14.11.2017 – NIEPOWODZENIA W SUKHOTHAI

.

NARESZCIE PRZYSZEDŁ CZAS NA ZOBACZENIE NAJWIĘKSZEGO HITU, CZYLI PARKU HISTORYCZNEGO SUKHOTHAI – STREFY CENTRALNEJ. NAJPIĘKNIEJSZYCH ŚWIĄTYŃ DAWNEGO KRÓLESTWA.

RANO GRZEBALIŚMY SIĘ TROCHĘ, ALE DO PARKU DOTARLIŚMY W ODPOWIEDNIEJ PORZE, CZYLI OKOŁO POŁUDNIA.

WEJŚCIE DO PARKU 100 THB OD OSOBY. PO WEJŚCIU OKAZAŁO SIĘ, ŻE PO TERENIE PARKU PORUSZA SIĘ POJAZD W SYSTEMIE HOP ON, HOP OFF. JEŹDZI DOOKOŁA. ZATRZYMUJE SIĘ NA 15-tu PRZYSTANKACH. CZAS OCZEKIWANIA NA KOLEJNY AUTOBUS TO OKOŁO 15-20 MINUT. CENA 60 THB.

NATYCHMIAST WYKUPILIŚMY PRZEJAZD PO PARKU I ROZSIEDLIŚMY SIĘ W CZEKAJĄCYM NA TURYSTÓW POJEŹDZIE.

PO CHWILI RUSZYLIŚMY. PIERWSZY PRZYSTANEK NAJPIĘKNIEJSZY ZE WSZYSTKICH WAT MAHATHAT WYBUDOWANY W XIII w. DLA MNIE NAJPIĘKNIEJSZA ŚWIĄTYNIA W TYM REJONIE.

DOJECHALIŚMY DO NASTĘPNEGO WATU. OBEJRZELIŚMY GO, ZROBILIŚMY ZDJĘCIA I CHCIELIŚMY RUSZYĆ DALEJ. CZEKALIŚMY NA PRZYSTANKU 20 MINUT, ALE NIC NIE JECHAŁO, WIEC POSZLIŚMY NA PIECHOTĘ.

PODZIWIAJĄC KOLEJNE ŚWIĄTYNIE DOSZLIŚMY DO KAWIARNI, GDZIE WYPILIŚMY HERBATĘ I KAWĘ. TUTEJSZA KAWA MA BARDZO DOBRĄ OPINIĘ A PIETRUSZKA SZCZEGÓLNIE ROZMIŁOWAŁ SIĘ W KAWIE MROŻONEJ.

PARK JEST PIĘKNIE UTRZYMANY. ŚWIĄTYNIE Z CHEDI W FORMIE LOTOSU CZY DZWONU, POSĄGI BUDDY POKAZUJĄ WIELKOŚĆ KRÓLESTWA ŚWITU SZCZĘŚCIA, MIMO ŻE TRWAŁO ONO TYLKO 200 LAT.

NIE FAJNY JEST NATOMIAST PRZEJAZD PO PARKU. BARDZO DŁUGO CZEKA SIĘ NA KOLEJNY PRZEWÓZ. DO TEGO STOPNIA, ŻE ZAMIAST 15 PRZEJAZDÓW MIĘDZY ŚWIĄTYNIAMI ODBYLIŚMY TYLKO TRZY.

KIEDY DOSZLIŚMY PRAWIE DO WYJŚCIA, MÓWIĘ DO PIETRUSZKI: CHODŹ, OBJEDZIEMY JESZCZE RAZ PORZĄDNIE WSZYSTKO. UTRWALIMY SOBIE CO WIEDZIELIŚMY.

GDY WSIEDLIŚMY DO TRAMWAJU PONOWNIE, ZGODNIE Z ZASADĄ HOP ON, HOP OFF, KTÓRA POZWALA NA JAZDĘ W OKREŚLONYM CZASIE DOWOLNĄ ILOŚĆ RAZY, UZNANO, ŻE NIE MAMY PRAWA JECHAĆ, BO BILET OBEJMUJE TYLKO JEDEN PRZEJAZD.

.

 

PARK HISTORYCZNY SUKHOTHAI – TRANSPORT HOP ON, HOP OFF

.

WYKŁÓCALIŚMY SIĘ ZAWZIĘCIE O MOŻLIWOŚĆ KOLEJNEJ JAZDY. NIE TYLKO DLATEGO, ŻE PONAD POŁOWĘ TRASY SZLIŚMY PIECHOTĄ (NIC NIE JECHAŁO) ALE DLATEGO, ŻE REGUŁY HOP ON, HOP OFF POZWALAJĄ NA JAZDĘ W OKREŚLONYM PRZEDZIALE CZASOWYM DOWOLNĄ ILOŚĆ RAZY.

OBSŁUGA PARKU NIE CHCIAŁA SŁUCHAĆ NASZYCH WYJAŚNIEŃ. W DRODZE WYJĄTKU POZWOLONO NAM WSIĄŚĆ DO WAGONU I POJECHAĆ KILKA PRZYSTANKÓW. BYLIŚMY ZNIESMACZENI CAŁĄ TĄ SYTUACJĄ.

NA KOLACJĘ TYM RAZEM WYBRALIŚMY SIĘ DO CENTRUM. OMIJALIŚMY TE KNAJPKI, W KTÓRYCH SERWOWANO MIESZANKĘ DAŃ TAJSKICH I EUROPEJSKICH.

W PIERWSZEJ PEŁNEJ TAJÓW “SURRERAT RESTAURANT”, DOSTALIŚMY BARDZO DOBRE JEDZENIE, ALE PORCJE ALBO BYŁY JAKIEŚ MAŁE, ALBO MY BYLIŚMY ZBYT GŁODNI. OBSŁUGA BEZ ZARZUTU. TAJSKI MAITRE D’HOTEL POSADZIŁ NAS PRZY STOLIKU, PRZYJĄŁ ZAMÓWIENIE I DO KOŃCA MIAŁ NA NAS OKO. JAK ZWYKLE JADŁAM MAKARON. PŁACILIŚMY 190 THB.

SZLIŚMY SIĘ DALEJ GŁÓWNĄ ULICĄ AŻ PIETRUSZKA WYPATRZYŁ BABCIĘ Z KURZY ŁAPKAMI W GARNKU. MARUDZIŁ ZA TYMI ŁAPKAMI OD PARU DNI. KUPIŁ WIĘC TE ŁAPKI ZALANE JAKIMŚ ROSOŁEM. ZJADŁ WSZYSTKO CHWALĄC BABCIĘ. KŁANIAŁ SIĘ W PAS PRZED NIĄ.

SZLIŚMY DALEJ. ŻYCIE NOCNE W SUKHOTHAI NIE BYŁO CIEKAWE, RACZEJ NUDNAWE. SAMA NIE WIEM DLACZEGO WESZLIŚMY DO JAKIEGOŚ NASTĘPNEGO LOKALU. MOŻE DLATEGO, ŻE BYŁ JASNO OŚWIETLONY.

ZAMÓWIŁAM KOLEJNY MAKARON. BYŁ TO NAJGORSZY MAKARON JAKI JADŁAM W SWOIM ŻYCIU. BEZ SMAKU, BEZ WYRAZU, Z KAWAŁKIEM CUKRU PALMOWEGO RZUCONEGO NA JEGO ZWÓJ. WIEDZIAŁAM, ŻE TAK PODANY MAKARON NALEŻY DOPRAWIĆ. MIMO SOSU RYBNEGO, OSTREJ ŚWIEŻEJ PAPRYCZKI I SUSZONEGO CHILI MAKARON BYŁ NIEDOBRY. ZJADŁAM PARĘ KĘSÓW, RESZTĘ ZOSTAWIŁAM. PIETRUSZKA ZAMÓWIŁ JAKĄŚ ZUPĘ I CHWALIŁ JĄ. WIDOCZNIE TO BYŁ JEGO DZIEŃ.

W DOMU KIELISZEK RUMU I SOLONE MIGDAŁY UKOIŁY MOJE PODNIEBIENIE I PRZYWRÓCIŁY UFNOŚĆ W TAJSKĄ KUCHNIĘ.

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *