14.11.2017 – SUKHOTHAI. EKSTAZA I UDRĘKA

.

ŚNIADANKOSEK SPOŻYTY NA ŚWIEŻYM POWIETRZU PRZED NASZĄ SYPIALNIĄ SKŁADAŁ SIĘ JAK ZAWSZE Z PRODUKTÓW NABYTYCH NA TARGU DZIEŃ WCZEŚNIEJ. TAKIE ROZWIĄZANIE UMOŻLIWIA CAŁKOWITĄ KONTROLĘ TEGO, CO I ZA ILE JEMY. GENERALNIE W TAJLANDII JEDZENIE JEST BARDZO TANIE I SPRAWDZA SIĘ ZASADA, ŻE TO ZAKUPIONE NA ULICY OD RESTAURACYJNEGO RÓŻNI TYLKO CENA. NIŻSZA OCZYWIŚCIE, GDY KUPUJESZ PROSTO Z GARA, LUB np. Z RUSZTU. NAJDROŻSZYM DODATKIEM JEST NAPÓJ POTRAFIĄCY KOSZTOWAĆ TYLE, CO JEDZENIE, ALBO – JAK W PRZYPADKU ALKOHOLU – JEGO WIELOKROTNOŚĆ.

W OLD SUKHOTHAI BARDZO BOGATA KOLACJA I ŚNIADANIE DLA 2 OSÓB – W TYM OWOCE KOSZTOWAŁA ŚREDNIO 25 BACIOLI, CZYLI ok US$ 7. WYCHODZI PO NIECAŁE US$ 2 ZA POSIŁEK. NAWET NAJBIEDNIEJSZY EMERYT Z POWSTAŁEJ Z KOLAN OJCZYZNY MIAŁBY SIĘ TU DOBRZE POD TYM WZGLĘDEM …

OSTATNI DZIEŃ W HISTORYCZNYM MIASTECZKU SPĘDZILIŚMY BEZ TOWARZYSTWA SKUTERKA. POZOSTAŁO NAM DO OGLĄDNIĘCIA TYLKO MUZEUM I NAJWAŻNIEJSZE – PARK HISTORYCZNY SUKHOTHAI.

POSTANOWILIŚMY ZACZĄĆ OD PARKU, BY POTEM W CHŁODNYM BUDYNKU MUZEUM ODPOCZĄĆ TROCHĘ OD UPAŁU, PRZED RUSZENIEM Z POWROTEM W KIERUNKU NIEZBYT ODDALONEGO J-SAFE GH.

BILETY, PODOBNIE JAK W POPRZEDNICH MIEJSCACH OLD SUKHOTHAI KOSZTUJĄ 100 BACIKÓW / os. WCHODZĄC GŁÓWNYM WEJŚCIEM OD RAZU NATYKASZ SIĘ NA STOISKO GDZIE ZA 60 BATÓW / os. MOŻNA NABYĆ MOŻLIWOŚĆ SKORZYSTANIA Z tzw. TRAMWAJU Z OPCJĄ HOP ON, HOP OFF. TAK PRZYNAJMNIEJ WYNIKA Z NAPISÓW NA BURCIE POJAZDÓW UDAJĄCYCH TRAMWAJE. SĄ TO W WIĘKSZOŚCI DUŻE, ELEKTRYCZNE WÓZKI, KURSUJĄCE PRZEZ OKRĄGŁY ROK CO 15 min WOKÓŁ WSZYSTKICH ZABYTKÓW W PARKU. NA BILECIE ZAZNACZONO, ŻE JEST ON WAŻNY TYLKO W DNIU WYSTAWIENIA, CO OCZYWISTE.
NIEZBYT CHĘTNI DO WAŁĘSANIA SIĘ PO PARKU PIESZO, ANI NIE CHCĄCY KORZYSTAĆ Z OPCJI POPRAWNIE EKOLOGICZNEJ, CZYLI JAZDY NA KOLE, NABYLIŚMY DROGĄ KUPNA BILETY NA HOP-HOPA. ZARAZ TEŻ WSIEDLIŚMY DO JEDNEGO Z NICH I ZOSTALIŚMY DOWIEZIENI DO PIERWSZEGO ZABYTKOSA – WAT MAHATHAT.

JEST TO OGROMNA, SKŁADAJĄCA SIĘ Z WIELU ZESPOŁÓW KAMIENNA ŚWIĄTYNIA I POZOSTAŁOŚCI PAŁACU.
SUPEROWA. ZWIEDZASZ JĄ 20 – 30 min.

NASTĘPNY TRAMWAJ PRZEWIÓZŁ NAS KILKASET METRÓW DALEJ, DO KOLEJNEJ ŚWIĄTYNI W STYLU HINDUSKIM Z CHIŃSKIMI WPŁYWAMI – WAT SI HAWAI. NA OGLĄDNIĘCIE WYSTARCZY 15 min.

HOP-HOPOWY TRANSPORT SPÓŹNIAŁ SIĘ. MINĘLO 5, POTEM 10 MINUT OD OKREŚLONEGO ROZKŁADEM CZASU A TU NIC NIE NADJEŻDŻA. ZACZĘLIŚMY IŚĆ. ZROBILIŚMY MOŻE Z 200 m, GDY POJAZD WYJECHAŁ ZZA ZAKRĘTU. WSKOCZYLIŚMY DOŃ, STARAJĄC SIĘ USTALIĆ, CO BYŁO POWODEM PONAD 20 min SPÓŹNIENIA. NIESTETY, ALBO KIERUJĄCA NIE ZROZUMIAŁA, O CO PYTAMY, ALBO – CO BARDZIEJ PRAWDOPODOBNE – NIE CHCIAŁA ZROZUMIEĆ.

KOLEJNY PRZYSTANEK – BARDZO CIEKAWE RESZTKI ZABUDOWAŃ. W POBLIŻU MIEJSCE GDZIE MOŻNA SIĘ CZEGOŚ NAPIĆ (I BYĆ MOŻE ZJEŚĆ). ZWIEDZANIE – BEZ KAWY ZAJMIE 15 min MAKSYMALNIE.
NIEDALEKO JEST TEŻ TOALETA.

OBOK SZTUCZNA WYSPA POŁĄCZONA MOSTKIEM Z LĄDEM STAŁYM. KOLEJNE 15-cie min OGLĄDANIA.

DALEJ ZNAJDZIECIE JESZCZE KILKA INTERESUJĄCYCH RZECZY, KTÓRYM TRZEBA SIĘ KONIECZNIE POPRZYGLĄDAĆ.

POSTANOWILIŚMY Z OKAZJI SPORYCH ZAPASÓW CZASOWYCH OBJECHAĆ CAŁOŚĆ RAZ JESZCZE. JAKIEŻ BYŁO NASZE ZDZIWIENIE, GDY POINFORMOWANO NAS, ŻE NASZA TRAMWAJOWO HOPKOWA PODRÓŻ DOBIEGŁA KOŃCA PRZY BRAMIE, KTÓRĄ WESZLIŚMY. ZUPEŁNIE NIE ROZUMIELIŚMY POKRĘTNEGO TŁUMACZENIA PANIENKI Z BIURA OBSŁUGI USIŁUJĄCEJ NAM WMÓWIĆ, ŻE ICH HOP ON, HOP OFF SYSTEM, OPARTY JEST O JEDNORAZOWY PRZEWÓZ OSÓB DOOKOŁA PARKU. NA MOJĄ PROŚBĘ, ŻE CHCĘ ZOBACZYĆ TO INFO NA BILECIE, WSKAZANO MI NAPIS: “USE IN DAY STAMP ONLY”. CZYLI BILET JEST WAŻNY W DNIU KUPNA. NIEZBYT ODKRYWCZE.

Z BILETU WYNIKAŁO JASNO, ŻE JECHALIŚMY TYLKO 3 Z 15 RAZY. CZĘŚCIOWO DLATEGO, ŻE CHCIELIŚMY SIĘ PRZEJŚĆ, ALE RÓWNIEŻ Z POWODU NIE POJAWIANIA SIĘ O OKREŚLONYM CZASIE KOLEJNEGO PRZEWOZU. USIŁOWAŁEM PRZEKONAĆ OBSŁUGĘ, IŻ SYSTEM DLATEGO NAZYWA SIĘ HOP ON HOP OFF, BY np. TAKIE DZIADKI JAK MY NIE PADŁY ZE ZMĘCZENIA CHODZĄC PO TAK DUŻEJ PRZESTRZENI. BEZSKUTECZNIE …

DOPIERO KIEDY POSTRASZYŁEM OPISANIEM TEJ SYTUACJI W INTERNECIE, ŁASKAWIE ZGODZONO SIĘ NA TO BYŚMY JESZCZE RAZ OBJECHALI CAŁĄ TRASĘ.
NIESTETY, STRACILIŚMY TAK DUŻO CZASU STARAJĄC SIĘ DOJŚĆ SWOJEGO, ŻE NIE ZDĄŻYLIŚMY ZOBACZYĆ ZBIORÓW MUZEALNYCH.

.

SUKHOTHAI – SZUKAMY MAKARONU W LOKALNYM STYLU …

.

CHCIELIŚMY UCZCIĆ OSTATNI DZIEŃ W TEJ CZĘŚCI TAJLANDII KOLACJĄ Z LOKALNYCH DAŃ W KTÓREŚ Z LICZNYCH TUTEJSZYCH RESTAURACJI. ZACZĘLIŚMY OD JADŁODAJNI ZWANEJ “SURRERAT RESTAURANT”. MENU WYGLĄDAŁO INTERESUJĄCO. WOMBAT ZAŻYCZYŁ SOBIE MAKARON Z KREWETKAMI, A JA ZIELONE CURRY. JEDZENIE BYŁO BARDZO DOBRE, CHOCIAŻ PORCJE MALEŃKIE. NIE MAJĄC DOŚĆ, RUSZYLIŚMY DALEJ. WOMBAT MIAŁ WIELKĄ OCHOTĘ NA MAKARON W LOKALNYM STYLU. SZUKAJĄC ODPOWIEDNIEGO, TRAFILIŚMY NA KOBIECINĘ SPRZEDAJĄCĄ KURZE ŁAPKI – MOJE ULUBIONE AZJATYCKIE DANIE, OD CZASU GDY ZJADŁEM JE PIERWSZY RAZ KILKA LAT TEMU W KL. PORCJA 3 W JEDNYM: SOLIDNA, TANIA I DOBRA, ZASPOKOIŁA NA CHWILĘ MOJE POTRZEBY KULINARNE. NIE NA DŁUGO. TUŻ OBOK WOMBACIK WYSZNUPAŁ W KACHA CAFFE SWÓJ MAKARON, A JA MUSIAŁEM TEŻ COŚ ZJEŚĆ DO TOWARZYSTWA. WZIĄŁEM CZERWONE CURRY. NIEZŁE. NATOMIAST DANIE WOMBATA ZUPEŁNA PORAŻKA…

CZYŻBY SUKHOTHAI CHCIAŁO NAS ZA COŚ UKARAĆ?

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *