19.11.2017 – PODRÓŻ DO PHNOM RUNG PRASAT I MUANG TAM

.

PRZED ÓSMĄ RANO STAWILIŚMY SIĘ W RECEPCJI HOTELU. NIE WIDAĆ BYŁO ABY JAKIŚ ŚRODEK TRANSPORTU CZEKAŁ NA NAS. ZROBILIŚMY SOBIE HERBATĘ I CZEKAMY. PO CHWILI, PYTAMY CO Z NASZYM TRANSPORTEM. PANIENKA Z RECEPCJI MÓWI, ŻE JUŻ DZWONI. BYLIŚMY LEKKO ZASKOCZENI BO ZAMAWIALIŚMY TAXI POPRZEDNIEGO DNIA WIECZOREM.

CZEKAMY DALEJ, A DRUGA RECEPCJONISTKA CHCE MIEĆ Z NAMI ZDJĘCIE. OBFOTOGRAFOWALIŚMY SIĘ WIĘC WE TRÓJKĘ W RÓŻNYCH POZACH, OGLĄDANI PRZEZ POZOSTAŁY PERSONEL.

ZROBIŁO SIĘ PO ÓSMEJ, A MY DALEJ TKWIMY PRZED HOTELEM. MAMY SIĘ JEDNAK NIE MARTWIĆ BO ZARAZ BĘDZIE SAMOCHÓD. I FAKTYCZNIE PO CHWILI PODJEŻDŻA AUTO, A W NIM DZIEWCZYNA Z RECEPCJI. SZYBKO SIĘ ŁADUJEMY.

JAZDA TRWA OKOŁO 15 MINUT. WYSKAKUJEMY Z AUTA ALE TO NIE KONIEC. MUSIMY ODBYĆ JESZCZE JEDNĄ KRÓTKĄ SESJĘ ZDJĘCIOWĄ I NARESZCIE JESTEŚMY WOLNI.

NA SZCZĘŚCIE NASZ AUTOBUS JAKIMŚ CUDEM STAŁ JESZCZE NA DWORCU. ALBO JECHAŁ PÓŹNIEJ ALBO BYŁ TO NASTĘPNY AUTOBUS.

ZA PÓŁTOREJ GODZINY BYLIŚMY W NANG RONG.

DWORZEC AUTOBUSOWY NA SKRAJU MIASTA. PUSTAWA OKOLICA. USTALAMY KIERUNEK W KTÓRYM PÓJDZIEMY. NIC NIE JEDZIE. MIJA NAS TAKSÓWKARZ ZUPEŁNIE NAMI NIE ZAINTERESOWANY. NATOMIAST ZATRZYMANY TUK-TUKOWIEC JEST CHĘTNY, ALE NIE MOŻEMY SIĘ DOGADAĆ, BO NIC NIE ROZUMIE Z TEGO CO MÓWIMY.

PIETRUSZKA IDZIE DO JAKIEGOŚ LOKALIKU, W KTÓRYM NA SZCZĘŚCIE KTOŚ GO ROZUMIE I WRACA Z KOBIETĄ UMIEJĄCĄ WYTŁUMACZĆ RIKSZARZOWI GDZIE MA JECHAĆ.

WSIADAMY, ALE NASZA RADOŚĆ NIE TRWA DŁUGO, BO ZOSTAJEMY ZAWIEZIENI W ZUPEŁNIE INNE MIEJSCE NIŻ CHCIELIŚMY. A CHCIELIŚMY DO HOSTELU P. CALIFORNIA INTER HOSTEL, REKLAMOWANEGO PRZEZ LONELY PLANET JAKO BARDZO DOBRY.

NA SZCZĘŚCIE UPRZEJMY WŁAŚCICIEL HOTELU NANGRONG, W KTÓRYM SIĘ ZNALEŹLIŚMY, PODWIÓZŁ NAS DO P. CALIFORNIA.

HOSTEL, JAK ZDĄŻYLIŚMY SIĘ ZARAZ ZORIENTOWAĆ TO RODZINNY INTERES. OGRODZONA, ZAMYKANA NA NOC POSESJA.

W OBEJŚCIU STYLIZOWANE STOLIKI Z KRZESŁAMI, MAŁY BAREK GDZIE MOŻNA ZAMÓWIĆ COŚ DO JEDZENIA. DANIA PRZYGOTOWUJE ŻONA I CÓRKA WŁAŚCICIELA.

POKAZANO NAM DWA POKOJE. JEDEN ZA 600 THB, DRUGI ZA 400 THB. ŻADEN NAS NIE ZACHWYCIŁ. W OBU TAKIE SAME PROSTE WYPOSAŻENIE, WIĘC NIE WIADOMO DLACZEGO TAKA RÓŻNICA W CENIE. CHYBA CHODZI O DOŚĆ DUŻĄ KANAPĘ STOJĄCĄ W DROŻSZYM POKOJU.
 NA MIEJSCU WYPOŻYCZALNIA MOTORKÓW ZA 300 THB. TROCHĘ DROGO W PORÓWNANIU Z SUKHOTHAI.

ZA WSZYSTKO TRZEBA BYŁO DAĆ KAUCJĘ. ZA KLUCZ OD POKOJU 200 THB. GDYBY TO JESZCZE BYŁ KLUCZ ELEKTRONICZNY URUCHAMIAJĄCY OŚWIETLENIE I KLIMĘ TO MOŻNA ZROZUMIEĆ, ALE ZWYKŁY KLUCZ? ZA MOTOREK TEŻ KAUCJA. DALIŚMY EURO, BO MIELIŚMY MAŁO WALUTY TAJLANDZKIEJ.

ZAPOMNIELIŚMY O TYM, ŻE TO NIEDZIELA I NIE MOŻNA WYMIENIĆ PIENIĘDZY. OBJECHALIŚMY KILKA BANKOMATÓW W MIEŚCIE ALE WYPŁATA GOTÓWKI OBCIĄŻONA BYŁA PROWIZJĄ W WYSOKOŚCI 220 THB. UZNALIŚMY, ŻE TO LICHWIARSKA KWOTA I NIE BĘDZIEMY WZBOGACAĆ BANKOWEGO SYSTEMU W TYM KRAJU, TYM BARDZIEJ, ŻE POTRZEBOWALIŚMY TYLKO MAŁEJ KWOTY NA JEDZENIE. NA WSTĘP DO PARKU HISTORYCZNEGO MIELIŚMY JESZCZE PIENIĄDZE.

SZEROKĄ DROGĄ O DOŚĆ DUŻYM NATĘŻENIU RUCHU, TRZYMAJĄC SIĘ NIELICZNYCH ZNAKÓW INFORMACYJNYCH DOTARLIŚMY DO PHANOM RUNG ODLEGŁEGO W GRANICACH 30 km OD NANG RONG.

BILET WSTĘPU 100 THB OD OSOBY.

PHNOM RUNG JEST KHMERSKĄ ŚWIĄTYNIĄ POŁOŻONĄ NA WYGASŁYM WULKANIE.

PO WEJŚCIU OGROMNE WRAŻENIE ROBI DŁUGA PROMENADA NA KOŃCU KTÓREJ WIDAĆ ZARYS ZABUDOWAŃ ŚWIĄTYNNYCH. IDĄC NIĄ, PRZECHODZI SIĘ PRZEZ MOSTY MITYCZNYCH WĘŻY NAGA. GŁÓWNĄ WIEŻĘ OTACZAJĄ GALERIE. W ŚRODKU WIELE ATRYBUTÓW BOGA ŚIWY. BYK NANDIN, PRZEPIĘKNE PŁASKORZEŹBY ZE SCENAMI Z ŻYCIA BOGA, JEGO SŁYNNA TAŃCZĄCA POSTAĆ.

.

PHANOM RUNG – DŁUGIE PODEJŚCIE NA SZCZYT WYGASŁEGO WULKANU

.

ODDALONY O 8 km PRASAT MUANG TAM, KOLEJNY ZABYTEK OKRESU KHMERSKIEGO, RÓWNIEŻ JEST POŚWIĘCONY HINDUSKIEMU BOGU ŚIWIE. 
PRASAT MUANG TAM, TO ZAMKNIĘTA ZE WSZYSTKICH STRON KOMPOZYCJA O ODMIENNEJ KONSTRUKCJI NIŻ TYPOWE ŚWIĄTYNIE KHMERSKIE. STUPY NIE SĄ USTAWIONE NA PLANIE KRZYŻA, TYLKO TRZY Z PRZODU A DWIE Z TYŁU. CZTERY STAWY SYMBOLIZUJĄ OCEANY. WSZYSTKO OTACZAJĄ PIĘCIOGŁOWE WĘŻE NAGA.

TA, TAK BARDZO HARMONIJNA CAŁOŚĆ, MA W SOBIE KOJĄCĄ ŁAGODNOŚĆ, SPOKÓJ, PIĘKNO. BARDZO NAM SIĘ PODOBAŁA. PIETRUSZCE DO TEGO STOPNIA, ŻE  ZACZĄŁ ROZWAŻAĆ KUPNO CAŁEGO OBIEKTU, BY W NIM ZAMIESZKAĆ. NAWET USTALIŁ GDZIE BĘDZIE JADALNIA I ŁAZIENKA. ALE KIEDY CHCIAŁ ŁĄCZYĆ STAWY, KATEGORYCZNIE SIĘ SPRZECIWIŁAM. STAWY MAJĄ BYĆ TAKIE JAKIE SĄ, BO INACZEJ ZBURZY SIĘ WIZJA WSZECHŚWIATA, Z CZEGO BOGOWIE NIE BĘDĄ ZADOWOLENI.

JAK TWIERDZĄ BADACZE, OBIE ŚWIĄTYNIE POŁOŻONE SĄ NA JEDNEJ LINII Z ANGKOR WAT, CO MA STANOWIĆ DOWÓD NA ISTNIENIE MIĘDZY TYMI MIEJSCAMI KONTAKTÓW.

OBIE SĄ PRZEPIĘKNE. NAPRAWDĘ, WARTO ZBOCZYĆ Z UTARTYCH SZLAKÓW ABY JE ZOBACZYĆ.

PO POWROCIE DO NANG RONG OBJECHALIŚMY CHYBA WSZYSTKIE 7 ELEVEN USIŁUJĄC KUPIĆ W NICH COŚ DO JEDZENIA ZA POMOCĄ KARTY. W PIERWSZYM SKLEPIE POWIEDZIANO NAM, ŻE PŁACIĆ KARTĄ NIE MOŻNA. BYŁA TO NIEPRAWDA, BO LOGO KARTY WISIAŁO NA DRZWIACH. PROBLEM Z OBSŁUŻENIEM ZAGRANICZNEJ KARTY MIAŁ MŁODY SPRZEDAWCA. W KOLEJNYM 7 ELEVEN POINFORMOWANO NAS, ŻE ABY MÓC ZAPŁACIĆ KARTĄ KWOTA ZAKUPÓW MUSI WYNOSIĆ MINIMUM 300 THB.

TESCO EXPRESS NIE ROBIŁO PROBLEMÓW. KUPILIŚMY WSZYSTKO TAM …

WIECZOREM ZACZĘŁO TROCHĘ KROPIĆ. SIEDZIELIŚMY NA ZEWNĄTRZ – ALE POD DACHEM, JEDZĄC NIESTETY TE SKLEPOWE PRODUKTY. SAŁATKI CZYLI SAŁATA I KAWAŁEK POMIDORA DAŁY SIĘ ZJEŚĆ. KANAPKI BYŁY BARDZO SŁODKIE I NAWET MAJONEZ ICH NIE POPRAWIŁ.

GENERALNIE  JEDZENIE TAJSKIE WYDAJE NAM SIĘ CZĘSTO PRZESŁODZONE. DO WSZYSTKICH POTRAW DODAJĄ CUKIER PALMOWY.

PRZYSIADŁ SIĘ DO NAS NA POGAWĘDKĘ NIEMIEC Z KOLONI. JEMU – TAK JAK I NAM – HOSTEL WYDAŁ SIĘ PRZEREKLAMOWANY.

ROZPADAŁO SIĘ NA DOBRE ALE MIELIŚMY NADZIEJĘ, ŻE POGODA NIE POKRZYŻUJE NASZYCH PLANÓW.

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *