17.11.2017 – CO JEDZĄ SŁONIE NA ŚNIADANIE

.

NASZ POKÓJ MIEŚCI SIĘ W DUŻYM JEDNOPIĘTROWYM, MOŻNA TAK NAZWAĆ APARTAMENTOWCU. SĄ TAKIE TRZY. PRZED BUDYNKAMI PARKINGI.

JEST PRZESTRONNY – ŁÓŻKO, DWA NOCNE STOLIKI, LODÓWKA, TELEWIZOR, STOLIK, KRZESŁO. I NA TYM UMEBLOWANIE SIĘ KOŃCZY. DO TEGO BARDZO DUŻA ŁAZIENKA.

KIEDY ZEŃ WYSZLIŚMY BYŁO JUŻ JASNO I MOGLIŚMY SIĘ ZORIENTOWAĆ W OKOLICY. THE PLANT HOTEL LEŻY EWIDENTNIE POZA CENTRUM, W DZIELNICY KOMERCYJNO – PRZEMYSŁOWEJ.

CHWILĘ SZLIŚMY, ALE TRANSPORT OMIJAŁ TE TERENY.

ZŁAPALIŚMY W KOŃCU DWUŁAWKOWY POJAZD, JEDNAK SZYBKO Z NIEGO WYSIEDLIŚMY. JECHALIŚMY, OCZYWIŚCIE, W ZŁĄ STRONĘ. ZNOWU SZLIŚMY ŁADNY KAWAŁEK, AŻ W KOŃCU LOS SIĘ NAD NAMI ULITOWAŁ I ZESŁAŁ TRANSPORT, KTÓRY ZAWIÓZŁ NAS DO CENTRUM.

OLBRZYMIE NAPISY INFORMOWAŁY O FESTIWALU SŁONI. KIERUJĄC SIĘ NIMI DOTARLIŚMY DO ULICY, GDZIE STAŁY DWIE OLBRZYMIE PLATFORMY, A NA NICH ARTYSTYCZNIE UŁOŻONE KOMPOZYCJE WARZYWNO-OWOCOWE. NA JEDNEJ Z NICH KRĘCIŁY SIĘ ZROBIONE Z JAKIEGOŚ MATERIAŁU DWA SŁONIE W LEKKO BRĄZOWO-ZIELONYM KOLORZE. PIĘKNIE TO WYGLĄDAŁO.

SZLIŚMY DALEJ, LUDZI BYŁO CORAZ WIĘCEJ I NAGLE ZOBACZYLIŚMY SŁONIE. STANĘLIŚMY OKO W OKO Z NIMI …

ULICA BYŁA ICH PEŁNA. DUŻYCH, ŚREDNICH MAŁYCH. CHODZIŁY SOBIE PO ULICY. WIDOK BYŁ NIESAMOWITY. NIGDY JESZCZE NIE WIDZIAŁAM TYLU SŁONI NARAZ ANI Z TAKIEJ ODLEGŁOŚCI.

PO PIERWSZEJ CHWILI LEKKIEGO OSZOŁOMIENIA ZORIENTOWALIŚMY SIĘ, NA CZYM POLEGA KARMIENIE SŁONI.

WZDŁUŻ JEDNEJ STRONY ULICY CIĄGNĘŁY SIĘ STRAGANY. NIE STANOWIŁY TAK PIĘKNEJ KOMPOZYCJI JAK WIDZIANE WCZEŚNIEJ PLATFORMY. UŁOŻONE BYŁY NA NICH WARZYWA, OWOCE, BAMBUS. TO, CO SŁONIE LUBIĄ NAJBARDZIEJ.

WZDŁUŻ LADY STALI LUDZIE I PODAWALI SŁONIOM JEDZENIE. SŁOŃ PODCHODZIŁ WYCIĄGAŁ TRĄBĘ, DOSTAWAŁ np. ARBUZA I ZJADAŁ GO. CZASEM GO SOBIE ROZŁUPAŁ NOGĄ. KAŻDY MÓGŁ DAĆ SŁONIOWI DO TRĄBY ANANASA, ARBUZA, MELONA, OGÓRKA. BYŁO TO NIESAMOWITE.

DLA CHCĄCYCH SIĘ PRZEJECHAĆ NA ULICY BYŁY TEŻ DWA STANOWISKA DO WSIADANIA I ZSIADANIA ZE ZWIERZĄT.
NIEKTÓRZY DAWALI SŁONIOM PIENIĄDZE A ONE ODDAWAŁY JE POGANIACZOM.

STANĘŁAM OBOK SŁONIA I DAŁAM MU JAKIŚ OWOC. NIE ZORIENTOWAŁAM SIĘ, ŻE INNY, MAŁY, DOPOMINAJĄC SIĘ TEŻ O JEDZENIE, OWINĄŁ TRĄBĘ WOKÓŁ MOICH NÓG. POCZUŁAM LEKKI UCISK NOGI I WTEDY ZORIENTOWAŁAM SIĘ, ŻE TO SŁONIOWA TRĄBA. BYŁO TO TAKIE ZABAWNE, ALE WTEDY ZAINTERWENIOWAŁ POGANIACZ.

WSZYSCY W OKOŁO FOTOGRAFOWALI SIĘ ZE SŁONIAMI, KTÓRE CIERPLIWIE TO ZNOSIŁY. NIE BYLIŚMY GORSI. NA KOŃCU ULICY STAŁ BIAŁY SŁOŃ. WŁAŚCIWIE TO BYŁ BARDZIEJ RÓŻOWY NIŻ BIAŁY. BIAŁY SŁOŃ JEST NAJBARDZIEJ CENIONY.

WIELE OSÓB PRZECHODZIŁO POD NIM. NA SZCZĘŚCIE. ALE CO TO ZA SZCZĘŚCIE, JEŚLI TRZEBA ZA NIE ZAPŁACIĆ POGANIACZOWI …

.

SURIN – KARMIENIE SŁONI

.

ULICA POWOLI PUSTOSZAŁA. STRAGANY WYGLĄDAŁY JAKBY PRZESZŁO PO NICH MAŁE TORNADO. CO DZIWNE POZOSTAŁO JESZCZE WIELE OWOCÓW.

PODESZŁA DO NAS JAKAŚ KOBIETA I PORADZIŁA NAM ABYŚMY DZISIAJ KUPILI BILETY NA JUTRZEJSZĄ PARADĘ. POWIEDZIAŁA, ŻE KUPUJE SIĘ JE URZĘDZIE MIASTA.

ZACZĘLIŚMY GO SZUKAĆ. PYTANI POLICJANCI NIE MIELI ZIELONEGO POJĘCIA O CZYM MÓWIMY. MY NATOMIAST BYLIŚMY PEWNI, ŻE MIEŚCI SIĘ W KTÓRYMŚ Z OKOLICZNYCH BUDYNKÓW, PRZY ULICY GDZIE ODBYWAŁO SIĘ KARMIENIE SŁONI. I MIELIŚMY RACJĘ.

KUPILIŚMY BILETY ZA 500 THB OD OSOBY W STREFIE VIP!!! RÓŻNICA MIĘDZY BILETAMI VIP A NIE VIP POLEGA NA CIENIU. VIP-y MAJĄ LEPIEJ, BO SIEDZĄ W CIENIU.

ZACZYNALIŚMY ODCZUWAĆ SKUTKI PODRÓŻY NOCĄ. WSTĄPILIŚMY DO BANKU WYMIENIĆ PIENIĄDZE I UZNALIŚMY, ŻE WRÓCIMY DO HOTELU TROCHĘ ODSAPNĄĆ. PIETRUSZKA SPOJRZAŁ NA MAPĘ GOOGLE I MÓWI: – TO JEST NIEDALEKO JAKIEŚ 2.5 km STĄD GDZIE JESTEŚMY. NO TO RUSZYLIŚMY.

PO PÓŁ GODZINIE PYTAM CZY DALEKO JESZCZE. OKAZUJE SIĘ, ŻE TRZEBA DOJŚĆ DO NASTĘPNYCH ŚWIATEŁ, JAKIŚ KILOMETR. IDZIEMY, ALE TO JESZCZE NIE TO SKRZYŻOWANIE. DO HOTELU DOCIERAMY PO 3 km OKOŁO 14-tej. PADAMY ZE ZMĘCZENIA.

BUDZIMY SIĘ PO 2 GODZINACH.

NAJPIERW PRANIE POTEM JEDZENIE. HOTEL MA DWIE PRALKI. CENA PRANIA 30 THB. JEST TEŻ MIEJSCE DO SUSZENIA. PROSZEK MOŻNA KUPIĆ W RECEPCJI.

CHCEMY SIĘ DOSTAĆ DO MIASTA, ABY ZJEŚĆ KOLACJĘ. USTAWIAMY SIĘ NA SKRZYŻOWANIU DROGI SZYBKIEGO RUCHU, ALE NIE JEDZIE ŻADEN AUTOBUS, TAKSÓWKA. ROBI SIĘ NA TYLE PÓŹNO, ŻE NIE MA SENSU CZEKANIE NA JAKIKOLWIEK PRZEWÓZ.

TUŻ OBOK NASZEGO HOTELU WIDZIAŁAM MAŁĄ JADŁODAJNIĘ A PIETRUSZKA MÓWI, ŻE JEST JESZCZE JAKAŚ INNA. JA JEJ NIE ZAUWAŻYŁAM, ALE FAKTYCZNIE OKAZUJE SIĘ, ŻE JEST.

ZASADA W TEJ RESTAURACJI JEST TAKA, ŻE ZA KWOTĘ 220 THB NA OSOBĘ JESZ ILE CHCESZ – ALE JEDZENIE SAM SOBIE KOMPONUJESZ I PRZYGOTOWUJESZ. DOSTAJESZ KOCIOŁEK DO GOTOWANIA. MA WYGLĄD MAŁEGO SOMBRERA. DO PODWINIĘTEGO RONDA TAKIEGO SOMBRERA WLEWA SIĘ WODĘ. DO NIEJ WRZUCASZ, CO GOTUJESZ A OKRĄGŁE DENKO SOMBRERA STANOWI GRILL.

ALE JEST TEZ OGÓLNODOSTĘPNY GRILL ELEKTRYCZNY.

NA STOŁACH LEŻĄ KAWAŁKI RYB, KURCZAKA, PALUSZKI KRABÓW, KALMARY, WARZYWA, GRZYBY, SĄ TEŻ OWOCE I JAKIEŚ CIASTO. NABRALIŚMY WSZYSTKIEGO PO TROCHU, ZAKASALIŚMY RĘKAWY I ZACZĘLIŚMY GOTOWANIE.
FAJNA ZABAWA. JESZ I OD RAZU SPALASZ KALORIE CHODZĄC, CO CHWILĘ PO COŚ NOWEGO DO UGOTOWANIA.

KIEDY WRÓCILIŚMY W RECEPCJI, POINFORMOWANO NAS ŻE HOTEL ZAPEWNI TRANSPORT NA JUTRZEJSZE PARADĘ SŁONI. UCIESZYLIŚMY SIĘ JAK NIE WIEM CO …

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *