09.11.2017 – CHIANG MAI. MIMO DOBREGO POCZĄTKU KULINARNE NIEPOWODZENIA

.

DZIEŃ POSTANOWILIŚMY ROZPOCZĄĆ OD DANIA, Z KTÓREGO SŁYNIE CHANG MAI, CZYLI OD KHO SOI. ZUPA CURRY Z MAKARONEM SMAŻONYM I GOTOWANYM, Z KURKUMĄ, CHILI, KURCZAKIEM LUB WOŁOWINĄ.

DANIE WYWODZI SIĘ Z KUCHNI CHIŃSKIEJ. WYCZYTAWSZY GDZIE SERWUJĄ JE NAJLEPSZE POSZLIŚMY POD WSKAZANY ADRES – LOKAL O NAZWIE KHAO SOY FUENG FAH PROWADZONY PRZEZ MUZUŁMANÓW W MUZUŁMAŃSKIEJ ENKLAWIE MIASTA.

KHOI SOI W CENIE 40 – 60 THB SMAKUJE BARDZO DOBRZE.

POTEM MUZEUM HISTORII LANNA MIESZCZĄCE SIĘ OBOK POMNIKA TRZECH KRÓLI. WSTĘP 90 THB OD OSOBY.
WARTO JE ZOBACZYĆ. MOŻNA DOWIEDZIEĆ SIĘ O ARCHITEKTURZE ŚWIĄTYŃ, OBYCZAJACH, STROJACH, ZAJĘCIACH, WIERZENIACH W KRÓLESTWIE LANNA.

PRZED WEJŚCIEM ZŁAPALIŚMY CZERWONY POJAZD, CZYLI PÓŁCIĘŻARÓWKĘ Z ŁAWKAMI NAPRZECIWKO SIEBIE. NAZYWA SIĘ TO OKROPNIE SKOMPLIKOWANIE SORNG-TAA-OU I RÓWNIE TRUDNO TO WYMÓWIĆ. PO USTALENIU CENY POJECHALIŚMY DO ŚWIĄTYNI DOI SUTHEP, POŁOŻONEJ NA WZGÓRZU, ZA MIASTEM.

DO ŚWIĄTYNI TRZEBA SIĘ WSPIĄĆ PO LICZNYCH SCHODACH. POŚRODKU OGROMNA ZŁOTA CHEDI Z RELIKWIĄ BUDY. WIERNI OBCHODZĄ JĄ TRZY RAZY, RECYTUJĄC MODLITWY. SKŁADAJĄ TAKŻE OFIARY, PALĄ ŚWIECZKI. CHEDI OTACZAJĄ ŚWIĄTYNIE, W KTÓRYCH MNISI UDZIELAJĄ BŁOGOSŁAWIEŃSTWA. TŁUMY LUDZI CHODZĄ WTE I WEWTE. WSZYSCY SIĘ FOTOGRAFUJĄ. JEST TEŻ WIDOKOWY PUNKT NA OKOLICĘ I MIASTO. NIE PORAŻA.

Z POWROTEM WRACALIŚMY TAK JAK PRZYJECHALIŚMY, CZYLI SORNG-TAA-OU. STOI TU ICH SZNUR GOTOWYCH DO JAZDY. CENA USTALONA W ZALEŻNOŚCI OD MIEJSCA, W KTÓRYM SIĘ WYSIADA W CHANG MAI. OD 60 DO 80 THB.

WYSIEDLIŚMY PRZY BRAMIE PRATU THA PHAE. CHCIELIŚMY OBEJRZEĆ KOLEJNE TARGI, A STAMTĄD BYŁO NAJLEPIEJ. PODESZLIŚMY DO TALAT SOMPHET, ALE NIE BARDZO BYŁO TAM CO ZJEŚĆ. CZĘŚĆ STOISK JUŻ ZAMKNIĘTO. ABY NIE OPAŚĆ CAŁKIEM Z SIŁ ZJEDLIŚMY KAWAŁEK KURCZAKA I RYBY Z GRILLA. MIĘSO BYŁO WYSUSZONE, KURCZAK BEZ SMAKU. KOSZTOWAŁO 40 THB.

KIEDY PRZEMIESZCZALIŚMY SIĘ NA TARG TALAT WATOROT ZACZĘŁO PADAĆ, A PO CHWILI LAĆ. DESZCZ NIE TRWAŁ DŁUGO.

JEDZENIE NA TARGU, GŁÓWNIE SMAŻONE NA GRILLU, SPRZEDAWANE JEST NA WYNOS. NIELICZNE JADŁODAJNIE, USYTUOWANE NA CHODNIKU WZDŁUŻ DOMÓW SERWOWAŁY RÓŻNEJ MAŚCI ZUPY. DO MISECZKI Z MAKARONEM DORZUCANO Z OLBRZYMICH GARÓW JAKIEŚ KULKI – MIĘSNE, RYBNE? SKOSZTOWALIŚMY Z OBOWIĄZKU KULINARNEGO, ALE NIE BARDZO NAM SMAKOWAŁO.

.

CHIANG MAI – ŚWIĄTYNIA WAT SAEN FANG

.

SAM TARG, MIMO, ŻE RENOMOWANY NIE ZROBIŁ NA NAS SPECJALNEGO WRAŻENIA. MOŻE, DLATEGO, ŻE WIDZIELIŚMY ICH DUŻO.

W NASZEJ DZIELNICY MIAŁA SIĘ MIEŚCIĆ KNAJPKA O NAZWIE AROON RAI. MIAŁA MIEĆ DOBRĄ KUCHNIĘ, A REKOMENDACJĄ BYŁA WIZYTA JEDNEGO Z GURU AMERYKAŃSKIEJ KUCHNI – ANTHONY BOURDAINA. MIELIŚMY TYLKO NAMIAR W STYLU: 100 m NA POŁUDNIE OD SŁYNNEJ BRAMY THA PHAE.

OBESZLIŚMY WSZYSTKO ZE STO RAZY I NIC. PYTANI SPRZEDAWCY SZEROKO OTWIERALI OCZY, AŻ W KOŃCU JAKO JEDYNA KOMPETENTNA OKAZAŁA SIĘ DZIEWCZYNA Z INFORMACJI TURYSTYCZNEJ. POKAZAŁA NAM KIERUNEK, W KTÓRYM MAMY IŚĆ.

NIE BYŁO TRUDNO TRAFIĆ. SZYLD BYŁ, NIE POWIEM DUŻY, ALE JAKOŚ NIE RZUCAŁ NAM SIĘ W OCZY. KIEDY STANĘLIŚMY PRZED WEJŚCIEM OKAZAŁO SIĘ, ŻE MAJĄ WAKACYJNĄ PRZERWĘ DO 15.11.2017

TO NIE BYŁ NASZ DZIEŃ NA DOBRĄ KOLACJĘ.

ZNUŻENI SZLIŚMY W STRONĘ DOMU. NA ULICY STAŁ WÓZEK KOMBAJN. TO BARDZO POPULARNĄ TUTAJ KONSTRUKCJA MIEJSCA JEDZENIOWEGO. WSZYSTKO SIĘ PORUSZA ZA POMOCĄ MOTORYNKI, RZADZIEJ ROWERU. PATRZĄC Z BOKU, JEST TO SKRZYNIA Z PÓŁKAMI Z BOKU I Z PRZODU, MAJĄCA KOŁA. MOŻNA JĄ POSTAWIĆ W DOWOLNYM MIEJSCU, GŁÓWNIE NA ULICY. OBOK STAWIA SIĘ WOK DO SMAŻENIA. SKRZYNIA JEST LODÓWKĄ, SZAFKĄ, SPIŻARNIĄ. TRZY ALBO I WIĘCEJ W JEDNYM.

DODATKOWO SĄ RÓŻNE PÓŁECZKI, PRZYSTAWKI, DOSTAWKI GDZIE MIESZCZĄ SIĘ PRZYPRAWY, TALERZYKI, INNE CUDA.
WÓZEK SERWUJE OKOŁO 10 POTRAW. SĄ WÓZKI BARDZIEJ WYSPECJALIZOWANE PRZYRZĄDZAJĄCE DWA LUB TRZY PRZYSMAKI.

“NASZ” WÓZEK MIAŁ DO TEGO WSZYSTKIEGO PRZYMOCOWANY OKRĄGŁY BLAT ZE STOLIKA. GENIALNOŚĆ KONSTRUKCJI  ZADZIWIAJĄCA.

Z REGUŁY JEDZENIE SERWOWANE Z TAKIEGO KOMBAJNU JEST NIEZŁE. ZDARZAJĄ SIĘ DANIA BARDZO DOBRE.

PRZYSIEDLIŚMY NA DWÓCH STOŁECZKACH NA JEZDNI OBSERWUJĄC TO, CO DZIEJE SIĘ DOOKOŁA. W MIĘDZYCZASIE PANI PRZYGOTOWYWAŁA NAM SAŁATKĘ Z PAPAI, MAKARON, CURRY.

ODZYSKAWSZY TROCHĘ WIGORU DOTARLIŚMY DO DOMU.

NASTĘPNEGO DNIA ROZPOCZYNAMY NAUKĘ W SZKOLE GOTOWANIA, WIĘC ODBIJEMY SOBIE JEDZENIOWE NIEPOWODZENIA.

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

.

Komentarze :

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *