16.03.2018 – JAZDA DO ĆIDAMBARAM

.

WSZYSTKO CO DOBRE NIESTETY SIĘ KOŃCZY. PRZYSZEDŁ CZAS NA WYJAZD Z PRZYJAZNEGO MAMALLAPURAM.

KOLEJNE SPRAWDZENIE MOŻLIWOŚCI JAZDY KOLEJĄ PÓŹNĄ NOCĄ UPEWNIŁO NAS, ŻE NIE MA MIEJSC W POCIĄGACH PO GODZINIE 23-ciej. JUŻ DECYDOWALIŚMY SIĘ NA JEDYNY DOSTĘPNY POCIĄG WYJEŻDŻAJĄCY O 22:40, KIEDY PIETRUSZKA ZACZĄŁ LICZYĆ KOSZT PRZEJAZDU. WYSZŁO MU JAKOŚ DROGO, BO CENA BILETU WYNOSIŁA OKOŁO 1400 RUPII NA OSOBĘ. PAN W BIURZE POTWIERDZIŁ: CENY BILETÓW WZROSŁY. MY Z KOLEI UŚWIADOMILIŚMY SOBIE, ŻE POPRZEDNIM RAZEM BĘDĄC W INDIACH PODRÓŻOWALIŚMY DZIĘKI ZASTOSOWANEMU PROSTEGO TRIKU JAKO HINDUSCY SENIORZY. TO POZWALAŁO OBNIŻYĆ ZNACZNIE CENĘ BILETÓW – TUBYLCY PŁACĄ OCZYWIŚCIE MNIEJ – DODATKOWO UWZGLĘDNIAJĄCĄ WIEK PASAŻERA. NO, ALE TAKIE RZECZY ZDARZAJĄ SIĘ TYLKO RAZ.

PIETRUSZKA PODSUNĄŁ POMYSŁ, ABY SPRÓBOWAĆ POJECHAĆ TAKSÓWKĄ. POMYSŁ MÓGŁ BYĆ ATRAKCYJNY CENOWO. OMINĘLIBYŚMY GODZINNĄ JAZDĘ DO CHENGALPATTU, SKĄD ODCHODZIŁ NASZ POCIĄG. ALE Z DRUGIEJ STRONY PRZYJECHALIBYŚMY NA MIEJSCE DUŻO WCZEŚNIEJ I TRZEBA BYŁOBY GDZIEŚ SIĘ PRZESPAĆ.

KRÓTKA NARADA I SZUKAMY KIEROWCY TAXI, KTÓRY POJEDZIE ZA NASZĄ CENĘ. POCZĄTKOWO IDZIE TRUDNO, ALE W KOŃCU DOBIJAMY TARGU. CENA 330O RUPI. KIEROWCA PRZYJEDZIE PO NAS DO HOTELU O 23:00.

.

MAMALLAPURAM – STHALA SAYANA PERUMAL TEMPLE

.

WOLNI OD TROSK IDZIEMY SIĘ WYKĄPAĆ.

PLAŻA TUTAJ W NICZYM NIE PRZYPOMINA NASZEJ. PRZEDE WSZYSTKIM NIE JEST W ŻADEN SPOSÓB ZORGANIZOWANA. NIKT NIE LEŻY NA PIASKU I NIE OPALA SIĘ ANI NIE RELAKSUJE W CIENIU PARASOLA. JEST NATOMIAST PARĘ STRAGANÓW Z NAPOJAMI. MAJĄ ROZCIĄGNIĘTE PŁACHTY OSŁANIAJĄCE PRZED SŁOŃCEM.

TUBYLCY KĄPIĄ SIĘ WE WSZYSTKIM CO MAJĄ NA SOBIE. STOJĄ W GRUPKACH, GADAJĄ. ATRAKCJĄ SĄ PRZEJAŻDŻKI NA KONIU PO PLAŻY OFEROWANE PRZEZ MŁODYCH LUDZI. NIEKTÓRE KONIE STOJĄ W WODZIE ABY SIĘ SCHŁODZIĆ W CZASIE OCZEKIWANIA NA KLIENTÓW. UPAŁ JEST TAKI, ŻE TRUDNO WYTRZYMAĆ W SŁOŃCU.

SADOWIMY SIĘ W CIENIU ZAMKNIĘTEGO STRAGANU ZAPAKOWANEGO JAKIMŚ TOWAREM. TO CHYBA JEDEN Z LEPSZYCH CIENI NA PLAŻY.

NIE ODWAŻAM SIĘ NA ROZEBRANIE TYLKO DO JEDNOCZĘŚCIOWEGO KOSTIUMU KĄPIELOWEGO. ROBIĘ Z SZALA DŁUGĄ SPÓDNICĘ I TAK UBRANA WCHODZĘ DO WODY. FALE NIE SĄ MOŻE DUŻE, ALE SILNE. MOJA SPÓDNICA WYDYMA SIĘ, UTRUDNIA RUCH. ZASTANAWIAM SIĘ JAK TE KOBIETY TUTAJ KĄPIĄ SIĘ WE WSZYSTKIM CO MAJĄ NA SOBIE.

SIEDZIELIŚMY POD STRAGANEM KILKA GODZIN, OBSERWUJĄC TO, CO DZIAŁO SIĘ WOKÓŁ. OKOŁO 16-tej MIELIŚMY DOSYĆ. WRACALIŚMY WZDŁUŻ KRAMÓW CIĄGNĄCYCH SIĘ DO MIASTA. ZUPEŁNIE JAK NA MOLO W KOŁOBRZEGU. JEST WSZYSTKO RYBY, KUKURYDZA PIECZONA, OWOCE, ZABAWKI, PAMIĄTKI.

UPRZEJMY WŁAŚCICIEL SILVER MOON POZWOLIŁ NAM NIE TYLKO PRZECHOWAĆ BAGAŻE, ALE I TEŻ SKORZYSTAĆ Z PRYSZNICA. POZA RESTAURACJĄ MIESZCZĄCĄ SIĘ NA DACHU, OBOK RECEPCJI NA DOLE JEST KAWIARENKA, W KTÓREJ MOŻNA DOSTAĆ POZA NAPOJAMI ŚNIADANIE CZY TEŻ MAŁE JEDZONKO. BARDZO POLECAMY NOCLEG W TYM HOTELU.

IDĄC NA KOLACJĘ WSTĄPILIŚMY DO SKLEPU Z TELEFONAMI GDZIE KUPILIŚMY DLA MNIE NOWY TELEFON. TO DOŚĆ SKOMPLIKOWANA OPERACJA. NIE TYLE JEŚLI CHODZI O KUPNO SAMEGO APARATU, ALE APARATU I  KARTY. A TRZEBA KUPOWAĆ TE DWIE RZECZY RAZEM, CHYBA ŻE MA SIĘ JUŻ KARTĘ INDYJSKĄ. KOMÓRKA MUSI ZOSTAĆ ZAREJESTROWANA W TYM KRAJU. INACZEJ, PO PRZEKROCZENIU GRANIC INDII TELEFON BĘDZIE DO WYRZUCENIA (NIE ODPALI Z ŻADNYM OBCYM SIM-em) . POTRZEBNY JEST PASZPORT, 2 ZDJĘCIA, WYPEŁNIONY KWESTIONARIUSZ. WZIĄŁ TO NA SWOJE BARKI PIETRUSZKA.

BYŁAM ZACHWYCONA NOWYM TELEFONEM W ZŁOTYM KOLORZE I PERSPEKTYWĄ PONOWNEGO NAWIĄZANIA KONTAKTU ZE ŚWIATEM. SAMĄ KARTĘ MIAŁAM MIEĆ AKTYWOWANĄ ZA 3 DNI, ALE TO MI NIE PRZESZKADZAŁO.

KOLACJĘ JEDLIŚMY JAKO JEDYNI ZRESZTĄ GOŚCIE W KNAJPCE SEA LORD. JAK STWIERDZIŁ MENEDŻER, KUCHARZ I KELNER W JEDNEJ OSOBIE, JEST PO SEZONIE. MIAŁAM CO DO TEGO PEWNE WĄTPLIWOŚCI ALE NIE DYSKUTOWAŁAM. ZAMÓWILIŚMY RYBĘ. JEDZENIE BYŁO POPRAWNE.

OKOŁO 22-GIEJ WRÓCILIŚMY POD NASZ HOTEL. NA ULICY PUSTO I CICHO. WYGLĄDAŁO JAKBY WSZYSCY JUŻ SPALI. MIELIŚMY JESZCZE TROCHĘ CZASU I DOSTĘP DO WI-FI WIĘC MÓJ GENIUSZ WGRAŁ MI DO TELEFONU WSZYSTKO CO MÓGŁ.

SAMOCHÓD PRZYJECHAŁ PO NAS PUNKT O 23-ciej.

ROZSIEDLIŚMY SIĘ WYGODNIE A NAWET ZDRZEMNĘLIŚMY TROCHĘ, ALE O GODZINIE 2:00 W NOCY MUSIELIŚMY NIESTETY WYSIĄŚĆ Z TAKSÓWKI. UZNALIŚMY, ŻE NAJLEPSZYM MIEJSCEM NA PRZECZEKANIE TYCH KILKU GODZIN DO ŚWITU BĘDZIE DWORZEC KOLEJOWY.

OŚWIETLONA STACJA I TYLKO 4 GODZINY CZEKANIA DO OTWARCIA ŚWIĄTYNI. OD POCZĄTKU BYŁO WIADOMO, ŻE PRZEJAZD NA TEJ TRASIE BĘDZIE BEZNADZIEJNY I MĘCZĄCY.
SIEDZIELIŚMY NA TYM DWORCU, GDZIE NIE MA PRZECHOWALNI BAGAŻU, NA CO BARDZO LICZYLIŚMY I CO CHWILĘ KOMUŚ Z NAS ZAMYKAŁY SIĘ OCZY.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *