15.03.2018 – SOLENIZANT TO MA ŻYCIE KLAWE …

.

DZISIAJ SĄ URODZINY PIETRUSZKI. W RAMACH UROCZYSTOŚĆ ZOSTALIŚMY ZAPROSZENI NA ŚNIADANIE W PRZYDROŻNYM BARZE. TRZY LEDWO TRZYMAJĄCE SIĘ NA NOGACH STOLIKI, A DO JEDZENIA: WYGLĄDAJĄCY JAK NADMUCHIWANY CHLEB, PLACUSZKI ORAZ WARZYWNE CIAPLETY. BARDZO DOBRE, ODWROTNIE PROPORCJONALNE DO WYGLĄDU. 🙂 🙂 🙂

IDZIEMY NA WZGÓRZE SKŁADAJĄCE SIĘ Z TYSIĘCY GŁAZÓW O MONSTRUALNEJ WIELKOŚCI.
WYGLĄDAJĄ JAK ROZPŁASZCZONE CIELSKA MITYCZNYCH STWORÓW. NAJPIERW SKALNA ŚWIĄTYNIA TRIMURTI. JUŻ SAMA NAZWA WSKAZUJE NA TO, ŻE JEST POŚWIĘCONA BRAHMIE, ŚIWIE I WISZNU.

WDRAPUJEMY SIĘ NA WZGÓRZE POD KULKĘ MASŁA KRISZNY. NAJBARDZIEJ POPULARNY GŁAZ WZGÓRZA MAMALLAPURAM. RZECZYWIŚCIE JEST ZAPRZECZENIEM ZASAD RÓWNOWAGI. STOI NA POCHYŁEJ CZĘŚCI WZGÓRZA OPIERAJĄC SIĘ NA MINIMALNEJ CZĘŚCI SWOJEJ OKRĄGŁEJ FORMY.

PIETRUSZKA CHCE MIEĆ SESJĘ ZDJĘCIOWĄ POD TYM GŁAZEM WIĘC SPEŁNIAMY JEGO ŻYCZENIE. JA DO TEGO STOPNIA, ŻE COFAJĄC SIĘ W TRAKCIE ROBIENIA ZDJĘCIA, POTYKAM SIĘ O JAKIŚ KAMIEŃ I PRZEWRACAM SIĘ DO TYŁU. NA SZCZĘŚCIE ZGNIATAM TYLKO ETUI OKULARÓW.

WĘDRUJEMY WZGÓRZEM WSTĘPUJĄC DO KOLEJNYCH ŚWIĄTYŃ. OZNAKOWANIE JEST NA TYLE SŁABE, ŻE IDĄC Z PRZEWODNIKIEM W RĘKU TRUDNO SIĘ ZORIENTOWAĆ CO JEST CO. A DO TEGO JEST TAK CIEPŁO, ŻE CZUJEMY SIĘ JAK KAWAŁKI MIĘSA NA PATELNI.

IDZIEMY W STRONĘ LATARNI, SZUKAJĄC LWIEGO TRONU. POTEM MANDAPA WARAHY, MANDAPA RAMANUJA, MANDAPA MAHISHASURAMARDINI (MAHISHAMARDINI). SCHODZIMY W DÓŁ. OGLĄDAMY MANADPĘ KRISZNY, MANADPĘ PIĘCIU PANDAWÓW. NAPRAWDĘ PIĘKNE. TRZEBA TO ZOBACZYĆ. JAK ONI TWORZYLI TE WSZYSTKIE BUDOWLE NA TYM TERENIE TRUDNO SOBIE WYOBRAZIĆ.

KOŃCZYMY ZWIEDZANIE NA SŁYNNYM ARCYDZIELE: ZSTĄPIENIE GANGESU LUB POKUTA ARDŹUNY. OLBRZYMIA PŁASKORZEŹBA, NA KTÓREJ JEST WSZYSTKO. LUDZIE, ZWIERZĘTA, RZEKA, STOJĄCY NA JEDNEJ NODZE ARDŹUNA NO I TAKŻE NAŚLADUJĄCY GO KOT. PRZEPIĘKNE. 🙂 🙂 🙂 🙂

JESTEŚMY JUŻ PRZYPIECZENI NA TYM SŁOŃCU WIĘC WRACAMY PO KOSTIUMY KĄPIELOWE I IDZIEMY NA PLAŻĘ. DLA DUCHA JUŻ BYŁO, TERAZ COŚ DLA CIAŁA.

NA RYBACKIEJ PLAŻY WYDAJE SIĘ BYĆ PUSTO. TROCHĘ KUTRÓW I MY. ALE TO ZŁUDZENIE. PRZED NAMI WYRASTAJĄ SPRZEDAWCY PAMIĄTEK I GADŻETÓW. UPATRUJĄ SOBIE SZCZEGÓLNIE KARASIA. NIE PIERWSZY ZRESZTĄ RAZ. ON MA W SOBIE JAKIŚ MAGNES PRZYCIĄGAJĄCY WSZELKIEJ MAŚCI HANDLARZY. W KOŃCU UDAJE NAM SIĘ WYZWOLIĆ Z ICH RĄK. KĄPIEMY SIĘ KOLEJNO, BO NIE MAMY PRZY KIM ZOSTAWIĆ RZECZY. CIEPŁA, WSPANIAŁA WODA, FALE.

.

MAMALLAPURAM – PLAŻA WIOSKI RYBACKIEJ

.

WRACAJĄC Z PLAŻY WSTĘPUJEMY DO AGENCJI TURYSTYCZNEJ NAPRZECIWKO NASZEGO SILVER MOON GH, ABY SPRAWDZIĆ CZY SĄ BILETY NA POCIĄG, KTÓRYM CHCEMY JECHAĆ NASTĘPNEGO DNIA. OKAZUJE SIĘ, ŻE BILETÓW NA WYBRANĄ PRZEZ NAS GODZINĘ NIE MA. MUSIMY SIĘ ZASTANOWIĆ CO I JAK ZROBIĆ DALEJ. NIE CHCEMY JECHAĆ W DZIEŃ, BO JEST TO BARDZO MĘCZĄCE. NIE CHCEMY TEŻ NOCOWAĆ W ĆIDAMBARAM (CHIDAMBARAM).

PO POŁUDNIU NA HOTELOWYM BALKONIE SOLENIZANT STAWIA NAM DRINKA. CAŁKIEM ZIMNY MOŻE NIE JEST, ALE CHOCIAŻ LETNI. JAK PRZYSTAŁO NA GOŚCI WZNOSIMY TOASTY ZA ZDROWIE DOSTOJNEGO JUBILATA. NA TYM UROCZYSTOŚCI SIĘ NIE KOŃCZĄ BO JESTEŚMY JESZCZE ZAPROSZENI NA KOLACJĘ. SOLENIZANT TO MA GEST!

KOLACJA ODBYWAŁA SIĘ WEDŁUG WYBORU PIETRUSZKI W SAABRA NORTH INDIAN FAST FOOD. PODOBAŁA MU SIĘ TA KNAJPA, CHOCIAŻ JA CICHUTKO ZWRÓCIŁAM UWAGĘ, ŻE TO JEST FAST FOOD. KAŻDY Z NAS ZAMÓWIŁ CO INNEGO I TYM SAMYM SKOSZTOWALIŚMY OKOŁO 5 CZY 6 DAŃ. JEDZENIE OKAZAŁO SIĘ ŚWIETNE, SZCZEGÓLNIE GRZYBY I KREWETKI. JEDNE BYŁY PO MANDŻURSKU (MANCHURIAN) A DRUGIE Z CHILLI. PYSZNE. 🙂 🙂 🙂 🙂

NIE WIEM TYLKO, DO CZEGO ODNOSIŁ SIĘ TEN FAST FOOD. JEDZENIE W INDIACH JEST DALEKIE OD TEGO CO OKREŚLA SIĘ TYM MIANEM. MOŻE CHODZI O PRZYCIĄGNIĘCIE TURYSTÓW. SZYBKIE CZY NIE – JEDZENIE W SAABRA NORTH INDIAN FAST FOOD MOŻNA SPOKOJNIE POLECIĆ, JEST BARDZO DOBRE.

URODZINY ZAKOŃCZYŁ OSTATNI TOAST ZA SZCZĘŚCIE SOLENIZANTA. MY, GOŚCIE BYLIŚMY SUPER ZADOWOLENI Z CAŁEGO DNIA.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *