03.12. 2017 – BANGKOK. DOJAZD NA LOTNISKO. DO DOMU

.
OKOŁO GODZINY 5:15 ODDALIŚMY W RECEPCJI KLUCZE OD POKOJU, POŻEGNALIŚMY SIĘ I WYSZLIŚMY NA NASZĄ ULICZKĘ. POGRĄŻONA BYŁA WE ŚNIE, CHOCIAŻ JEDEN ZE STRAGANÓW ZACZYNAŁ SZYKOWAĆ ŚNIADANIE DLA RANNYCH PTASZKÓW.

TAK NA WSZELKI WYPADEK CHCIELIŚMY BYĆ O 5.30 NA DWORCU.

KIEDY WESZLIŚMY NA DWORZEC, WEJŚCIE NA PERONY BYŁO JESZCZE ZAMKNIĘTE. KAZANO NAM POCZEKAĆ. ZAKRATOWANE DRZWI OTWORZYŁ JAKIŚ MUNDUROWY MNIEJ WIĘCEJ NA 15-20 MINUT PRZED SZÓSTĄ.

KUPILIŚMY ZA 48 THB / os. BILETY DO STACJI PAYA THAI. POCIĄG PRZYJECHAŁ ZA OKOŁO 10 MINUT – W KAŻDYM BĄDŹ RAZIE JESZCZE PRZED SZÓSTĄ. PO OKOŁO 20 MINUTACH DOJECHALIŚMY DO STACJI SIAM (LINIA SILOM). TAM PRZESIEDLIŚMY SIĘ DO KOLEJKI W KIERUNKU PHAYA THAI (LINIA SUKHUMVIT). WYSIEDLIŚMY I CZEKALIŚMY GÓRA 5 MINUT NA POŁĄCZENIE Z LOTNISKIEM SUVARNABHUMI. JECHALIŚMY 30 MINUT. SZYBKO, SPRAWNIE W CIĄGU GODZINY BYLIŚMY NA MIEJSCU. ZDĄŻYLIŚMY BEZ PROBLEMU.

BEZPROBLEMOWO RÓWNIEŻ PRZEBIEGŁY LOTNISKOWE FORMALNOŚCI.

.

DOHA – LOTNISKO

.

LECIELIŚMY, Z MIĘDZYLĄDOWANIEM W DOHA, DO BERLINA. STAMTĄD MIELIŚMY W NOCY AUTOBUS DO DOMU.

BERLIN – WBREW WSZYSTKIEMU – JEST SŁABO SKOMUNIKOWANY NOCĄ ZE ŚLĄSKIEM. NIE MA POCIĄGU. NAJBLIŻSZE POCIĄGI SĄ ZE SZCZECINA, DO KTÓREGO TRZEBA DOJECHAĆ AUTOBUSEM. POZOSTAJE TYLKO TRANSPORT AUTOBUSOWY, KTÓRYM ZRESZTĄ MOŻNA JECHAĆ DO RÓŻNYCH MIAST W POLSCE.

NA TRASIE DO BERLINA Z DOHA MIAŁAM WYBRANE JEDZENIE Z OGRANICZENIEM LAKTOZY. GENERALNIE JEDZENIE W JEDNĄ I W DRUGĄ STRONĘ BYŁO DOBRE, ALE JAK DLA MNIE – BEZ SPECJALNYCH ZACHWYTÓW. SERWOWANO TEŻ ALKOHOL.

O GODZ. 19:30 WYLĄDOWALIŚMY W BERLINIE. AUTOBUS MIELIŚMY PO PÓŁNOCY.

NIE WIEM JAK TO SIĘ STAŁO, ALE NAGLE OKAZAŁO SIĘ ŻE AUTOBUS DO POLSKI JEDZIE Z INNEGO LOTNISKA. CHOCIAŻ DOKŁADNIE SPRAWDZAŁAM LOTNISKA TO CHYBA BYŁ MÓJ BŁĄD. MUSIAŁAM, KUPUJĄC BILETY NA AUTOBUS W OSTATNIEJ CHWILI PRZED WYJAZDEM, NIE SPRAWDZIĆ Z KTÓREGO LOTNISKA JEDZIE. WYLĄDOWALIŚMY NA LOTNISKU TEGEL, A AUTOBUS ODJEŻDŻAŁ Z SCHÖNEFELD. TRZEBA BYŁO ZMIENIĆ LOTNISKO.

MUSIELIŚMY AUTOBUSEM DOJECHAĆ DO STACJI METRA. POTEM METREM NA LOTNISKO.

WESZŁAM DO AUTOBUSU I PATRZYŁAM JAK PIETRUSZKA STOI JAKO TRZECI PRZY AUTOMACIE TUŻ OBOK AUTOBUSU. PIERWSZA OSOBA KUPIŁA BILET I WSIADŁA, DRUGA SIĘ GRZEBAŁA I GRZEBAŁA. W MOMENCIE GDY PIETRUSZKA W KOŃCU ZACZĄŁ KUPOWAĆ BILETY, AUTOBUS RUSZYŁ. RZUCIŁAM SIĘ STRONĘ KIEROWCY, CHCĄC BY SIĘ ZATRZYMAŁ. ALE OCZYWIŚCIE MNIE NIE POSŁUCHAŁ.

JADĄCY LUDZIE, WIDZĄC MOJE NERWOWE RUCHY WYPYTALI MNIE O CO CHODZI I GDZIE CHCĘ JECHAĆ. SPOKOJNIE WYTŁUMACZYLI, ŻE MAM WYSIĄŚĆ NA NAJBLIŻSZYM PRZYSTANKU, BO TAM TRZEBA SIĘ PRZESIĄŚĆ DO METRA. INNEJ MOŻLIWOŚCI NIE MA.

MIELI RACJĘ. WYSIADŁAM, A PIETRUSZKA PRZYJECHAŁ NASTĘPNYM AUTOBUSEM. WSIEDLIŚMY DO METRA I DOJECHALIŚMY NA LOTNISKO.

MIELIŚMY JESZCZE SPORO CZASU DO ODJAZDU AUTOBUSU, WIĘC USIEDLIŚMY W CZYNNYM BARZE. ZAMÓWILIŚMY HERBATĘ PLUS BARDZO DOBRE KANAPKI I TAK DOTRWALIŚMY DO PRZYJAZDU AUTOBUSU …

.

>>>> ZOBACZ FOTY <<<<

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *