15.03.2018 – URODZINOWO W MAMALLAPURAM

.

WYSPANI WYRUSZYLIŚMY W KIERUNKU ZŁOŻONEJ Z KILKU OBIEKTÓW GRUPY ZABYTKÓW W CENTRUM MIASTECZKA, ZATRZYMUJĄC SIĘ PO DRODZE W NAROŻNEJ GARKUCHNI – HOTEL ABIRAMI – NA UROCZYSTE,  URODZINOWE ŚNIADANIE.

OBSŁUGIWANA PRZEZ 2 OSOBY NIEWIELKA JADŁODAJNIA BYŁA PEŁNA LOKALSÓW, JASNO WSKAZUJĄC NA WYSOKIE KWALIFIKACJE KUCHMISTRZA I PEWNOŚĆ, ŻE ZASERWOWANY POSIŁEK ODPOWIE STANDARDOM URODZINOWEJ WYŻERKI.

WYBRALIŚMY TUTEJSZE PLACKO-CHLEBKI Z OSTRYMI SOSAMI. SMAK PRZESZEDŁ NASZE NAJŚMIELSZE OCZEKIWANIA. STOSUNEK WARTOŚCI DO CENY WZIĘTY Z KOSMOSU. ZA TRZY SPORE DANIA DLA DWÓCH FACETÓW I DROBNEJ KOBITKI ZAPŁACIŁEM 117 RUPOLASÓW, CZYLI MNIEJ NIŻ US$ 2. GORĄCO POLECAMY. 🙂 🙂 🙂 🙂

NIE NA ŻARTY NAŻARCI, OBESZLIŚMY CAŁY ZABYTKOWY KOMPLEKS SPORY WIELKOŚCIOWO (MOŻE BYĆ TROCHĘ CIĘŻKAWY DO PRZEJŚCIA DLA TYCH NIE LUBIĄCYCH WSPINACZKI NAWET NA NIEWIELKIE SKAŁKI).

DO BARDZIEJ INTERESUJĄCYCH TUTAJ MIEJSC ZALICZA SIĘ DUŻY BLOK SKALNY O OWALNYM KSZTAŁCIE NAZYWANYM KULKĄ MASŁA ŚIWY (KRISHNA’S BUTTER BALL); DUŻĄ PŁASKORZEŹBĘ OBRAZUJĄCĄ POKUTĘ ARDŹUNTY (ARJUNA’S PENANCE); GROTĘ (A RACZEJ NISZĘ) THIRUMOORTHI; JASKINIĘ VARAHA; MANDAPĘ; MANDAPĘ WYRŻNIĘTĄ W SKALE (MAHISHAMARDINI ROCK CUT MANDAPA); ŚWIĄTYNIĘ W JASKINI – DHARMARAJA CAVE TEMPLE I ŚWIĄTYNIĘ ZWANĄ GANESHA RATHA. DWIE PIERWSZE MOŻNA ZOBACZYĆ RÓWNIEŻ Z DROGI, BEZ WCHODZENIA DO WNĘTRZA. DO OGLĄDANIA JEST OCZYWIŚCIE ZDECYDOWANIE WIĘCEJ, ALE POZOSTAŁE OBIEKTY SĄ TRUDNIEJ DOSTĘPNE, LUB MAŁO CIEKAWE.

PRZECINAJĄC OBIEKT OD JEDNEGO DO DRUGIEGO WEJŚCIA MOŻEMY ZOBACZYĆ (A CO BARDZIEJ CHĘTNI NAWET ZALICZYĆ) SPOREJ WYSOKOŚCI LATARNIĘ MORSKĄ.

.

MAMALLAPURAM – MAM NADZIEJĘ, ŻE tzw. KULKA MASŁA KRISZNY NIE PRZYGNIECIE MNIE URODZINOWO … 🙂

.

WSTĘP NA TEREN KOMPLEKSU JEST WOLNY (CIEKAWE JAK DŁUGO). TEREN OGRODZONY I CZYSTO UTRZYMANY. CZAS POTRZEBNY NA ZWIEDZANIE: ok 120 – 150 min. 🙂 🙂 🙂

NIEDALEKO w/w MIEJSCA, OBOK PLACU NAŚLADUJĄCEGO DWORZEC AUTOBUSOWY STOI CIEKAWA, RÓWNIEŻ STARA ŚWIĄTYNIA HINDUSKA – STHALA SAYANA PERUMAL. WARTO DO NIEJ ZAJRZEĆ CHOĆBY NA 10 min. 🙂 🙂

BYŁ ŚRODEK DNIA. LEKKI SKWAR DOPOMÓGŁ NAM W PODJĘCIU DECYZJI O WSKOCZENIU DO WODY. POSTANOWILIŚMY SIĘ URODZINOWO OBMYĆ W PRZYBRZEŻNYCH FALACH ZATOKI BENGALSKIEJ. A NUŻ COŚ SIĘ TRAFI?

JAK WSPOMINAŁEM WCZEŚNIEJ MAMALLAPURAM MA PLAŻĘ ROZDZIELONĄ KOMPLEKSEM ŚWIĄTYNNYM NA DWIE CZĘŚCI.

TA BLIŻSZA CENTRUM MIASTA I BARDZIEJ WYPASIONA JEST PLAŻĄ RYBAKÓW. OTACZAJĄ JĄ RESTAURACJE PRZYPUSZCZALNIE NALEŻĄCE DO RYBACKICH RODZIN, SERWUJĄCE ŚWIEŻO ZŁOWIONE MORSKIE PYSZNOŚCI. NA JEJ PRAWYM KOŃCU, PRZY OGROMNYM LEŻĄCYM W WODZIE GŁAZIE NAZYWANYM PRZEZ MIEJSCOWYCH MAHISHASURA JEST ZE 200 m PIĘKNEJ, CZYSTEJ, PUSTEJ PODCZAS NASZEJ BYTNOŚCI PLAŻY. MA ONA TYLKO JEDEN NIEZBYT DUŻY MANKAMENT – OD CZASU DO CZASU KTOŚ CHCE CI COŚ SPRZEDAĆ.

DOTARCIE DO BRZEGU W SAMO POŁUDNIE GROZI POPARZENIEM STÓP. I TO POWAŻNYM. DOBRZE MIEĆ NA NICH CAŁY CZAS JAKIEŚ OBUWIE.

WODA PRZYBRZEŻNA NIE JEST GŁĘBOKA. PŁYCIZNA 50 – 80 cm, SIĘGA CO NAJMNIEJ 20 m OD LINII BRZEGU. POTEM DŁUGO JEST W GRANICACH DO 150 cm. NA OBU PLAŻACH DNO JEST PIASZCZYSTE.

WYKĄPANI URODZINOWO POJECHALIŚMY TUK-TUKIEM NA KOLEJNE ZWIEDZANIE. NIE JEST TO NAJTAŃSZY DOJAZD, ALE POSTANOWILIŚMY Z TAKIEGO SKORZYSTAĆ LICZĄC NA PEWNE BONUSY.

CELEM GŁÓWNYM BYŁA tzw. JASKINIA TYGRYSA LEŻĄCA ok. 5 km ZA MIASTECZKIEM. NATOMIAST WRACAJĄC CHCIAŁEM WPAŚĆ NA SZYBKO DO – ZDAJE SIĘ JEDYNEGO TUTAJ TASK MARKTU (MAM NADZIEJĘ ŻE TO POPRAWNA NAZWA, BO BIORĘ JĄ ZE SŁUCHU) – PO NASZEMU MONOPOLOWEGO.

TEREN PRZYNALEŻNY DO ŚWIĄTYNI TYGRYSA MA PRAWIE PROSTOKĄTNY KSZTAŁT O WYMIARACH PLUS MINUS 100 × 250 m. SĄ TU TRZY SKUPIONE BLISKO SIEBIE GRUPY KAMIENI, W KTÓRYCH WIEKI TEMU JACYŚ ARTYŚCI WYDŁUBALI POMIESZCZENIA I OŁTARZE ŚWIĄTYŃ OZDABIAJĄC JE RÓWNIEŻ.

OBEJŚCIE CAŁOŚCI TO JAKIEŚ 30, MOŻE 40 min. WSTĘP WOLNY. CZY WARTO? PRAWDĘ POWIEDZIAWSZY NIE JESTEM PEWIEN, ALE RACZEJ TAK. 🙂

ZGODNIE Z PLANEM ZATRZYMAWSZY SIĘ POD MONOPOLOWYM WYSŁALIŚMY DOŃ TUK-TUKOWCA LICZĄC NA BONUS FINANSOWY W POSTACI NIŻSZEJ CENY ZA PIWO I BRANDY LUB WHISKY.
NIESTETY – KIEROWCA MUSIAŁ ZAPŁACIĆ IDENTYCZNĄ CENĘ JAKĄ PŁACIMY MY – BIAŁASY.

DZIEŃ ZAKOŃCZYŁA BARDZO DOBRA KOLACJA W JADŁODAJNI ZWANEJ SZUMNIE RESTAURACJĄ SAABRA NORTH INDIAN FAST FOOD SPRÓBOWALIŚMY KILKU DAŃ. I WEGETARIAŃSKICH I NIE. WSZYSTKIE GENIALNIE PROSTE I ŚWIETNE. NIEZAPOMNIANE OKAZAŁY SIĘ GRZYBY W CHILI I KREWETKI PO MANDŻURSKU. 🙂 🙂 🙂

NAŻARCI URODZINOWO DO NIEPRZYZWOITOŚCI ZA CAŁE 700 RUPI, CZYLI NIECAŁE US$ 11 (Z NAPIWKIEM) UDALIŚMY SIĘ NA BALKON NASZEGO HOTELU WYPIĆ ZDROWIE SOLENIZANTA.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *