16.11.2017 – NOC CUDÓW (PODRÓŻ Z KANCHANABURI DO SURIN PRZEZ KORAT)

.

PIETRUSZKA W ŚRODKU NOCY POSZEDŁ NAD RZEKĘ ROBIĆ ZDJĘCIA WSCHODU SŁOŃCA. PO PRZYJŚCIU STWIERDZIŁ, ŻE WSZYSTKO JEST DALEKO I ZASNĄŁ.

RANO OKAZAŁO SIĘ TO PRAWDĄ. ABY DOTRZEĆ DO MIEJSC, KTÓRE CHCIELIŚMY ZOBACZYĆ WSIEDLIŚMY DO BARDZO ŚMIESZNEGO POJAZDU. DO BOKU SKUTERA PRZYTROCZONA JEST METALOWA KONSTRUKCJA W FORMIE ZBLIŻONEJ DO KWADRATU SKRZYNI. W SKRZYNI SĄ DWIE ŁAWECZKI. NIEKIEDY SCHODEK DO WEJŚCIA NIEKIEDY NIE. SKRZYNIA MA JEDNO KOŁO, NA RÓWNOLEGŁYM DO MOTOCYKLA BOKU. GENIALNA KONSTRUKCJA.

DOJECHALIŚMY TYM DO MOSTU. NIE BYŁO GO PRAWIE WIDAĆ, BO TAKI BYŁ TŁUM LUDZI.

STANDARDOWO, JAK WSZYSCY, PRZESZLIŚMY MOST, ZROBILIŚMY ZDJĘCIA.

NADJECHAŁ POCIĄG JADĄCY DO NAM TOK. WSIADŁO DO NIEGO WIELE OSÓB. W CHWILĘ POTEM LOKOMOTYWA ZAHACZYŁA O ZWISAJĄCE KABLE ELEKTRYCZNE. CAŁY TŁUM Z ZAPARTYM TCHEM OBSERWOWAŁ PODNOSZENIE KIJAMI PRZEWODÓW.
W KOŃCU SKŁAD PRZEJECHAŁ, A MY PODESZLIŚMY DO MIEJSCA GDZIE STOI AUTENTYCZNA LOKOMOTYWA Z OKRESU BUDOWY MOSTU.

.

KANCHANABURI – ORYGINALNY PAROWÓZ Z OKRESU BUDOWY LINII KOLEJOWEJ

.

CHCIELIŚMY JECHAĆ NA CMENTARZ WOJENNY CHONG KAI, KTÓRY JEST POŁOŻONY POZA MIASTEM. POTARGOWALIŚMY SIĘ Z RIKSZARZEM O CENĘ PRZEJAZDU W JEDNĄ STRONĘ. UZGODNILIŚMY 100 THB. CHCIELIŚMY WRÓCIĆ PIECHOTĄ.

JECHALIŚMY I JECHALIŚMY NA TEN CMENTARZ. RIKSZARZ WIDZĄC NASZE MINY ZAPYTAŁ, CZY MA JEDNAK NA NAS ZACZEKAĆ. ZGODZILIŚMY SIĘ NATYCHMIAST.

NA CMENTARZU SĄ POCHOWANI JEŃCY ZMARLI W TRAKCIE BUDOWY MOSTU. SAMI TWORZYLI CMENTARZ, OBOK BYŁ SZPITAL. SĄ TU POCHOWANI HOLENDRZY, ANGLICY, AUSTRALIJCZYCY.

RZĘDY NAGROBKÓW Z NAZWISKAMI, DATAMI ZGONU LUB TYLKO WIEKIEM. NA NIEKTÓRYCH SMUTNE SENTENCJE. TAK WIELU LUDZI ZGINĘŁO W TAK STRASZNY SPOSÓB. TAK WIELU MIAŁO ZALEDWIE 21 LAT. I TAK WIELU ZOSTAŁO ZABITYCH PO ZAKOŃCZENIU WOJNY W EUROPIE. TO WSTRZĄSAJĄCY OBRAZ TEGO, DO CZEGO DOPROWADZAJĄ LUDZIE W IMIĘ SWOICH FANATYCZNYCH IDEI.

WRÓCILIŚMY DO CENTRUM MIASTA ZATRZYMUJĄC SIĘ NA KOLEJNYM CMENTARZU – KANCHANABURI WAR CEMETERY.
MNIEJSZYM POWIERZCHNIOWO, ALE RÓWNIE WZRUSZAJĄCY I TRAGICZNYM.

OBOK CMENTARZA ZNAJDUJE SIĘ PRYWATNE MUZEUM BUDOWY KOLEI – THAILAND-BURMA RAILWAY CENTRE. WARTO JE ZOBACZYĆ. ZNAJDUJĄ SIĘ TAM NIE TYLKO OPISY DOTYCZĄCE BUDOWY MOSTU, ALE TAKŻE OPISY SYTUACJI GEOPOLITYCZNEJ POZWALAJĄCE NA ZROZUMIENIE, DLACZEGO ROZPOCZĘTO BUDOWĘ MOSTU. SĄ TEŻ FOTOGRAFIE, LISTY, PRZEDMIOTY NALEŻĄCE DO JEŃCÓW. DOBRZE, ŻE W TEN SPOSÓB UPAMIĘTNIONO GEHENNĘ, JAKĄ PRZEŻYLI CI, KTÓRZY BUDOWALI TEN PIEKIELNY MOST.

ZROBIŁO SIĘ POPOŁUDNIE, KIEDY WRÓCILIŚMY PO RZECZY DO NASZEGO HOSTELU.

MUSIELIŚMY DOTRZEĆ DO SURINU, MAŁEJ MIEJSCOWOŚCI W REGIONIE DOLNEGO ISSANU. ODBYWA SIĘ TAM COROCZNY FESTIWAL SŁONI, KTÓRY CHCIELIŚMY ZOBACZYĆ. NIE BARDZO ODPOWIADAŁA NAM JAZDA PRZEZ BANGKOK. W GRĘ WCHODZIŁY INNE DWIE TRASY, PRZEZ AJUTAJĘ LUB KORAT. OBYDWIE ALBO AUTOBUSEM ALBO AUTOBUSEM I POCIĄGIEM.

TRASA PRZEZ KORAT WYDAWAŁA SIĘ LEPSZA. STAMTĄD DO SURIN BYŁO BLIŻEJ. MIAŁA JEDNAK POWAŻNY MANKAMENT. Z KANCHANABURI BYŁ O GODZINIE 18:30 AUTOBUS DO KORATU. JAZDA MIAŁA TRWAĆ 6-7 GODZIN.
PRZYJAZD DO KORATU BYŁBY OKOŁO 1:00 W NOCY.

KORAT JEST DUŻYM MIASTEM, MA DWORZEC KOLEJOWY. Z ROZKŁADU JAZDY, DO KTÓREGO DOCIERAŁAM POPRZEZ INTERNET, WYNIKAŁO, ŻE JEST STAMTĄD DUŻO POCIĄGÓW DO SURIN.

MUSIELIBYŚMY W ŚRODKU NOCY PRZEDOSTAĆ SIĘ NA DWORZEC KOLEJOWY. I TO BYŁ TEN BÓL. CHYBA, ŻE TRAFI NAM SIĘ JAKIŚ ZAGUBIONY AUTOBUS JADĄCY W KIERUNKU SURINU.

W NOCY OBUDZIŁ NAS KIEROWCA POKRZYKUJĄCY KORAT, KORAT !!! WPÓŁPRZYTOMNI ŁAPIĄC BAGAŻE WYSIEDLIŚMY.

DWORZEC PEŁEN LUDZI. MÓWIĘ DO PIETRUSZKI: IDĘ SIĘ POPYTAĆ. PODESZŁAM DO FACETA SIEDZĄCEGO PRZY STOLIKU Z BILETAMI I MÓWIĘ: SURIN. FACET MACHA RĘKAMI I POKAZUJE MI STOJĄCY AUTOBUS.

LECĘ DO PIETRUSZKI, BO NIE MIAŁAM PRZY SOBIE ANI GROSZA, ABY KUPIŁ BILET. PODCHODZI DO MNIE KIEROWCA, CHWYTA BAGAŻE I JUŻ JE ŁADUJE DO LUKU. WIDZĘ ŻE AUTOBUS MA NAPIS: PATTAYA RAYONG. WYRYWAM BAGAŻE Z ŁUKU, BO PATTAYA LEŻY NAD MORZEM I JEST TEŻ NAD MORZEM MIEJSCOWOŚĆ O NAZWIE PODOBNEJ DO SURIN. PIETRUSZKA STOI Z BILETAMI W RĘKU. ROBI SIĘ ZAMĘT. WYCIĄGAM Z TORBY PRZEWODNIK Z MAPĄ I POKAZUJĘ KIEROWCY, O CO MI CHODZI. ON KIWA GŁOWĄ, ŻE TAM JEDZIEMY.

WKŁADAMY PONOWNIE BAGAŻE I AUTOBUS RUSZA. CAŁA AKCJA I NASZ POBYT NA DWORCU TRWAŁ NIE WIĘCEJ NIŻ 15 MINUT. OSZOŁOMIENI SIEDZIELIŚMY W POJEŹDZIE. CUDA SIĘ JEDNAK ZDARZAJĄ.

AUTOBUS, KTÓRY STANĄŁ TAK SZCZĘŚLIWIE NA NASZEJ DRODZE ŻYCIA DOWIÓDŁ NAS O GODZ. 4:30 DO CELU. GŁUCHA CIEMNA NOC, ALE NA DWORCU KRĘCI SIĘ PARĘ OSÓB.

MIELIŚMY ZAREZERWOWANY HOTEL. NIE MIELIŚMY JEDNAK ODWAGI O TEJ PORZE TAM POJECHAĆ. NIE WIEDZIELIŚMY TEŻ, O KTÓREJ ZACZYNA SIĘ DOBA HOTELOWA.

Z NUDÓW OBESZŁAM DWORZEC. BYŁ CZYNNY JEDEN WÓZEK Z NAPOJAMI, ALE SPRZEDAWCA, MIAŁ KAWĘ, A JA CHCIAŁAM HERBATĘ. OBOK JAKAŚ JADŁODAJNIA, ALE NIE MAJĄ HERBATY.

KOBIETA – EWIDENTNIE LADY-BOY, POKAZAŁA MI SPRZEDAWCĘ KAWY. MÓWIĘ, ŻE ON NIE MA HERBATY. WÓWCZAS ONA WZIĘŁA SWÓJ WŁASNY KUBEK I PODESZŁA ZE MNĄ DO TEGOŻ FACETA, KTÓRY JEDNAK JAK SIĘ OKAZAŁO MIAŁ I HERBATĘ. NALAŁ MI JĄ DO TEGO KUBKA. ALBO NIE MIAŁ KUBKA, ALBO JA O TEJ PORZE NIE KONTAKTOWAŁAM.

CAŁA TA SYTUACJA BYŁA JAK Z JAKIEGOŚ FILMU, A JA BOHATERKĄ POSZUKUJĄCĄ SWOJEJ TOŻSAMOŚCI, NA CIEMNYM DWORCU AUTOBUSOWYM W SURIN.

PIETRUSZKA POTEM POSZEDŁ W OBCHÓD I KUPIŁ TAM NORMALNIE KAWĘ. WDAŁ SIĘ W ROZMOWĘ Z JAKIMŚ FACETEM I DOWIEDZIAŁ SIĘ BARDZO WAŻNEJ RZECZY, ŻE O 8 RANO ZACZYNA SIĘ KARMIENIE SŁONI.

PRZED 6 RANO ZDECYDOWALIŚMY SIĘ JECHAĆ DO HOTELU. WSIEDLIŚMY DO MOTOROWEGO POJAZDU, KTÓRY CIERPLIWIE CZEKAŁ OD GODZINY, AŻ SIĘ W KOŃCU RUSZYMY.

PO PARU MINUTACH JAZDY ORIENTUJEMY SIĘ, ŻE NIE JEDZIEMY DO ŻADNEGO CENTRUM MIASTA, TYLKO NIE WIADOMO GDZIE. WYGLĄDA TO DZIWNIE.

DALEJ JEST CIEMNO. DROGA TRZYPASMOWA, ALE PUSTO. PO JEJ BOKACH CZASEM JAKIŚ WYSOKI BUDYNEK ZE ŚWIETLNĄ REKLAMĄ. MIJAMY KOLEJNE SKRZYŻOWANIA.

PO NASTĘPNYCH KILKU MINUTACH DOSTRZEGAM PO DRUGIEJ STRONIE OŚWIETLONĄ NAZWĘ: THE PHANT HOTEL.
KIEROWCA ZAWRACA I WYSADZA NAS POD RECEPCJĄ. PŁACIMY 100 THB. RECEPCJA JASNO OŚWIETLONA, A W NIEJ DWIE UŚMIECHNIĘTE PANIENKI. ZAŁATWIAMY FORMALNOŚCI I DOSTAJEMY KLUCZ DO POKOJU. NIKT SŁOWEM NIE WSPOMINA, ŻE JEST 6 RANO.

SŁOWO DAJĘ NOC CUDÓW.

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

.

Komentarze :

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *