17.03.2018 – ŚWIĄTYNIE ĆIDAMBARAM I KUMBAKONAM

.

W ĆIDAMBARAM (CHIDAMBARAM) BYLIŚMY PLANOWO – PRZED 1:00. KIEROWCA PODWIÓZŁ NAS POD DWORZEC KOLEJOWY, BO UZNALIŚMY, ŻE TO NAJBEZPIECZNIEJSZE MIEJSCE DO PRZEKIMANIA 4 GODZIN. GŁÓWNE POMIESZCZENIE STACJI BYŁO JASNO OŚWIETLONE I NAWET PRACOWAŁ JEDEN Z WENTYLATORÓW. UWAGA: NIE MA TU PRZECHOWALNI BAGAŻU.

 

ĆIDAMBARAM – ŚPIMY NA DWORCU

.

TROCHĘ WYPOCZĘCI ZACZĘLIŚMY PRZED 6-tą NEGOCJACJE Z TUK-TUKOWCAMI W SPRAWIE DOJAZDU DO ODLEGŁEJ O NIECAŁE 2 km ŚWIĄTYNI NATARAJA – GŁÓWNEGO OBIEKTU NASZYCH ZAINTERESOWAŃ W TYM MIEŚCIE. ROZPOCZĄŁEM ROZMOWY Z KIEROWCAMI DOSYĆ WCZEŚNIE, BY MIEĆ ZAPAS CZASOWY NA WYPADEK GDYBY COŚ POSZŁO NIE TAK.

PRZED DWORCEM STAŁO ZE TRZYDZIEŚCI POJAZDÓW Z DRZEMIĄCYMI KIEROWCAMI. PODSZEDŁEM DO PIERWSZEGO PYTAJĄC O CENĘ PRZEJAZDU. CHCIAŁ 120 MINIMUM. GDY RUSZYŁEM DO KOLEJNEGO, PIERWSZY ZAGDAKAŁ DO NIEGO, NAJWYRAŹNIEJ MÓWIĄC MU – SĄDZĄC Z TONU INSTRUUJĄC-NAKAZUJĄCO – CO I JAK. USŁYSZAŁEM TĘ SAMĄ CENĘ. PRAWIE JAK SŁYNNA MAFIA TAKSÓWKOWA W NASZYM KRAJU.

WZIĘLIŚMY BAGAŻE I RUSZYLIŚMY DO ODLEGŁEGO O JAKIEŚ 150 m WJAZDU NA TEREN PRZYDWORCOWY, BY TAM CHWYCIĆ PRZEJEŻDŻAJĄCEGO TUK-TUKA. ZDĄŻYLIŚMY ZROBIĆ MOŻE 10 m KIEDY PODJECHAŁ DO NAS JAKIŚ TUK-TUK I PO CHWILI – UZGODNIWSZY CENĘ NA 80 RUPI – RWALIŚMY PRZEZ MIASTO W KIERUNKU ŚWIĄTYNI.

ŚWIĄTYNIA NATARAJA, PODOBNIE JAK I INNE, OTWIERANA JEST O 6:00. JEDNO Z NAS MUSIAŁO ZOSTAĆ Z BAMBETLAMI. UŁOŻONE ZGRABNIE POD DASZKIEM CZEKAŁY RAZEM ZE MNĄ, AŻ WOMBAT Z KARASIEM WRÓCĄ ZE ZWIEDZANIA.

ZACZĘŁO PADAĆ. RUCH NA ULICZCE CORAZ WIĘKSZY, A PRZECHODZĄCY LUDZIE CORAZ CIEKAWIEJ WYGLĄDAJĄCY. NAPATRZYŁEM SIĘ NA TO PISZĄC BLOGA I STRZELAJĄC OD CZASU DO CZASU FOTY.

DWÓJCA TRÓJCY POWRÓCIŁA Z WYPIEKAMI NA TWARZY PO OKOŁO 100 min. RUSZYŁEM NA OBCHÓD TEJ POTĘŻNEJ ŚWIĄTYNI. ZAJĘŁO MI TO PODOBNĄ ILOŚĆ CZASU, CHOCIAŻ OGLĄDAŁEM TROCHĘ INACZEJ, BO BARDZIEJ MNIE INTERESUJĄ LUDZIE W DANEJ PRZESTRZENI NIŻ SAMO OTOCZENIE. ZRESZTĄ ZAWSZE OGLĄDAMY WSZYSTKO NA SWÓJ WŁASNY, BARDZO INDYWIDUALNY SPOSÓB.

OBEJŚCIE CAŁOŚCI WYMAGA FAKTYCZNIE SPORO CZASU. NAM BYŁO TROCHĘ ŁATWIEJ, BO ROBILIŚMY TO WCZEŚNIE RANO I PODCZAS LEKKIEGO ORZEŹWIAJĄCEGO DESZCZYKU.

MUSISZ LICZYĆ CO NAJMNIEJ 60 min GALOPUJĄC. JEŚLI MASZ ZAMIAR ZOBACZYĆ TO CUDO NAPRAWDĘ STARANNIE I CHODZISZ BEZPROBLEMOWO, ZAREZERWUJ SOBIE 90 – 120 min. NAPRAWDĘ WARTO. GORĄCO POLECAMY.  🙂 🙂 🙂 🙂 🙂

DO OGLĄDNIĘCIA W ĆIDAMBARAM WYTYPOWANE MIELIŚMY JESZCZE DWIE ŚWIĄTYNIE: LORD THILLAI KALI TEMPLE I LORD ELAMAIYAKKINAR (ILAMAIYAKKINAR) TEMPLE.

UZGODNILIŚMY Z ZATRZYMANYM TUK-TUKOWCEM CENĘ ZA DOWIEZIENIE DO w/w OBIEKTOSÓW I ODSTAWIENIE NA DWORZEC ZA 200 RUPOLASÓW I RUSZYLIŚMY. DESZCZ STRASZYŁ CORAZ BARDZIEJ. DO TEGO STOPNIA, ŻE IDĄC DO ŚWIĄTYŃ ZARYZYKOWALIŚMY ZOSTAWIENIE BAMBETLI W POJEŹDZIE POD CZUJNYM (?) BACZENIEM NASZEGO KIEROWCY. OCZYWIŚCIE WSZYSTKIE CENNE RZECZY MIELIŚMY ZE SOBĄ, A TAK NA WSZELKI WYPADEK OBFOTOGRAFOWAŁEM TUK-TUKA, PROWADZĄCEGO I JEGO ID.

PIERWSZA Z WIDZIANYCH ŚWIĄTYŃ – LORD THILLAI KALI JEST SUPER CIEKAWA, CHOCIAŻ NIEWIELKA. A DZIEJE SIĘ W NIEJ NAPRAWDĘ DUŻO. MASA GORLIWIE MODLĄCYCH SIĘ LUDZI ROBI NIESAMOWITE WRAŻENIE. ŚWIECZKI, ZNICZYKI (A RACZEJ LAMPKI Z PŁONĄCYM MASŁEM GHEE); TŁUSTA OD MASŁA POSADZKA, NA KTÓREJ MOŻNA WYWINĄĆ NIESAMOWITEGO ORŁA – JEST CO OGLĄDAĆ I CO PRZEŻYWAĆ … ZAREZERWUJ SOBIE 20-30 min. WSTĘP WOLNY.

DRUGA – LORD ELAMAIYAKKINAR (ILAMAIYAKKINAR) TEMPLE. – ŚWIECI PUSTKAMI. PRZED WEJŚCIEM KILKU ŻEBRAKÓW. JEDEN MA NIEZIEMSKO ZIELONE OCZY. WYGLĄDA NIEPRAWDOPODOBNIE. WE WNĘTRZU BUDOWLI MAŁO SIĘ DZIEJE. NAM WYSTARCZYŁO 10 min NA CAŁOŚĆ. WSTĘP BEZPŁATNY.

PRZEJAZD AUTOBUSEM DO KUMBAKONAM TO KWESTIA 61 RUPI OD GŁOWY I PRAWIE 3 GODZIN JAZDY.

PRZED DWORCEM AUTOBUSOWYM WPADAMY JAK ZWYKLE W ŁAPSKA TUK-TUKOWCÓW. NIKT NIE CHCE JECHAĆ ZA NASZĄ CENĘ. RUSZAMY PRZED SIEBIE IGNORUJĄC ZACZEPKI. ŚWIETNIE WIEMY, ŻE NAJDALEJ 200 m OD STACJI ZŁAPIEMY PRZEWÓZ PŁACĄC ROZSĄDNIE.

DO HOTELU ATHITYAA DOJECHALIŚMY PŁACĄC 60 RUPOLI – 50% Z KWOTY ŻĄDANEJ PRZY AUTOBUSACH.

WYBRANY PRZEZ NAS HOTEL STOI TUŻ PRZY ŚWIĄTYNI SOMESWAR. DWIE PODOBNE, CHOCIAŻ ZDECYDOWANIE CIEKAWSZE LEŻĄ O KILKA MINUT PIECHOTĄ DALEJ.

HOTEL ATHITYAA JEST SPORY, NIENOWOCZESNY I ZDECYDOWANIE WYMAGAJĄCY ODNOWIENIA. TRZEBA JEDNAK PRZYZNAĆ, ŻE Z JEGO DAWNEJ CHWAŁY TROCHĘ POZOSTAŁO. POKOJE SĄ BARDZO DUŻE I NIE NAJGORZEJ WYPOSAŻONE. WIELKIE PÓŁKI, KAMIENNE PODŁOGI, WYGODNE ŁÓŻKA. GDYBY JESZCZE PORZĄDNIE GO SPRZĄTANO …
POWAŻNYM – DLA MNIE – UTRUDNIENIEM JEST KOMPLETNY BRAK WI-FI. NAJWIĘKSZĄ ZALETĄ – CENA. PŁACIMY 800 RUPI / DOBA. JEST TU TEŻ BARDZO DOBRA POD KAŻDYM WZGLĘDEM RESTAURACJA “HOTEL NEW ARYAS”. MOŻNA W NIEJ DOSTAĆ NAWET WODĘ SODOWĄ PO NORMALNEJ CENIE.

CIĄGLE MIELIŚMY WYSTARCZAJĄCO CZASU NA ZOBACZENIE DWÓCH SPOREJ WIELKOŚCI ŚWIĄTYŃ: ARULMIGU SARANGAPANI SWAMYNAGESWARASWAMY. W TEJ DRUGIEJ, NAZYWANEJ CZASEM NAGESWARAN TEMPLE WARTO ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA KAMIENNE RYDWANY

OBIE WYMAGAJĄ CO NAJMNIEJ 30-to min OGLĄDANIA. W WERSJI DLA ZAINTERESOWANYCH 45 +. GORĄCO POLECAMY.

DINNER ZJEDLIŚMY W RESTAURACJI THULASI PURE VEG (TANJORE MAIN ROAD) PRAWIE ŻE NA WPROST HOTELU. PO PRZECIWNEJ STRONIE ULICY JAKIEŚ 30 METRÓW OD BRAMY ŚWIĄTYNI ARULMIGU VYAZHA SOMESAR (TEMPLE) GORĄCO POLECAM 🙂 🙂 🙂

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *