21.03.2018 – KALLANAI – ZAPORA SPRZED 2 TYSIĄCLECI

.

ZNAMY TROCHĘ DZIEŁA PERSKIEJ MYŚLI TECHNICZNEJ OBEJMUJĄCE DYSTRYBUCJĘ WODY. SĄ NIESAMOWITE. DLATEGO DZISIAJ POSTANOWILIŚMY ZOBACZYĆ STAROINDYJSKIE ROZWIĄZANIA W TEJ DZIEDZINY, WSPOMINANE PODCZAS WCZORAJSZEJ POGAWĘDKI Z PRZEWODNIKAMI SPOTKANYMI OBOK ŚWIĄTYNI BRIHADEESWARA.
JEDYNĄ TRUDNOŚĆ JAKĄ MUSIMY POKONAĆ TO DOJAZD DO ODLEGŁEGO O JAKIEŚ 50 km MIEJSCA.

ŚNIADANIE JEMY W PRZYHOTELOWEJ RESTAURACJI. PRAWDĘ POWIEDZIAWSZY NIE ZASŁUGUJE ONA NA WYRÓŻNIENIE, BY JEŚĆ W NIEJ DRUGI RAZ. DZIĘKI TEMU JEDNAK OSZCZĘDZAMY SPORO CZASU POTRZEBNEGO NA WYSZUKANIU NOWEGO, CIEKAWEGO MIEJSCA JEDZENIOWEGO W MIEŚCIE.

PODRÓŻ ROZPOCZYNA DOJAZD AUTOBUSEM SPOD STACJI KOLEJOWEJ DO tzw. STAREGO DWORCA AUTOBUSOWEGO (THANJAVUR OLD BUS STAND). STAMTĄD TRZEBA PRZEJŚĆ 100, MOŻE 150 m NA KOLEJNY PLAC AUTOBUSOWY – THIRUVAIYARU BUS STAND. OBSŁUGUJĄCY PRZEJAZDY DO KALLANAI POJAZD, BYŁ PRAWIE GOTOWY DO DROGI. PO OKOŁO 10 min RUSZYLIŚMY.

TAKI PRZEJAZD TO ŚWIETNA OKAZJA DO KONTAKTU Z LOKALSAMI. MOŻNA SPOTKAĆ WIELE INTERESUJĄCYCH TWARZY. WIĘKSZOŚĆ – WPATRUJĄC SIĘ W CIEBIE Z OGROMNYM ZAINTERESOWANIEM – SPRAWIA WRAŻENIE LUDZI WIDUJĄCYCH BIAŁASÓW ALBO SPORADYCZNIE, ALBO WCALE.

AUTOBUS DOJEŻDŻA PRAWIE DO SAMEJ TAMY. ZATRZYMUJE SIĘ JAKIEŚ 100 m OD JEJ CENTRALNEGO PUNKTU. PODCHODZĄC BLIŻEJ NAPOTYKAMY SPRZEDAWCĘ SMAŻONYCH W GŁĘBOKIM TŁUSZCZU JARZYN. PYSZNE I TANIE. GDYBYŚMY WIEDZIELI, ŻE CZEKAJĄ TU NA NAS TAKIE SMAKOŁYKI, NAWET BYŚMY NIE MYŚLELI O HOTELOWYM ŚNIADANIU. POLECAMY GORĄCO 🙂 🙂 🙂

SAMA TAMA LEKKO ROZCZAROWUJE, BO Z POSTAWIONEJ W II w. SUPER NOWATORSKIEJ KONSTRUKCJI POZOSTAŁO NIEWIELE. OCZYWIŚCIE ZARYSY DZIEŁA KRÓLA KARIKALANA Z DYNASTII ĆOLÓW SĄ WIDOCZNE NA KAŻDYM KROKU. NATOMIAST ZAPORA PRZESZŁA JUŻ TYLE MODYFIKACJI I PRZERÓBEK, ŻE JEDYNE CO JESZCZE WYSTAJE SPOD GRUBEGO KOŻUCHA ZAMIERZCHŁYCH ZDARZEŃ TO POZOSTAŁOŚCI PO ANGIELSKIEJ MYŚLI TECHNICZNEJ. WIDAĆ JĄ W KILKU MIEJSCACH BARDZO WYRAŹNIE (NAPISY I POPIERSIE BRYTYJSKIEGO INŻYNIERA ARTURA COTTONA), W INNYCH JEST MNIEJ OCZYWISTA (SYSTEM OTWIERANIA GRODZI).

KORONA TAMY MA NIESPOTYKANY KSZTAŁT I WIELKOŚĆ. PRZESZLIŚMY TYLKO POŁOWĘ, BO KLARA NIE PRÓŻNOWAŁA WYLEWAJĄC NA NAS MASY GORĄCEGO, NIETKNIĘTEGO NAJSŁABSZYM RUCHEM POWIETRZA.

IDĄC WZDŁUŻ TEGO NIEOCIENIONEGO, ROZGRZANEGO BETONU, PRZYGLĄDAM SIĘ ŻYCIU TUBYLCÓW. WIELU JEST ZAJĘTYCH ŁOWIENIEM RYB. GŁÓWNIE PRZY POMOCY SIATKI ZARZUCANEJ TAK JAK LASSO, Z GÓRY. TO BARDZO POPULARNY W CAŁEJ AZJI SPOSÓB. ALE TUTAJ ZOBACZYŁEM PIERWSZY RAZ STOSUJĄCE GO NIEWIASTY.
POZA RYBAKAMI SĄ JESZCZE SPRZEDAWCY JEDZENIA WYKORZYSTUJĄCY STOJĄCE NA KRAŃCACH ZAPORY DRZEWA. JEST PRZY NICH PRZYSTANEK AUTOBUSOWY CO OCZYWIŚCIE ZWIĘKSZA PRZEPŁYW KLIENTÓW.

POMIĘDZY ŚRODKOWYM A PRAWYM (PATRZĄC OD STRONY NASZEGO PRZYJAZDU), RAMIENIEM ZAPORY ZBUDOWANEJ W FORMIE LITERY U JEST DROGA PROWADZĄCA DO POBLISKIEGO MIASTECZKA. PRZECHODZĄC KILKADZIESIĄT METRÓW NAPOTYKAMY PO LEWEJ KARIKALA CHOLAN MANIMANDAPAM – PARK PAMIĘCI  Z BUDYNKIEM POŚWIĘCONYM KRÓLOWI KARIKALA. WEJŚCIE CHYBA DARMOWE – BYLIŚMY KOŁO POŁUDNIA I NIKT TEGO NIE PILNOWAŁ. W ŚRODKU POSĄG WODZA NA KONIU I TROCHĘ ZWIĄZANYCH Z NIM INFORMACJI. PRAWIE WSZYSTKIE WYŁĄCZENIE W ROBACZKACH. POTRZEBA MAKSYMALNIE 15 min.

.

KALLANAI – RYBACY DEMONSTRUJĄ SWÓJ ŁUP …

.

PO PRZECIWNEJ STRONIE DROGI ZNAJDUJE SIĘ SPOREJ WIELKOŚCI KALLANAI OLD PARK. ZNAJDZIESZ W NIM DUŻO CIENIA, ŁAWKI, DIABELSKI “MŁYNEK”, PLUS COŚ DO PICIA I JEDZENIA. POLECAM STOISKO Z LOKALNYMI RYBAMI. MOCNO ZGRILLOWANE SĄ CAŁKOWICIE BEZPIECZNE NAWET DLA NAJBARDZIEJ WYBREDNYCH JEDZENIOWO. PORCJA KOSZTUJE GROSZE, A SMAK I WYGLĄD – PODANO NAM JE JESZCZE SKWIERCZĄCE NA GAZECIE – MAJĄ NIEZAPOMNIANY.

PRZY TAMIE SPĘDZILIŚMY W SUMIE PRAWIE 2 GODZINY. WYCIECZKA FAJNA, TYLE TYLKO, ŻE TE 46 PLUS KILOMETRÓW JEDZIE SIĘ DOSYĆ DŁUGO.

PO POWROCIE DO TAŃDŹAWURU POWAŁĘSALIŚMY SIĘ TROCHĘ PO CENTRUM. KORZYSTAJĄC Z OKAZJI WYMIENILIŚMY W NAJLEPSZYM TUTEJSZYM KANTORZE DOLAROSY. ZAOPATRZYLIŚMY SIĘ TEŻ W ŚRODKI ODKAŻAJĄCE.

KOLACJĘ ZJEDLIŚMY TYM RAZEM W HOTELOWYM POKOJU. KARASIOWI BARDZO SPODOBAŁY SIĘ KURCZAKI Z ROŻNA. NAM ZRESZTĄ TEŻ. KUPILIŚMY WIĘC CAŁEGO PTAKA DO KTÓREGO DOSTALIŚMY JAKIEŚ SOSY. WOMBACIK Z KARASIEM, NAJWYRAŹNIEJ MOCNIEJ WYGŁODZENI KILKUGODZINNYM WAŁĘSANIEM SIĘ WOKÓŁ RZEKI WZIĘLI SOBIE JESZCZE PO PORCJI SMAŻONYCH WARZYW. NIE WIEM JAK DALI RADĘ WTRZĄCHNĄĆ TYLE ŻARCIA …

.

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *