12.11.2017 – ŁAMANIE OBIETNIC – JAK PODRÓŻOWAĆ I CO JEŚĆ W STARYM SUKHOTHAI

.

RANO ZASTANAWIALIŚMY SIĘ GDZIE ZJEŚĆ NASZE ŚNIADANKO.

PIETRUSZKA POSZEDŁ DO RECEPCJI PO HERBATĘ I ZAUWAŻYŁ, ŻE PRZED NASZYM HOSTELEM SĄ STOŁY Z TABORETAMI, STYLIZOWANE NA PNIE DRZEW.
ZESZLIŚMY Z RZECZAMI NA DÓŁ I KIEDY ZACZĘLIŚMY ROZKŁADAĆ NASZE DOBRA POJAWIŁA SIĘ GRUPA TAJÓW, KTÓRA ROZŁOŻYŁA SIĘ ZE SWOIM ŚNIADANIEM PRZY STOLIKU OBOK. WYMIENILIŚMY UKŁONY, POCHWALILIŚMY TAJSKIE JEDZENIE I ZACZĘLIŚMY JEŚĆ.

TEGO DNIA PO ŚNIADANIU ZŁAMAŁAM DANĄ SOBIE OBIETNICĘ, ŻE JUŻ NIGDY NIE WSIĄDĘ Z PIETRUSZKĄ NA DWUKOŁOWY POJAZD Z MOTOREM.

ŻYCIE BYWA JEDNAK TRUDNE I TRZEBA ŁAMAĆ ZASADY W IMIĘ CELÓW WYŻSZYCH. NIE DA SIĘ OBEJRZEĆ PARKU HISTORYCZNEGO POZA STREFĄ CENTRALNĄ NA PIECHOTĘ.

ALBO ZASADY, ALBO KRÓLESTWO SUKHOTHAI.

JUŻ BYŁ TAKI JEDEN, KTÓRY DOSTAŁ KORONĘ FRANCJI ZA MSZĘ, WIĘC I JA MOGŁAM SIĘ UGIĄĆ.

NASZA ULICZKA WYDAWAŁA MI SIĘ CAŁA RODZINNYM INTERESEM. W CIĄGNĄCYCH SIĘ WZDŁUŻ CHODNIKA BUDYNKACH BYŁO WSZYSTKO. NIE TYLKO HOSTEL CZY HOTEL, SKLEP; ALE I PRALKI Z MIEJSCEM DO SUSZENIA, WYPOŻYCZALNIA ROWERÓW I MOTORÓW, MASAŻ.

WYNAJĘLIŚMY WIEC NA CAŁY DZIEŃ MAŁĄ HONDĘ Z AUTOMATYCZNĄ SKRZYNIĄ BIEGÓW ZA 200 THB.
DOSTALIŚMY KASKI I W DROGĘ. NIKT NIE PYTAŁ NAWET CZY UMIEMY NA TYM JEŹDZIĆ.

NIE POWIEM, LEKKO TRZĘSŁAM SIĘ ZE STRACHU BOJĄC SIĘ TWARDEGO LĄDOWANIA NA ZIEMI, JAK TO ZDARZYŁO SIĘ PARĘ RAZY W BAGANIE, W BIRMIE.

RUSZYLIŚMY DELIKATNIE I PRZEJECHALIŚMY GŁÓWNĄ ULICĄ STAREGO MIASTA. POTEM PRZEZ RONDO I SKRĘCILIŚMY W PRAWO W STRONĘ WSCHODNIEJ STREFY ŚWIĄTYŃ.

PRZEZ CAŁY DZIEŃ OBJEŻDŻALIŚMY WSKAZANE NA MAPIE OKOLICE SUKHOTHAI.
ZATRZYMYWALIŚMY SIĘ, CO CHWILĘ, ABY PODEJŚĆ POD KOLEJNE RUINY. PANOWAŁ SPOKÓJ, BRAK ZGIEŁKU.

.

SUKHOTHAI – MOTORYNKĄ WOKÓŁ HISTORII

.

SPĘDZILIŚMY TAK CAŁY DZIEŃ USIŁUJĄC DOTRZEĆ DO WSZYSTKICH ZABYTKÓW POKAZANYCH NA MAPIE.

WRACAJĄC POJECHALIŚMY POD ZABUDOWANIA PO LEWEJ STRONIE OD POLICYJNEJ BUDKI W CENTRUM MIASTECZKA, PATRZĄC WPROST NA POLICJĘ.

TO TARG, NA KTÓRYM MOŻNA DOSTAĆ SMAŻONE NA GRILU MIĘSO, OŚMIORNICZKI, KIEŁBASKI, SZASZŁYKI Z CZĘŚCI KURCZAKA, SAŁATKI, ALE TAKŻE PRODUKTY NIEPRZETWORZONE. MIĘSO, WARZYWA, OWOCE.

BARDZO NAS TO UCIESZYŁO I KUPILIŚMY SOBIE RÓŻNOŚCI NA KOLACJĘ I Z ROZPĘDU NA ŚNIADANIE.

OD CZEGO MA SIĘ LODÓWKĘ.

DLA MNIE HITEM BYŁY PĘCZKI BIAŁYCH GRZYBKÓW O LEKKO HALUCYNOGENNYM WYGLĄDZIE, PRZEWIĄZANE PASECZKIEM CZEGOŚ, CO WYGLĄDA I SMAKUJE JAK SZYNKA SŁABEJ KLASY. CAŁOŚĆ PIECZONA NA GRILLU. DO TEGO KUPILIŚMY SAŁATKĘ Z ZIELONEJ PAPAI. NO I KIEŁBASKĘ.

TRZEBA TEŻ PRZYZNAĆ BEZ BICIA, ŻE TUTEJSZE KIEŁBASKI Z GRILLA SĄ MOIM FAWORYTEM. KIEDY CZYTAŁAM W INTERNECIE O TAJSKIM JEDZENIU I WYMIENIANO KIEŁBASKĘ TO NIE WIERZYŁAM, ŻE MOŻNA JĄ TAK POLUBIĆ. TAK TO JEST JAK SIĘ MA OGRANICZONĄ WYOBRAŹNIĘ.

USTALAJĄC NASZ PLAN PODRÓŻY CHCIELIŚMY POJECHAĆ TAKŻE DO SI SATCHANALAI.
TO TAKŻE PARK HISTORYCZNY Z CIEKAWYMI ŚWIĄTYNIAMI. DLA NIEKTÓRYCH BARDZIEJ INTERESUJĄCY NIŻ SUKHOTHAI.
TAK NAM SIĘ SPODOBAŁO, ŻE POJEDZIEMY OCZYWIŚCIE MOTORKIEM.

ODLEGŁOŚĆ DO PARKU HISTORYCZNEGO TO 54 km W JEDNĄ STRONĘ, ALE CO TO DLA NAS, JEDNODNIOWYCH WETERANÓW SZOS.

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *