NAS, A BARDZO POPULARNEJ W BIRMIE, LAOSIE, NO I TAJLANDII. DO TEGO CURRY Z KALMARA I KALMARA SMAŻONEGO. NIESTETY, TEN OSTATNI BYŁ NIEDOBRY. TWARDY, GUMOWATY. KOLEJNY RAZ SIĘ PRZEKONAŁAM, ŻE W AZJI KUCHARZE NIE POTRAFIĄ GO ZROBIĆ. MISTRZAMI SĄ WŁOSI, HISZPANIE, GRECY. CHYBA, ŻE MAM NIEUSTAJĄCO PECHA.

KIEDY DOTARLIŚMY DO ŁÓŻKA NIE BARDZO WIEDZIELIŚMY W JAKIEJ STREFIE CZASOWEJ JESTEŚMY ALE ZASNĘLIŚMY NATYCHMIAST.

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *