11.03.2018 – ŚWIĄTYNIE ŚWIĘTEGO MIASTA

.

SPALIŚMY BARDZO DŁUGO. TRZEBA BYŁO DOJŚĆ DO SIEBIE PO WŁAŚCIWIE DWÓCH NIEPRZESPANYCH NOCACH. ZACZĘLIŚMY OD BEZNADZIEJNEJ SPRAWY, CZYLI PRÓBY ZNALEZIENIA TELEFONU.

DOTARLIŚMY DO ŚWIĄTYNNEGO GURU, KTÓRY OŚWIADCZYŁ, ŻE NORMALNIE WSZYSTKO CO ZOSTAWIONE LUDZIE PRZYNOSZĄ DO NIEGO. ALE MOJEGO TELEFONU NIKT NIE ODDAŁ. SAMEGO SMARTFONA – BYŁ JUŻ BARDZO STARY – NIE BYŁO MI TAK BARDZO ŻAL. ALE KONTAKTÓW ZE ŚWIATEM TAK. PIETRUSZKA MNIE POCIESZAŁ, ŻE I TAK TRZEBA BY BYŁO KUPIĆ NOWY TELEFON W NIEDALEKIEJ PRZYSZŁOŚCI, A KONTAKTY TO NIE PROBLEM.

NIC WIĘCEJ NIE MOGLIŚMY ZROBIĆ, WIĘC POSZLIŚMY W KOŃCU NA ŚNIADANIE. WIELE JUŻ POTEM NIE ZDZIAŁALIŚMY, BO ZROBIŁA SIĘ PORA, W KTÓREJ WSZYSTKIE ŚWIĄTYNIE ZAMYKANO.

WYCHODZĄC POPOŁUDNIEM Z HOTELU KARAŚ POWIEDZIAŁ NAM, ŻE SIEDZIAŁ W RECEPCJI W CZASIE SJESTY. NIE BYŁO TO NIC DZIWNEGO, BO TYM MIEJSCU JEST WI-FI. TEŻ BYM SIEDZIAŁA GDYM NIE ZOSTAWIŁA TELEFONU W ŚWIĄTYNI. ALE ON – NIEZNAJĄCY JĘZYKA ANGIELSKIEGO, NA MIGI UŻYWAJĄC RĄK, ZAMÓWIŁ PRZEZ UMYŚLNEGO TRZY BUTELKI ZIMNEJ WODY MINERALNEJ Z DOWOZEM DO HOTELU. MISTRZOSTWO ŚWIATA. NIE WPADLIBYŚMY NA TO.

PO POŁUDNIU MIELIŚMY AMBITNY PLANEM OBEJRZENIA NAJSŁYNNIEJSZYCH TUTEJSZYCH ŚWIĄTYŃ: EKAMBARESHWARA, POTEM KAILASANATHAR TEMPLE I SRI VAIGUNDA PERUMAL (TEMPLE).

USTALILIŚMY, ŻE PORUSZAMY PIŹDZIKIEM SIĘ ZA KWOTĘ 30-50 RUPI. NIE JEST TO ŁATWE, BO ODLEGŁOŚCI SĄ SPORE. WSZYSTKO JEDNAK ZALEŻY OD SIŁY ARGUMENTÓW I UMIEJĘTNOŚCI TARGOWANIA. Z REGUŁY ROBIŁ TO PIETRUSZKA, KTÓRY ROZWIJAŁ PRZED KIEROWCAMI SWOJE KRASOMÓWCZE TALENTY Z DZIEDZINY EKONOMII ZE SZCZEGÓLNYM UWZGLĘDNIENIEM USŁUG, TO ZNACZY WYBORU KLIENTA, KTÓRE CHCE MAŁO PŁACIĆ W ASPEKCIE CZYHAJĄCEJ KONKURENCJI.

ŚWIĄTYNIA EKAMBARESHWARA JEST JEDNĄ Z NAJSTARSZYCH ŚWIĄTYŃ W INDIACH. ZAPISKI O NIEJ DATUJĄ SIĘ NA VI w. ZAJMUJE POWIERZCHNIĘ 93 000 m2. PRZEZ WYSOKĄ NA 59 m GOPURĘ POŁUDNIOWĄ WCHODZIMY DO ŚRODKA. PRZY WEJŚCIU ZNAJDUJĄ SIĘ DWIE HALE VAHANA MANDAPAM I SARABESA MANDAPAM (SALA NAWARATRI). NA OBRZEŻACH KORYTARZ Z TYSIĄCEM FILARÓW.

LEGENDA MÓWI, ŻE KIEDY BÓG ŚIWA POGRĄŻONY BYŁ W PROCESIE TWORZENIA WSZECHŚWIATA, PARWATI ŻARTUJĄC ZASŁONIŁA MU OCZY. SPOWODOWAŁO TO CIEMNOŚĆ I ZATRZYMANIE KREACJI BOGA. ŚIWA WPADŁ W ZŁOŚĆ I NAKAZAŁ PARWATI, ABY UDAŁA SIĘ NA ZIEMIĘ ODKUPIĆ ZŁY UCZYNEK. PARWATI PRZYBYŁA NA ZIEMIĘ, GDZIE POD DRZEWEM MANGOWYM W KANCHI ZROBIŁA Z PIASKU SHIVALINGĘ I ODDAWAŁA JEJ CZEŚĆ. BÓG DŁUGO BYŁ NIEPRZEJEDNANY I ZSYŁAŁ NA NIĄ RÓŻNE NIESZCZĘŚCIA JAK OGIEŃ CZY WODĘ, ABY ZAKŁÓCIĆ JEJ POKUTĘ. W KOŃCU ZADOWOLONY Z CZCI JAKĄ MU ODDAWAŁA PRZEBACZYŁ JEJ.

ŚWIĄTYNIA JEST JEDNĄ Z PANCHA BHOOTA STALAM. TO PIĘĆ ŚWIĄTYŃ ŚIWY REPREZENTUJĄCYCH PIĘĆ ELEMENTÓW NATURY. PANCHA OZNACZA PIĘĆ, BHOOTA OZNACZA ELEMENTY, A STALA MIEJSCE. TA ŚWIĄTYNIA JEST ZWIĄZANA Z ELEMENTEM ZIEMI. ŚIWA JEST TUTAJ CZCZONY JAKO EKAMBARESWARAR LUB EKAMBARANATHAR, CZYLI PAN DRZEWA MANGO I JEST REPREZENTOWANY PRZEZ LINGAM. MANGOWE DRZEWO MOŻNA OGLĄDAĆ W ŚWIĄTYNI NATOMIAST LINGAM JEST NIEDOSTĘPNY DLA INNOWIERCÓW.

.

KANCHIPURAM – THIRU EKAMBARANATHAR TEMPLE

.

OBESZLIŚMY TĘ POTĘŻNĄ ŚWIĄTYNIĘ DWA LUB TRZY RAZY WOKOŁO PRZY DŹWIĘKU BĘBENKÓW I SURMY. GRANY UTWÓR MIAŁ KONOTACJE JAZZOWE. MIMO TO ZNAKOMICIE PASOWAŁ DO ATMOSFERY ŚWIĄTYNI. BARDZO MI SIĘ PODOBAŁ.

TROCHĘ NAM ZESZŁO W TEJ ŚWIĄTYNI, A NASTĘPNA NA NASZEJ LIŚCIE KAILASANATHAR BYŁA DOŚĆ DALEKO. KIEDY DO NIEJ DOTARLIŚMY JUŻ JĄ ZAMYKANO, CHOCIAŻ BYŁO PRZED 18-tą. UPROSILIŚMY, ABY POZWOLONO NAM WEJŚĆ, CHOCIAŻ NA 5 MINUT.

WYZNACZAŁA NOWE TRENDY BĘDĄC PIERWSZĄ ŚWIĄTYNIĄ Z PIASKOWCA. ZBUDOWALI JĄ PALLADOWIE POMIĘDZY 685 A 705 r.

MNIE TA ŚWIĄTYNIA URZEKŁA OD RAZU. JEJ FORMA JEST DOSKONAŁA. MA IDEALNIE WYWAŻONE PROPORCJE. MA SANCTUM SANCTORUM, CZYLI ŚWIĘTE MIEJSCE; WEWNĘTRZNE OGRODZENIE; MANDAPĘ. WIMANA JEST NAD GŁÓWNĄ ŚWIĄTYNIĄ. ZEWNĘTRZNE ŚCIANY PEŁNE SĄ RZEŹB. OBESZLIŚMY CAŁOŚĆ BARDZO SZYBKO I MUSIELIŚMY WYCHODZIĆ, BO JAK SIĘ OKAZAŁO ZAMYKANA JEST O 18-tej.

NASTĘPNA SRI VAIGUNDA PERUMAL (TEMPLE) Z OPISU WYDAWAŁA SIĘ ZUPEŁNIE INNA NIŻ W RZECZYWISTOŚCI. DO TEGO STOPNIA, ŻE DWA RAZY PYTAŁAM, LOKALSÓW GDZIE JESTEŚMY.

ŚWIĄTYNIA POŚWIĘCONA JEST WISZNU W TRZECH POZYCJACH. STOJĄCEJ, SIEDZĄCEJ I LEŻĄCEJ. BYŁA TO CIEMNA ŚWIĄTYNIA PEŁNA ZADASZONYCH PRZEJŚĆ. DO CZĘŚCI GŁÓWNEJ NIE HINDUSI NIE MAJĄ WSTĘPU.

WIECZOREM KIEDY SZLIŚMY DO DOMU WSTĄPILIŚMY NA JEDZENIE DO ARABBAT HOTAL PRZY JEDNEJ Z GŁÓWNYCH ULIC. MY Z KARASIEM JEDLIŚMY MAKARON A PIETRUSZKA PRZEPIÓRKĘ. OBAJ CHWALĄ SWOJE JEDZENIE ALE DLA MNIE TEN MAKARON JEST NA 55 MIEJSCU W KATEGORII ZJEDZONYCH MAKARONÓW W ŻYCIU. CENY BARDZO PRZYSTĘPNE.

W RAMACH DEMOKRACJI W NASZEJ TRÓJCY PRZEGŁOSOWALIŚMY POMYSŁ PIETRUSZKI ABY JECHAĆ DO ĆENNAJU NIE NA TRZY ALE NA JEDEN DZIEŃ.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *