29.11.2017 – BANGKOK. STARE I NOWE MIASTO

.
DZISIAJ STWIERDZILIŚMY KATEGORYCZNIE, ŻE NAJWYŻSZA PORA PÓJŚĆ W KOŃCU DO NAJWIĘKSZEJ ATRAKCJI TURYSTYCZNEJ BANGKOKU – PAŁACU KRÓLEWSKIEGO.

WYSIEDLIŚMY NA PRZYSTANI CHANG. ZNAJDUJE SIĘ PRZY NIEJ MAŁA JADŁODAJNIA I STRAGANY Z RÓŻNORAKIMI RZECZAMI. PRZYSIEDLIŚMY NA ŚNIADANIE. JEDZENIE BYŁO ŚWIETNE.

KOMPLEKS PAŁACOWY POŁOŻONY JEST NA DUŻEJ, OGRODZONEJ BIAŁYM MUREM PRZESTRZENI. WEJŚCIE PRZEZ BRAMKI, PRZY KTÓRYCH STOI POLICJA. NASTĘPNIE TRZEBA PRZEJŚĆ JESZCZE KAWAŁEK DO BRAMY Z KASAMI BILETOWYMI. OBOWIĄZUJE ODPOWIEDNI STRÓJ. MOŻNA KUPIĆ PRZEWODNIK TELEFONICZNY.

NAJPIERW WCHODZI SIĘ DO ŚWIĄTYNI WAT PHRA KAEW. WEJŚĆ STRZEGĄ PARY LWÓW. POSTAĆ SZMARAGDOWEGO BUDDY (W ISTOCIE Z NEFRYTU) POCHODZĄCĄ NAJPRAWDOPODOBNIEJ Z 43 r. p.n.e. OGLĄDA SIĘ Z ODDALI. JEST NIEWIELKA. FIGURKĘ UMIESZCZONĄ NA ZŁOTYM COKOLE POD BALDACHIMEM OTACZAJĄ ZŁOTE PARASOLKI.

UBIERA SIĘ JĄ STOSOWNIE DO PÓR ROKU. TYLKO KRÓL MA PRZYWILEJ ZMIANY SZAT. ZMIANA STROJU MA ZAPEWNIAĆ POMYŚLNOŚĆ NA NASTĘPNĄ PORĘ.

FIGURKA MIEŚCI SIĘ W GŁÓWNEJ, PIĘKNIE UDEKOROWANEJ SALI. ŚCIANY ZDOBIĄ MALOWIDŁA (OPOWIADAJĄCE HISTORIE Z ŻYCIA BUDDY, MIĘDZY INNYMI POKONANIE DEMONA MARY), FRESKI, MOZAIKI.

W POZOSTAŁEJ CZĘŚCI KOMPLEKSU SZEREG BUDYNKÓW: BIBLIOTEKA, KRÓLEWSKI PAWILON (DO TYCH NIE MOŻNA WEJŚĆ), ŚWIĄTYNIE; POSTACIE JAKSZÓW, KINNARÓW, GIGANTÓW; GŁÓWNA ZŁOTA CHEDI (ZAWIERAJĄCA PONOĆ PROCHY BUDDY), DWIE MNIEJ WAŻNE ZŁOTE CHEDI.

WSZYSTKO MIENI SIĘ ŻYWYMI KOLORAMI BŁYSZCZĄCYMI W SŁOŃCU.

CHODZILIŚMY W RÓŻNE STRONY, RAZ PO RAZ OGLĄDAJĄC TE SAME ELEMENTY ŚWIĄTYNI I ODKRYWAJĄC ZA KAŻDYM RAZEM NOWE JEJ DETALE.

POTEM PRZESZLIŚMY DO CZĘŚCI PAŁACOWEJ. ARCHITEKTURA KOMPLEKSU NIE POZOSTAWIA WĄTPLIWOŚCI, CO DO EUROPEJSKICH WPŁYWÓW. REZYDENCJA KRÓLA, BUDYNKI W KTÓRYCH DZIAŁAJĄ SĄDY I PRZYJMOWANE SĄ AUDIENCJE NIE BYŁY NIESTETY DOSTĘPNE DLA PUBLICZNOŚCI. MOŻNA TYLKO POPATRZEĆ JAK SIĘ PREZENTUJĄ.

PO WYJŚCIU UZNALIŚMY, ŻE ZA JEDNYM ZAMACHEM OGLĄDNIEMY TEŻ PAŁAC KRÓLEWSKI DUSIT. MIELIŚMY NADZIEJĘ NA ZOBACZENIE PAŁACU, PARKU, SALI TRONOWEJ, MUZEUM SŁONI.

BYŁO BARDZO CIEPŁO KIEDY DOWLEKLIŚMY SIĘ DO PARKU PAŁACOWEGO. SZLIŚMY WZDŁUŻ MURU, ALE NIE MOGLIŚMY WEJŚĆ DO ŚRODKA. PIETRUSZKA ZACZĄŁ MIEĆ ZŁE PRZECZUCIA. JAK SIĘ OKAZAŁO SŁUSZNE. GDY W KOŃCU TRAFILIŚMY NA OTWARTĄ BRAMĘ, OKAZAŁO SIĘ, ŻE OBIEKT PRZECHODZI REMONT I NIE MOŻNA WEJŚĆ.

WRACAJĄC ZATRZYMALIŚMY SIĘ W WAT ARUN – ŚWIĄTYNI, KTÓRĄ MIJALIŚMY JUŻ WIELE RAZY. WYGLĄDA JAK PIĘTROWY TORT POKRYTY BITĄ ŚMIETANĄ I OZDOBAMI Z CUKRU LUB MARCEPANU.

W ISTOCIE JEST ZBUDOWANA W KHMERSKIM STYLU. IGLICA W FORMIE KUKURYDZY OTOCZONA CZTEREMA MNIEJSZYMI PRANGAMI STANOWI WYOBRAŻENIE GÓRY MERU I CZTERECH KIERUNKÓW ŚWIATA. ŚWIĄTYNIA POWSTAŁA W CZASIE KRÓLESTWA AYUTTHAYA (LATA 1350-1767) JAKO WAT MAKOK. NAZWĘ ZMIENIONO, KIEDY STOLICA PAŃSTWA ZOSTAŁA PRZENIESIONA DO THONBURI. SWOJĄ DEKORACYJNOŚĆ WAT ARUN ZAWDZIĘCZA KRÓLOWI RAMIE III, KTÓRY ZARZĄDZIŁ JEJ POKRYCIE ELEMENTAMI CHIŃSKIEJ PORCELANY.

PRZY WEJŚCIU DOBIEGŁA NAS DZIWNA MUZYKA. ŚWIĄTYNIA BYŁA PEŁNA LUDZI. KIEDY DOSTALIŚMY SIĘ DO ŚRODKA ZOBACZYLIŚMY JAPOŃSKICH MUZYKÓW GRAJĄCYCH NA BĘBNACH. ROBILI TO W ABSOLUTNIE FANTASTYCZNY SPOSÓB. WYDOBYWALI ZE SWOICH INSTRUMENTÓW NIESAMOWITE DŹWIĘKI. WSZYSCY SŁUCHALI W ZUPEŁNEJ CISZY. PIĘKNY KONCERT. KIEDY SKOŃCZYLI APLAUZ BYŁ POWSZECHNY.

MUZYCY ZAPRASZALI PUBLICZNOŚĆ DO WSPÓLNYCH ZDJĘĆ. POMYŚLAŁAM – CZEMU NIE, I STANĘŁAM Z NIMI UŚMIECHAJĄC SIĘ FILMOWO.

POTEM POWIEDZIAŁAM IMIĘ NASZEGO KOTA, A MUZYCY NAGRODZILI MNIE UŚMIECHEM OD UCHA DO UCHA, A MOŻE – OD WIBRYSA DO WIBRYSA.

NASZ KOT NOSI IMIĘ ARIGATO, CO PO JAPOŃSKU ZNACZY DZIĘKUJĘ. TO, ŻE PÓŹNIEJ ZOSTAŁ PRZEROBIONY NA ALIGATORA LUB ALIGATOSA TO BEZ ZNACZENIA, BO W PASZPORCIE MA ARIGATO.

ŚWIĄTYNIA JUTRZENKI Z CUKROWEJ PIANKI MA TROCHĘ SCHODÓW, WIĘC WSPINALIŚMY SIĘ DZIELNIE PODZIWIAJĄC JEJ KONSTRUKCJĘ I WYSTRÓJ. GDY ZROBILIŚMY WSZYSTKIE MOŻLIWE UJĘCIA FOTOGRAFICZNE, USTAWILIŚMY SIĘ W KOLEJCE DO JAKIEJŚ ŁÓDKI. KOLEJKA BYŁA DŁUGA. CIERPLIWIE ODSTALIŚMY SWOJE I W KOŃCU OSIĄGNĘLIŚMY UPRAGNIONY DRUGI BRZEG.

TEGO DNIA PRZYSZEDŁ TAKŻE CZAS NA WSPÓŁCZESNY I NOWOCZESNY BANGKOK.

WIECZOREM, MIMO OSTRZEŻEŃ O CENACH, CHCIELIŚMY PÓJŚĆ DO JEDNEGO Z BARÓW MIESZCZĄCEGO SIĘ NA DACHU KTÓREGOŚ Z DRAPACZY CHMUR. WYBRALIŚMY CLOUD 47 NA THANON SILOM. Z INFORMACJI WYNIKAŁO, ŻE JEST PRZYSTĘPNY CENOWO I MIEŚCI SIĘ STOSUNKOWO NIEDALEKO NASZEGO HOTELU.

SILOM I SATHON TO DZIELNICE BIZNESU, WIELKICH WIEŻOWCÓW, HOTELI, CENTRÓW HANDLOWYCH. NOWOCZESNA CZĘŚĆ BANGKOKU STAŁA PRZED NAMI OTWOREM.

WYSIEDLIŚMY Z KOLEJKI NADZIEMNEJ I SZLIŚMY THANON SILOM. WYSOKIE BIUROWCE, BANKI, GMACHY PO OBU STRONACH CZTEROPASMOWEJ ULICY. NAD NIĄ MOSTY NADZIEMNYCH PRZEJŚĆ.

TA CZĘŚĆ MIASTA JEST ZUPEŁNIE INNA, NIŻ KOLEBKA BANGKOKU KO RATANAKOSIN I PRZYLEGAJĄCE BANGLAMPHU ZE SWOJĄ ZABUDOWĄ W KLASYCZNYM STYLU. NOWOCZESNA, MA ROZMACH I STYL. TĘTNI ŻYCIEM.

DOSZLIŚMY DO PHAT PONGU KOJARZĄCEGO SIĘ PRZEDE WSZYSTKIM Z ROZPUSTĄ. NIEWIELKI KAWAŁEK MIASTA – DWIE ULICE, KTÓRYCH ZŁA SŁAWA ZNACZNIE ZŁAGODNIAŁA, CHYBA NAJLEPSZE CZASY MA ZA SOBĄ.

.

BANGKOK, THANON PATPONG 1 – W DZIELNICY CZERWONYCH LATARNI

.

KLUBY, W KTÓRYCH DZIEWCZYNY MNIEJ LUB BARDZIEJ ROZEBRANE TAŃCZĄ CZY TEŻ ROBIĄ STRIPTEASE, NIE MAJĄ JUŻ TAK LICZNEJ PUBLICZNOŚCI. NAJCZĘŚCIEJ TO CIEKAWSCY TURYŚCI. PRZEZ UCHYLONE DRZWI MOŻNA DOSTRZEC SKĄPO UBRANE DZIEWCZYNY CZEKAJĄCE AŻ SALA ZAPEŁNI SIĘ WIDOWNIĄ. NIEKTÓRE WYCHODZIŁY ZAPRASZAJĄCO NA ZEWNĄTRZ.

W POBLIŻU JEST TARG NOCNY, NA KTÓRYM MOŻNA KUPIĆ RÓŻNOŚCI DO UBRANIA, KOSMETYKI. OBESZLIŚMY WSZYSTKO. PIETRUSZKA ZAFUNDOWAŁ SOBIE KRAWAT W ŚWIECĄCY WZOREK I POSZLIŚMY DO ULICZNEJ JADŁODAJNI NA WYGLĄDAJĄCEGO SZALENIE APETYCZNIE PIECZONEGO KURCZAKA.

WZMOCNIENI WRÓCILIŚMY NA SILOM Rd. SZUKAJĄC BUDYNKU ZE SKY BAREM. NIE MOGLIŚMY GO ZNALEŹĆ, CHOCIAŻ POWINNO BYĆ TO PROSTE. MOŻE I BYŁOBY PROSTE GDYBY BAR JESZCZE ISTNIAŁ. NIESTETY ZOSTAŁ ZLIKWIDOWANY.  TO NIE BYŁ CHYBA NASZ DZIEŃ.

.

>>>>ZOBACZ FOTY<<<<

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *