23.11.2017 – KO(H) CHANG. KĄPIEL ZE SŁONIAMI

.

ŚNIADANIE W POLECANEJ PRZEZ FRANCUSKO-TAJSKĄ PARĘ W POŁOŻONEJ PRZY NASZEJ SYPIALNI, NAROŻNEJ JADŁODAJNI SPECJALIZUJĄCEJ SIĘ W DANIACH MAKARONOWYCH BYŁO BARDZO DOBRE POD KAŻDYM WZGLĘDEM.

NAJEDZENI RUSZYLIŚMY PRZED SIEBIE, CZYLI DO ODWIEDZONEJ DZIEŃ WCZEŚNIEJ SŁONIOWEJ HACJENDY – BAN CHANGTHAI.

ZAPŁACIWSZY UZGODNIONĄ POPRZEDNIEGO DNIA CENĘ – 1000 BACIORÓW OD ŁBA, DOSIEDLIŚMY SŁONIOWE WIERZCHOWCE. KAŻDE Z NAS SWOJEGO, Z PASTUSZKIEM-KIEROWCĄ OCZYWIŚCIE. WYGODNIE USADOWIENI W SIEDZISKACH ROZPOCZĘLIŚMY GODZINNĄ PRZEJAŻDŻKĘ PO OKOLICZNYCH WERTEPACH.

TRASA PRZEMARSZU BIEGNIE PRZEZ KAWAŁEK POLA; NIEWIELKIE, GŁĘBSZE BŁOTO I JAKIEŚ NISKIE ZAROŚLA. NA MOJE OKO, ZE 350 – 400 m. PÓŹNIEJ IDZIE SIĘ ZE 200 m WZDŁUŻ SZOSY, SCHODZĄC Z NIEJ OBOK MOSTU DOSYĆ STROMYM, KAMIENISTYM SZLAKIEM. POD MOSTEM WPADAMY W WYŚCIELONE MNIEJSZYMI I WIĘKSZYMI GŁAZAMI KORYTO RZEKI. POCZĄTKOWO PRAWIE CAŁKOWICIE WYSUSZONE, PO KILKUSET METRACH PRZECHODZI W SPORY STRUMIEŃ A POTEM W NIEWIELKĄ RZEKĘ. MASZERUJEMY DALEJ W CORAZ TO GŁĘBSZEJ WODZIE. WRESZCIE DOCHODZIMY DO MIEJSCA NA TYLE GŁĘBOKIEGO, ŻE SŁONIE PRAWIE CAŁKOWICIE PRZYKRYWA WODA. JEST TU SPECJALNY POMOST, PRZY KTÓRYM ZWIERZĘTOM ZDEJMUJE SIĘ NOSIDŁA. PRZEBRANI W STROJE KĄPIELOWE MOŻEMY PRZEZ CHWILĘ POPŁYWAĆ. UDAJE MI SIĘ SKOCZYĆ DO RZEKI Z GRZBIETU SŁONIA. KILKANAŚCIE MINUT BARASZKOWANIA W WODZIE, TUŻ OBOK PATRZĄCYCH NA NAS ZE STOICKIM SPOKOJEM OLBRZYMÓW POZWALA NA MIŁĄ OCHŁODĘ. RZEKA JEST CZYSTA I W MIARĘ CIEPŁA.

.

KO(H) CHANG – KĄPIEL ZE SŁONIAMI

.

WRACAMY TĄ SAMĄ DROGĄ. “RUMAKI” POWOLI POKONUJĄ METR PO METRZE CORAZ TO PŁYTSZĄ WODĘ. PO SKOŃCZONEJ WYCIECZCE OTRZYMUJEMY W GRATISIE TALERZE Z OWOCAMI I COŚ DO PICIA. KUPUJEMY “WIERZCHOWCOM” PO KOSZU OWOCÓW. DAJEMY IM TEŻ RESZTKI, KTÓRE SŁONISIE WSUWAJĄ AŻ MIŁO …

WRACAMY Z POWROTEM DO NASZEGO “OŚRODKA WYPOCZYNKOWEGO”. OBIECALIŚMY SOBIE WYSKOCZYĆ PRZYNAJMNIEJ RAZ NA PLAŻĘ BĘDĄC W TAJLANDII.

IDZIEMY OCZYWIŚCIE NA NAJBLIŻSZY, ODDALONY O JAKIEŚ 600 m PIASZCZYSTY KAWAŁEK NADMORSKIEGO BRZEGU, WYPOŻYCZAMY LEŻAKI (@ 50 BACIKÓW szt./DZIEŃ) I LEŻĄC W SŁOŃCU MEDIUJEMY SIĘ SPOŁECZNOŚCIOWO ORAZ BLOGUJEMY. JEST TO O TYLE ŁATWE, ŻE OBEJMUJE NAS POBLISKIE WI-FI.

MORZE TUTEJSZE ODPOWIADA MI TEMPERATUROWO. MNIEJ, TROCHĘ MĘTNA – NIE WIEM DLACZEGO – WODA. PRZYBRZEŻNA PŁYCIZNA PRZECHODZI W GŁĘBIĘ DŁUGO I ŁAGODNIE.
NIE WYTRZYMALIŚMY ZBYT DŁUGIEGO OPALANIA. TO NAS NIE KRĘCI …

ZA TO LUBIMY DOBRZE JEŚĆ I DLATEGO OSTRO KRĘCIŁA NAS PERSPEKTYWA KOLACJI Z NOWO POZNANYMI KOLEGAMI. ZA POMOCĄ KOMUNIKATORÓW – GŁÓWNIE WHAT’S UPP UZGODNILIŚMY MIEJSCE I GODZINĘ SPOTKANIA.

JASNE DLA WSZYSTKICH BYŁO, ŻE JEMY W JEDNEJ Z RESTAURACJI SERWUJĄCYCH OWOCE MORZA W BANG-BAO.

WSIEDLIŚMY Z WOMBACIKIEM NA NASZEGO MECHANICZNEGO KONIKA I O GODZINĘ WCZEŚNIEJ BYLIŚMY NA MIEJSCU.

WOMBAT – JAK ZWYKLE ŚWIETNIE PRZYGOTOWANY MERYTORYCZNIE, SZCZEGÓLNIE JEŚLI CHODZI O KULINARIA – NIE MIAŁ OCHOTY NA POLECANĄ PRZEZ NASZYCH KUMPLI KNAJPĘ.

ZACZĘLIŚMY SPRAWDZAĆ CO MAJĄ DO ZAOFEROWANIA WSZYSTKIE JESZCZE OTWARTE JADŁODAJNIE. JEST TEGO CAŁA MASA. UMIEJSCOWIONE PO OBU STRONACH BAAAARDZO DŁUGIEGO MOLO, SĄ ŁATWO DOSTĘPNE. O TEJ PORZE OTWARTYCH BYŁO CO NAJMNIEJ KILKANAŚCIE.

W PEWNYM MOMENCIE TRAFILIŚMY NA MOCNO REKLAMOWANĄ NA WIELU FORACH “CHOWLAY SEAFOOD RESTAURANT” JEDZENIE WYGLĄDAŁO SUPER DOBRZE. CENY TROCHĘ MNIEJ.

KILKADZIESIĄT MINUT PÓŹNIEJ SPOTKALIŚMY RESZTĘ GRUPY. JAK TO W DEMOKRACJI (PRAWDZIWEJ) BYWA ZADECYDOWAŁA WIĘKSZOŚĆ. WYBRALIŚMY PRZETESTOWANĄ WCZEŚNIEJ PRZEZ DWIE OSOBY Z NASZEJ GRUPY RESTAURACJĘ … I ZJEDLIŚMY NIEZŁĄ, POŻEGNALNĄ (FRANCUZ I TAJ WYJEŻDŻAJĄ JUTRO) KOLACJĘ Z DARÓW TUTEJSZYCH WÓD. DLA WOMBATA I MNIE JEDZENIE BYŁO ZBYT SŁABO DOPRAWIONE.

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *