28.11.2017 – BANGKOK. KIERUNEK CHINA TOWN

.
DZISIEJSZY PLAN ZAKŁADA OGLĄDANIE PAŁACU KRÓLEWSKIEGO.

KOLEJNY RAZ ŚNIADANIUJEMY JEDZĄC DOBRA NABYTE NA NASZEJ ULICY. ZA 70 ( 2×35 ) BACIKÓW DOSTALIŚMY TUŻ KOŁO HOTELU DWIE PIĘKNIE ZGRILLOWANE LOKALNE RYBY. NIESTETY SPOŻYCIE ICH NA MIEJSCU BYŁO NIEMOŻLIWE BO STOISKO TYLKO SPRZEDAJE. ALE TO NIE PROBLEM. ZJEDLIŚMY KAWAŁEK DALEJ W USTRONNYM ZAKĄTKU NA GŁÓWNEJ ULICY.

NIESTETY, DO PAŁACU DOTARLIŚMY TAK PÓŹNO, ŻE O ZWIEDZANIU NIE MA MOWY.  ALE TO NIE PROBLEM. BANGKOK JAK DOBRA STRIPTIZERKA, MA CO POKAZYWAĆ.

TNIEMY WIĘC DO POBLISKIEJ ŚWIĄTYNI BUDDYJSKIEJ  – WAT MAHATHAT YUWARAT RANGSARIT.

WAT MAHATHAT JEST SPORY. NA SZCZĘŚCIE ZWIEDZACZY MAŁO, WIĘC MOŻNA SPOKOJNIE WSZYSTKO OBEJRZEĆ. OPRÓCZ KILKU INTERESUJĄCYCH FIGUR BUDDY, NAJCIEKAWSZE DLA MNIE BYŁO OBSERWOWANIE PRACY RENOWATORÓW JEDNEGO Z POSĄGÓW. JEDEN Z NICH WŁAŚNIE FORMOWAŁ I WKLEJAŁ DŁUGIE NA 2 cm LISTKI JAKIEGOŚ DRZEWA. STRASZNIE MISTERNA PRACA.
WEJŚCIE DARMOWE. NA ZWIEDZANIE WYSTARCZY 40 min.

WĘDRUJEMY DALEJ ZAHACZAJĄC PO DRODZE O TARG AMULETÓW. IDZIEMY OCIENIONĄ PIĘKNYMI DRZEWAMI ULICĄ, CIĄGNĄCĄ SIĘ WZDŁUŻ PARKU SARANROM. PORUSZANIE SIĘ JEST UTRUDNIONE, BO SZCZEGÓLNIE TUTAJ – W ODCIĘTYM OD SŁOŃCA MIEJSCU – CAŁY CZAS TOWARZYSZĄ NAM PIELGRZYMUJĄCY DO KRÓLEWSKIEGO KREMATORIUM TAJOWIE. NAGLE SŁYSZYMY NAD NAMI GŁUCHY TRZASK. ODWRACAJĄC GŁOWY WIDZIMY SPOREJ WIELKOŚCI KONAR UDERZAJĄCY W CHODNIK KILKADZIESIĄT CENTYMETRÓW OD MIEJSCA, W KTÓRYM SEKUNDY TEMU BYŁ WOMBAT …

.

BANGKOK – … SPOREJ WIELKOŚCI KONAR UDERZYŁ W CHODNIK OBOK MIEJSCA, W KTÓRYM WCZEŚNIEJ BYŁ WOMBAT …

.

WAT SUTHAT TO DUŻY OBIEKT. DO OGLĄDNIĘCIA SĄ NIE TYLKO BUDYNKI I ICH WNĘTRZA (CO NAJMNIEJ DWA, ALE I KAMIENNE FIGURY STOJĄCE WZDŁUŻ WSCHODNIEGO OGRODZENIA. CIEKAWE. PRZED GŁÓWNĄ ŚWIĄTYNIĄ KOMPLEKSU, TROCHĘ NA UBOCZU (TEŻ NA WSCHÓD) PRZYCIĄGNĄ TWÓJ WZROK DWIE SPOREJ WIELKOŚCI POSTACI BUDD (TAK ROZUMIEM) Z BŁYSZCZĄCEGO ZŁOTA. JEDNA WYGLĄDA JAKBY MIAŁA GŁĘBOKĄ ANOREKSJĘ. INTERESUJĄCE. 🙂 🙂 WSTĘP 20 BACIKÓW / os. CZAS OGLĄDANIA ok. 70 min.

TUŻ PO WYJŚCIU TRAFILIŚMY NA HINDUSKI ZAKĄTEK W BANGKOKU. NIEWIELKIE ODGRODZONE OD ZGIEŁKU MIASTA MIEJSCE – ŚWIĄTYNIA WISZNU.  PO PROSTU HINDUSI W CENTRUM TAJLANDII.

RUSZYLIŚMY W KIERUNKU CHINA TOWN. KILKUKILOMETROWY SPACER DOBRZE NAM ZROBI. MIJAMY GWARNE ULICE, DOCHODZĄC PO PEWNYM CZASIE DO CHIŃSKIEJ ENKLAWY. ZAGŁĘBIAMY SIĘ W NIĄ POWOLI, ROZGLĄDAJĄC SIĘ NA BOKI. JEJ WARGI ROZCHYLAJĄ SIĘ Z CIEKAWOŚCIĄ PRZED KAŻDYM PODRÓŻNIKIEM. IDZIEMY GŁÓWNĄ ULICĄ – CHAROEN KRUNG ROAD – KIERUJĄC KROKI DO JEDNEGO Z POLECANYCH PRZEZ LP MIEJSC –  JEK PUI. MOŻNA TU PONOĆ ZJEŚĆ NAJLEPSZE W MIEŚCIE CURRY…

SZUKAMY NIEPRECYZYJNIE WSKAZANE PRZEZ LP MIEJSCE DOSYĆ DŁUGO. WRESZCIE NAŃ TRAFIAMY, ALE … OCZEKIWANEGO WÓZKA NIGDZIE NIE WIDAĆ. COŚ TU JEST NIE TAK … NIEZRAŻENI RUSZAMY DALEJ. TYM RAZEM NASZYM CELEM JEST RESTAURACJA NAI MONG HOI THOD. ODNAJDUJEMY ULICĘ, NA KTÓREJ POWINNA BYĆ, I NIE MOŻEMY ODNALEŹĆ MIEJSCA – CZYŻBY BYŁO Z NAMI COŚ NIE HALLO?

IDĄC TUTAJ MINĘLIŚMY INTERESUJĄCO WYGLĄDAJĄCĄ RESTAURACYJKĘ – ร้าน ข้าวต้มเจ๊สวย เยาวราช (BOILED RICE RESTAURANT?). ZAWRACAMY. PO KILKUNASTU KROKACH JESTEŚMY NA MIEJSCU. NA JEZDNI, SZEROKIEJ W TYM MIEJSCU STOI KILKA STOLICZKÓW. KELNERZY OD RAZU PODAJĄ MENU. SĄDZĄC PO FREKWENCJI, RESTAURACJA MUSI MIEĆ DOBRĄ OPINIĘ U LOKALSÓW. BEZ PRZERWY POJAWIAJĄ SIĘ NOWI KLIENCI, CO DOPROWADZA DO NIEKONTROLOWANEGO (Z MOJEGO PUNKTU WIDZENIA) ROZROSTU RESTAURACJI. ALE TO NIE PROBLEM. OBSŁUGA WYCIĄGA STOLIKI I KRZESŁA Z PAKI STOJĄCEJ OBOK PÓŁCIĘŻARÓWKI I ROZSTAWIA JE ANEKTUJĄC KOLEJNY KAWAŁEK SZEROKIEJ W TYM MIEJSCU ULICY.

NIEDUŻE MENU WYGLĄDA SPOKO. BIERZEMY OSTRĄ SAŁATKĘ Z OWOCÓW MORZA, SMAŻONĄ LOKALNĄ RYBĘ I JAKIEŚ GRZYBOWY SPECJAŁ, NA KTÓRY MA WIELKĄ OCHOTĘ MOJA PARTNERKA. WSZYSTKO WSPANIAŁE. 🙂 🙂 🙂 🙂
GORĄCO POLECAMY TO MIEJSCE (ADRES: 557-561 PHLAP PHLA CHAI RD), CHOCIAŻ NIE ZNAMY JEGO WŁAŚCIWEJ NAZWY. W NECIE ISTNIEJE KILKA ODNOŚNIKÓW – ŁĄCZNIE Z JEDNYM DO FB, ALE WSZYSTKIE SĄ PO TAJSKU. NIE MAM NIESTETY SZANSY NA SPRAWDZENIE, KTÓRA ZE STOSOWANYCH NAZW JEST POPRAWNA.

LEKKO NAJEDZENI WRÓCILIŚMY DO JEK PUI. MOŻE BĘDZIE OTWARTE?

PŁONNE NADZIEJE. SĄDZĄC Z NA SZYBKO PRZEKOPANEGO NETU, O TEJ PORZE NIE MA TUTAJ CZEGO SZUKAĆ. SŁYNNA JADALNIA CURRY JEST OTWARTA W PORZE LUNCHU, CO NAJWYŻEJ DO PÓŹNEGO POPOŁUDNIA. A TERAZ JEST WCZESNY, ALE WIECZÓR …

POSTANOWILIŚMY PRZEJŚĆ PIESZO DO STACJI BTS NAD RZEKĄ. SZŁO OPORNIE. NA POCZĄTKU – BĘDĄC JESZCZE W CHINA TOWN – CO CHWILĘ PRZYSTAWALIŚMY ZACHWYCENI INTERESUJĄCYM JEDZENIEM ULICZNYM. POTEM NIE MIELIŚMY JUŻ SIŁY, BY IŚĆ RAŹNYM KROKIEM. NIEISTOTNE. POMIMO PÓŹNEGO STARTU ZROBILIŚMY PIESZO DOBRZE PONAD 10 km (WLICZAJĄC W TO DOSYĆ DOKŁADNĄ PENETRACJĘ DWÓCH KOMPLEKSÓW ŚWIĄTYNNYCH). 🙂

.

►ZOBACZ FOTY◀︎

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *