22.11.2017 – WOKÓŁ KO(H) CHANGU

.

WYSPANI WYBRALIŚMY SIĘ NA POSZUKIWANIE DOBREGO CENOWO PIŹDZIKA. WIĘKSZOŚĆ WYNAJMOWANYCH TUTAJ POJAZDÓW KOSZTUJE WYJŚCIOWO CO NAJMNIEJ 200 BACIKÓW. TE MOCNIEJSZE I LEPIEJ WYGLĄDAJĄCE CHODZĄ PO 250. SĄ TEŻ NÓWKI SZTUKI W CENIE 3 STÓWEK.

MAJĄC NIE NAJLEPSZE WSPOMNIENIA Z JAZDY PIŹDZIKOSEM PO BAGANIE I BIORĄC POD UWAGĘ TUTEJSZE SERPENTYNOWATE I CZĘSTO-GĘSTO MAJĄCE OSTRE SPADKI I WZNIESIENIA DROGI SZUKAŁEM W MIARĘ SILNEGO POJAZDU. UDAŁO MI SIĘ ZNALEŹĆ LEKKO PRZECHODZONĄ HONDĘ Z SILNIKIEM 125 cm3 ZA 150 BACIKÓW DZIENNIE. ZAPŁACIŁEM ZA 3 DNI ZOSTAWIAJĄC W DEPOZYCIE PASZPORT. NIEZBYT MNIE TO ZACHWYCIŁO, ALE TAK TU ROBIĄ WSZYSCY …

POJECHALIŚMY W KIERUNKU, Z KTÓREGO PRZYWIOZŁA NAS DZIEŃ WCZEŚNIEJ MAXI TAKSÓWKA.

PO DRODZE ZATRZYMALIŚMY SIĘ KILKA RAZY.

RAZ BY ZOBACZYĆ CO TEŻ MOŻNA DOJRZEĆ Z PUNKTU WIDOKOWEGO, INNYM RAZEM BY NIE ZMOKNĄĆ, A PRZY OKAZJI SPRAWDZIĆ CZY ZACHWALANE CURRY JEST DOBRE. NIE BYŁO …

JADĄC DALEJ TRAFILIŚMY NA JAKIŚ BUSINESS ZWIĄZANY ZE SŁONIAMI. DO DZISIAJ NIE WIEM CZY TO MIEJSCE OPIEKUJĄCE SIĘ TYMI PIĘKNYMI ZWIERZĘTAMI, CZY TEŻ TYLKO JE WYKORZYSTUJĄCE DO ROBIENIA SIANA.

MAJĄ TUTAJ KILKA SŁONI. MOŻNA JE OGLĄDAĆ, KARMIĆ I SIĘ NA NICH PRZEJECHAĆ. WSZYSTKO, POZA OGLĄDANIEM KOSZTUJE. CHĘTNI CHCĄCY KARMIĆ, PŁACĄ STÓWKĘ ZA SPORY KOSZYK PEŁEN SŁONIOWEJ KARMY. BIORĄC POD UWAGĘ ILOŚĆ JADŁA ZJADANEGO PRZEZ TE ZWIERZĘTA, TRZEBA SPORO DARCZYŃCÓW BY JE NAKARMIĆ DO SYTA.

MOŻNA TEŻ WYBRAĆ SIĘ NA GODZINNĄ WYCIECZKĘ PRZEZ POLA I WIOSKĘ DO POBLISKIEJ RZEKI I POPŁYWAĆ ZE SŁONIEM. TY PŁYWASZ, SŁONISIO CHŁODZI SIĘ W WODZIE. KOSZT 1200 BATÓW. TAŃSZA OPCJA (ZA 800) OGRANICZA SIĘ DO JAZDY NA SŁONIU, BEZ ABLUCJI.

PODKARMILIŚMY TROSZKĘ ZWIERZAKI I ZROBIWSZY WYWIAD CENOWY (OBIECANO NAM ZNIŻKĘ NA KĄPIEL) POJECHALIŚMY DALEJ. WRÓCIMY TU JUTRO …

.

KO(H) CHANG – W BAN CHANGTHAI

.

DOJECHAWSZY DO PRZYSTANI PROMOWEJ POSTANOWILIŚMY KONTYNUOWAĆ WYCIECZKĘ DRUGĄ, MNIEJ ZNANĄ STRONĄ WYSPY. CO PRAWDA MÓWIONO NAM WCZEŚNIEJ, ŻE NIE DA SIĘ OBJECHAĆ WYSPY WKOŁO, ALE PATRZĄC NA MAPĘ NIE WYDAWAŁO MI SIĘ TO MOŻLIWE.

PO DRODZE ZNALEŹLIŚMY MIEJSCE Z DŁUGIM NA KILKASET METRÓW, NAJWYRAŹNIEJ NIE UŻYWANYM, BETONOWYM MOLEM. NA JEGO KOŃCU STAŁO KILKU MOCZYKIJÓW USIŁUJĄCYCH COŚ ZŁOWIĆ. NATYCHMIAST POSTANOWIŁEM SIĘ WYKĄPAĆ.

MOLO WYGLĄDA NA MIEJSCE DO KTÓREGO MOGĄ PRZYBIJAĆ WIĘKSZE JEDNOSTKI, ALE JEDNAK, JAK ZAWSZE W TAKICH RAZACH TRZEBA BYĆ OSTROŻNYM, BO NIGDY NIE WIADOMO CO ZNAJDUJE SIĘ TUŻ POD POWIERZCHNIĄ WODY. TU WSZYSTKO WYGLĄDAŁO DOBRZE. SPRAWDZIŁEM TYLKO CZY DAM RADĘ WDRAPAĆ SIĘ PO KĄPIELI NA POMOST I WSKOCZYŁEM W ODCHŁAŃ. POSZŁA W MOJE ŚLADY PARA NORWESKA, KTÓRA WŁAŚNIE PODJECHAŁA. WOMBACIK NIE MIAŁ STROJU, WIĘC MÓGŁ TYLKO PATRZEĆ JAK SIĘ CHLAPIEMY. Z WYJŚCIEM NIE BYŁO WIĘKSZEGO PROBLEMU, CHOCIAŻ I JA I NORWEŻKA LEKKO SIĘ ZADRAPALIŚMY O OSTRE MUSZLE ŻYJĄCE NA BETONOWYCH ELEMENTACH.

POJECHALIŚMY DALEJ.

W PEWNYM MOMENCIE ZACHCIAŁO MI SIĘ KAWY MROŻONEJ. GDY TYLKO ZOBACZYLIŚMY MAŁĄ PRZYDROŻNĄ KNAJPKĘ PODJECHALIŚMY NATYCHMIAST. A TU NIESPODZIANKA. KTOŚ DO NAS MACHA ZAWZIĘCIE. TO CLEMENT I TI, KTÓRZY TAK JAK I MY WPADLI NA POMYSŁ ZWIEDZENIA TEJ CZĘŚCI WYSPY.

POTWIERDZILI ONI INFORMACJĘ MÓWIĄCĄ O BRAKU ŁĄCZNIKA DROGOWEGO POMIĘDZY POŁUDNIOWYM A POŁUDNIOWO-ZACHODNIM WYBRZEŻEM. ŻEBY DOSTAĆ SIĘ DO NASZEJ SYPIALNI TRZEBA BYŁO WRACAĆ DROGĄ, KTÓRA NAS TU DOPROWADZIŁA.

POBUSZOWALIŚMY TROCHĘ PO OKOLICZNYCH ŚCIEŻKACH I RUSZYLIŚMY Z POWROTEM USTALAJĄC, ŻE KONTAKTUJEMY SIĘ Z DRAKULĄ I WSZYSCY IDZIEMY NA KOLACJĘ W NASZEJ WSI.

CLEMENT RWAŁ DO PRZODU JAK STRZAŁA. DLA MNIE BOMBA. ZAPADAŁ ZMROK I ŁATWIEJ MI BYŁO JECHAĆ MAJĄC PRZED SOBĄ JEGO ŚWIATŁA POZYCYJNE. SIEDZĄCY ZA MNĄ WOMBACIK NIE BYŁ ZADOWOLONY. NASZA SZYBKOŚĆ PODRÓŻNA – 60 KM/GODZ BARDZO CZĘSTO WZRASTAŁA DO 80 POWAŻNIE JĄ NIEPOKOJĄC. CHOCIAŻ SZOSA ŚWIECIŁA PUSTKAMI, MUSIAŁEM CAŁY CZAS ZWALNIAĆ. NA SZCZĘŚCIE NASZ NOWY FRANCUSKI KOLEGA, NAJWYRAŹNIEJ CZUJĄC CO SIĘ DZIEJE, ZATRZYMYWAŁ POJAZD I CZEKAŁ AŻ GO DOGONIMY.

TAK DOJECHALIŚMY DO NASZEGO HOTELU ZAHACZAJĄC PO DRODZE O OŚRODEK WYPOCZYNKOWY CLEMENTA I TI.

KOLACJĘ JEDLIŚMY W RESTAURACJI NA BRZEGU MORZA. JEDNEJ Z TYCH, KTÓRE USADOWIŁY SIĘ STRATEGICZNIE PRZY WEJŚCIU NA PIASZCZYSTĄ PLAŻĘ. W MENU OCZYWIŚCIE OWOCE MORZA I RYBY. WSZYSTKO ŚWIEŻO ZŁOWIONE I PRZYRZĄDZANE. SMAKOWAŁO WYBORNIE. 🙂 WSKAZANE W TAKICH WYPADKACH BIAŁE WINO ZASTĄPILIŚMY PIWEM. OBSŁUGA ŚWIETNA, CENOWO PRZYZWOICIE. JEST NAWET WI-FI !!!

BIEDNY DRACULITTO NIE MÓGŁ PIĆ PIWA, PRZYJMUJĄC ANTYBIOTYKI NA ROZJĄTRZONE UGRYZIENIE JAKIEGOŚ OWADZIEGO MIESZKAŃCA DŻUNGLI. UŻĄDLIŁO GO W KARK COŚ TAK NIESZCZĘŚLIWIE, ŻE POZA BRANIEM LEKARSTWA ZABRONIONO MU WCHODZIĆ DO WODY. A PRZYJECHAŁ TU PONURKOWAĆ …

WRACAJĄC USTALILIŚMY, ŻE JUTRO TEŻ JEMY RAZEM …

 

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *