02.12.2017 – BANGKOK NA LUZIE

.
TO NASZ OSTATNI DZIEŃ W BANGKOKU. TRAKTUJEMY GO BARDZO LIGHTOWO. OBEJRZYMY PRZEOCZANE DOTYCHCZAS DUCHOWE SERCE MIASTA – LAK MUEANG, A POTEM SIĘ ZOBACZY.

PO DOPŁYNIĘCIU DO CHANG PIER ZACZĘLIŚMY SZUKAĆ CZEGOŚ DO JEDZENIA. INTERESUJĄCE ŻAREŁKO WYCZAILIŚMY TUŻ PRZY PRZYSTANI – W BOCZNEJ NIEDUŻEJ ULICZCE PO LEWEJ OD WYJŚCIA (PATRZĄC W STRONĘ PAŁACU. ZOBACZ MAPĘ). WYBÓR W GARKUCHNI KTÓRA NAM WPADŁA W OKO, IMPONUJE I WYGLĄDEM I ZAPACHEM. WYBRALIŚMY SOBIE DANIA RYBNE. POTRAWA WOMBACIKA – NIEZBYT OSTRA – MIAŁA KAWAŁKI LOKALNEJ WYFILETOWANEJ RYBY. JA WZIĄŁEM COŚ Z OŚĆMI – NA OSTRO :). WSZYSTKIE 3 POTRAWY, BO WZIĄŁEM JESZCZE CURRY – PYCHOTKA. GORĄCO POLECAMY TO MIEJSCE. 🙂 🙂 🙂

LAK MUEANG – tzw. SŁUP MIEJSKI TO OD 1782 r. NIEODZOWNY ELEMENT KAŻDEGO WIĘKSZEGO MIASTA TAJLANDII. NAJCZĘŚCIEJ POZŁACANY PAL, JEST UWAŻANY ZA SIEDZIBĘ BÓSTWA OPIEKUJĄCEGO SIĘ MIASTEM. ZWYKLE STOI W SPECJALNIE WYBUDOWANEGO DLA NIEGO SANKTUARIUM.

TUTEJSZA ŚWIĄTYNIA LAK MUEANG BYŁA PIERWSZĄ BUDOWLĄ NOWEGO MIASTA, POSTAWIONĄ PO PRZENIESIENIU STOLICY Z POBLISKIEGO THONBURI, I PEWNO DLATEGO CIESZY SIĘ DUŻĄ POPULARNOŚCIĄ WŚRÓD TAJÓW.

CIEKAWE SĄ ZWYCZAJE ZWIĄZANE Z MODLITWĄ W TYM MIEJSCU. Z MOJEGO PUNKTU WIDZENIA CZĘŚCIOWO ODMIENNE OD TYCH PRAKTYKOWANYCH W INNYCH ŚWIĄTYNIACH BUDDYJSKICH.

WSTĘP BEZPŁATNY. OBIEKT SKŁADA SIĘ Z KILKU CZĘŚCI. WARTO TU SPĘDZIĆ 30 – 40 min. 🙂 🙂

RUSZYLIŚMY PRZED SIEBIE KIERUJĄC KROKI OKRĘŻNĄ DROGĄ W STRONĘ RZEKI. PO DRODZE WSTĄPILIŚMY DO PARKU SARANROM.

.

BANGKOK – SPACER ULICAMI MIASTA

.

POWOLI ZBLIŻAŁA SIĘ GODZINA UMÓWIONEGO WCZEŚNIEJ SPOTKANIA. WCZORAJ WIECZOREM PROSILIŚMY W HOTELOWEJ RECEPCJI O ZAREZERWOWANIE NAM DWUGODZINNEGO MASAŻU W HEALTH LAND SATHORN.

O UMÓWIONEJ PORZE STAWILIŚMY SIĘ PRZED KONTUAREM MASAŻOWNI. NIESTETY, NIE POTRAFIONO ZNALEŹĆ REZERWACJI NA PODANE NAZWISKO I NAJWYRAŹNIEJ CHCIANO NAS ODESŁAĆ Z KWITKIEM, NA CO MY Z KOLEI NIE CHCIELIŚMY SIĘ ZGODZIĆ. OCZYWIŚCIE MOGLIBYŚMY SKORZYSTAĆ Z USŁUG INNEJ FIRMY, ALE PO PIERWSZE: JUŻ DAWNO NASTAWILIŚMY SIĘ NA MASAŻ WŁAŚNIE W HEALTH LAND – WYSOKO NOTOWANEJ NA RYNKU w/w USŁUG, A PO DRUGIE: NIE MIELIŚMY CZASU NA PRZESZUKIWANIE INTERNETU PO RAZ KOLEJNY.

NAJWYRAŹNIEJ NASZA DYSKUSJA Z RECEPCJONISTKAMI PRZYCIĄGNĘŁA UWAGĘ KOBITKI MAJĄCEJ PIECZĘ NAD OBSŁUGĄ KLIENTA. PANI PODESZŁA, WYSŁUCHAŁA OBU STRON, SPRAWDZIŁA REZERWACJE, POPROSIŁA O DOKONANIE ODPOWIEDNIEJ OPŁATY I O CHWILĘ CIERPLIWOŚCI.

PO CHWILI POPROSZONO BYŚMY ZMIENILI OBUWIE I DWIE TAJKI ZAPROWADZIŁY NAS DO NIEDUŻEGO POKOJU. TAM PO PRZEBRANIU SIĘ W DOSTARCZONE PRZEZ FIRMĘ ODPOWIEDNIE STROJE ZOSTALIŚMY PODDANI DWUGODZINNEJ “OBRÓBCE”. NIESTETY, NIE ZOSTALIŚMY PODDANI TAKIM MASAŻOM JAKIE PLANOWALIŚMY. NIE BYŁO WOLNEGO SPECJALISTY OD NÓG, NA PRACĘ KTÓREGO NAJBARDZIEJ LICZYLIŚMY …

FAKTYCZNIE MASAŻ BYŁ SOLIDNY, CHOCIAŻ JA OSOBIŚCIE NIE ODCZUŁEM JAKIEGOŚ ZDECYDOWANEGO ROZLUŹNIENIA MIĘŚNI. PRZYPUSZCZALNIE DLATEGO, ŻE TRUDNO SPODZIEWAĆ SIĘ NADZWYCZAJNYCH EFEKTÓW PO JEDNYM ZABIEGU. JEDNAK MAJĄC W PAMIĘCI TAJSKI MASAŻ ZAAPLIKOWANY NAM LATA TEMU – CHYBA NA BALI – BYŁEM ŚREDNIO ZADOWOLONY.

MOJE NIEZADOWOLENIE WZROSŁO JESZCZE BARDZIEJ GDY MASAŻYSTKI OTRZYMAWSZY 100 BACIKÓW NAPIWKOSA, ZACZĘŁY SIĘ NACHALNIE DOMAGAĆ WIĘKSZEJ KWOTY. TROCHĘ NAS PODBUZOWAŁY, BO ZA CHWILĘ MOGŁO SIĘ OKAZAĆ, ŻE TEN MASAŻ BYŁBY NAJDROŻSZYM W MIEŚCIE.

MIMO TEGO ZGRZYTU, NIE DA SIĘ UKRYĆ – MASAŻ W HEALTH LAND BYŁ SOLIDNY I WARTO NA NIEGO WYDAĆ WIĘCEJ NIŻ GDZIE INDZIEJ. BUDYNEK, W KTÓRYM MIEŚCI SIĘ FIRMA, JEGO WNĘTRZE, WYSTRÓJ, CZYSTOŚĆ, WYGODA KLIENTÓW I OBSŁUGA NA WYSOKIM POZIOMIE.

UWAGA: KONIECZNA JEST REZERWACJA. WYSTARCZY TELEFONICZNA, ALE POTWIERDZONA. WAŻNE JEST TEŻ WCZEŚNIEJSZE POINFORMOWANIE O JAKI MASAŻ NAM CHODZI, BY SIĘ NIE OKAZAŁO, ŻE NIE MAJĄ WOLNEGO SPECJALISTY W MOMENCIE NASZEGO ZABIEGU.

PO GIMNASTYCE PODESZLIŚMY NA KILKA GODZIN DO MBK CENTER ZROBIĆ OSTATNIE ZAKUPY. WŁAŚNIE ROZPOCZĘTO TOTALNĄ WYSPRZEDAŻ. TRZEBA BYŁO TO SPRAWDZIĆ. 🙂 WYMĘCZENI ŁAŻENIEM WOKÓŁ SETEK STOISK POSTANOWILIŚMY WRZUCIĆ COŚ NA RUSZT – OCZYWIŚCIE W NASZYM ULUBIONYM, ZNAJDUJĄCYM SIĘ W MIĘDZYNARODOWYM CENTRUM ULICZNEGO ŻARCIA (INTERNATIONAL FOOD COURT) NA IV p. (PODOBNE JEST NA V p.).

PONOWNIE JEDNAK MIELIŚMY PECHA. NIE MOŻNA KUPIĆ NIC DO JEDZENIA W INTERNATIONAL FOOD COURT, JEŚLI NIE MA SIĘ GOTÓWKI, TAJSKIEJ KARTY BANKOWEJ LUB KARTY “RABBIT” BTS. A MY POZBYLIŚMY SIĘ PRAWIE CAŁEJ GOTÓWY, BO ZA CHWILĘ KOŃCZYMY POBYT W UROCZEJ TAJLANDII.

TRZEBA BYŁO POSZUKAĆ INNEGO MIEJSCA. WOKÓŁ w/w MIĘDZYNARODOWEJ JADŁODAJNI JEST KILKA RESTAURACJI NIE GRYMASZĄCYCH, GDY KLIENT WYCIĄGA KARTĘ PŁATNICZĄ. JEDNA Z NICH, GREENHOUSE RESTAURANT PRZYGARNĘŁA NAS DO SIEBIE. DOSTALIŚMY TUTAJ SUPER ŻARCIE, NIESTETY ZDECYDOWANIE DROŻSZE OD TEGO SERWOWANEGO W FOOD COURT. JEDZENIE – PRAKTYCZNIE SEA FOOD – BYŁO NAPRAWDĘ BARDZO DOBRE. NAJEDLIŚMY SIĘ DO SYTA OWOCAMI MORZA. 🙂

JUTRO WRACAMY DO KRAJU 🙁 🙁 🙁

.

>>>> ZOBACZ FOTY <<<<

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *