10.11.2017 – SZKOŁA GOTOWANIA, CZYLI JAK ZOSTAĆ MASTER CHEFEM I JEŚĆ CAŁY DZIEŃ

.

O 8:50 MIELIŚMY ROZPOCZĄĆ NAUKĘ W SZKOLE GOTOWANIA.

PIETRUSZCE TAK SMAKOWAŁO JEDZENIE U MUZUŁMANÓW, ŻE RANO SKOCZYŁ TAM NA ŚNIADANIE. MÓWIŁ, ŻE JADŁ ZUPĘ Z JAKIEGOŚ BAWOLEGO OGONA.
JA NIGDZIE SIĘ NIE RUSZAŁAM Z ŁÓŻKA, BO PRZECIEŻ NIE BĘDĘ JADŁA NIC JAK MAM CAŁY DZIEŃ GOTOWAĆ I JEŚĆ.

PRZED PÓJŚCIEM DO SZKOŁY WYPIŁAM ZIELONĄ HERBATKĘ U JOGINÓW NAPRZECIW NASZEGO HOSTELU. NIE ZASTOSOWAŁAM SIĘ JEDNAK DO ZALECEŃ WPISANYCH W MENU I NIE MEDYTOWAŁAM PODCZAS PICIA. CHOCIAŻ CZAS PRZYRZĄDZANIA TEJ HERBATY BYŁ TAKI, ŻE MOŻNA BYŁO ZGODNIE Z JEDNĄ Z BUDDYJSKICH ZASAD POZBYĆ SIĘ POŻĄDANIA PRAGNIENIA.

GENERALNIE ULICZKA, NA KTÓREJ MIESZKALIŚMY JEST SUPER MIEJSCEM. MOŻNA DOJŚĆ Z NIEJ W 7 MINUT DO TARGU SOMPHET, ALBO DO MURÓW STAREGO MIASTA.

SZKOŁA  ASIA SCENIC THAI COOKING SCHOOL MIEŚCI SIĘ KILKA DOMÓW DALEJ OD NASZEGO MIEJSCA SPANIA. TO JEDNA Z TRZECH RENOMOWANYCH SZKÓŁ W CHANG MAI. KURSY GOTOWANIA SĄ PÓŁ LUB CAŁODZIENNE. MOŻNA JE ODBYWAĆ NA MIEJSCU LUB NA FARMIE.

MY WYBRALIŚMY KURS CAŁODZIENNY NA MIEJSCU. CENA 1000 THB OD OSOBY.

PRZESTRONNE POMIESZCZENIA SZKOŁY MAJĄ TRZY ODRĘBNE KUCHNIE PO 12 STANOWISK Z PALNIKAMI KAŻDA, STOŁY DO JEDZENIA I DO PRZYGOTOWYWANIA POTRAW. OPRÓCZ TEGO MAŁY OGRÓDEK, W KTÓRYM ROSNĄ RÓŻNE ZIOŁA.

NA KURSIE BYŁO NAS ŁĄCZNIE 11 OSÓB. TAJWAŃCZYCY, KOREANKI, AMERYKANIN, SZKOTKA. KAŻDA DOSTAŁA MENU DO GOTOWANIA I WYBRAŁA 7 POTRAW, KTÓRE BĘDZIE GOTOWAĆ.

NAUCZYCIELKA OPOWIEDZIAŁA NAM O KUCHNI TAJSKIEJ I ZAPROWADZIŁA NA POBLISKI TARG DEMONSTRUJĄC PRODUKTY W NIEJ UŻYWANE. PO POWROCIE, UZUPEŁNIŁA WYKŁAD POKAZUJĄC NAM PRZYPRAWY Z PRZYKUCHENNEGO OGRÓDKA.

NA POCZĄTKU DOSTALIŚMY MALUTKĄ PRZEKĄSKĘ Z OBJAŚNIENIEM JAK JĄ JEŚĆ. BYŁY TO LISTKI BETELU, KTÓRE SKŁADAŁO SIĘ W SPECJALNY SPOSÓB. DO TAK STWORZONEJ TOREBECZKI WKŁADAŁO SIĘ DROBNO POKROJONĄ CEBULKĘ, ORZESZKI, COŚ ZIELONEGO, IMBIR; SKRAPIAŁO LIMONKĄ, I DO BUZI. TAKIE NIC, A JAKIE DOBRE.

CAŁY CZAS NA STOLE JEST ZIMNA WODA DO PICIA.

POTEM ZACZĘLIŚMY GOTOWAĆ. KAŻDY GOTUJE TO, CO WYBRAŁ. GENERALNIE WSZYSCY GOTOWALI ZUPĘ, DANIE GŁÓWNE, SAŁATKĘ, DESER, JEDNO CURRY. DANIEM WSPÓLNYM BYŁY SAJGONKI.

JA Z AMERYKANINEM ROBIŁAM FARSZ DO SAJGONEK DLA WSZYSTKICH. NAJGORSZE BYŁO UCIERANIE PRZYPRAW, ABY STWORZYĆ PASTĘ DO DANIA CURRY. ROBILIŚMY TO W DUŻYCH MOŹDZIERZACH. TRZEBA BYŁO SIĘ SPORO NAMĘCZYĆ, ABY TO DOBRZE ZROBIĆ.

NAUCZYCIELKA WSPANIAŁE POKAZYWAŁA I TŁUMACZYŁA, CO I JAK GOTOWAĆ. CHODZIŁA MIĘDZY NAM PODPOWIADAJĄC JAK I KIEDY DODAĆ KOLEJNE SKŁADNIKI DANIA. PODKRĘCAŁA, LUB PRZYKRĘCAŁA GAZ W NASZYCH PALNIKACH. DLA KOREANEK CZY TAJWAŃCZYKÓW TEN BUCHAJĄCY PŁOMIEŃ BYŁ PROSTSZY DO OPANOWANIA, BO WOKA UŻYWA SIĘ W CAŁEJ AZJI.

PRODUKTY, Z KTÓRYCH GOTOWALIŚMY BYŁY JUŻ POKROJONE.

PIERWSZE EFEKTY GOTOWE DO ZJEDZENIA OSIĄGNĘLIŚMY OKOŁO 12-tej. MNIE MOJE BARDZO SMAKOWAŁY – SAJGONKI Z SAŁATKĄ Z GLASS NOODLES (MAKARONU SOJOWEGO) ORAZ KULTOWY MAKARON PAD THAI.

O13-tej ZACZYNALIŚMY DRUGĄ TURĘ GOTOWANIA. PO ZUPIE TOM YAM I MASSAMAN CURRY Z KURCZAKA MYŚLAŁAM, ŻE JUŻ NIE DAM RADY ZJEŚĆ DESERU – FIOLETOWEGO, BARDZO KLEISTEGO RYŻU GOTOWANEGO W MLECZKU KOKOSOWYM Z MANGO. RYŻ ZOSTAŁ ZABARWIONY WYWAREM Z MALUTKICH KWIATKÓW. MOŻNA JE KUPIĆ NA TARGU. WYWAR Z NICH JEST PONOĆ BARDZO ZDROWY.

DZIEŃ W SZKOLE PRZEBIEGŁ BARDZO SZYBKO. CAŁOŚĆ ŚWIETNIE ZORGANIZOWANA, A ZABAWA JEST TAK DOBRA, ŻE POLECAM JĄ WSZYSTKIM. NA KOŃCU PREZENT OD SZKOŁY, KSIĄŻKA KUCHARSKA Z PRZEPISAMI NA WSZYSTKIE DANIA.

.

CHIANG MAI – ZAJĘCIA W ASIA SCENIC THAI COOKING SCHOOL

.

WIECZOREM, JAKBY NAM BYŁO ZA MAŁO JEDZENIA, CHCIELIŚMY PÓJŚĆ NA KOLACJĘ DO HUEN PHEN. UZNALIŚMY, ŻE SKORO PIERWSZEGO DNIA PRAWIE NIC NIE JEDLIŚMY, TO MUSIMY TO NADROBIĆ. WTEDY NAM SIĘ ZGODZI LICZBA POSIŁKÓW W STOSUNKU DO CZASU POBYTU.

HUEN PHEN TO RENOMOWANA RESTAURACJA Z DANIAMI KUCHNI PÓŁNOCY. JEST TAK POPULARNA, ŻE TRZEBA CZEKAĆ NA STOLIK. WARTO TAM PÓJŚĆ I NAWET CHWILKĘ POCZEKAĆ.

STYLIZOWANY, ANTYCZNY WYSTÓJ. DANIA MAJĄ OKREŚLONĄ SIŁĘ RAŻENIA OSTROŚCIĄ, PRZYZWOITE CENY.

DWA DANIA Z TRZECH JAKIE JEDLIŚMY, BYŁY CHARAKTERYSTYCZNE DLA KUCHNI PÓŁNOCY. SAŁATKA Z KIEŁBASY Z CHANG MAI I NAM PRIK NUM, CZYLI DIP Z ZIELONEJ PAPRYKI.

TA KIEŁBASA TO NIE JEST TAKA ZWYKŁA KIEŁBASA. W TEJ KIEŁBASCE O RÓŻNYM STOPNIU OSTROŚCI MOŻNA ZNALEŹĆ SMAKI IMBIRU, TRAWY CYTRYNOWEJ, BAZYLII, KOLENDRY. JEST INNA OD TEJ, JAKĄ MY ZNAMY I JEMY.

JEDZENIE W HUEN PHEN BYŁO ŚWIETNE.

PO TYM CAŁODNIOWYM OBŻARSTWIE DOWLEKLIŚMY SIĘ DO DOMU MAJĄC O 2 kg WAGI WIĘCEJ.

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

.

Komentarze :

  1. Danuta Brzezicka

    Cudowna relacja,rozumiem Dana że swoją dotychczasową swietną kuchnię podkręcisz jeszcze dodatkami z kursu gotowania,a może poprowadzisz w Polsce takie warsztaty/proszę mnie zapisać/
    Muszę znowu wrócic do Tajlandii !!! a Chiang Mai jest moim miejscem na mapie jak nie będzie już można wytrzymać w kraju.Piszcie dalej.Pozdrowienia.
    Dana Sakława

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *